Kto ucieka z kamieniołomu?

Przecież Chrystus ukrzyżowany nikomu z ludzi nigdy nie wyrządził żadnej krzywdy. Nikogo nie zawiódł. Dlaczego tylu odpłaca wiarołomstwem? Tłumaczy się to najczęściej nagim, szpetnym, starzejącym się, ludzkim ciałem Kościoła. Ale nawet ono nie jest przecież zawsze, nie tylko i nie w każdej tkance padliną. Łatwo rozeznać, że wysiłek szukania Boga po ludzku rozwija. Odstąpienie zaś Chrystusa - odczłowiecza. Stąd każdy relatywizm lub moralna korupcja faktycznie graniczy z tchórzostwem. Ktoś nie ma nadziei już ani na wierność, ani na uczciwość, ani na siłę ducha, rozpowiada zatem asekuracyjnie mit o postępie. Z przestrachu legalizuje rozpustę, luzowanie pasa we wszystkim, kradzież pod biurkiem i oszustkę propagandę. Przeciwnie, wyznanie wiary w Boga to szalona odwaga, że jeszcze można coś zmienić. By uznać wyższy status moralności potrzeba męstwa. I przeciwnie zepsucie oznacza ucieczkę, dezercję, egzystencjalny popłoch – pozostaje potem tylko przyznać się, kto wywiesił białą flagę w kilka sekund po odśpiewaniu hymnu nadętymi wargami, nad pustym kieliszkiem po wódce. Nasz świętoszek zwiał z kamieniołomu – hełm legionisty opadał osiłkowi ze spoconego czoła na złowrogie oczy. Gaueko nie pamiętał już, który to rok służył w rzymskich legionach ale dzisiaj czuł, jak dowództwo nad kohortą więzienną wymyka mu się z ręki. Tamtego, czarnego od dymu dnia przyszli znikąd Rzymianie i spalili mu dom w ukochanej od dziecka Waskonii. Małego Gaueko oddzielili od rodziców, a tych – poplątanych łańcuchami - pędzili na oczach chłopca w nieznanym kierunku. Gaueko przysposobili do walki w legionach. Przez ile frontów przeszedł? Nie pamiętał. Było ich na tyle dużo, że zdziczał. Pasowała mu teraz dobrze płatna i łatwa robota pilnowania więźniów w kamieniołomie. A przecież codziennie składał ręce do swojego Chrystusa i udawał, że modli się o śmierć. Pobożne gadki. Twierdził, że niczego i nikogo się nie boi lecz przy pierwszej lepszej okazji nawiał, jak zwykły tchórz – syczał wściekły Gaueko do ucha legionowego współtowarzysza Glaukosa. Aleksamenos, dobrotliwy chrześcijanin Aleksamenos. Musiał po cichu ryć pod ziemią tajemne tunele. Albo kręcić w ciemnościach nocy, pod śmierdzącą od potu poduszką cienką linkę z haczykiem. I po cóż było pisać na skałach wokół, przez wszystkie te lata znak ukrzyżowanego Jezusa? Ale jak można stąd uciec pod górę? Glaukos przechylił głowę za plecy, przyglądając się podejrzliwie ostrym szczytom kamieniołomu. Potknął się i nieomal upadł, przerażony, że skalny masyw zjedzie mu zaraz na czoło, gniotąc milionami kamiennych odłamków jak robaka. Nie mędrkuj. Spuszczaj psy. Trzeba dopaść zbiega, nim zawinie się w ciemny płaszcz po zmroku – Gaeuko przeklął i uderzył młodszego legionistę ciężką pięścią po karku. Nagle, jakby spod stóp żołnierzy doszło ich odległe wołanie. Przesunęli wzrok ze szczytów kamieniołomu, penetrując sinymi ze złości oczyma dno doliny. Zaskoczeni, spostrzegli chrześcijanina, który spod skał, na własnych ramionach dźwigał pod górę omdlałe lub martwe ciało jeszcze innego legionisty. Na wszystkich bogów Panteonu, to Gajusz, dowódco! Widzę – odpowiedział głucho Gaueko i biegiem ruszył w dół kamiennego zbocza. Gajusz uciekał po skałach do góry – Aleksamenos tłumaczył szczegóły bardziej niż zdumionym legionistom – pracowałem w przydzielonym sobie miejscu. Zobaczyłem jak Gajusz pieści i całuje swojego psa. A potem zaczął wspinać się po skałach, zerkając co chwila w dół, jakby w popłochu. Gdyby nie lęk, przestrach, ciągłe spoglądanie za siebie i zbyt szybkie, nieostrożne ruchy, może i wydostałby się stąd, kto wie – chrześcijański więzień zamyślił się na dłuższą chwilę. Gaeuko i młody Glaukos milczeli. Ale on przeżył. Trzeba mu polać wodę na obicia, bo spadł z wysokości. A potem znaleźć dobrego medyka – Aleksamenos pochylił się i zdjął z ramion ciało omdlałego legionisty Gajusza. Na szyi chrześcijanina wisiał drewniany krzyżyk, stabilne centrum jego serca. Tymczasem głowy Gaueko i Glaukosa chwiały się to w górę, to znów w dół, poganiane paniką wyobraźni. Oto Gajusz, ten, który dzień po dniu rozliczał ich batem z obowiązku pilnowania więźniów, sam po cichu knuł, jakim sposobem zwiać z kamieniołomu. A poganiany biczem do psiej roboty chrześcijanin, ostał się w tym piekle uczciwym. Późnym wieczorem Glaukos podszedł do pryczy Aleksamenosa i usiadł na krawędzi cuchnącego materaca. Dlaczego nigdy nie myślałeś o ucieczce? Podtrzymuje mnie tylko to – chrześcijanin skreślił dyskretny znak krzyża na piersi – że z krwawych kamieni buduje się akwedukty.         

