Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao

Zbigniew Mentzel

KASZANKA JAKO DUCHOWA FORMA ŻYCIA

Z dziennika "Mój rok 1999..."

Warszawski publicysta "największej gazety w kraju", Piotr Bratkowski, oznajmił, iż jako młody człowiek w połowie lat siedemdziesiątych nocował po dworcach, podejmował próby upicia się denaturatem, a raz nawet złapał wszy od ulicznego śpiewaka nazwiskiem Pietraho ("Każdy miał swoje FSO", "Gazeta Wyborcza" z 2-3 stycznia 1999). Zdaniem publicysty, bardzo wielu młodych ludzi z porządnych rodzin spędzało wtedy czas podobnie jak degeneraci z marginesu, niekoniecznie jednak degenerując się z kretesem. Nocowanie po dworcach albo picie denaturatu w równej mierze co słuchanie jazzu lub czytanie poezji amerykańskiej bywało rodzajem protestu, kontestacją rzeczywistości PRL-u, państwa, które nie dawało perspektyw na wolność w sensie społecznym. Nasza świadomość - publicysta mówi to w imieniu swej "enklawy hippisowskiej" albo nawet "całej naszej formacji w dość szerokim przedziale wiekowym" - przypomina kaszankę, a kaszanka ta miała smak wolności. "Wolnościowy był Chrystus i wolnościowe były używki, wolnościowy był antykomunizm i wolnościowe było lewactwo". Wolnościowy był - dodajmy - Jimmy Hendrix i wolnościowy był Mao Tse-Tung.

Bratkowski nie posiada się ze zdumienia, że mając tak bardzo pokiełbaszone w głowie on i jemu podobni "kontestatorzy", w wolnej III Rzeczypospolitej przemienili się niespodziewanie w "establishment" i - "obojętnie, czy jesteśmy mieszkającym na beskidzkiej wsi pisarzem, czy warszawskim publicystą największej gazety w kraju" - tworzą dzisiaj "elitę intelektualną średniego pokolenia". "Nie do końca rozumiemy, jak to się stało, że jesteśmy tu, gdzie jesteśmy" - pisze i porozrywane kawałki kaszanki próbuje do siebie dopasować tak bezradnie, jakby "tego, co się stało" nie rozumiał wcale. "Kawałek każdego z nas został gdzieś tam, po drugiej stronie. Trochę nie potrafimy bez tego kawałka żyć, ale nie bardzo wiemy, jak go połączyć z tą częścią, która przetrwała. Czy te pozostawione kawałki to wstydliwe garby, czy przeciwnie - one właśnie stanowią o naszym specyficznym uroku, odróżniając nas od pokoleń starszych i młodszych?" etc., etc., etc.

Bezpośrednim pretekstem do powyższych refleksji, które "Gazeta Wyborcza" ogłosiła w nakładzie sześciuset pięćdziesięciu pięciu tysięcy egzemplarzy, i które zajęły na jej łamach więcej miejsca aniżeli esej Leszka Kołakowskiego o przyszłości religii i filozofii, stała się dla Piotra Bratkowskiego wydana niedawno "autobiografia" Andrzeja Stasiuka. Ta zabawna momentami książeczka, w której znajome słowo "kaszanka" (czy raczej: "kaszana" i "kaszanić") należy do pojęć kluczowych, opowiada o chłopaku, który rzucił szkołę, przystał do "bohemy" młodzieżowej i ponieważ miał końskie zdrowie (recenzenci wolą mówić o "witalizmie"), żył przez kilka lat "w stadzie jak zwierzę", aż trafił do wojska, zdezerterował, za dezercję poszedł do więzienia i odsiedział wyrok, powitany później przez kolegów jak bohater-pacyfista. Narrator z detalami rozwodzi się nad tym, gdzie i z kim chodził, co czytał i co pił, komu złamał szczękę i kto jemu wybił zęby. W przeciwieństwie do Bratkowskiego - który, gdy zaczyna opowiadać, że on także pił "trefny alkohol", zdradza kompleksy studenta warszawskiej polonistyki, gotów ubolewać, że nie pił codziennie, tylko powiedzmy co drugą sobotę i to w czasie przerwy międzysemestralnej - Stasiuk kompleksów jest pozbawiony, nikogo nie udaje, miewa poczucie humoru i unika mętnej, napuszonej egzaltacji. Gdy w więzieniu pociął się żyletką, po prostu odnotowuje, że się z nudów "pochlastał", nie zaś, że "wytrwale badał kompetencje skóry", jak przeczytać można u jednego z niezliczonych akolitów Rafała Wojaczka.

