Bruksela daje zielone światło, Sejm stoi w miejscu. Ekspert: antyalkoholowe ustawy można łatwo naprawić

Komisja Europejska nie odrzuciła antyalkoholowych projektów Lewicy i Polski 2050, lecz wskazała jedynie poprawki techniczne możliwe do usunięcia w toku prac legislacyjnych. Prof. Krzysztof Koźmiński alarmuje, że Sejm dysponuje dziś zarówno mocnymi argumentami zdrowotnymi i ekonomicznymi, jak i wyraźnym sygnałem z Brukseli: cele regulacji są słuszne, potrzeba jedynie lepszego warsztatu legislacyjnego.

Komisja Europejska 20 kwietnia 2026 r. potwierdziła, że cele dwóch antyalkoholowych projektów – druku sejmowego nr 2007 (Lewicy) i nr 2010 (Polski 2050) – są zgodne z prawem unijnym i merytorycznie słuszne. Wskazane przez Brukselę mankamenty mają charakter techniczny i da się je poprawić w toku prac parlamentarnych. Tak prof. Krzysztof Koźmiński, członek sejmowej podkomisji nadzwyczajnej pracującej nad oboma projektami, ocenia sytuację na łamach „Dziennika Gazety Prawnej" z 12 maja 2026 r. W ustach kogoś, kto zasiada przy stole prac legislacyjnych, brzmi to jak zaproszenie do działania. Sejm jednak nadal zwleka.

Prof. Krzysztof Koźmiński, kierownik Zakładu Ekonomicznej Analizy Prawa i Centrum Oceny Skutków Regulacji na Uniwersytecie Warszawskim, radca prawny, partner zarządzający kancelarii Jabłoński Koźmiński i Wspólnicy, przyznaje, że tak intensywnych prac legislacyjnych nie pamięta od dawna. Strona społeczna – środowiska lekarskie, eksperci zdrowia publicznego, specjaliści terapii uzależnień, organizacje pozarządowe, w tym reprezentanci młodego pokolenia – występuje masowo i emocjonalnie. Argumenty padają z dwóch stron: zdrowie publiczne, dramat uzależnień, godność człowieka i odpowiedzialność państwa po jednej, wolność gospodarcza, miejsca pracy i interes branży po drugiej.

Najmocniejszy argument jest jednak prawno-ekonomiczny, a nie ideowy. Według raportu nieistniejącej już Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych z 2020 r. łączna wartość kosztów społeczno-ekonomicznych spożycia alkoholu w Polsce wyniosła 93,3 mld zł rocznie. Przy zachowaniu tej samej metodologii w roku 2025 byłoby to już ok. 186 mld zł. W szacunkach mieszczą się koszty leczenia, absencji chorobowej, wypadków, przestępstw, pracy wymiaru sprawiedliwości i utraconej produktywności. Dla porównania: w 2024 r. wpływy z podatku akcyzowego od alkoholu sięgnęły ok. 14,6 mld zł.

„Każda złotówka przychodów fiskalnych generuje zatem co najmniej sześć złotych strat" – wylicza prof. Koźmiński, opisując mechanizm prywatyzacji zysku przy uspołecznianiu kosztów. Argument, że ograniczenia w handlu i reklamie alkoholu zaszkodzą budżetowi, w świetle tych liczb po prostu nie wytrzymuje krytyki.

Drugim obszarem sporu są tzw. piwa zero.

To produkty o smaku i wyglądzie piwa procentowego, wytwarzane przez tych samych browarników i wprowadzane do obrotu pod tymi samymi markami. Prof. Koźmiński wskazuje, że brak wiarygodnych dowodów na to, by konsumenci masowo zastępowali nimi piwo z procentami, za to nie brakuje badań pokazujących, jak „zerówki" przyzwyczajają młodych do smaku i rytuału picia piwa. Światowa Organizacja Zdrowia zwraca uwagę, że producenci świadomie wykorzystują napoje bezalkoholowe do promowania swoich „głównych" marek alkoholowych – co w literaturze naukowej nosi nazwę „brand extension" lub marketingu krzyżowego.

