Kiedy na planie filmowym „Mistyczki” zobaczyła scenę odegraną przez Dorotę Chotecką, popłakała się. „Przez ponad 20 lat obcowałam z Alicją Lenczewską na co dzień. Dzieliła się ze mną słowami, które otrzymywała od Jezusa, ale nigdy nie mówiła wprost, że są to słowa skierowane do niej” – mówi w wywiadzie Opoki Dorota Lenczewska, bratowa Alicji Lenczewskiej.
Agata Ślusarczyk: 2 września do kin wchodzi film „Mistyczka”, opowiadający historię kobiety, która rozmawiała z Jezusem. Tytułowa „mistyczka” to także siostra pani męża. To duże przeżycie zobaczyć na ekranie osobę, z którą było się w jednej rodzinie?
Dorota Lenczewska: Nie mogę się już doczekać premiery. Emocje są ogromne z wielu powodów. To film o kimś, kogo dobrze znałam. Przede wszystkim jednak jest to film o osobie, o której dziś mówi się „mistyczka”. Ja natomiast obcowałam z nią na co dzień – jadłam z nią, siedziałam przy jednym stole, rozmawiałam, śmiałam się, sprzątałam, a kiedy była chora, kąpałam ją. Pamiętam Alicję jako zwyczajną osobę, a teraz powstał o niej film.
Emocje są we mnie ogromne również dlatego, że w filmie pojawia się postać mojego ukochanego męża, człowieka, który mówił tylko o dobru, rozszerzał dobro, kochał Boga ogromną miłością i pokazywał to swoim życiem. Zmarł cztery lata temu. Oczekiwanie, że zobaczę na ekranie choć namiastkę jego postaci, również budzi we mnie ogromne emocje.
Tytuł filmu brzmi „Mistyczka”. Jak pani rozumie mistykę Alicji? Jak można rozpoznać mistyka? Jak jej mistyka przejawiała się w relacji z panią?
Spotkałam wiele osób, do których Bóg mówi. Jezus w jej pismach mówi: „Ja chcę mówić do każdego”. Mówi przez Pismo Święte, przez wydarzenia, mówi cały czas. W innym miejscu Jezus mówi, że dar słyszenia Jego głosu każdy otrzymał w chrzcie świętym i każdy może otrzymać Jego pouczenia. To nie jest więc coś zarezerwowanego tylko dla niektórych. Jezus mówi wyraźnie: dla każdego. Tylko musimy ten dar w sobie odkryć.
Kim zatem jest tytułowa „Mistyczka”? Czy Alicja w kontakcie z panią także przekazywała jakieś słowa pouczenia?
Mistyk to ktoś, kto ma nadprzyrodzony kontakt z Bogiem, relację z Nim tak głęboką, że może słyszeć Jego głos i doświadczać szczególnych łask. Alicja odczuwała nawet ból Jezusa w miejscach, w których miał rany.
W kontakcie z innymi ludźmi nie mówiła wprost, że są to słowa, które otrzymywała od Jezusa, ale dzieliła się nimi. Pamiętam takie zdarzenie, o którym dość często mówię. Pewnej nocy miałam straszliwy sen. Obudziłam się z krzykiem. Kiedy opowiedziałam o tym Alicji, odpowiedziała: „W takich sytuacjach odmawiaj «Pod Twoją obronę», bo to jest egzorcyzm”. Zapamiętałam to.
Po jej śmierci w „Słowie Pouczenia” odnalazłam fragment, w którym Jezus mówi do Alicji: „Odmawiaj modlitwę «Pod Twoją obronę», bo to jest egzorcyzm”. Zrozumiałam wtedy, że Alicja dzieliła się ze mną słowami, które otrzymywała od Jezusa, ale nigdy nie mówiła wprost, że są to słowa skierowane do niej.
Zawsze mogłam liczyć na Alicję, jeśli chodziło o radę, modlitwę czy rozeznanie. Bardzo wiele razy prosiłam ją o modlitwę i zawsze się modliła. Kiedyś zapytałam ją, czy pomodliła się za moją córkę. Odpowiedziała: „Tak, odmówiłam cały różaniec”. Dla Alicji cały różaniec oznaczał cztery części, które zawsze odmawiała klęcząc.
