Radykalne treści w podręczniku dla nauczycieli „edukacji zdrowotnej”. Jest ostrzejszy niż podstawa programowa

Edukację równościową należy zacząć w przedszkolu, zachowania autoerotyczne poprawiają dobrostan duchowy, a transpłciowość to nie patologia – to przeczytają nauczyciele EZ, którzy skorzystają z podręcznika zamieszczonego na rządowych stronach. Autorzy przekonują do tez kompletnie naciąganych, ale zgodnych z genderową ideologią.

„U części młodych ludzi jednym z normatywnych sposobów poznawania reakcji własnego ciała i regulowania napięcia może być masturbacja, której znaczenie rozwojowe zależy od kontekstu, prywatności i postaw środowiskowych” – to cytat z podręcznika dla nauczycieli zamieszczonego na rządowej stronie internetowej.

Określenie masturbacji jako zjawiska „należącego do normy medycznej” znajdowało się w pierwotnej wersji podstawy programowej EZ. Sprawę nagłośniono w mediach, wskutek czego zapis został w podstawy wykreślony. Jak się jednak okazuje, w ten sam sposób masturbację przedstawiono w podręczniku, którym mają się kierować nauczyciele przedmiotu.

Radykalne treści w podręczniku dla nauczycieli „edukacji zdrowotnej”. Jest ostrzejszy niż podstawa programowa   Strona 557 podręcznika

Wszystkie podmioty

Podręcznik zredagowały trzy autorki związane z Uniwersytetem Medycznym im. Piastów Śląskich we Wrocławiu.

Część VIII zatytułowana „Zdrowie seksualne” jest skrajnie zideologizowana. Autorzy działu powołują się na przykład na deklarację praw seksualnych stworzoną na kongresie seksuologicznym w Hongkongu w 1999 r. Prawa te mają być, jak czytamy w podręczniku, uznawane za część praw człowieka. Przez kogo? Dlaczego seksuolodzy mieliby tworzyć prawa człowieka? Kim w ogóle byli autorzy deklaracji? Tego się już nie dowiemy.

Cytowany dokument jest zwyczajnie bezsensowny. Według niego człowiek ma „prawo do wyczerpującej edukacji seksualnej, która powinna trwać przez całe życie człowieka i powinny być w nią zaangażowane wszystkie instytucje społeczne”. Autorzy nie piszą tu o podmiotach zajmujących się np. zdrowiem i edukacją, ale – wyraźnie to stwierdzają – o wszystkich instytucjach. Gdyby potraktować to zalecenie poważnie, to edukację seksualną powinien prowadzić kontrwywiad, dyrekcja dróg i autostrad oraz zarządy parków narodowych. A skoro nauka ma trwać całe życie, to o seksie należy mówić już małym dzieciom.

Inny punkt deklaracji: „Przyjemność seksualna, obejmująca również zachowania autoerotyczne, jest źródłem dobrostanu fizycznego, psychologicznego, intelektualnego i duchowego”. Trudno powiedzieć, co autorzy rozumieją przez dobrostan duchowy, a jeszcze trudniej stwierdzić, jak miałyby go poprawiać „zachowania autoerotyczne”.

W jeszcze innym punkcie deklaracja podaje, że istnieje „prawo do rozwodu”. Jest też punkt o „prawie do pełnego dostępu do środków regulacji płodności” pokazujący dość jasno, co kierowało autorami deklaracji.

Radykalne treści w podręczniku dla nauczycieli „edukacji zdrowotnej”. Jest ostrzejszy niż podstawa programowa   Strony 559 i 600 podręcznika

Ile jest płci?

Zgodnie z genderową ideologią napisano cały fragment podręcznika poświęcony orientacji seksualnej i tożsamości płciowej. Tranzycję płciową przedstawiono jako coś zupełnie normalnego. Nie ma słowa o konsekwencjach zabiegów chirurgicznych i przyjmowania hormonów, ani choćby o tym, że podjęcie kuracji należałoby przynajmniej przemyśleć. Dowiadujemy się zamiast tego, że „proces tranzycji powinien być prowadzony z poszanowaniem autonomii osoby, zgodnie z aktualną wiedzą naukową, zasadami etyki oraz prawami człowieka”.

„Warto podkreślić, że transpłciowość – czytamy w podręczniku – nie jest zaburzeniem psychicznym”. Jak przekonują autorzy książki, „różnorodność tożsamości płciowych” to „naturalny element ludzkiego funkcjonowania, a nie patologia”.

Jako normalny, a w dodatku nieodwracalny pokazany jest też homoseksualizm, a oprócz niego biseksualizm.

