W kościele w Milejczycach, który zostanie ustanowiony diecezjalnym sanktuarium Najświętszego Serca Jezusa, znajduje się obraz Dobrego Pasterza. Ręce tego Pasterza noszą rany po gwoździach, natomiast Jego odsłonięta pierś naznaczona jest zranionym Sercem. Te dwa obrazy – Serca Jezusowego oraz Dobrego Pasterza – na milejczyckiej ikonie wzajemnie się uzupełniają i wzbogacają – zwraca uwagę o. Jacek Salij OP.
W prywatnych zapiskach Natalii Tułasiewicz, jednej ze 108 beatyfikowanych w roku 1999 męczenników II wojny światowej, znalazł się zapis jej troski o to, żeby rodzina jej brata Tadeusza, mimo udręk związanych z trwającą właśnie wojną, wytrwała w autentycznej wierze: „Bardzo chciałabym, aby Zocha doprowadziła do intronizacji Serca Jezusowego w domu Tadków. Nie chciałam tego w pośpiechu doradzać. To nie może być jedynie asekuracja przed bombami, ani kontrakt handlowy z rubrykami «daje» i «bierze». Tadek ma wiarę gorącą i szczerą, franciszkańsko prostą, Wanda inną, o wiele bardziej skomplikowaną. Wierzę, że Serce Jezusowe dałoby ich domowi tę słoneczność wnętrzną, której ludzie, nawet najlepsi, nigdy nie potrafią wytworzyć sami, bo ona siły ludzkie przerasta".
Natalia się nie myli, przypisując Sercu Jezusa miłość przekraczającą jakąkolwiek inną ludzką miłość.
To Serce przedstawia człowieczą miłość Syna Bożego. To naprawdę aż dech zapiera: że Syn Boży, Bóg prawdziwy, stał się jednym z nas i kocha nas również swoim ludzkim sercem, prawdziwie ludzką miłością. Nigdy nam nawet na myśl nie przyjdzie, żeby mówić o sercu Boga Ojca albo o sercu Ducha Świętego. Jeden tylko Syn Boży kocha nas swoim człowieczym sercem!
Rzecz jasna, Jego miłość jest potężna, nawet ojciec Kolbe ani matka Teresa z Kalkuty tej miłości nie dorówna. W Jezusie miłość ludzka osiągnęła swój szczyt. Na jej podobieństwo i z jej pomocą mają się kształtować nasze ludzkie serca.
Tego nie wiem, ale trudno przecież wątpić, że w ramach inicjatywy „Namalować katolicyzm od nowa” co najmniej kilkoro artystów myśli o zaproponowaniu ludowi Bożemu jakiegoś nowego obrazu Serca Jezusowego, które będzie lepiej dostosowane do naszej współczesnej wrażliwości, które by się chciało umieścić w naszych kościołach i mieszkaniach. Bo jednak nie da się ukryć, że obrazu na wzór tego, który wisiał na przykład w domu moich rodziców, chociaż nie ośmieliłbym się nazwać go kiczem, już nikt z ich potomków w swoim mieszkaniu nie umieścił.
Obraz Najświętszego Serca wiąże się z ideą intronizacji Jezusa Chrystusa, to znaczy z bezwarunkowym powierzeniem Zbawicielowi samych siebie i swojej rodziny, w ogóle całego swego życia. Praktycznie intronizacja polega na tym, że wspomniany obraz (lub figurę) umieszcza się w szczególnie godnym miejscu, odmawia się przy tym akt poświęcenia i zawierzenia – i dla mieszkających w tym domu jest odtąd po prostu czymś oczywistym, że Jezus jest naszym Królem i Panem. Zatem rozumie się samo przez się, że obraz potwierdzający tę naszą decyzję powinien być piękny i dostojny.
A teraz krótkie wyjaśnienie, o co chodzi w tym wydarzeniu, że kościół parafialny w Milejczycach (k. Siemiatycz) zostanie w najbliższych dniach ustanowiony diecezjalnym sanktuarium Najświętszego Serca Jezusa. Znajduje się w nim wiekowy, pochodzący z końca XVII wieku, a przez miejscową ludność otoczony serdeczną czcią, obraz Dobrego Pasterza, który na swoich ramionach, niby „na barana", niesie zagubioną owieczkę.
Ręce tego Pasterza noszą rany po gwoździach, natomiast Jego odsłonięta pierś naznaczona jest zranionym Sercem. Rana ta oraz dyskretny płomień, jaki się z Najświętszego Serca wydobywa, i cierń je opasujący – to znaki tej wielkiej do nas miłości, której do końca na pewno nie zrozumiemy.
Kiedyś wielkie wrażenie wywarł na mnie szczegół zapisany w 18. rozdziale Ewangelii Mateusza, że zagubiona owieczka zabłąkała się Panu Jezusowi w górach, a więc w poszukiwaniu tego, co wzniosłe i szlachetne. Bo nie tylko w bagnach i na innych manowcach, również w górach można się Panu Jezusowi zagubić – jeśli nie dbamy o to, że On przecież z miłości do nas obdarzył nas Kościołem!
Te dwa obrazy – Serca Jezusowego oraz Dobrego Pasterza – na milejczyckiej ikonie wzajemnie się uzupełniają i wzbogacają.
Apostoł Paweł napisał kiedyś: „Chrystus umiłował mnie i samego siebie wydał za mnie” (Ga 5,5). Zatem to nie jest tylko tak, że On oddał życie za nas wszystkich. Oczywiście, to prawda, On na krzyżu umarł za nas wszystkich. Ale zarazem On umarł za mnie, za każdego z nas. Za mnie jednego i za każdego z nas On byłby gotów przejść przez straszliwą mękę krzyża. O tym właśnie mówił w przypowieści o zagubionej owieczce.
Dla tego Pasterza każdy z nas jest kimś jedynym i bezcennym. To nie jest przecież tak, że zagubiona owieczka jest dla Niego ważniejsza, niż 99 pozostałych owiec. Każda z owych dziewięćdziesięciu dziewięciu też jest dla kochającego Serca Jezusa ważniejsza, niż wszystkie pozostałe owce. Pan Jezus nie boi się takich sprzeczności. Bo w horyzoncie Jego Serca takie „sprzeczności” okazują się pozorne, a nawet zachwycają.