Brytyjska pro-liferka Rose Docherty została aresztowana za rzekome naruszenie „strefy buforowej” wokół placówki aborcyjnej. Jest jedną z wielu, których brytyjskie władze wzięły na celownik, realizując przepisy uchwalone pod dyktando przemysłu aborcyjnego, który nie chce, aby ktokolwiek zakłócał jego skierowany przeciw życiu proceder.
Tym razem udało się uniknąć wyroku, a wolność słowa wygrała. Przypadek Rose Docherty to jednak tylko jeden z wielu. Inni pro-liferzy nie mieli tyle szczęścia w starciu z brytyjską policją, która zamiast walczyć z rzeczywistymi przestępcami, prześladuje obrońców życia w oparciu o przepis o „strefach buforowych”.
W 2024 roku szkocki parlament uchwalił ustawę o usługach aborcyjnych, („Strefy bezpiecznego dostępu”), która zakazuje czuwania i demonstracji w promieniu 200 m w promieniu około 30 różnych placówek. W tym samym roku Anglia i Walia wprowadziły analogiczne przepisy dotyczące stref buforowych, na mocy uchwalonych wcześniejszych przepisów Ustawy o Porządku Publicznym z 2023 roku.
Obowiązujące obecnie przepisy zabraniają protestów, w tym działań, które mogłyby wpłynąć na inne osoby, które chciałyby skorzystać z „usług aborcyjnych”. Ostatnio władze wskazały nawet na modlitwę w myślach jako jedną z takich aktywności, które mogą być postrzegane jako „wpływanie” na innych. Gdy państwo usiłuje zajmować się „myślozbrodnią”, antyutopia opisywana przez Orwella w „Roku 1984” staje się smutną rzeczywistością.
Absurdalne zarzuty wobec Rose Docherty
Aresztowana w zeszłym roku w Szkocji Rose Docherty oskarżona została o „wpływanie na innych w pobliżu strefy buforowej”. 20 kwietnia w Sądzie Szeryfa w Glasgow odbyła się rozprawa, podczas której oczyszczono ją z zarzutów. Pomijając już zasadność samej ustawy o strefach buforowych, policja nie była w stanie wskazać żadnej konkretnej osoby, na którą „wpłynęła” pani Docherty. Nie było także żadnych dowodów na to, że ktoś w tym czasie faktycznie starał się uzyskać „usługi aborcyjne”.
Szeryf orzekł, że prokurator „nie wykazał żadnego przestępstwa znanego prawu Szkocji”. Prokuratura nadal nie daje jednak za wygraną i prowadzi dochodzenie, usiłując odnaleźć jakąkolwiek osobę, która zeznałaby, że „była pod wpływem” Docherty.
Cała sprawa zaczęła się we wrześniu ubiegłego roku. Rose Docherty stał na ulicy, trzymając tabliczkę z napisem: „Przymus to przestępstwo; przyszłam porozmawiać, jeśli chcesz.” Nie podchodziła do nikogo, nie zastraszała, nie nękała. Na tabliczce nie było słowa „aborcja”. Chciała jedynie rozmawiać z tymi, którzy sami tego pragnęli. Policja jednak uznała jej zachowanie za naruszające przepisy ustawy i aresztowała ją. Wywołało to oburzenie ze strony Konferencji Biskupów Katolickich Szkocji oraz Departamentu Stanu USA, który uznał ją za „kolejny rażący przykład despotycznego tłumienia wolności słowa w całej Europie”.
Chociaż sprawa Docherty została oddalona, inni proliferzy w Wielkiej Brytanii doświadczają prześladowania ze strony policji, która z nadzwyczajną wprost gorliwością egzekwuje przepisy kontrowersyjnej ustawy.
Przypadek Clive'a Johnstona: ewangelia Jana zakazana
W Irlandii Północnej pastor, dziadek siedmiorga wnuków, Clive Johnston, został zatrzymany przez policję i oskarżony za cytowanie ewangelii Jana 3,16 w strefie buforowej szpitala. Postawiono mu dwa zarzuty: wpływanie na osoby, które mogłyby w tym czasie korzystać z „usług aborcyjnych” szpitala oraz nieopuszczenie obiektu na wezwanie policji. Johnston broni się, mówiąc, że ma prawo rozmawiać z innymi osobami o Ewangelii.