Alicja służyła mi również rozeznaniem. Pamiętam sytuację, kiedy nie wiedziałam, jak postąpić. Chodziło o moje uprawnienia zawodowe. Zastanawiałam się, czy rozwijać się w określonym kierunku. Podzieliłam się tym dylematem z Alicją i poprosiłam, żeby mi doradziła. Powiedziała: „Dobrze, ja to rozeznam przed Panem i dam ci znać”. Zadzwoniła później i powiedziała: „Nie rób tego”. Dzisiaj, po latach, mogę powiedzieć, że rzeczywiście nie było to coś, co byłoby mi potrzebne. Byłby to tylko stracony czas, energia i pieniądze.
Alicję początkowo traktowałam jako teściową, później jako starszą siostrę, na której mogłam polegać. Mogłam poprosić ją o rzeczy bardziej duchowe niż materialne. Wiedziałam, że mogę się do niej zwrócić.
Wiedziałam też, że Alicja ma dar rozmowy z Jezusem, ale dowiedziałam się o tym nie bezpośrednio od niej, lecz od mojego męża.
Czy miała pani okazję przeczytać wszystkie zapiski Alicji Lenczewskiej?
Tak, miałam taką okazję. Czytaliśmy je wspólnie z mężem. Nie były jeszcze wtedy wydane – mieliśmy kserokopie oryginału. Było to około roku po śmierci Alicji. Zdziwiło mnie, że nie było w nich rzeczy, które bezpośrednio odnosiłyby się do naszej rodziny i konkretnych wydarzeń, takich jak nasz ślub czy narodziny córki. Dotyczyły przede wszystkim spraw duchowych.
Początkowo czytaliśmy po pięć stron dziennie. Na każdej stronie było bardzo dużo, ciasno zapisanego tekstu. Szybko okazało się, że nie da się przeczytać pięciu stron naraz, więc czytaliśmy mniej. Ostatecznie przeczytaliśmy z mężem całość.
Dzisiaj czytam zapiski Alicji w zależności od potrzeby. Sięgam też po słowa, które pojawiają się na Facebooku.
Jak zmieniło się pani postrzeganie Alicji po przeczytaniu jej dzienników?
Niewiele się zmieniło. Wiedziałam, że Alicja pisze dzienniki i rozmawia z Jezusem. Widziałam, jaką jest osobą. Poznawałam ją przez 20 lat, a szczególnie ostatni okres jej życia był bardzo bogaty w różne przeżycia. Dopiero w dziennikach zobaczyłam głębię tego wszystkiego i jej wnętrze.
Alicja nie była osobą, która opowiadała o swoim wnętrzu. Raczej była zamknięta i niewiele o tym mówiła. Natomiast poprzez pytania, które zadawała Jezusowi, można poznać jej wewnętrzne życie.
Jest bardzo ciekawy wpis, w którym Jezus mówi: „Im płytsze życie wewnętrzne, tym większa potrzeba zwierzania się”. Alicja się nie zwierzała. Można powiedzieć, że świadczyło to o głębokim życiu wewnętrznym. Nie miała też takiego charakteru, żeby dużo mówić w grupie.
Czy rzeczywiście jest tak, że słowa Alicji są dziś odpowiedzią na pytania wielu ludzi? Wiele osób mówi, że w jej dziennikach znajduje wskazówki dotyczące życia duchowego i odpowiedzi na nurtujące ich pytania. Czy pani również tego doświadcza?
Oczywiście. Bardzo często słyszę podczas różnych spotkań, że ludzie znajdują tam odpowiedzi na różne problemy – zarówno duchowe, jak i życiowe. Jeden ze znajomych księży powiedział, że są to słowa na dzisiejsze czasy i że każdy może znaleźć tam coś dla siebie.
Sama miałam takie doświadczenie. Okazało się, że w moim ciele jest guzek. Bardzo się tym przejęłam, do tego stopnia, że zaczęłam wyobrażać sobie własną śmierć i rozpacz mojej rodziny. Sama się rozpłakałam i błagałam Boga, żebym mogła do końca opiekować się moim mężem.
