Autorka książki o islamie: „krytyka szariatu oznacza ochronę życia muzułmańskich kobiet”

„W Szwecji w 2018 r. rozpoczęto kampanię, w ramach której dziewczętom obawiającym się przymusowego małżeństwa sugerowano, aby podczas podróży samolotem miały przy sobie metalową łyżkę. Jej obecność mogła uruchomić wykrywacz metalu i zwrócić uwagę pracowników lotniska, którzy wiedzieli o kampanii i mogli podjąć interwencję” – opowiada Paola Kafira.

Kafira to pseudonim przyjęty przez włosko-argentyńską reporterkę. Słowo kāfir w języku arabskim oznacza „niewiernego” i jest określeniem odnoszonym w tradycji islamskiej do osoby, która nie wyznaje islamu. W swojej książce pt. „Islam: jasny i prosty przewodnik” autorka odwołuje się do słów francuskiego filozofa i historyka religii Ernesta Renana, który pod koniec XIX w. napisał: „Muzułmanie są pierwszymi ofiarami islamu. Uwolnienie muzułmanina od jego religii to najlepsza przysługa, jaką można mu wyświadczyć”. Książka Kafiry powstała na podstawie Koranu, hadisów (opowieści o życiu Mahometa oficjalnie uznawanych za źródło zasad religijnych) oraz tradycji dotyczącej życia proroka. Przedstawia m.in. podstawowe zasady islamu, koncepcję szariatu i różne znaczenia pojęcia dżihadu, a także stosunek islamu do osób niebędących muzułmanami.

Jak zapewnia autorka, jej książka stanowi próbę przybliżenia islamu przede wszystkim poprzez analizę jego własnych tekstów religijnych, bez przyjmowania założeń, które miałyby łagodzić lub pomijać kontrowersyjne aspekty tej religii.

Paola Kafira rozmawiała o swojej pracy z włoskim serwisem tempi.it.

Tempi.it: Pani książka spotyka się z entuzjastycznym przyjęciem czytelników. Przypuszczam jednak, że zdaje sobie Pani sprawę, iż nie uniknie oskarżeń o islamofobię.

Paola Kafira: To oczywiste. Żyjemy w czasach, w których panuje duży konformizm. Książkę czyta jednak również wielu muzułmanów, którzy chcą pogłębić wiedzę na temat swej wiary, nie zadając sobie wcześniej zbyt wielu pytań.

Czy to znaczy, że ten przewodnik po islamie napisała pani również z myślą o nich?

Musimy wyjść od jednego założenia: islam jest przede wszystkim ideologią polityczną, która chce regulować życie wszystkich – zarówno muzułmanów, jak i niemuzułmanów – dążąc do narzucenia światu szariatu, czyli prawa islamskiego.

Krytyka różnych przejawów szariatu oznacza ochronę życia muzułmańskich kobiet. Jest więc dokładnym przeciwieństwem ich dyskryminowania. Zresztą tematem mojej książki jest ideologia, a nie ludzie.

Pani praca wydaje się współbrzmieć z niedawnym listem pasterskim biskupa Ventimiglia-Sanremo Antonio Suetty „Nie ma większej miłości”, poświęconym obowiązkowi głoszenia Chrystusa muzułmanom.

List pasterski biskupa Suetty jest ważny i piękny, choćby już ze względu na swój tytuł. Podkreśla on, że Ewangelia jest przeznaczona dla wszystkich, również dla imigrantów wyznających islam. Idąc śladami św. Franciszka z Asyżu, a także niektórych swoich wybitnych poprzedników – mam tu na myśli kardynała Giacomo Biffiego – bp Suetta mówi o zobowiązaniu, które dla chrześcijan jest wręcz „obowiązkowe i konieczne”.

Pani książka ogranicza się do cytowania źródeł islamskich.

Jest to dzieło o charakterze akademickim, w którym dokonuję dogłębnej analizy.

Każdy rozdział wyjaśnia jeden z aspektów szariatu. Szósty dotyczy małżeństw między kuzynami, które – według śledztwa BBC – sprawiają, że „brytyjscy Pakistańczycy, stanowiący około 3 proc. wszystkich osób urodzonych w Wielkiej Brytanii, są rodzicami prawie jednej trzeciej wszystkich brytyjskich dzieci z chorobami genetycznymi”.

W islamie istnieje wiele problemów, ale jednym z najbardziej dramatycznych jest zjawisko małżeństw między kuzynami pierwszego stopnia. Jak pokazują przywoływane przeze mnie materiały BBC i filmy dokumentalne, dzieci zrodzone z takich związków często cierpią na poważne choroby genetyczne, niepełnosprawność intelektualną i fizyczną.

Poza cierpieniem dotykającym wiele osób oraz kosztami ponoszonymi przez system opieki społecznej niepokojące jest przede wszystkim zamknięcie mentalne. Jak często bywa w przypadku różnych praktyk, wskazuje się tu również na przykład Mahometa, który według tradycyjnych źródeł poślubił swoją kuzynkę pierwszego stopnia, Zajnab.

Historia tego związku ma być również związana z kolejnym zagadnieniem, które omawiam w następnym rozdziale – kwestią zakazu adopcji sierot. W mojej ocenie praktyka ta ma konsekwencje zarówno dla kobiet niezdolnych do rodzenia dzieci, jak i dla milionów dzieci pozostających w przepełnionych sierocińcach, gdzie mogą być narażone na wykorzystywanie.

Również w odniesieniu do zjawiska małoletnich żon Zachód wydaje się odwracać wzrok. W internecie nietrudno natknąć się na zdjęcia i nagrania nieletnich dziewczynek, wydawanych za mąż mężczyznom, którzy ze względu na wiek mogliby być ich ojcami, a nawet dziadkami.

