Dziękujemy za wyrażenie opinii. Ile pan chce za jej wycofanie?

Nie jestem zadowolony z produktu, ale wychodzi z propozycją: dostanę rekompensatę, ale muszę cofnąć negatywną opinię, którą wpisałem w internecie. Teologu moralisto, co ty na to? Czy sklep zastosował jedynie zasady „wojny sprawiedliwej” i broni się przed moją skrajną oceną, czy też prowadzi nieuprawnioną wojnę prewencyjną?

Ile gwiazdek dać sklepowi? Zanim teolog moralista odpowie na to pytanie, potrzeba by je zrozumiał. Nie zrozumie zaś, jeśli nie dokonam wpierw rekonstrukcji zdarzeń. Wszelkie podobieństwo do prawdziwych postaci i firm jest zamierzone, niczego w tej historii nie zmyślam, nawet jeśli pewne nieistotne szczegóły pomijam, a inne nieznacznie podkolorowuję.

  • Brakuje mi miejsca na książki w pokoju. Przydałby się regał obok biurka, w którym mógłbym trzymać akurat użytkowane publikacje.

  • Wyszukiwarka odsyła mnie do pewnego sklepu, który znam z nieco nachalnej reklamy. Znajduje się tam poszukiwany przeze mnie produkt.

  • Wymiary idealnie pasują, kolor nieco na siłę, ale też dopasuję do pozostałych białych regałów. Na zdjęciu widać co prawda, że regał jest w kolorze nieco złamanej bieli, ale biel to biel. Bliżej złamanej bieli do bieli niż do szarości, zakładam naiwnie.

  • Przyjeżdża paczka i wszystko się zgadza z wyjątkiem tej bieli. Jest szarość, szarość po prostu, żadnego złamania w tej szarości, zero bieli.

  • Dwa dni zastanawiania się, czy zwrócić towar (nienawidzę tej czynności i marnowania na nią czasu, reanimowania pękniętego kartonu itd.). W końcu decyduję się postawić regał w innym zakątku, zgubi się wśród nieco ciemniej szarych mebelków syna.

  • Urlopuję się przez trzy tygodnie, a po powrocie odnajduję zachętę w poczcie elektronicznej do wystawienia sklepowi oceny. Nie daję się długo namawiać, przystępuję do oceny.

I tutaj pojawia się pierwsze pytanie do teologa moralisty: jakie kryterium oceny przyjąć?

Ile gwiazdek przyznać za towar, który został co prawda dostarczony, ale który nie jest zgodny ze zdjęciem na stronie dostawcy? I który przede wszystkim nie odpowiada temu, czego oczekiwałem, tak że nie mogę go użytkować w planowany sposób?

Czy należy miarkować się w krytyce i przyznać trzy na pięć gwiazdek, czy też można w takim przypadku działać zerojedynkowo: albo jest jak być powinno (pięć gwiazdek), albo nie jest (jedna gwiazdka)?

Ocena nie wyskakuje

Już słyszę, jak teolog moralista praktykujący zakupy w internecie, odpowiada, że przecież zazwyczaj sprzedawcy umożliwiają ocenę poszczególnych kryteriów (zgodność przedmiotu z opisem, koszty dostawy, terminowość dostarczenia itp.). I w ten sposób poszczególne składowe decydują o końcowej ocenie. Spieszę w związku z tym z dalszym ciągiem rekonstrukcji zdarzeń.

  • Klikam w jedną gwiazdkę i zostaję przekierowany do okienka, w którym mogę (teoretycznie) wpisać komentarz. Uzewnętrzniam powody „mocnego zawodu”, ale ku mojemu zdziwieniu komentarz nie pojawia się, zostaje jedynie gwiazdka. Może coś źle kliknąłem, a może to celowa praktyka? – zastanawiam się.

Mam pokusę zapytania teologa moralisty, czy tego rodzaju działanie – gdyby było świadomym modus operandi sprzedawcy – dałoby się obronić, ale oddalam tę pokusę i referuję dalej.

  • Bodaj dwa dni później odbieram telefon z drugiego końca Polski. Miła Pani z ledwo wyczuwalnym obcym akcentem, z natury raczej empatyczna (potencjalnie szczęśliwa), a z wyszkolenia nieustępliwa (zatem chyba nieszczęśliwa), próbuje dopytywać o powody mojej oceny.

Teologu moralisto, godzi się tak nagabywać klienta? Ja rozumiem, że sprzedawcy zależy na dobrych opiniach i że zdarzają się osoby zaniżające ocenę bez powodu czy uzasadnienia, ale przecież tego rodzaju praktyka sprawia, że osoby mniej asertywne po takim spotkaniu „ucho w ucho” w przyszłości trzy razy zastanowią się, zanim wystawią negatywną ocenę. Może dlatego tak wiele jest ocen pozytywnych w internetowych sklepach. Trochę jak w szkole, gdy nauczyciel jednego przedmiotu nie może wystawić prymusowi oceny niższej, bo zaniżyłby ogólną średnią i czekałoby go spotkanie „twarzą w twarz” z dyrekcją.

Cofnij ocenę, będzie prezent

Ad rem:

  • Wyrażam swoje niezadowolenie i komunikuję, że w ten sposób wywiera się na mnie presję. Mam przecież prawo do negatywnej oceny. Chcę przerwać rozmowę, ale daję się wciągnąć w dalszą dyskusję (dzięki czemu, jak się okaże, ten tekst będzie mógł powstać – bo najważniejsze dopiero przed nami).

  • Oczywiście, że mam prawo do negatywnej oceny – zapewnia pani, która jednak chciałaby poznać powody mojego rozczarowania. Nieprawdaż, że miłe to? Mówiłem, że empatyczna.

  • Nie, raczej lojalna wobec pracodawcy. Informuje mnie bez zbędnego skrępowania, że dostawcy zależy na dobrych opiniach – to chyba jasne (ciemne będzie za chwilę). A skoro jestem niezadowolony, zawsze mogłem zwrócić towar (jakie to łatwe, prawda?).

  • I teraz najważniejsze: mimo że nie skorzystałem z prawa zwrotu, sklep wychodzi z propozycją jakiejś rekompensaty za mój dyskomfort. Zbyt piękne, by mogło być prawdziwe? Prawda okazuje się brzydsza. Taki oto barter zostaje zaproponowany: rekompensata za… cofnięcie negatywnej opinii!

  • Ta propozycja uruchamia oczywiście we mnie odruch obronny, a ponieważ najlepszą obroną jest atak – atakuję oskarżeniem o próbę przekupienia mnie. Bóg, moralność i ojczyzna. Nie będzie sklep z obcym kapitałem pluł mi w sumienie.

Teologu moralisto, co ty na to? Czy godzi się tak działać internetowemu sprzedawcy? Czy słusznie oburzam się na tego rodzaju postępowanie? Czy sklep zastosował jedynie zasady „wojny sprawiedliwej” i broni się przed moją skrajną oceną, czy też prowadzi nieuprawnioną wojnę prewencyjną?

PS. Osoby zainteresowane poznaniem marki sklepu proszę o informację na priv (adres znany redakcji).

 

Ten artykuł powstał dzięki naszym Darczyńcom. Dziękujemy za Wasze wsparcie.

« 1 »