Indie: „szafranizacja edukacji”. Wszyscy uczniowie mają odmawiać hinduistyczne modlitwy

Indyjskie władze stanu Chhattisgarh wprowadziły dyrektywę zmuszającą wszystkich uczniów do wspólnego odmawiania hinduistycznych modlitw i uczestniczenia w rytuałach religijnych, całkowicie ignorując prawo do wolności wyznania. Pod tym względem mogłyby śmiało stawać w szranki z polskim resortem edukacji, który za nic ma zdanie uczniów i rodziców, narzucając im własną ideologię.

Decyzja władz stanu Chhattisgarh spotkała się z protestami zarówno ze strony środowisk chrześcijańskich, jak i świeckich, określających politykę władz szkolnych mianem „szafranizacji edukacji”. Określenie to związane jest z szafranowym barwnikiem, który w religii hinduskiej ma charakter sakralny.

Departament Edukacji Stanowej w okólniku z 12 czerwca nakazał szkołom publicznym w całym stanie włączyć do programu dnia odmawianie modlitw przywołujących hinduskie bóstwa, takie jak Saraswati i Gayatri, uważane m.in. za patronów wiedzy i mądrości, a także organizowanie tzw. prajwalan (zapalania świętej lampy). Uczniowie mają również recytować mantrę bhojan, sanskrycką modlitwę wyrażającą wdzięczność za jedzenie, przed posiłkiem podawanym uczniom szkół publicznych, zgodnie z okólnikiem. Wdrażanie dyrektywy rozpoczęło się w bieżącym roku szkolnym, który rozpoczął się 16 czerwca. Na powitanie roku wszyscy uczniowie, niezależnie od wyznawanej religii, zmuszeni zostali do uczestniczenia w hinduistycznych ceremoniach.

Ceremonia zapalania świętej lampy prajwalan   Ceremonia zapalania świętej lampy prajwalan
Narendra Priya Family / Pexels

„Indyjskie tradycje” czyli brutalne łamanie sumienia

Władzę w stanie sprawuje partia Bharatiya Janata Party (BJP), która hinduizm traktuje jako część indyjskiej tożsamości i usiłuje rugować z indyjskiej ziemi wszelkie „obce” wpływy, w tym – chrześcijaństwo. Obecną decyzję departamentu edukacji uzasadnia promowaniem „rozwoju intelektualnego” oraz zaszczepianiem „indyjskich tradycji i wartości kulturowych” wśród uczniów.

Jednym z najgłośniejszych krytyków tej polityki jest pastor Simon Digbal Tandi, koordynator Progressive Christian Alliance (PCA), określający ją mianem „szafranizacji” – próbę narzucenia hinduistycznej ideologii we wszelkich dziedzinach życia publicznego, w tym w edukacji.

„Jak to możliwe, że rząd narzuca wszystkim religijne modlitwy i rytuały danej religii w szkołach w demokratycznym i świeckim kraju?” – stwierdził Tandi, dodając, że że decyzja rządu BJP „bezpośrednio narusza konstytucyjne przepisy dotyczące świeckiej edukacji w kraju.”

Podwójne standardy

Dyrektywa jest sprzeczna nie tylko z indyjskim prawem krajowym, ale także z antykonwersyjnymi przepisami stanowymi, które zakazują wszelkiego przymusowego propagowania religii. Jak widać, przepisy te stosowane są bardzo wybiórczo, a ich ostrze skierowane jest przeciw chrześcijanom.

„Obowiązkowe odmawianie hinduskich modlitw religijnych w szkołach stanowi naruszenie Ustawy o Wolności Religii w Chhattisgarh z 2026 roku” – podkreślił Tandi.

Partia Kongresowa, która jest w opozycji w stanie Chhattisgarh, stwierdziła, że dyrektywa jest wyraźnym naruszeniem świeckiego charakteru szkół prowadzonych przez rząd stanowy.

„Rząd BJP próbuje prowadzić szkoły na wzór świątyń Saraswati Shishu” – stwierdził Sushil Anand Shukla, rzecznik partii.

Saraswati Shishu Mandirs to szkoły prowadzone przez Rashtriya Swayamsevak Sangh (RSS), ideologicznego mentora partii BJP premiera Narendry Modiego, który chce, aby Indie stały się hinduistycznym państwem teokratycznym.

„Państwowe szkoły przyjmują dzieci ze wszystkich religii i społeczności, a narzucanie obrzędów religijnych jest sprzeczne z konstytucją” – podsumował Shukla.

Rząd stanowy odrzuca tę krytykę, twierdząc, że inicjatywa jest apolityczna i skupia się na „budowaniu charakteru” uczniów.

Jak widać, rządząca w całych Indiach, a także w tym stanie partia BJP, stosuje podwójne standardy: przepisy antykonwersyjne traktuje bardzo rygorystycznie, gdy chodzi o nawracanie na chrześcijaństwo, a bardzo luźno, gdy mowa jest o narzucaniu wszystkim religii hinduistycznej.

Nieomylna władza kontra wolność sumienia

Stowarzyszenie na rzecz Ochrony Praw Obywatelskich (APCR) w oświadczeniu z 14 czerwca stwierdziło, że dyrektywa „jest jawnie niekonstytucyjna i zaciera ważną granicę między działalnością kulturalną a praktykami religijnymi w szkołach państwowych.”

Wydaje się, że indyjskie władze oświatowe, podobnie jak polskie, mają zasadniczy problem ze zrozumieniem prostych zasad dotyczących swobód obywatelskich. Państwo nie ma władzy nad sumieniem i wyznaniem obywateli – nie może ani narzucać jedynie słusznej religii, ani też ograniczać prawa obywateli do swobodnego wyznawania uznawanej przez nich religii.

W polskich szkołach MEN redukuje liczbę lekcji katechezy, spycha je na ostatnie lub pierwsze godziny zajęć, a dodatkowo pod pozorem „edukacji zdrowotnej” narzuca treści podyktowane lewicowo-liberalną ideologią, nie mające wiele wspólnego z rzetelną wiedzą. W Indiach resort edukacji przymusza uczniów do uczestnictwa w praktykach religijnych sprzecznych z ich sumieniem.

Co mają wspólnego Polska i Indie? I tu, i tam dyrektywy resortów szkolnictwa skierowane są przeciw chrześcijanom. W Polsce działania te skrywane są pod pozorem świeckości szkoły, w Indiach – pretekstem jest „budowanie charakteru” uczniów. Cel ostatecznie jest jeden, a i metody podobne. Chodzi o odebranie rodzicom i uczniom prawa do decydowania o charakterze edukacji zgodnej z wyznawanymi przez nich wartościami i zasadami religijnymi. W totalitarnym podejściu do szkolnictwa to nie rodzice mają decydować o wychowaniu dzieci, ale przekonana o własnej nieomylności władza.

Choć w Indiach chrześcijanie stanowią niewielką mniejszość (w stanie Chhattisgarh jest to mniej niż 2 proc. z 30 mln obywateli), potrafią upominać się o swoje prawa. Zastanawiające jest to, jak biernie polscy rodzice podchodzą do działań Ministerstwa Edukacji Narodowej – godząc się na najbardziej nawet absurdalne pomysły, od rezygnacji z zadań domowych, poprzez usuwanie ze szkół katechezy, aż do wprowadzania obowiązkowej „edukacji zdrowotnej”, której program zdradza zakorzenienie w ideologii lewicowo-liberalnej i którą prowadzić mają przypadkowi nauczyciele, nie posiadający wykształcenia związanego z ochroną zdrowia.

 

Źródło: UCA News

« 1 »