Oprócz poczucia humoru Stasiuk niewątpliwie ma smykałkę handlową, i to ona właśnie nakazała mu "autobiografię" nazwać intelektualną i opatrzeć tytułem "Jak zostałem pisarzem" - może kogoś to oburzy, może ktoś zaprotestuje, może prasa zacznie huczeć i książeczka - jak mawiają hurtownicy na Kolejowej - będzie "lepiej schodzić"? Bratkowski przynętę połknął znacznie głębiej i zgrywy Stasiuka potraktował serio, nazywając je "prowokacyjną diagnozą", "ważnym wstępem do jeszcze ważniejszych pytań", itp. Chociaż Stasiuk wielokrotnie wyznaje, że gdy w wieku lat szesnastu zaczął "pałętać się między jednym Rynkiem a drugim i z powrotem", wszystko mu się podobało i niczego nie rozumiał, był więc prekursorem postmodernizmu, Bratkowski wmawia mu z uporem, że wraz z nim, Bratkowskim, przechodził wtedy "najbardziej intensywną inicjację intelektualną", czytał "najważniejsze w życiu książki" i prowadził "najistotniejsze dyskusje". Które książki były najważniejsze, które zaś dyskusje tak istotne i dlaczego, publicysta, niestety, zaniedbał wyjaśnić i możemy co najwyżej domniemywać, czy przypadkiem nie chodziło o dyskusję nad Godotem jako metaforą amnestii. Pisze Stasiuk: "...Beckett. Nie siedział, ale dobrze kumał, o co chodzi... Czytałem »Czekając na Godota«. Czysty realizm. Jakbym słuchał swoich kolegów rozmawiających o amnestii. Tak. Beckett to był gość. Szkoda słów".

Stasiuk, kolejny autor, który dowiódł dowiedzionej dawno prawdy, że w szesnastym roku życia myśli się raczej aintelektualnie, myśli się bowiem emocjami i to emocjami stada, dowiódł jednocześnie, że zarówno on, jak jego koledzy "ze szlaku" nie umieli i nie chcieli myśleć wtedy interesownie, pozbawieni potrzeby wewnętrznego kompromisu z czymkolwiek i z kimkolwiek, a już zwłaszcza z "elitami intelektualnymi", które, jak im słusznie podpowiadała młodzieńcza intuicja, pochodzą nierzadko z fałszywych, bo interesownych nominacji. Charakterystyczne, że Bratkowski, tak niezwykle przecież przywiązany do etosu młodości, myśli dzisiaj o "elicie intelektualnej" jak o Instytucji z całym jej systemem rang i zasług i odczuwa potrzebę, aby własne dokonania dowartościowywać poprzez Instytucję właśnie, jakby całkiem stracił wiarę, że dla ludzi naprawdę duchowo młodych jego waga jako intelektualisty będzie wagą myśli, które zapisuje, a nie wagą gazety, która je ogłasza.

Nazywając "autobiografię" Stasiuka najlepszą jego książką, ba, nazywając tę książeczkę niemalże mityczną Księgą, na którą latami czekało z nadzieją całe pokolenie, Bratkowski - wbrew samemu Stasiukowi i bodajże wbrew samemu sobie - raz jeszcze wybiera kaszankę jako duchową formę życia, wybiera biografię jaskrawą, krwistą, efekciarską, powierzchowną i przez wielu twórców pokolenia dawno już przezwyciężoną.

Na szczęście... - myśl Tomasza Burka, którą zaraz tu przytoczę, w szczególności polecam Piotrowi Bratkowskiemu - na szczęście "są jednak inne biografie, nie ubarwione i milczące, i one dopiero bywają prawdziwe. Tym, co je formuje, jest właściwa dynamika życia, wewnętrzne powiązanie różnych jego przejawów, jedność wydobywanej z surowca faktów wartości, można powiedzieć: przeznaczenie. Takie biografie narastają długo albo tajemniczymi skokami [...] Przeżywać więcej oznacza w ramach takiej biografii przeżywać głębiej: nie wzdłuż, nie ekstensywnie przebiegać ścieżki, szanse, iluzoryczne obietnice swojej epoki, ale w głąb prowadzić pracę nad przyswojeniem sobie jej realnej prawdy, nad możliwie pełnym jej zrozumieniem".

W ramach takiej biografii nie ma miejsca na hambug i szpan, na kokietowanie kontestacją i na inne jeszcze "specyficzne uroki".

A propos szpanu. Kilka tygodni temu "Gazeta Wyborcza" poinformowała: "Jeśli chciałbyś zaszpanować przed dziewczyną, pokazać, że jesteś osobą ambitną, o szerokich horyzontach", kup jej jeden z wydanych przez PWN tomów "Biblioteki Klasyków Filozofii", na przykład Leibniza. Czytał pan już, panie Piotrze? Naprawdę warto! Leibniz. Ten dopiero dobrze kumał, o co chodzi. Pisał przecież: "Głupcze, jeśli przeznaczenie chce, żebyś nie uniknął nieszczęścia, to może także twoja głupota pochodzi ze zrządzenia losu, żebyś się go uniknąć nie starał".

Tak. Leibniz to był gość. Szkoda słów.

Piątek, 8 stycznia


Copyright © by Tygodnik Powszechny

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: wolność Leibniz Piotr Bratkowski wszy kontestacja establishment kaszanka kaszana kaszanić bohema Andrzej Stasiuk
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W