„Współczesna seksuologia jednoznacznie uznaje, że inne orientacje niż heteroseksualna nie są zaburzeniami ani wyborem, lecz naturalnymi i trwałymi wariantami ludzkiej orientacji seksualnej” – czytamy.

Autorzy twierdzą, że biseksualizm oznacza „pociąg do osób więcej niż jednej płci”. To niezupełnie prawda, biseksualizm oznacza pociąg do dokładnie dwóch płci, a „więcej niż jedna” to także 3, 4 itp. Może nie tylko błąd, ale i kolejny przejaw genderowej ideologii – genderowcy uważają, że płci jest znacznie więcej niż dwie.

Radykalne treści w podręczniku dla nauczycieli „edukacji zdrowotnej”. Jest ostrzejszy niż podstawa programowa   Strony 561 i 562

Gender dla przedszkolaków

Spory fragment tekstu poświęcono też walce ze stereotypami płciowymi. Jak przekonują autorzy podręcznika, przypisywanie kobietom empatii, uległości i troskliwości, a mężczyznom racjonalności, siły i niezależności „nie tylko ogranicza jednostkową wolność wyboru i samorealizacji, ale też wpływa na zdrowie psychiczne, relacje społeczne, wybory edukacyjne i zawodowe, a w konsekwencji – na całe życie jednostki”. Rozwiązanie? „Edukacja równościowa powinna zaczynać się jak najwcześniej – w wieku przedszkolnym”.

Kto jest zadowolony ze współżycia?

Cały podrozdział poświęcono też wpływowi stereotypów na życie płciowe. Twórcy podręcznika powołują się na badania satysfakcji z życia seksualnego przeprowadzone w 29 krajach. Już to jest wątpliwe, bo satysfakcji z zasady nie da się zmierzyć. Badanie nie polegało więc na zebraniu obiektywnych, możliwych do porównania danych, ale deklaracji. Tymczasem nawet w zwykłych sondażach politycznych respondenci często nie mówią prawdy, a tu pytano o sferę niezwykle delikatną. Niezbyt mądre jest traktowanie tak samo wyników z krajów, w których na zwykłe pytanie co słychać odpowiada się „fine, thanks”, i tych, gdzie mówi się: „szkoda gadać”.

Gdyby nawet badanie uznać za rzetelne, to wnioski, jakie wyciągnęli z nich autorzy podręcznika są kompletnie naciągane. Stwierdzają oni, że „kultura równości przekłada się na lepszą jakość współżycia, jako że zmienia dynamikę relacji intymnej”. Co ma o tym świadczyć? To, że deklaracje największego zadowolenia składali Amerykanie i Austriacy (czyli kraje z wysokim równouprawnieniem), a źle było np. w Japonii.

Skąd pomysł, że największy wpływ na zadowolenie z seksu ma akurat to, czy kraj jest feministyczny czy patriarchalny, a nie dziesiątki innych czynników, indywidualnych i występujących masowo, zdrowotnych, psychicznych, duchowych…?

Choćby to – skoro mowa o Japonii – jak powszechna jest w tym kraju pornografia, która na ogromną skalę dociera do bardzo młodych osób. Może raczej ona ma wpływ na nieumiejętność tworzenia relacji i niezadowolenie ze współżycia w realnym świecie, a nie kwestia równouprawnienia?

Cały wywód bazuje zresztą na stereotypach – wyluzowani Amerykanie i Hiszpanie, patriarchalni Japończycy itp. Jest tak bałamutny, że trudno uwierzyć, że tekst pisali uczeni z uniwersytetu medycznego.

Radykalne treści w podręczniku dla nauczycieli „edukacji zdrowotnej”. Jest ostrzejszy niż podstawa programowa   Strony 568 i 569

Perfidna zagrywka

Niektóre treści zapisane w podstawie programowej EZ stawiają włosy na głowie. Wiele jest też jednak sformułowanych ostrożnie. Kiedy np. mowa w nim szacunku wobec osób transpłciowych, to z samego tego stwierdzenia nie wynika, czy szacunek oznacza, że transseksualiście trzeba mówić, iż zmiana płci jest dobra, czy z szacunkiem doradzić, żeby spróbował sobie pomóc. Podręcznik rozstrzyga te wątpliwości.

Postępowanie autorów „edukacji zdrowotnej” jest tym bardziej perfidne, że do wielu rodziców podręcznik zapewne nie dotrze – być może przejrzą książkę dziecka, ale nie będą wiedzieli, z czego uczy się sam nauczyciel.

Ten artykuł powstał dzięki naszym Darczyńcom. Dziękujemy za Wasze wsparcie.

« 1 »