Obietnice przemysłu płodności nie wytrzymują konfrontacji z rzeczywistością. Jedna z jego ofiar, dorosła osoba, cierpiąca na poważny kryzys własnej tożsamości, dziś mówi otwarcie: „czuję się potraktowana jak hodowlane bydło”, dodając: „hodowcy mają wyższe standardy ochrony genetycznej niż kliniki wspomaganego rozrodu”.
Pragnienie rodzicielstwa jest czymś naturalnym i w pełni zrozumiałym. Gdy spełnienie tego pragnienia wydaje się trudne lub niemożliwe z powodu zaburzeń płodności, z propozycją pomocy wychodzi przemysł płodności, oferując rozmaite techniki wspomaganego rozrodu, takie jak in vitro, dawstwo materiału genetycznego, kriokonserwacja, selekcja genetyczna, wspomagane wykluwanie. Dochodzi do tego tzw. macierzyństwo zastępcze czyli surogacja. Trzeba jednak powiedzieć jasno: żadna z tych technik nie leczy problemu niepłodności, ale oferuje rozwiązanie zastępcze, niezwykle kontrowersyjne pod względem etycznym.
Ujawniona właśnie historia kobiet, które dopiero w wieku dorosłych odkryły, że są siostrami pochodzącymi od tego samego dawcy nasienia, rzuca światło na to, jakie są długotrwałe konsekwencje poczynań przemysłu płodności. Jedna z nich mówi otwarcie: „czuję się potraktowana jak hodowlane bydło”.
Pytania o własną tożsamość
Dwie z trójki kobiet wychowywały się razem, trzecia poznała swe siostry dopiero w wieku dorosłym. Gemma i Helen Hicks dorastały razem, sądząc, że mężczyzna, który je wychował, jest ich biologicznym ojcem. Dopiero gdy zbliżały się do trzydziestki, dowiedziały się, że był nim dawca nasienia.
„Wtedy dawstwo nasienia było swego rodzaju dzikim Zachodem; wielu rodzicom mówiono, by wychowywać dziecko jak własne i nic im na ten temat nie mówić," powiedziała Gemma BBC.
Dotarcie do prawdy nie było łatwe. Dzięki testom DNA udało się jednak ustalić, że siostry są spokrewnione nie tylko ze sobą nawzajem, ale mają także inne rodzeństwo. Był to dla nich olbrzymi szok. Ich poczucie tożsamości runęło w gruzy.
„Fizycznie czułam się źle, czułam też, że nie wiem, kim jestem. Zaczęłam kwestionować każdy szczegół i zastanawiać się, czy to przez moje geny,” powiedziała Gemma.
Doświadczenie Helen było inne. Zawsze miała ukryte przeświadczenie, że czymś różni się od reszty rodziny. Wiadomość o jej biologicznych początkach uświadomiła jej przyczynę.
„Ogarnęło mnie naprawdę dziwne i silne poczucie spokoju. Spoglądam wstecz na pewne momenty w życiu i nagle wszystko zaczyna mi się układać.”
Spotkanie po latach
Gemmie i Helen udało się nawiązać kontakt z dwiema siostrami. Jedna z nich to Natasha Goldstein-Opasiak. Podobnie jak jej siostry, Natasha nie wiedziała, że została poczęta w wyniku dawstwa. Test DNA zrobiła dopiero w wieku 31 lat.
„Nigdy w życiu nie myślałam, że znajdę rodzeństwo,” powiedziała. „Dostajesz powiadomienie e-mail, że masz krewnych. To trochę jak Tinder, który informuje o dopasowaniu: oto twoje przyrodnie siostry.”
Trzem siostrom udało się umówić na spotkanie. Gdy się zobaczyły, poczuły od razu, że coś je łączy.
„Myślę, że w ciągu minuty od chwili, gdy znalazłyśmy się przy stole z Natashą, zorientowałyśmy się, że rozmawiamy tak samo, mamy podobne poglądy na różne rzeczy – to było niesamowite”.
Ich doświadczenie można opisać jako słodko-gorzkie.
„To takie smutne, że nie mieliśmy ze sobą kontaktu, gdy dorastaliśmy. To smutne, że tyle utraciłyśmy." powiedziała Gemma, dodając: „Nie dorastałam w kreatywnym domu, ale wiedząc, że pochodzimy z dość kreatywnego środowiska”.
