„Jego misja i śmierć były fundamentem w budowaniu chrześcijańskiej Polski”. Dziś uroczystość św. Wojciecha

„Niezwykła jest historia św. Wojciecha, który był rodowitym Czechem, a stał się jednym z kamieni węgielnych państwa polskiego” – mówi ks. Piotr Łatacz, kustosz sanktuarium św. Wojciecha w Świętym Gaju. 23 kwietnia w kalendarzu liturgicznym obchodzimy uroczystość św. Wojciecha.

„Niezwykła jest historia św. Wojciecha, który był rodowitym Czechem, a stał się jednym z kamieni węgielnych państwa polskiego. Dzięki jego męczeńskiej śmierci Bolesław Chrobry – syn Mieszka I, który w 966 roku przyjął chrzest – na terenie podległych sobie ziem stworzył niezależną od Niemiec organizację kościelną, ostoję naszej narodowej jedności. Święty Wojciech, jego misja i śmierć były zatem fundamentem w budowaniu chrześcijańskiej Polski” – mówi na łamach „Naszego Dziennika” ks. Piotr Łatacz, kustosz sanktuarium św. Wojciecha w Świętym Gaju i proboszcz parafii pw. Podwyższenia Krzyża Świętego w Kwietniewie.

„Święty Gaj to wskazywane przez historyków miejsce śmierci św. Wojciecha. Obszerny życiorys ukazuje biskupa Pragi, któremu nie są obce rozterki, a nawet klęski. Jego biografia to jednak przede wszystkim historia człowieka bezkompromisowego. Przybył do Polski pod koniec 996 r. Wiemy, że kilka dni przed śmiercią był w Gdańsku, gdzie ochrzcił wielką rzeszę ludzi. Następnie wraz z Radzimem Gaudentym oraz Benedyktem Boguszą udali się na misję chrystianizacyjną do pogańskich Prus. Jest wysoce prawdopodobne, że właśnie w okolicach Świętego Gaju św. Wojciech poniósł śmierć męczeńską” – opowiada w rozmowie Małgorzatą Bochenek.

„Wiemy, że Prusowie odrzucili posłannictwo Wojciecha, wywieźli go ze swojej ziemi i pod groźbą śmierci zabronili powrotu. On jednak, wspierany przez Bolesława Chrobrego, wraz ze swoimi towarzyszami postanowił jeszcze raz udać się do Prus, aby głosić Chrystusa. Dotarli w okolice grodu Cholin. Jest wiele przesłanek, które wskazują, że misjonarze powrócili na terytorium pruskie, właśnie w pobliżu dzisiejszej wioski Święty Gaj. Jej nazwa nawiązuje też do wydarzenia z 23 kwietnia 997 roku, gdy bp Wojciech odprawił na tej ziemi swoją ostatnią Mszę św. i został zamordowany. Kilometr na wschód od tej wsi jest stara droga, która biegnie pod wzgórze, na którym zachowały się pozostałości grodu pruskiego z X wieku. Według jednej ze spisanych przez kronikarza relacji to właśnie wojowie grodu Cholin rozpoznali w Wojciechu człowieka, który wcześniej został wygnany z Prus. Jeden z nich śmiertelnie ugodził go włócznią w serce. Jego towarzyszy puszczono wolno. Kolejne wieki nie sprzyjały rozwojowi kultu św. Wojciecha w miejscu jego męczeńskiej śmierci” – przypomina ks. Piotr Łatacz.

„Zaraz po tym, gdy został zamordowany św. Wojciech, Bolesław Chrobry wykupił ciało biskupa i sprowadził w granice swego państwa. Po kanonizacji dokonanej już najprawdopodobniej w 999 roku, ciało św. Wojciecha złożono w świątyni w Gnieźnie. Miejsce Święty Gaj zostało jakby zapomniane, ponieważ nadal były to tereny pogańskie. Bolesław Chrobry nie miał wpływu na to, aby upamiętnić miejsce męczeńskiej śmierci św. Wojciecha. Na tej wówczas pogańskiej ziemi przez dziesiątki lat nie postawiono żadnego kościoła, nie położono kamienia upamiętniającego męczeństwo biskupa. Nie sprzyjały temu również późniejsze okoliczności, kiedy Konrad Mazowiecki w 1226 roku sprowadził do Polski Krzyżaków do walki z pruskimi poganami. Nie byli oni zainteresowani kultem św. Wojciecha. Pierwszy kościół drewniany w tym miejscu wybudowano dopiero w latach 1299-1324. W czasach reformacji świątynię przejęli protestanci” – dodaje.

Źródło: KAI / IDK / Nasz Dziennik

« 1 »