„Oszołomieni głupcy wrócą”. Dobrze się stało, że brytyjska Izba Lordów odrzuciła ustawę o wspomaganym samobójstwie. Nie ma się jednak co łudzić, że jest to wygrana wojna. George Weigel nie ma wątpliwości, iż propagatorzy kultury śmierci nie odpuszczą.
24 kwietnia brytyjska Izba Lordów odrzuciła ustawę o terminalnie chorych dorosłych, co – przynajmniej na razie – zahamowało wysiłki na rzecz legalizacji wspomaganego samobójstwa w Anglii i Walii. Miesiąc wcześniej szkocki parlament, stosunkiem głosów 69-57, również odrzucił analogiczną ustawę o „wspomaganym umieraniu”. W przypadku Wielkiej Brytanii można zatem uznać, że kultura śmierci poniosła poważny cios. Walka jednak jest daleka od zakończenia – zauważa George Weigel.
Sukces dzięki olbrzymiej pracy
Co istotne, jeszcze na jesieni zeszłego roku porażka ustawy o wspomaganym umieraniu w angielskim parlamencie nie wydawała się realnym scenariuszem. W czerwcu 2025 roku ustawa została przyjęta przez Izbę Gmin stosunkiem głosów 314 do 291. Następnym etapem procedury było przejście ustawy przez Izbę Lordów i mogło się to wydawać formalnością. Jednak w przeciwieństwie do Izby Gmin, proponowane poprawki legislacyjne w Izbie Lordów muszą być dokładnie przeanalizowane. Zaproponowano setki poprawek i w końcu skończył się czas przewidziany na dokonanie procedury. Liczba i charakter poprawek były odzwierciedleniem intensywnej kampanii organizacji pro-life oraz skutecznej pracy parlamentarnej członków brytyjskiej izby wyższej, takich jak lord Alton z Liverpoolu i lord Moore z Etchingham.
Lord Alton w mailu do Weigla zaznaczył:
„Kontrola [Izby Lordów], a zwłaszcza niedawne głosowanie w szkockim Parlamencie przeciwko ustawie o eutanazji, było niezwykle ważnym momentem. Udowodnili, że gdy odpowiednio weźmie się pod uwagę kwestie etyczne i praktyczne, czasem udaje nam się zdobyć na odwagę, by przeciwstawić się duchowi czasu.” Lord Charles Moore, napisał natomiast: „druga strona przesadziła”, ostrzegł jednak, że „nie odpuszczą”.
Lord Alton przyznał, że może to być prawda, przypominając, co stało się po upadku eugenicznej ustawy z 1913 roku, mającej na celu sterylizację osób klasyfikowanych jako „niedorozwiniętych umysłowo” lub „upośledzonych”. Chesterton był wówczas przekonany, że to nie kończy sprawy, bo „oszołomieni głupcy wrócą ponownie.”
To, co dozwolone, będzie obowiązkowe
Tak było ponad sto lat temu, i Weigel nie ma wątpliwości, że tak będzie i tym razem. Zwolennik szkockiej ustawy o wspomaganym umieraniu, Liam McArthur, określił jej odrzucenie jako „niewybaczalne”, oskarżając przeciwników ustawy o wzbudzanie fałszywych obaw. Ustawa, jak twierdził, była „ściśle sformułowana” i zawierała „mocne zabezpieczenia”. W podobnym tonie wypowiedział się Sandesh Gulhane, inny szkocki parlamentarzysta i lekarz, który twierdzi, że ta ustawa oferuje „współczucie, zabezpieczenia i godność dla tych, którzy stają w obliczu końca życia.” Obydwaj, jak wskazuje Weigel, najwyraźniej nie znają maksymy, potwierdzanej wielokrotnie przez historię, że gdy to, co wcześnie było niedozwolone, staje się dozwolone, prędzej czy później stanie się to obowiązkowe.
Najbardziej chyba jaskrawym dowodem na prawdziwość tej tezy jest Kanada. W kraju tym presja na pacjentów, by zgodzili się na Medycznie Wspomagane Samobójstwo (MAiD), jest tak wielka, że – jak niedawno zauważył Carl Trueman:
„Eutanazja odpowiada obecnie za około jeden na dwadzieścia zgonów w Kanadzie. Rząd zabił już niemal tylu obywateli Kanady, ilu zginęło w obydwu wojnach światowych razem wziętych.”
W 2021 roku MAiD było piątą najczęstszą przyczyną śmierci w Kanadzie, choć kanadyjski rząd robi wszystko, aby ten fakt nie dotarł do publicznej świadomości. Oficjalne statystyki nie rejestrują zgonów w wyniku medycznie wspomaganego samobójstwa jako takich, lecz przypisując je do podstawowej choroby zmarłego. Kanadyjski program wspomaganej śmierci zniszczył już etos służby zdrowia i popsuł relacje rodzinne, co opisano w wywołującym ciarki na plecach artykule opublikowanym w 2024 roku w londyńskim The Spectator.
„Wybór ma znaczenie”
Zwolennicy eutanazji szermują hasłem „wolnego wyboru”. Dr Gulhane, szkocki parlamentarzysta promujący ustawę o wspomaganym samobójstwie, powiedział Guardianowi, że „wybór ma znaczenie”. Jak zauważa Weigel, zwolennicy kultury śmierci nigdy nie kończą zdania, wypadałoby bowiem zapytać, o jaki wybór chodzi. Co w istocie mają wybrać chorzy pacjenci, na których służba zdrowia i rodzina wywiera presję, aby odebrali sobie życie?
Chodzi nie tylko o samą „wolność” wyboru, ale także o jego przedmiot. To, co wybieramy, może potwierdzać naszą godność lub ją degradować. Wybór, który nie kieruje się rozumem i cnotą to nie wybór dojrzały, ale dziecięce widzimisię. Wybór oderwany od obiektywnego dobra, wybór, który miałby być wyłącznie ekspresją własnej „autonomii” to kult bożka własnego „ja”. Taki wybór nigdy nie prowadzi do szczęścia jednostki ani nie jest przejawem społecznej solidarności.
George Weigel z szacunkiem wyraża się o efektach pracy lordów Davida Altona, Charlesa Moore’a oraz organizacji pro-life, którym udało się wygrać batalię w Izbie Lordów. Nie można jednak zapomnieć o ostrzeżeniu lorda Altona: „Eugenika i pragnienie śmierci będą ciągle powracać.” Nie można więc składać broni. Konieczna jest stała czujność w sferze ustawodawczej. Równie ważne jest budowanie cywilizacji życia poprzez rozszerzenie dostępu do opieki paliatywnej. Apel amerykańskiego myśliciela odnosi się z równą mocą do obszaru anglosaskiego, jak i do Polski. Propagatorzy kultury śmierci nie zrezygnują ze swych działań, nie mogą więc spocząć na laurach ci, którym bliska jest obrona życia.
Źródło: georgeweigel.com