W Demokratycznej Republice Konga (DRK) w ciągu zaledwie trzech miesięcy zmarło ponad 2300 osób zakażonych wirusem ebola, czyniąc obecną epidemię najtragiczniejszą w historii kraju – wynika z danych opublikowanych w poniedziałek przez kongijskie władze.
Koordynator pomocy humanitarnej ONZ Tom Fletcher ocenił, że epidemia w DRK zabija średnio jedną ofiarę co 30 minut. Obecnie nie ma szczepionki ani specjalnego leczenia przeciwko wariantowi bundibugyo, który odpowiada za obecną falę zachorowań w kraju.
Jak podała AFP, epidemia rozprzestrzeniła się już na sześć prowincji, przede wszystkim na północy i wschodzie kraju, gdzie słaba infrastruktura medyczna oraz obecność grup zbrojnych utrudniają walkę z chorobą.
Sytuację dodatkowo komplikuje nieufność mieszkańców wobec placówek medycznych. Według Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) ponad 70 proc. chorych umiera w swoich społecznościach, a nie w ośrodkach leczenia. Wiele osób decyduje się na hospitalizację dopiero w zaawansowanym stadium choroby.
Obecny bilans ofiar śmiertelnych już przekroczył liczbę zmarłych podczas poprzedniej, najtragiczniejszej dotąd epidemii eboli w DRK. W latach 2018-20 zmarło 2299 z 3381 zakażonych osób.
WHO poinformowała, że liczy na odwrócenie niekorzystnego trendu w ciągu najbliższych trzech miesięcy. Organizacja zwraca jednak uwagę na niedobór środków finansowych - z 518 mln dolarów potrzebnych na plan reagowania na epidemię udało się dotychczas zgromadzić 264 mln.
Ebola wywołuje ciężką gorączkę krwotoczną i może prowadzić do śmierci w krótkim czasie. Od czasu pierwszych odnotowanych przypadków wirusa w 1976 r. choroba zabiła w Afryce ponad 15 tys. osób.
Źródło: 