Jezu! Zabierz mój strach przed Tobą

Ile to już razy słyszałem: „jak zaufam Jezusowi – to zaraz ześle mi jakieś nieszczęście”. To przekonanie często trzyma katolików z dala od wpływu Jezusa na ich życie. Na dowód słuszności swych przekonań podają przykłady świętych, z których większość cierpiała, jeśli nie jakieś prześladowania, to przynajmniej ciężkie choroby.

Odczuwać lęk przed Jezusem? Jak to możliwe? I chociaż znamy i nieraz cytujemy słowa Jana Pawła II z 22 października 1978 r.: „Nie lękajcie się. Otwórzcie, otwórzcie na oścież drzwi Chrystusowi”, to jednak strach dławi nasze gardła tak, iż nie potrafimy Jezusowi odpowiedzieć „tak”. I sprawia, że czujemy niespokojne bicie serca.

Ile to już razy słyszałem: „Zaufać Jezusowi? Może kiedyś? Jak będę już stara i nie będę miała nic do stracenia”. A dlaczego? „Jak Mu zaufam – to zaraz ześle mi jakieś nieszczęście”.

To przekonanie często trzyma katolików z dala od wpływu Jezusa na ich życie. Na dowód słuszności swych przekonań podają przykłady świętych, z których większość cierpiała, jeśli nie jakieś prześladowania, to przynajmniej ciężkie choroby. Na co zmarła Teresa od Dzieciątka Jezus i Bernadetta Soubirous? Pierwsza na gruźlicę, druga na gruźlicę kości. Teresa z Avila i Jan od Krzyża byli internowani i ścigani przez inkwizycje. Edyta Stein skończyła w komorze gazowej, a Maksymilian Kolbe w bunkrze głodowym. Człowiek ma za dużo do stracenia, by czekać na niepewną przyszłość w raju.

Na całość wspomnianych powyżej postaw niewątpliwie wpływa panosząca się wszędzie chrystofobia, która wyraża się już nie tylko likwidowaniem krzyży, ale w ogóle rugowaniem Jezusa Chrystusa z życia publicznego. Wstydzimy się Jezusa. Zamieniamy pozdrowienie „Pochwalony Jezus Chrystus” na niewiele mówiące „Szczęść Boże”.

Strach i ciemność

Czego najbardziej obawia się człowiek? Tego, czego nie zna. A nawet, jeśli zna, nie jest w stanie przewidzieć wszystkiego. A zatem lękamy się nieznanego. Warto zatem pokusić się o próbę zdefiniowania lęku: jest to ciemność horyzontu poznawczego. Definicję tę można rozciągnąć na dwa podstawowe wymiary: czasowy i przestrzenny. Nie wiemy, co stanie się za minutę, za tydzień, za miesiąc czy rok. Lękamy się o przyszłość, gdyż spowija ją niepewność – horyzont naszego poznania jest niewiadomą. Wisi nad nami widmo III wojny światowej, roztaczają przed nami katastroficzne wizje zmian klimatycznych i ekodegradacji, różni wizjonerzy zapewniają o niedługim już końcu świata itd. Nie wiemy również, co stanie się za rogiem ulicy albo po wejściu na ruchliwą jezdnię. Zawsze może znaleźć się ktoś, kto dla fantazji złamie prawo i zrobi nam krzywdę. A więc te sfery naszego życia okrywa ciemność niewiedzy. To właśnie nas napawa niepokojem i obawą.

Trzy razy „tak”

Na samym początku potrzeba odpowiedzieć sobie na fundamentalne pytanie: kim jest dla mnie Jezus Chrystus? Aby jednak nie pogubić się w gąszczu teologicznych rozważań, ograniczymy naszą refleksję do trzech podstawowych zagadnień.

Prymat Jezusa Chrystusa

Słowa pozostawione nam przez J. Ratzingera („Wprowadzenie w chrześcijaństwo”) dają jasno do zrozumienia, że prawdziwe chrześcijaństwo to danie w swoim życiu prymatu Jezusowi Chrystusowi. On jest Bogiem chrześcijan, On jest Głową założonego przez siebie Kościoła, On jest źródłem łaski i miłosierdzia, gdyż to Jemu Ojciec oddał wszystko. A zatem przyznanie Mu pierwszeństwa jest całkowitym podporządkowaniem się Jego panowaniu. Dopiero z tej perspektywy mogę ze spokojem patrzeć na horyzont mojego życia i nie obawiać się, gdyż zawsze będę na końcu widział Jezusa.

Cóż może odłączyć człowieka od miłości Jezusa? Każda, nawet najtrudniejsza droga kończy się spotkaniem z Jezusem. Każdy ból znajduje ukojenie w ramionach Jezusa,. Każda trwoga przemienia się w radość, bo On jest horyzontem życia chrześcijańskiego. A zatem gdzie jest miejsce na strach?