Taka zapłakana otworzyłam internet i weszłam na Facebooka. Ukazały mi się słowa z dzienników Alicji: „Nie wybiegaj myślami w przyszłość i nie folguj wyobraźni”. Wybuchnęłam śmiechem i powiedziałam: „Boże, lepiej nie mogłeś mi odpowiedzieć”.
Odebrałam to jako odpowiedź Jezusa, który mówił mi, żebym Mu zaufała i oddała swoją przyszłość.
Kiedy dowiedziała się pani, że życie swojego męża zawdzięcza ofierze życia Alicji?
Mąż zachorował w 1996 roku. Wstępna diagnoza brzmiała: „guz w brzuchu”. Alicja natychmiast pojechała do szpitala. Wiedziała, że sama umrze na raka i dawała nam to do zrozumienia.
O tym, że poprosiła o odprawienie Mszy św. i ofiarowała swoje życie za życie swojego brata, dowiedziałam się dopiero krótko po jej śmierci. Alicja powiedziała o tym, umierając w hospicjum, swojej sąsiadce, która ją odwiedzała. Nie chciała, żeby wiele osób ją odwiedzało. Ja dowiedziałam się o tym już po jej śmierci.
Jaka była pani reakcja na tę informację?
Byłam ogromnie zdziwiona. Z drugiej strony badania, które wówczas przeprowadzano, były bardzo wstępne. Nie musiały świadczyć o tym, że Sławek ma raka. To był przerost prostaty. Taki przerost może być łagodny albo złośliwy, a przy łagodnym również poziom PSA może być wysoki. Do końca więc nie wiemy, czy rzeczywiście był to nowotwór, czy go nie było, czy może nastąpiło jakieś cudowne uzdrowienie.
Wiemy natomiast na pewno, że później pojawił się duży krwotok. Wtedy sytuacja była naprawdę groźna. Sławkowi przetaczano krew i istniało realne zagrożenie jego życia.
Pytam o to dlatego, że ostatnia scena śmierci Alicji, w której pokazane jest, że ofiarowuje swoje życie za życie ukochanego brata, jest niezwykle wymowna. Pokazuje to, o czym mówił jej Pan Jezus – że jej celem życia jest nauczyć się kochać i doskonalić w miłości. Co można zrobić więcej niż podjąć taką ofiarę?
Oddać życie za drugiego człowieka to coś ogromnego. Zwłaszcza że Alicja ofiarowała swoje życie nie tylko za brata, ale właściwie za całą jego rodzinę. Wiedziała, że Sławek ma żonę i dziecko.
W filmie ta scena jest pokazana naprawdę świetnie. Byłam na planie i widziałam niektóre ujęcia. Pamiętam na przykład pokazanie cierpienia Alicji podczas mycia i zbliżenie na jej obrączkę – tę, którą założyła jako oblubienica Pana Jezusa. Potem następuje przejście do obrączki mojego męża, kiedy oglądamy wspólnie zdjęcia. Pokazane są więc jakby dwie drogi i to ofiarowanie się Alicji za brata.
Jak bardzo film „Mistyczka” odwzorowuje życie Alicji? Na ile jest wierny rzeczywistości z pani perspektywy? Reżyser mówił, że kiedy weszła pani na plan i zobaczyła scenę odegraną przez Dorotę Chotecką, popłakała się pani, bo była ona tak wierna pani doświadczeniu.
Byłam na planie przez cały sierpień, kiedy kończono zdjęcia. Starałam się pomagać i podpowiadać, ale przede wszystkim pilnowałam, żeby wszystko było jak najbardziej wierne rzeczywistości. Jeżeli coś odbiegało od tego, co pamiętałam, szłam do reżysera, Janka Sobierajskiego i mówiłam mu o tym.
Czasami miałam nawet wrażenie, że może za bardzo mu przeszkadzam. Zdarzało się jednak, że reżyser mówił: „Tak, dobrze, ja wiem, ale muszę to tak pokazać, żeby zostało zrozumiane przez widza”.