Deklaracja świętego Pawła o wyłącznej znajomości Chrystusa ukrzyżowanego nie jest efektem pobożnego wzruszenia. To konstytucja jego duchowości (por. 1 Kor 2, 2). W ten sposób apostoł zaznacza nieprzekraczalną granicę między niezłomną teologią pawłową a myśleniem greckim i faryzejską religijnością. Dzięki wyznaniu wiary w Chrystusa ukrzyżowanego, nikomu w przyszłości nie przyjdzie do głowy traktować Pawła z Tarsu jak jednego z filozofów albo prominentów synagogi. Faryzeizm oraz grecka filozofia to wpływowe elementy kulturowego kontekstu ale tylko dla pewnej epoki. Chrystusa przyjmuje się bez względu na odcienie światopoglądu – z wieczną konsekwencją, raz na zawsze. Odważnym komentarzem do jednoznacznego wyboru Ukrzyżowanego w teologii świętego Pawła może być – przepisana na drugi tydzień ćwiczeń ignacjańskich - medytacja o dwóch sztandarach. Modlący się nią chrześcijanin ma odpowiedzieć sobie na kluczowe pytanie: pod którym ze sztandarów zamierza odtąd służyć? Pod barwnym, pustym, luksusowym sztandarem karierowicza demona? Czy pod ubogim, wolnym, gotowym na upokorzenia, prześladowania i ucisk sztandarem krzyża? Odpowiedź nie będzie zwiewną refleksją lecz ważącą tyle, co cały ciężar kamienia, logiką życia.

W dzisiejszym stanie cywilizacji większą część depozytu wiary można przedyskutować z przerażającą lekkością języka. Da się więc przegadać katechizmy ale nie krzyż. Dialektyka lekkoduchów wobec apologetyki krzyża okazuje się być w końcu barbarzyńskim tchórzostwem albo dekowaniem się moralnego bankruta w bezsensownym życiu. Krzyż warto pokochać, następnie wybrać, całe życie czcić i szanować, całując go skrycie o poranku. Stopniowo sam przeobraża się wówczas w nieosiągalną mądrość istnienia.

« 1 »