Istotę poruszanego zagadnienia oddaje znana i niejednokrotnie powtarzana podczas różnych rekolekcji historia. Otóż w pewnym mieście odbywało się widowisko: linoskoczek przechodził po linie rozciągniętej pomiędzy dwoma wysokimi budynkami. W pewnym momencie artysta zapytał widownie, czy wierzy, że może po tej linie przejechać taczką. Oczywiście nikt nie miał wątpliwości – i rzeczywiście przejechał po rozpiętej linie taczką. Linoskoczek znów zapytał ludzi, czy wierzą, że może kogoś w tej taczce przewieźć. Tłum, zawołał: „Tak!”. Na co linoskoczek zapytał, kto zechciałby wsiąść do taczki? Nastała długa cisza. Linoskoczek widząc, że nie ma chętnych, wziął pewnego chłopca i przewiózł go w taczce po linie. Dziennikarze i widzowie oblegli chłopca, pytając, czy się nie bał. Na co chłopiec odpowiedział: „A czego miałem się bać? Przecież to mój tatuś”.

Jezus jest światłością

Chodzenie w światłości Jezusa sprawia, że człowieka nie dotykają żadne ciemności, nawet te, które w swoim zewnętrznym przejawie i w ocenie ludzi są strasznymi ciemnościami. Działanie światła, jak się za chwilę przekonamy, ma nie tylko działanie oświecające, ale sprawia też, że coś znika, niejako rozpływa się w świetle. Taką właśnie podwójną skuteczność działania ma Światłość – Jezus Chrystus.

Dawno temu, gdzieś w 1977 r., byłem z klasą na szkolnej wycieczce w Katowicach i w Chorzowie. W Chorzowie obowiązkowo odwiedziliśmy tamtejszy park rozrywki, w którym pośród różnych atrakcji zaszliśmy również do gabinetu czapki niewidki. Gdy zajęliśmy miejsca na niewielkiej widowni, na scenę weszła pani, która zapowiedziała, że po nałożeniu czapki zniknie. Rzeczywiście po włożeniu czapki na głowę zniknęła na naszych oczach. Gdy po chwili znów się pojawiła, zaprosiła dwie dziewczyny z naszej klasy, które nałożyły czapkę i zniknęły wraz z nią. Po zakończeniu całego seansu pytaliśmy koleżanki, co widziały, gdy ich „nie było”. One na to: „To wyście zniknęli”. Nasze nauczycielki wyjaśniły nam, że pod sufitem były ukryte dużej mocy reflektory, w świetle których wszystko znikało. Po latach uświadomiłem sobie, że właśnie ten seans jest pewnym wyobrażeniem duchowego działania Jezusa Chrystusa.

Wchodząc w Światłość, człowiek zaczyna tracić z oczu rzeczy mało ważne i zbędne. Zostają one w przedziwny sposób przysłonięte blaskiem Jezusa, który sobą wypełnia całą przestrzeń ludzkiego bytu. On staje się wszystkim. W Jego świetle wszelkie trudności czy choroby stają się stanem przejściowym, który przemija. Człowiek w swej perspektywie już widzi finał swych doczesnych zmagań, którym jest Jezus. Czy jest tu zatem miejsce na strach?

Widzieć przyszłość

Przyszłość widziana w Jezusie Chrystusie jest coraz bardziej rozszerzającą się zapowiedzią życia wiecznego. Człowiek, zbliżając się w latach do dnia przejścia, coraz pełniej widzi swą perspektywę, która stopniowo jest mu odsłaniana. Wszystko to jednak są tylko mgliste zapowiedzi, sygnały rzeczywistości, która go czeka. Pełnię ujrzy dopiero po przejściu. W tym kontekście jakże mało ważne wydają się pytania: kiedy umrę – zaraz czy kiedyś? Gdzie - na łóżku czy na ulicy? W jaki sposób - śmiercią naturalną czy gwałtowną, z czyjejś ręki?

Wszystkie te pytania stają się obojętne, gdy wiemy, że naszą perspektywą jest Jezus. Co więcej może być ważne? I znów rodzi się pytanie, gdzie tu jest miejsce na strach.

Jezus czeka w niebie

Wiekowi już małżonkowie zmarli jednego dnia i oboje trafili do nieba. Ona rozglądając się ciekawie, zawołała: „Jezu! Jak tu pięknie!”. Na co jej ziemski mąż odpowiedział: „Widzisz, głupia babo! Gdyby nie te twoje kuracje, sanatoria, ziółka i lekarze, mogliśmy być tu 40 lat temu”.

W spotkaniu z Jezusem człowiek odnajduje właściwy sens wszystkiego i każdą rzecz stawia na właściwym dla niej miejscu. W blasku Jego światłości rzeczy zbędne znikają, a te, które mają jakiś sens i są pomocą w zdążaniu do wieczności, nabierają nowej wyrazistości. Także wszelkie cierpienia i choroby, które w ziemskiej „atmosferze” skażonej grzechem pierworodnym wydają się być nieuniknione, mają inny „smak”, gdyż wciąż człowiek widzi koniec – kres, którym jest Jezus.

Strach, jak mówi psalmista, dotyka ludzi, którzy nie chcą uznać Boga. To właśnie oni zadrżą z lęku tam, gdzie bać się nie ma czego. Natomiast człowiek Jezusowy - taki, który nie patrzy na życie tylko w kategoriach ludzkich, lecz w Jezusie dopuszcza każdą ewentualność, może ku zdumieniu wszystkich – powiedzieć: „no i co z tego?”.

Jerzy Szyran OFMConv

 

Źródło: Echo Katolickie 35/2026

Ten artykuł powstał dzięki naszym Darczyńcom. Dziękujemy za Wasze wsparcie.

« 1 »