Natomiast sceny, które znam z własnego doświadczenia, w których sama uczestniczyłam, albo które znam z pamiętników mojego męża, są rzeczywiście bardzo wierne. Dialogi również są bardzo bliskie temu, co rzeczywiście zostało powiedziane. Oczywiście nie są odtworzone słowo w słowo, ale staraliśmy się zachować ich sens i charakter.
Natomiast w przypadku scen z młodości Alicji, ze szkoły czy spotkań z mamą, mnie oczywiście nie było. Wiemy, że pewne wydarzenia miały miejsce, ale nie wiemy dokładnie, jak wyglądały. Tutaj twórcy mieli więc większą swobodę.
Jest też wątek kobiety, którą zostawia mąż, a później wydarzenia prowadzą do finału filmu. Nie chcę zdradzać zbyt wiele, ale mogę powiedzieć, że ten wątek jest fikcyjny. Powstał po to, żeby pokazać ofiarę Alicji i spiąć wszystkie elementy historii.
A czego pani zdaniem zabrakło w filmie?
Na pewno można byłoby pokazać jeszcze więcej. Może jakiś dodatkowy kontekst życia Alicji, jeszcze jeden element jej historii albo więcej słów pouczenia, które pomogłyby widzowi lepiej ją zrozumieć.
Tych wątków jest naprawdę bardzo dużo, a film ma tylko 90 minut. W półtorej godziny pokazać całe życie człowieka, jego przemianę i drogę duchową jest niezwykle trudno.
Nie ma na przykład wątku pierwszych wyjazdów Alicji do Medjugorie i jej miłości do Maryi. Nie ma też wątku ofiarowania się Alicji Maryi w Częstochowie i tego, że jeździła tam co roku w tę rocznicę. Nie jest pokazana jej działalność we wspólnotach, szczególnie w tej ostatniej, która była jej bardzo droga – Wspólnocie Rodziny Serca Miłości Ukrzyżowanej. W filmie pokazane są tylko śluby, które tam złożyła.
Można byłoby również opowiedzieć o jej pracy w biurze parafialnym. Tych historii jest naprawdę bardzo dużo. Nie sposób jednak pokazać wszystkiego.
Myślę, że Janek Sobierajski jako reżyser i scenarzysta wybrał te elementy, które jego zdaniem były najważniejsze. I w znacznej mierze mu się to udało, bo najważniejsze rzeczy rzeczywiście znalazły się w filmie.
To ważna rekomendacja z pani strony. Dla widzów istotne jest chyba również to, czy mogą mieć przekonanie, że oglądają historię wierną faktom.
Tak. Oczywiście film jest oparty na faktach.
Wspomniała pani wcześniej o Sławku. Mam wrażenie, że nie da się w pełni opowiedzieć historii Alicji bez historii jej brata. To były bardzo mocno związane ze sobą postacie.
Tak. Jestem wdzięczna Jankowi, że pokazał tę relację w filmie, ponieważ rzeczywiście nie da się odgraniczyć Alicji od Sławka i Sławka od Alicji.
To była piękna i niezwykła relacja dwojga rodzeństwa, która stała się również ich wspólną drogą do Boga. Sławek opiekował się Alicją w czasie wojny, kiedy ojca już nie było, a mama pracowała poza miejscem zamieszkania. To on gotował, sprzątał, karmił ją i pomagał jej w nauce. Był starszym bratem, więc w tamtym czasie w dużej mierze się nią opiekował.
Później połączyły ich wspólne zainteresowania. Podróżowali, byli nauczycielami, mieli wspólne tematy szkolne, lubili filmy, teatr i kino. Zachowały się również ich listy. Mój mąż zachował wszystkie listy Alicji do niego z czasów, kiedy nie mieszkali razem w Szczecinie.
To wszystko pokazuje, jak bliska była ich relacja.
A jak duży był wpływ Sławka na nawrócenie Alicji? Z filmu można odnieść wrażenie, że odegrał w tym bardzo ważną rolę.
Bardzo dużą. Proces nawrócenia zaczyna się w połowie lat 70. U Sławka ten okres jest bardzo dobrze udokumentowany. W jego zapiskach widać, że żałował, iż przez tyle lat nie chodził do kościoła, i zaczął ponownie regularnie uczestniczyć w życiu Kościoła.
