Biskup Odessy: kontynuujemy walkę, nie mamy innego wyboru. „Myślę, że Bóg jest z nami”

Biskup Odessy, Stanisław Szyrokoradiuk OFM, postrzega niezłomny opór Ukrainy wobec trwającej już trzeci rok rosyjskiej agresji jako „cud”. „Myślę, że Bóg jest z nami, w przeciwnym razie nigdy nie bylibyśmy w stanie wytrzymać tak długo. Kontynuujemy walkę, ponieważ nie mamy innego wyboru” – powiedział hierarcha w wywiadzie dla austriackiej agencji prasowej Kathpress.

Uważa on, że pomimo ostatnich problemów na froncie, Ukraina stała się silniejsza, a stało się to pod presją ogromnego cierpienia. „Bardzo wielu zginęło w ciągu tych dwóch lat, osiem milionów uciekło do innych krajów europejskich, dziesiątki tysięcy zostało deportowanych do Rosji” – zauważył hierarcha.

Bp Szyrokoradiuk odniósł się do niedzielnych słów papieża Franciszka, który w swoim ponownym apelu o pokój na Ukrainie wezwał do stworzenia warunków do wynegocjowania pokoju. „Ojciec Święty ma rację, że dyplomacja byłaby oczywiście najlepszym sposobem na osiągnięcie pokoju. Ale wątpliwe jest, czy taka droga jest możliwa z Putinem. Poprzez wojnę cały świat zrozumiał za czym opowiada się Rosja i jej car”, powiedział biskup. Jeśli papież tego nie mówi i nie wskazuje winnych wojny, wydaje się to jemu trochę naiwne – nawet jeśli Franciszek ma prawdopodobnie związane ręce. Jednak zdaniem ukraińskiego biskupa obrządku łacińskiego pokój jest „możliwy tylko w niepodzielonej Ukrainie” – w przeciwnym razie nie przetrwałby.

Odnosząc się do obecnej sytuacji, biskup poinformował, że do Odessy powróciła w znacznym stopniu „normalność”, pomimo ciągłego bombardowania rakietami i terroru dronów. „Wszystko działa – kolej, transport, gospodarka. Miasto żyje i jest pełne ludzi, co widać po licznych korkach. Nie ma już problemów z elektrycznością i wodą, a poczucie bezpieczeństwa zostało w dużej mierze przywrócone. Oprócz funkcjonującego systemu obrony przeciwrakietowej miasta, przyczyniły się do tego generatory energii elektrycznej, które zostały zakupione w zeszłym roku przy wsparciu europejskich sąsiadów” – stwierdził.

W związku z tym pozytywnym rozwojem sytuacji w Odessie, wielu byłych uchodźców powróciło do metropolii nad Morzem Czarnym. Jednak liczba osób wewnętrznie przesiedlonych, które znalazły tam schronienie, również w ostatnich miesiącach gwałtownie wzrosła. „Rok temu mieliśmy 100 000 uchodźców z innych regionów Ukrainy, ale teraz jest ich już 300 000. Ich sytuacja jest straszna – nawet jeśli istnieje wsparcie państwa, możliwości mieszkaniowe i zawodowe, a w społeczeństwie można odczuć dużą solidarność” – powiedział biskup odeski.

Hierarcha wyjaśnił, że rosnąca liczba uchodźców wynika ze znacznie trudniejszej sytuacji we wschodnich regionach jego diecezji, która obejmuje dużą część południowej Ukrainy. Na przykład w Mikołajowie i Kropywnyckim, a zwłaszcza w obwodzie chersońskim, który został wyzwolony po długim okresie rosyjskiej okupacji, sytuacja pozostaje bardzo trudna. „Codzienne bombardowania powodują ogromne zniszczenia i wiele ofiar śmiertelnych. Wiele wiosek w tym regionie jest teraz w ruinie. W mieście Chersoń dzielnice mieszkalne wzdłuż Dniepru są szczególnie narażone na ciągłe ostrzały, co sprawia, że nie do pomyślenia jest, aby mieszkańcy pozostali tam przez dłuższy czas” – zaznaczył bp Szyrokoradiuk.

Chociaż Kościół rzymskokatolicki na Ukrainie jest bardzo mały w porównaniu z Kościołami prawosławnym i greckokatolickim, zapewnia szeroką pomoc za pośrednictwem swojej organizacji pomocowej Caritas Spes. Według hierarchy co tydzień z Odessy do Chersonia wysyłany jest co najmniej jeden transport z pomocą, często w towarzystwie księży, którzy znają ten obszar. Dostarczane są głównie paczki żywnościowe i środki pomocowe z kampanii, diecezji i prywatnych darczyńców z Niemiec, Polski, Austrii i innych krajów europejskich. „Dzięki Bogu, zawsze mamy coś, co możemy ludziom dać”, powiedział biskup. Kościół rzymskokatolicki jest również aktywnie zaangażowany w odbudowę. „Caritas-Spes doprowadziła do użytku już 400 domów w samej Odessie - naprawiając dachy, okna i drzwi; odbywa się to również z pomocą innych krajów europejskich” – wskazał.

Kościół jest jednak potrzebny przede wszystkim w wymiarze religijnym. Kontynuacja wojny jest wielką próbą wiary – powiedział biskup. „Zrozumieliśmy, że to jest nasz krzyż. Powinniśmy iść drogą krzyża” – wyznał hierarcha. W obliczu wielkiego cierpienia wielu ludzi na Ukrainie wyruszyło na poszukiwanie Boga, co biskup mógł zobaczyć po wysokiej frekwencji na Mszy św.: „W niedziele w katedrze w Odessie odbywa się sześć Mszy, z których wszystkie cieszą się dużą frekwencją - często przez ludzi, którzy wcześniej nie przychodzili”. Jak dotąd księża zdali tę próbę wiary celująco, ponieważ wszyscy pozostali w swoich parafiach pomimo walk, powiedział bp Szyrokoradiuk, „nawet w regionach, które są obecnie okupowane”. Ich gotowość służenia innym do końca jest wielkim ryzykiem, jak pokazuje przypadek zamordowanych księży prawosławnych. Opieka duszpasterska podczas wojny była dla niego również wielkim wyzwaniem, powiedział biskup, a zwłaszcza pogrzeby.

 

« 1 »

reklama

reklama

reklama