Gdy diabeł spieszy się cieszyć

„Jak się modlić?” – któż z nas nie słyszał tego pytania. Interesujące są wykłady św. Tomasza z Akwinu na temat Modlitwy Pańskiej. Tego mistrza nie tylko teologii, ale i życia duchowego nie interesowały techniki medytacji czy też tak nurtujące nas psychologiczne trudności związane z modlitwą. Ukazywał raczej sens i racje modlitwy, a przez to pozwalał rozsmakować się w tym, czym ona jest – pisze Jean Pierre Torrell.

„Jak się człowiek spieszy, to się diabeł cieszy” – przysłowie, które warto odnieść również do pośpiechu w życiu duchowym. A nawet więcej: także do samego „momentu” przejścia od teorii do praktyki życia chrześcijańskiego. Tyleż to już razy sam ulegałem tej wydawałoby się subtelnej, a w gruncie rzeczy grubymi nićmi szytej, pokusy. Tyleż to już razy słyszałem, jak inni, nim mówca jeszcze zdążył dokończyć głoszenie słowa Bożego, już pytali: „to co w takim razie powinienem robić?”

Najpraktyczniejsza jest teoria

Zamiast tego pośpiechu proponuję „dogmat”: nic bardziej praktycznego od teorii. Tylko pozornie stwierdzenie to jawi się paradoksalne czy wręcz absurdalne. Życie chrześcijańskie wywodzi się z tego, w co wyznawca Chrystusa wierzy. Zatem u początku jest głoszone słowo, to ono w adresacie przesłania rodzi wiarę. Potem przychodzi – powinien przyjść – czas na rozumowy namysł nad przyjętą Dobrą Nowiną. Wnioski praktyczne byłyby „skutkiem ubocznym” w pozytywnym tego słowa znaczeniu.

Zwalniający się z refleksji nad Objawieniem, od razu oczekujący konkretnej, praktycznej porady co do życia chrześcijańskiego – sam sobie gotuje los wiecznego niewolnika, zamiast odnaleźć się w roli syna Bożego, do której został zaproszony przez nie byle Kogo.

Nie dość, że naraża się na „zewnątrzsterowność”, gdy zamiast zaufać mieszkającemu w Nim Duchowi Świętemu, wprowadza w życie to, co usłyszy od innych ludzi. Żyjąc w Nowym Przymierzu – próbuje podporządkować się jakiejś nowotestamentowej odmianie Prawa, niepomny przełomu, jaki wydarzył się w posłaniu Syna i Ducha Świętego.

Od teorii do… teorii praktyki

Weźmy na tapetę jedno z najczęstszych pytań, w których daje o sobie znać ta niechrześcijańska niecierpliwość w przeskakiwaniu „nad” teorią, od razu do praktyki. „Jak się modlić?” – któż z nas nie słyszał tego pytania. Interesujące są wykłady św. Tomasza z Akwinu na temat Modlitwy Pańskiej. Tego mistrza nie tylko teologii, ale i życia duchowego nie interesowały techniki medytacji czy też tak nurtujące nas psychologiczne trudności związane z modlitwą. Ukazywał raczej sens i racje modlitwy, a przez to pozwalał rozsmakować się w tym, czym ona jest – pisze Jean Pierre Torrell.

Poszukiwanie praktycznego zastosowania znaleźć może dopiero ten, kto oddaje się medytacji nad tym, co zostało objawione przez Boga. Praktyka leży na przedłużeniu teorii, ewentualnie w tym continuum można jeszcze wskazać ogniwo pośrednie. Właściwa kolejność byłaby zatem taka: najpierw teoria, następnie teoria praktyki, i dopiero w kolejnym kroku można by przejść do praktyki. W naszym przypadku: przed modlitwą byłby namysł nad modlitwą. A to, czym ona jest i jaka jest, daje się wywieść z teorii chrześcijańskiej.

Praktyczna reakcja na Bożą akcję

Dopiero, gdy objawione misteria wiary są medytowane i kontemplowane, wierzący może doświadczyć „spontaniczności” przejścia od teorii do praktyki, a krok ten z „prawnej” konieczności staje się osobistym wyborem. Coś zostaje jak gdyby uwolnione wewnątrz, w umyśle i sercu. Coś, co domaga się praktycznego wcielenia w życie. Coś, co jest właściwą reakcją na Bożą akcję, która tę reakcję wywołuje. Daje się tu niejako przyłapać „na gorącym uczynku” Duch Święty, który jako główny sprawca modlitwy chce, by wyznawcy Chrystusa żyli jak synowie Ojca: „Albowiem wszyscy ci, których prowadzi Duch Boży, są synami Bożymi” (Rz 8,14).

Chrześcijanie jako uczestnicy Nowego Przymierza, przekonywał św. Tomasz, otrzymali obiecanego Ducha Świętego, który wypisuje Nowe Prawo „na żywych tablicach serc” (2 Kor 3,3).

Za apostołem, który twierdził, iż „litera […] zabija, Duch zaś ożywia” (w. 6), rozróżniał Akwinata w prawie Ewangelii dwa składniki. Główny, którym jest łaska Ducha Świętego udzielona wewnętrznie, oraz drugoplanowy, którym są świadectwa wiary i nakazy postępowania.

Ponieważ tylko Duch usprawiedliwia, dlatego nawet litera Ewangelii zabijałaby, gdyby nie towarzyszyła jej uzdrawiająca łaska wiary. Wtóruje mu św. Bonawentura, zdaniem którego tam, gdzie jest tylko litera, tam jest judaizm, niezależnie od tego, czy litera nazywa się „Nowym” czy „Starym” Testamentem.

***

Zatem chrześcijanina poucza wewnętrzny Nauczyciel i zewnętrzne nauczanie. To, co jest mu głoszone od wewnątrz i od zewnątrz, sprawuje prymat. Z tej objawionej teorii wywodzi się praktyka. Bez przyswojenia i namysłu nad nią – trudno mówić o chrześcijańskim życiu. Diabeł się spieszy cieszyć także wtedy, gdy bez Ducha stara się wierzący dać posłuch literze słowa spisanego czy głoszonego. Ale może to być falstart, jeśli tylko wyznawca Chrystusa przestanie się tak spieszyć.

 

Ten artykuł powstał dzięki naszym Darczyńcom. Dziękujemy za Wasze wsparcie.

« 1 »