Nie wiemy dokładnie, kiedy Alicja zaczęła ponownie chodzić do kościoła, ale z dużym prawdopodobieństwem można przyjąć, że było to mniej więcej w tym samym czasie. Ich drogi zaczęły się wtedy coraz bardziej zbliżać.
Później wydarzył się wypadek na Okęciu, związany z katastrofą samolotu, którym Sławek leciał rok wcześniej. To mocno nim wstrząsnęło i doprowadziło go po wielu latach do spowiedzi. Był to ważny moment jego nawrócenia.
W 1984 roku dowiedział się od znajomej Joli, że w Szczecinie działa wspólnota podobna do tej, którą znała ona z Poznania. Jola zaprosiła Sławka, a później również Alicję. W ten sposób oboje trafili do wspólnoty.
Myślę, że gdyby nie Sławek, który przez Jolę niejako wprowadził Alicję do tej wspólnoty, Pan Jezus znalazłby dla niej inną drogę. Ale rzeczywiście jego wpływ na jej życie był bardzo duży.
Wspomniała pani również o nowej biografii Alicji.
Wydawnictwo Esprit przygotowuje trzytomową biografię Alicji autorstwa Iwony Kępisty. Pierwszy tom ukazuje się wraz z filmem i przedstawia życie Alicji od urodzenia aż do nawrócenia, czyli do 1984 roku.
Książka jest mocno osadzona w realiach epoki. Jest tam dużo informacji o czasach, w których żyła Alicja, ale w znacznej mierze opiera się również na pamiętnikach mojego męża. Udostępniłam autorce jego pamiętniki i listy.
Widać w nich, jak wielki wpływ Sławek miał na życie młodszej siostry. Jak momentami szła jego śladami i jak ten wpływ towarzyszył jej przez całe życie – od czasu, gdy opiekował się nią podczas wojny, poprzez pierwsze podróże, aż po wspólną drogę duchową.
Pomyślała pani kiedyś o tym, czy Alicja mogłaby w przyszłości zostać patronką jakiejś grupy osób?
Kiedyś ktoś zadał mi takie pytanie. Zastanawiałam się, czy mogłaby być patronką nauczycieli albo osób samotnych.
Moja znajoma opowiedziała mi jednak, że kiedy słuchała jednego z wywiadów ze mną razem z siostrą, jej siostra powiedziała: „Alicja powinna być patronką rodzeństwa”. Pomyślałam, że rzeczywiście coś w tym jest. Z jednej strony ze względu na tę niezwykle silną więź między Alicją i Sławkiem, na ich wzajemną miłość braterską i siostrzaną. Z drugiej – ze względu na ofiarowanie przez Alicję życia za swojego brata.
Sławek był również jedną z pierwszych osób, które dowiedziały się o jej niezwykłej relacji z Panem Jezusem. Być może wcześniej wiedział o tym jej spowiednik, ale Sławek z pewnością należał do pierwszych osób, którym Alicja się z tego zwierzyła.
Początkowo dzieliła się słowami, które otrzymywała, we wspólnotach. Kiedy później przestała je rozpowszechniać, nadal przekazywała je mojemu mężowi.
Wspominała pani, że pani mąż również miał doświadczenie rozmowy z Panem Jezusem.
Mogę już o tym mówić, ponieważ ten wątek pojawia się w przygotowywanej biografii. Mój mąż również miał dar rozmowy z Panem Jezusem.
Dla mnie nie było więc czymś niezwykłym, że Alicja rozmawiała z Jezusem. Mój mąż również miał takie doświadczenia i czytaliśmy słowa, które Pan Jezus kierował do niego.
Czy jego zapiski są równie obszerne jak zapiski Alicji?
Nie. To jest właśnie ciekawe. Pan Jezus posługuje się człowiekiem takim, jakim ten człowiek jest.
Alicja pisała dużo. Jej zapiski są obszerne, powiedziałabym nawet, że mają bardzo kobiecy charakter. Kiedy je czytam, widzę w nich również rys osobowości Alicji.
Natomiast słowa Pana Jezusa do mojego męża są bardzo krótkie. To jedno, dwa, najwyżej trzy zdania. Krótka, konkretna treść.
