Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao


Marek Oktaba

AFGANISTAN 1978

Fragment dziennika z podróży Marka Oktaby, uczestnika pielgrzymki Ruchu Solidarności z Ubogimi Trzeciego Świata „MAITRI” do Kalkuty.



27.09.78, środa

Wieczorem wyłażę na Kabul. Miasto ma nieco wielkowsiowy charakter. Nawet handlowa Chicken Street nie umywa się do najmniejszego handlowego zaułka Delhi czy Lahore. Sklepy z różnymi różnościami, pojedyncze, ale wystrojone. Bardzo mili są Afganowie. Z tym nawiązywaniem kontaktu to wcale nie była bujda.

Zmrok witają monotonne śpiewy muezinów. Chciałbym wejść do jednego z meczetów, przysiąść na dywanie obok mahometan i pomodlić się.

28.09.78, czwartek

oraz 29.09.78, piątek

Poza handlarzami Kabul zamieszkują żołnierze i policjanci w bardzo dużej ilości oraz pozostali mieszkańcy w potężnych turbanach. Jest też trochę kobiet, większość pozasłaniana. Ci policjanci i żołnierze stoją z karabinami i automatami przed dużą ilością różnych oficjalnych bram oraz na wszystkich skrzyżowaniach miasta. O 23.00 wszyscy zaczynają chodzić po mieście i strzelać do wszelkich cywilów, gdyż od pół roku panuje w Afganistanie stan wyjątkowy, z godziną policyjną. Przed pałacem prezydenckim stoi wciąż wypalony wrak czołgu, pozostawiony zapewne dla upamiętnienia przewrotu.

Jesteśmy w najdzikszym prawdopodobnie kraju świata. Lub, sformułujmy to w inny sposób, najmniej skażonym cywilizacją. Nikt nigdy tej krainy nie ujarzmił, jednakże Afganowie zapłacili wysoką cenę za swoją niepodległość. Do czasów jeszcze nie tak nam odległych pod groźbą śmierci żadnemu cudzoziemcowi nie wolno było przekroczyć granic królestwa. Obecnie Kabul wręcz żyje z turystyki, jednakże Afganowie pozostali dla obcych nieprzeniknionymi nomadami.

6.10.78, piątek

Jedziemy przed południem do kościoła na terenie włoskiej ambasady. Jest to jedyna świątynia katolicka w Afganistanie. Msza w języku angielskim, elegancka kaplica, bardzo elegancko wystrojeni panowie i panie.

Wieczorem odwiedziny u dosyć ciekawej rodziny. Pan domu to bardzo głęboko wierzący muzułmanin. Kiedy bracia dzielili się majątkiem, zrezygnował z ziemi, aby zachować dla siebie świętą rodzinną księgę Koranu. Jest to gruby tom, pergamin oprawiony w skórę, misternie zapisany i wymalowany, z datą 1214. Myślę, że ktoś pół życia poświęcił na wykonanie takiego cacka.

Należą do rodziny królewskiej. Za dawnych czasów byli bardzo bogaci, teraz bieda piszczy po kątach. Ojciec z ogromnym trudem jest w stanie wykarmić siebie, żonę, trzy córki i czterech synów, jednakże wszystkie dzieci posłał do szkoły, ani jedno nie pracuje jak większość dzieci afgańskich. To jeden z niewielu muzułmanów, którzy na serio interesują się tym, czego Mahomet uczy ich w Koranie.

Wspominam o mojej chęci wybrania się do meczetu. W Lahore w Pakistanie próbowałem tego, ale zostałem cofnięty. Gospodarzowi podoba się bardzo mój pomysł, jednakże musi wysłać syna do mułły z zapytaniem, czy zezwoli na wpuszczenie pewnego kofera do świątyni. Chłopak przylatuje z księżowskim przyzwoleniem. Wychodzę, idę za nim, prowadzi mnie do meczetu. Jednakże tuż przed samym meczetem czeka na nas jakiś młodzian. Krótka rozmowa, chłopak bezradnie rozkłada ręce, wracamy. Nastąpiła widać zmiana decyzji.

Gospodarz komentuje decyzję mułły z głęboką dezaprobatą. Jest wierzącym muzułmaninem, jednakże o mulle ma jak najgorszą opinię; jest on dla niego ciemnym, nieokrzesanym prostakiem. Z pewnym zdumieniem dowiaduję się, że pozycja mułły tutaj jest zupełnie niepodobna do pozycji księdza w krajach katolickich. Ksiądz na wsi polskiej jest chodzącą mądrością, wyrocznią, autorytetem, prokuratorem i pocieszycielem. Mułła na wsi afgańskiej odznacza się tylko jednym — że jego ojciec, też mułła, nauczył go na pamięć Koranu. Nie zna się na niczym, żywi się tym, co chłopiec służący zbiera po chałupach do dużej blaszanej miski. Jest u ludzi w dosyć niskim poważaniu, jego ignorancja jest powodem wiecznych drwin i śmiechów. Wieś utrzymuje go po to, aby pięć razy dziennie wdrapywał się na wieżyczkę minaretu, a nie po to, aby wsią rządził.

Po 23 latach

Wydarzenia wywołane dramatycznym atakiem terrorystycznym w Stanach Zjednoczonych 11.09.2001 r. i uwaga skierowana na Afganistan przypomniały mi moje własne przeżycia z krótkiego pobytu w tym kraju 23 lata temu. Byłem w Afganistanie kilka miesięcy przed najazdem Armii Radzieckiej, a więc niejako oglądałem ostatnie chwile normalności — mimo, że już wówczas rządzili tam ludzie bijący czołem przed ZSRR. Breżniewowi było tego za mało. Chociaż miałby w Afganistanie wiernego sprzymierzeńca w rodzaju Iraku i Syrii, dla kaprysu nakazał zadeptać ten kraj gąsienicami czołgów. Nieoczekiwane przez niego bohaterstwo Afganów, którzy karabinami walczyli przeciwko czołgom i helikopterom, stało się przyczyną pierwszej klęski ZSRR, zaś doświadczenia afgańskie powstrzymały Breżniewa przed wykorzystaniem w rok później Armii Radzieckiej przeciwko „Solidarności”.

Świat się stale zmienia. Królestwo Afganistanu sprzed ćwierćwiecza z pewnością nie było ziemskim rajem, i aby dostosować się do wymagań nowego tysiąclecia, musiałoby przejść szereg niezwykle głębokich zmian. Niestety — zmiany, które nastąpiły w Afganistanie, przeprowadziły ten kraj w zupełnie inne tysiąclecie. Życzę Afganistanowi, aby na nowo mógł oczarowywać przybyszów serdecznością i gościnnością, tak jak mnie niegdyś oczarował.

Marek Oktaba, ur. 1957, wrocławski architekt i działacz katolicki.


opr. mg/mg



 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: islam ZSRR wojna terror muzułmanie Afganistan Kabul Breżniew inwazja normalizacja
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W