Teraz siostry zaczęły wspólnie prowadzić podcast, mówiąc, że są nierozłączne i mają 30 lat do nadrobienia. Starają się uświadomić swoim odbiorcom, jak poważnym problemem są działania przemysłu płodności, a w szczególności – dawstwo nasienia i jakie mogą być długoterminowe skutki działania tego przemysłu, zarówno dla jednostek, jak i całego społeczeństwa.
Przepisy to fikcja, przemysł płodności obchodzi je bez problemu
Historia Gemmy, Helen i Natashy to tylko jedna z wielu. Kolejne próby uregulowania zasad rozbijają się o wielkie pieniądze, które wchodzą w grę, jeśli chodzi o przemysł płodności. Istniejący w Wielkiej Brytanii Urząd ds. Zapłodnienia i Embriologii Człowieka (HFEA) wprowadza różne przepisy, ale – jak zauważa Gemma Hicks – szybko okazuje się, że branża płodności znajduje sposób na ich obejście.
„HFEA włożył wiele pracy, by uregulować te kwestie. Przepisy bardzo się poprawiły, ale niestety wydaje się, że cała ta ciężka praca wraca do punktu wyjścia. Urodziłyśmy się w czasach, gdy nie było zasad, teraz jest bardzo podobnie. Mam tylko nadzieję, że jeśli będziemy głosem dla następnego pokolenia dzieci poczętych przez dawcę, to może zainspirować to niektórych rodziców, by dwa razy się zastanowili, zanim zatają tę sprawę przed dziećmi”.
Jak zauważyła Gemma, zarówno kupujący, jak i sprzedający korzystają obecnie z mediów społecznościowych, omijając z łatwością przepisy dotyczące dawstwa nasienia. Szybko rośnie liczba kobiet kupujących nasienie, by zostać samotnymi matkami. To, że dziecko spłodzone w ten sposób nie zna swojego ojca, to problem na wielu płaszczyznach: medycznej, psychicznej, społecznej, a przede wszystkim etycznej. Z punktu widzenia medycyny nieznajomość pochodzenia genetycznego oznacza niewiedzę co do chorób i skłonności odziedziczonych po rodzicu. Problemy związane ze sferą psychiczną są wielorakie: chodzi zarówno o niepewność co do własnej tożsamości, jak i o potencjalne zaburzenia i choroby psychiczne. Równie wiele problemów pojawia się w sferze społecznej. Jednym z najbardziej oczywistych jest ryzyko wyboru blisko spokrewnionej ze sobą osoby jako przyszłego partnera, co może oznaczać kazirodztwo i wysokie ryzyko poważnych problemów genetycznych w przypadku spłodzenia potomstwa z takiego związku.
„Hodowcy bydła mają wyższe standardy”
Najpoważniejsze są kwestie etyczne. Kościół jasno naucza, że przekazywanie życia powinno mieć miejsce w małżeństwie. Dziecko powinno być owocem małżeńskiej miłości, a nie przedmiotem handlu, tworzonym na zamówienie. Nauczanie Kościoła coraz częściej bywa odrzucane i wyśmiewane, tymczasem badanie Harvard Medical School wykazało, że większość dzieci poczętych z dawstwa uważa praktyki poczęcia przez dawcę za nieetyczne i niemoralne.
„Jestem człowiekiem, a jednak poczęto mnie techniką, która wywodzi się z hodowli zwierząt” – napisała jedna z osób poczętych przez dawcę w książce dla Anonymous Us.
Co gorsza, dawstwo nasienia podlega znacznie mniej surowym ograniczeniom niż sztuczna inseminacja stosowana w przypadku bydła.
Ep5 Spit On That Thang„Rolnicy prowadzą lepsze zapisy dotyczące genealogii bydła niż kliniki wspomaganego rozrodu. Jak lekarze, którzy przysięgali «po pierwsze nie szkodzić», mogli stworzyć system, w którym teraz muszę mierzyć się z bólem oraz utratą własnej tożsamości i dziedzictwa?” – pyta osoba poczęta w wyniku dawstwa nasienia.
Źródło: Live Action, BBC, Youtube