Jego kazania nie zawierały żadnej wzmianki o aborcji, nie trzymał też w ręku żadnego transparentu. Jego proces ma zakończy się za dwa dni, 7 maja. Jeśli usłyszy wyrok skazujący, będzie to oznaczało wpis do kartoteki kryminalnej oraz karę grzywny w wysokości kilku tysięcy funtów.
Przypadek Stephena Greena: zakazane także psalmy
Uliczny kaznodzieja Stephen Green został oskarżony w 2023 roku za trzymanie tabliczki w strefie buforowej MSI Reproductive Choices w zachodnim Londynie. Cytował na niej werset biblijny Psalmu 139,13: „Ty bowiem utworzyłeś moje nerki, Ty utkałeś mnie w łonie mej matki”. To wystarczyło władzom, aby wnieść przeciw niemu oskarżenie. Rada dzielnicy Ealing jeszcze przed wprowadzeniem ogólnokrajowych przepisów w 2018 roku ustanowiła nakaz ochrony przestrzeni publicznej, który obejmowałby placówkę aborcyjną Marie Stopes. Zarządzenie to penalizuje „każdy akt dezaprobaty wobec aborcji w strefie buforowej” – tak więc samo zamieszczenie cytatu biblijnego może zostać uznane za „dezaprobatę”.
Brytyjski sąd uznał Greena za winnego. Sędzia okręgowy powiedział, że choć jego protest przebiegł pokojowo, jego sprawa musi być rozważona „w kontekście osób korzystających z usług aborcyjnych”. Później Green składał apelację, ale jego odwołanie zostało odrzucone w 2024 roku. Odrzucony został także kolejny wniosek o rewizję sądową, złożony wspólnie z Christian Legal Centre.
Konsekwentna pro-aborcyjna polityka brytyjskich władz
Opisywane powyżej przypadki nie są wyizolowanymi zdarzeniami. To element świadomie realizowanej pro-aborcyjnej polityki brytyjskich władz zarówno na poziomie lokalnym, jak i krajowym. W ostatnich pięciu latach miały miejsce liczne aresztowania za „naruszenia strefy buforowej” wokół placówek aborcyjnych. Brytyjska policja nie radzi sobie z narastającą gwałtownie przestępczością, z aktami terroru, ale gorliwie pilnuje tego, aby nikt nawet w myślach nie sprzeciwiał się aborcji.
Za modlitwę w głębi serca dwukrotnie aresztowana została Isabel Vaughan-Spruce – w latach 2022 i 2023. Choć uwolniono ją później od wszystkich zarzutów i otrzymała odszkodowanie w wysokości 13 funtów od brytyjskiej policji, po wprowadzeniu ustawy z 2024 r. musi się liczyć z kolejnymi prześladowaniami ze strony policji.
Za winnego modlitwy w myślach uznany został także Adam Smith-Connor, przyłapany na „myślozbrodni” w strefie buforowej w Bournemouth w Anglii.
Livia Tossici-Bolt, która pracowała jako wolontariuszka wsparcia kryzysowego dla osób w ciąży w Bournemouth w Anglii, została aresztowana i oskarżona o naruszenie strefy buforowej, gdy trzymała tabliczkę z napisem: "Przyszłam porozmawiać, jeśli chcesz".
Katolicki kapłan, ks. Sean Gough, został aresztowany i oskarżony o trzymanie transparentu oraz odczytanie „modlitwy o wolność słowa” w Birmingham w Anglii. Sąd ostatecznie oczyścił go ze wszystkich zarzutów.
Wolność słowa należy do podstawowych praw człowieka. Ostatecznie chodzi jednak o coś więcej: o prawo do życia, które ma każdy człowiek, także ten najmniejszy i najbardziej bezbronny, znajdujący się w łonie matki. I dlatego nie wolno się ugiąć pod presją lobby aborcyjnego, nawet gdy uda mu się wprowadzić przepisy karzące za „myślozbrodnię”.
Źródło: CNE, ADF International