Najbardziej rozpowszechniany w debacie publicznej zarzut wobec obu projektów dotyczy jednak ich rzekomej niezgodności z prawem unijnym. Tymczasem – jak przypomina prof. Koźmiński – 20 kwietnia 2026 r. Komisja Europejska wydała dwa powiadomienia odnoszące się do obu druków sejmowych, a ich treść jest publicznie dostępna. Bruksela nie nakazuje wycofania projektów ani nie kwestionuje samych celów regulacji. Wręcz przeciwnie – wskazuje, że „organy Komisji, zgodnie z celami strategicznymi WHO, uznają znaczenie łagodzenia szkodliwych skutków spożywania alkoholu poprzez zmniejszanie widoczności i atrakcyjności alkoholu". Komisja dostrzega też wprost „negatywne skutki związane ze zjawiskami rozszerzania marki lub marketingu krzyżowego, które mają miejsce w sytuacjach, gdy elementy odróżniające produktu alkoholowego są wykorzystywane do promowania produktu bezalkoholowego".

Takie praktyki – jak literalnie pisze regulator – „mogą być uznane za reklamę i promocję alkoholu, o ile mają na celu budowanie lojalności wobec marki i promowanie produktów alkoholowych, wywołują taki skutek lub mogą go wywoływać". Innymi słowy: unijny regulator przyznaje, że problem istnieje, a cel polskiej regulacji jest słuszny.

To, co Bruksela kwestionuje, sprowadza się do trzech zarzutów technicznych. Po pierwsze, zakazy reklamy i promocji w zakresie, w jakim obejmują Internet, kolidują z dyrektywą o handlu elektronicznym i wymagają precyzyjniejszej redakcji. Po drugie, sformułowanie zakazu reklamy napojów bezalkoholowych jest zbyt szerokie i niejasne, co rodzi ryzyko nadużyć interpretacyjnych przy ewentualnych sankcjach. Po trzecie, projektodawca nie wyjaśnił przekonująco, dlaczego sięga akurat po te, a nie inne instrumenty, i nie przedstawił rzetelnej oceny skutków regulacji oraz analizy alternatyw mniej restrykcyjnych. Prof. Koźmiński nazywa to wprost: „ogólnikowe i propagandowe uzasadnienie projektu ustawy, fikcyjna ocena skutków regulacji, brak polityki opartej na dowodach i aktualnej wiedzy naukowej".

Wszystkie te wady są jednak „naprawialne" – i to, jak ocenia ekspert, „bez szczególnego wysiłku". Doprecyzowanie definicji, uwzględnienie wymogów dyrektywy o e-commerce, dopisanie rzetelnego uzasadnienia opartego na dostępnych danych krajowych i zagranicznych, na badaniach nad „brand extension" piw zero, na stanowiskach organizacji międzynarodowych i specjalistów terapii uzależnień – to wszystko leży w zasięgu sejmowych biur legislacyjnych. Wystarczy chęć. Dobrym kontekstem porównawczym są też inne państwa Unii. Francja, Irlandia, Litwa, Łotwa czy Węgry od lat stosują daleko idące ograniczenia lub częściowe zakazy reklamy alkoholu i instytucje unijne nie kwestionują dziś ich zgodności z prawem UE. Polska może iść tą samą drogą.

Z perspektywy katolickiej refleksji nad trzeźwością ten stan rzeczy jest niemal niemożliwy do zaakceptowania. Komisja Europejska sama wskazuje cele zgodne z troską Kościoła o człowieka uzależnionego i jego rodzinę. Eksperci dostarczają dowodów, podają liczby, opisują mechanizmy. Polski ustawodawca ma na biurku gotowy materiał i otrzymał z Brukseli jasny sygnał: cele słuszne, technika do poprawy. A jednak prace toczą się powoli, a w przestrzeni publicznej pojawia się narracja, jakoby projekty zostały przez Unię „zablokowane". Każdy miesiąc zwłoki to nie tylko kolejne miliardy strat w budżecie i gospodarce, ale przede wszystkim kolejne polskie rodziny zostawione same z dramatem alkoholowym swoich najbliższych.

Po stronie Kościoła i organizacji trzeźwościowych od dawna pada apel, by polityka antyalkoholowa nie kończyła się na uchwałach gminnych i kazaniach z ambony, ale wchodziła w trwałe rozwiązania ustawowe. Opinia prof. Koźmińskiego pokazuje, że nigdy dotąd droga nie była tak otwarta. Bruksela nie blokuje, ekspert popędza, dane krzyczą. Pora, żeby ten sygnał usłyszał także Sejm – i przekuł go w ustawę dobrą zarówno z punktu widzenia rodziny, jak i z punktu widzenia rzemiosła legislacyjnego.

Źródło: „Dziennik Gazeta Prawna"

 

« 1 »