Mówienie o tym jest dla mnie bardzo bolesne. Ograniczę się do przytoczenia jednego szczegółu psychologicznego, który oddaje grozę tej sytuacji.

Jako badaczka tego zagadnienia analizuję teksty i filmy pochodzące ze świata islamu, a jednak rzadko zdarza mi się widzieć nagrania, na których te młode żony gwałtownie reagują czy płaczą. Częściej są jakby otępiałe, sparaliżowane, na skraju omdlenia.

Czytając relacje dorosłych kobiet, którym wiele lat wcześniej narzucono takie „małżeństwo”, zrozumiałam, że z psychologicznego punktu widzenia może chodzić o początek ataku paniki. Jest to druzgocąca chwila, w której mózg wysyła do ciała sygnał alarmowy. Dziewczynka wie jednak, że nie może w żaden sposób zareagować, więc w ramach samoobrony wycofuje się z sytuacji i pozostaje jakby sparaliżowana.

W wielu krajach islamskich istnieją jednak przepisy zakazujące małżeństw aranżowanych...

Oczywiście. Problem polega jednak na tym, że są to przepisy stworzone przez ludzi, a w niektórych środowiskach uważa się je za gorsze lub całkowicie nieistotne w porównaniu z prawem Allaha.

Po raz kolejny prekursorem ma być Mahomet?

Tak. Islam uważa go za „doskonałego” człowieka.

Według tradycyjnych źródeł poślubił Aiszę, gdy miała sześć lat, a małżeństwo zostało skonsumowane, gdy miała dziewięć lat.

W zachodnich szkołach coraz częściej obserwuje się również znikanie młodych dziewcząt. Nauczyciele z różnych części Europy opowiadają, że tuż przed końcem roku szkolnego niektóre muzułmańskie uczennice zaczynają zachowywać się nietypowo.

Tak, schemat bywa podobny: dziewczęta stają się smutne i milczące. Czasami udaje im się szeptem zwierzyć koleżankom, że muszą wyjechać latem do kraju pochodzenia swojej rodziny. We wrześniu już nie wracają.

O skali problemu świadczą również działania podejmowane przez państwa w celu ochrony takich nastolatek. W Szwecji w 2018 r. rozpoczęto kampanię, w ramach której dziewczętom obawiającym się przymusowego małżeństwa sugerowano, aby podczas podróży samolotem miały przy sobie metalową łyżkę. Jej obecność mogła uruchomić wykrywacz metalu i zwrócić uwagę pracowników lotniska, którzy wiedzieli o kampanii i mogli podjąć interwencję. Podobna inicjatywa była realizowana w Wielkiej Brytanii. Niektóre szkoły rozdawały nawet uczennicom łyżki przed przerwą wakacyjną.

Co to wszystko sugeruje?

Uważam, że sam fakt, iż europejski kraj przed wakacjami rozdaje muzułmańskim uczennicom łyżki, współpracując przy tym z władzami lotniskowymi, pokazuje, w jak dramatycznej sytuacji mogą znaleźć się nieletnie muzułmanki, pozbawione możliwości zwrócenia się o pomoc nawet w Europie.

Nie możemy już dłużej milczeć. Jako chrześcijanka pozwolę sobie powiedzieć, że biskup Antonio Suetta nie mógł tego lepiej ująć: nie ma większej miłości niż głoszenie Chrystusa, jedynego Wyzwoliciela.

Dzięki swojemu blogowi, działalności w mediach społecznościowych i publikacjom stała się Pani punktem odniesienia dla wielu apostatów, czyli osób, które porzuciły islam. Jak żyją pani przyjaciele po przyjęciu chrześcijaństwa?

Apostata, który opuszcza islam, często opuszcza również swoją rodzinę, ponieważ to właśnie rodzina może wyrzec się swojego dziecka. Traci majątek, przyjaźnie, pracę, dom – właściwie wszystko. Właśnie wtedy jednak zyskuje coś innego: wiarę w Jezusa Chrystusa.

Dla tych odważnych mężczyzn i kobiet staje się ona siłą, która towarzyszy im na drodze zmartwychwstania. Znam wiele ich osobistych historii i są one niezwykle poruszające. Wielu z nich mówi, że kiedy patrzą w lustro, widzą siebie inaczej. Niespotykany wcześniej spokój i szczęście sprawiają, że ich rysy stają się bardziej rozluźnione, a twarz jaśniejsza.

Wiemy, że otrzymuje pani groźby, do tego stopnia, że nigdy nie podaje pani informacji pozwalających określić swoje miejsce pobytu. Jak radzi sobie pani ze strachem i jaki jest rzeczywisty „ludzki koszt” tej trudnej działalności?

Groźby otrzymywałam zawsze i wiem, że prędzej czy później mogą podjąć próbę ataku na mnie. Wierzę jednak, że Bóg nie postawiłby mnie na tej drodze, gdyby miała ona być aż tak niebezpieczna.

Najbardziej druzgocącym aspektem jest dla mnie codzienny koszt ludzki: ogrom cierpienia, które dotyka dziewczynki, kobiety, a nawet zwierzęta. Ja, która nie oglądam nawet horrorów, uważałam się za ostatnią osobę nadającą się do zajmowania się takimi tematami. A jednak powtarzam sobie, że być może właśnie ta nadmierna wrażliwość jest tym, czego potrzeba, aby nie odwracać wzroku.

 

Źródło: KAI

Ten artykuł powstał dzięki naszym Darczyńcom. Dziękujemy za Wasze wsparcie.

« 1 »