Mój mąż był zresztą taki również w codziennym życiu. Kiedy coś mu tłumaczyłam, potrafił powiedzieć: „Mądrej głowie dość dwie słowie, już zrozumiałem”. Te słowa były więc bardzo „męskie” – krótkie i konkretne.
Czego dotyczyły?
Sławomir czasami pytał o różne rzeczy i Pan Jezus mu odpowiadał. Zrobił też wyciąg z tych słów, ponieważ niektóre były przeznaczone tylko dla niego, a inne miały charakter uniwersalny i mogły być przekazywane dalej.
Jest na przykład takie zdanie, które znajduje się na grobie mojego męża, przy jego nazwisku. To słowa, które zostały nam wskazane: „Noś mnie zawsze w sercu swoim, a Ja będę cię nosił na wieki”.
To bardzo krótkie, ale jednocześnie uniwersalne słowa. Każdy może odnieść je do siebie.
Czy ten wątek słów pouczenia dla pani męża zostanie również pokazany w biografii Alicji?
Tak, ale chyba dopiero w drugim tomie. Pierwszy kończy się na 1984 roku, natomiast Alicja zaczyna rozmawiać z Panem Jezusem w 1985–1986 roku, a mój mąż w 1986 roku.
Ten drugi tom będzie więc obejmował również ten okres.
Tom jest już gotowy, ale ma ukazać się później, prawdopodobnie w styczniu, w 15. rocznicę śmierci mojego męża.
Pani bardzo mocno służy swoim świadectwem. Przyjeżdżają grupy, prowadzi pani spotkania przy grobie Alicji, opowiada o niej. Jak dziś wygląda Pani życie? Coraz więcej osób chce poznawać jej historię?
To, że jestem dziś w takiej roli, nie było czymś, o co zabiegałam. Po śmierci mojego męża ks. abp Andrzej Dzięga powiedział mi: „Pani Doroto, teraz modlitwa, a później Pan Bóg sam pokaże drogę”. I właśnie tak się stało.
Po Nowym Roku zadzwonił do mnie ksiądz z Białegostoku i zaprosił, żebym opowiedziała o Alicji. Początkowo bardzo się przed tym broniłam, ale później zaczęły pojawiać się kolejne zaproszenia, telefony i wiadomości. To ludzie zaczęli mnie odnajdywać.
Dziś przyjeżdża coraz więcej grup do Szczecina. Jestem też zapraszana do parafii, wspólnot i na rekolekcje, a także na pokazy filmu. Jest to czasem trudne fizycznie, ale daje mi ogromną radość, kiedy widzę zainteresowanie ludzi Alicją i jej dziennikami.
O co ludzie najczęściej pytają?
Najczęściej pytają: „Jaka była Alicja?”. To dla mnie trudne pytanie, bo mogę mówić o niej tylko z własnej perspektywy.
Pytają też: „Dlaczego Pan Jezus wybrał właśnie Alicję?”. Sama się nad tym zastanawiałam. Alicja była przecież osobą zwyczajną. Kiedyś zapytała Pana Jezusa: „Dlaczego do mnie mówisz?”. Odpowiedział: „Bo cię kocham. I chcesz słuchać. Mówiłbym każdemu, gdyby chcieli słuchać”.
To jest dla mnie bardzo ważne. Alicja chciała słuchać, poznać wolę Bożą i według niej żyć.
A jakie jest najważniejsze przesłanie jej dzienników?
Dla mnie przede wszystkim jest to wołanie Pana Jezusa o miłość. Ważne są też słowa: „Naucz się być w bliskości”.
Ks. bp Henryk Wejman wskazywał natomiast na dążenie do świętości poprzez codzienność i zwyczajne obowiązki. Z kolei o. prof. Bogusław Kochaniewicz mówił o drodze dziecięctwa Bożego, która przechodzi w drogę oblubieńczą.
Myślę, że każdy, kto sięgnie po dzienniki Alicji, może znaleźć w nich coś, czego właśnie potrzebuje.
Ten artykuł powstał dzięki naszym Darczyńcom. Dziękujemy za Wasze wsparcie.