Pekao
Opoka - Strona główna
opoka.news opoka.photo opoka.org.pl

  Piotr Kaznowski

Ocet jako źródło cierpień

Pisząc, że Kościół poza nowoczesnością nie jest zrozumiały, i zarzucając „neotradycjonalistom”, że nie lubią świata, ks. Prusak (Ks. Jacek Prusak SJ - Niech żyje Sobór) sam daje świadectwo niezrozumienia nowoczesności i niechęci dla naszych czasów.

Sobór Watykański II w konstytucji „Gaudium et spes” wzywa do badania „znaków czasu”. W związku z kryzysem Kościoła ostatnich dekad, papieże apelowali więc o ponowne przemyślenie nauczania Soboru w świetle Tradycji. Kłopot w tym, że podczas sytuacji kryzysowych spokojną refleksję często tłumi pokusa fundamentalizmu, który mądrość składa na ołtarzu bezpieczeństwa „pewności za wszelką cenę”. Czytając tekst ks. Jacka Prusaka „Niech żyje Sobór!” („TP” nr 07/10), odniosłem wrażenie, że ta pokusa nie jest obca Autorowi.

Medice, cura te ipsum!

Mimo że tytuł sugerował apologię Soboru, trudno w nim znaleźć wskazówkę dotyczącą jego rozumienia — tak jakby Vaticanum II było rzeczywistością interpretacyjnie oczywistą. W efekcie wywód sprowadził się do reakcji na „opinie i decyzje Kurii Rzymskiej”, które ks. Prusaka osobiście poruszają, a dowodem powagi sytuacji miał być fakt, że... dwóch kardynałów założyło bloga. Publicysta „TP” zaatakował też tych, którzy myślą inaczej niż on, sugerując z egzaltacją, że tacy ludzie „poprawiają Ducha św.”. Pół roku temu ten sam autor pisał na łamach „TP” o środowiskach kościelnych charakteryzujących się zespołem „wspólnych przekonań, które określić można jako: reaktywność, selektywność, moralny dualizm, absolutyzm i wolność od błędu” („Zaproszenie do tańca”, „TP” nr 32/09). Można odnieść wrażenie, że zdiagnozował chorobę, której przykładem stał się jego kolejny artykuł.

Kluczowy zarzut, jaki stawia ks. Prusak inaczej diagnozującym kościelną rzeczywistość, dotyczy rozumienia użytego przez Benedykta XVI określenia „hermeneutyka ciągłości”. Zgodnie z interpretacją Papieża jest ono synonimem wyrażenia „hermeneutyka reformy, odnowy zachowującego ciągłość jedynego podmiotu-Kościoła”. Ks. Prusak uważa, że sygnowana imieniem Benedykta adhortacja, w której ta interpretacja się pojawia, jest tylko efektem redakcji komitetu Synodu Biskupów. Jednak pięć lat pontyfikatu — z jego encyklikami i motu proprio, z wystąpieniami dla świata akademickiego, celebracjami liturgicznymi, a nawet z symbolicznymi niuansami doboru papieskich paramentów — nie pozostawia wątpliwości, że „hermeneutyka ciągłości” adekwatnie opisuje jego program, podobnie jak hasło aggiornamento opisywało program pontyfikatu bł. Jana XXIII. 

Trzeba nie zdawać sobie sprawy z tradycji filozoficznej ostatnich stuleci (a więc i kondycji kultury ponowoczesnej), żeby nie dostrzec, iż podjęcie przez Papieża problemu hermeneutyki jest świadomym dialogiem z jej najwybitniejszymi myślicielami (od Hegla i Nietzschego, przez Heideggera i Derridę, po Gadamera czy Ricoeura). Świadomość zerwania i kryzysu oraz problem interpretacji dziejów to czołowe tematy współczesnej refleksji filozoficznej.

Świat czeka na zbawienie

Charakterystyczne, że pisząc: „Kościół poza nowoczesnością nie jest zrozumiały” i zarzucając „neotradycjonalistom”, że nie lubią świata, ks. Prusak daje świadectwo niezrozumienia nowoczesności i niechęci do naszych czasów. Po pierwsze, to nie „tradycjonaliści” piszą książki opisujące „ponowoczesność jako źródło cierpień” — pisze taką ateista Zygmunt Bauman. Ponowoczesność można całkiem poważnie uznać za czas „faktycznego nihilizmu”, co za Karlem Jaspersem przypomniał ostatnio Mateusz Werner („Wobec nihilizmu”, 2009). Nasze czasy same nie mają o sobie dobrego zdania.

Po drugie, gdy ks. Prusak opisuje kondycję Kościoła jako „zawieruchę i chaos” (i sugerując, że sprawcą nieładu jest Duch św., ociera się o gnostyckie bluźnierstwo), a w swoich wizjach oscyluje między czasem sprzed grzechu pierworodnego a millenarystycznym eschatonem zrealizowanego Soboru („czasu Boga”), skrupulatnie ukrywa swoją „afirmację”.

Uproszczona dialektyka dobrego-złego świata niewiele ma wspólnego z chrześcijaństwem, ponieważ sprowadza się jedynie do aksjologicznego scharakteryzowania natury, bez uwzględnienia wymiaru nadprzyrodzonego. Werner stwierdza porażkę projektu nowoczesności: „Jeśli ma ono [urzeczywistnienie obietnic nowoczesności] przyjść, to przyjdzie skądinąd”. Za św. Pawłem trzeba dodać: cierpiący świat „z upragnieniem oczekuje objawienia się synów Bożych” (Rz 8, 19).

Nie jest przypadkiem, że jeden z najważniejszych sporów teologicznych XX w. dotyczył właśnie problemu stosunku łaski do natury. Spór ten, który zaowocował m.in. głośną książką Henri de Lubaca SJ „Surnaturel”, w praktyce rozstrzyga się na dwa sposoby: albo natura zostanie schrystianizowana, albo chrześcijaństwo znaturalizowane.

Stare i nowe bukłaki

Konkluzję Wernera trzeba uzupełnić dopowiedzeniem o źródle obietnic nowoczesności, które zawiodły. Obietnice te nie zostały wymyślone przez człowieka, lecz znalazły się w obrębie rozumu dzięki chrześcijaństwu. Nowożytność jednak „zapomniała” o tym nadprzyrodzonym źródle — na tym polega jej podstawowy dramat — i chrześcijańską nadzieję zbawienia zaczęła przekształcać w różne projekty doczesne (hermeneutyczną analizę tego procesu przedstawił Benedykt XVI w encyklice „Spe salvi”).

Opisując stosunek teologii i filozofii, św. Tomasz nawiązuje do cudu Jezusa w Kanie Galilejskiej: teologia, dzięki nadprzyrodzonemu światłu wiary, przekształca „wodę” filozofów w „wino” chrześcijan. Postchrześcijańska nowożytność uczyniła z chrześcijańskiego wina „ocet” (podział na chrześcijańskie/postchrześcijańskie nie jest jednak prostą periodyzacją dziejów: każda herezja dopasowując prawdę objawioną do ludzkich oczekiwań jest już „postchrześcijańska”, z kolei kultura chrześcijańska, nawet w swych najdojrzalszych formach zawsze nosi elementy prechrześcijańskie, które dopiero muszą zostać oczyszczone i podniesione przez łaskę).

Gdy ks. Prusak pisze: „Jeśli Jan XXIII chciał reform w duchu aggiornamento, to nie chodziło mu o jakiegoś »ducha czasów«, ale o »nowość« polegającą na powrocie do początków samorozumienia Kościoła”, popełnia błąd hermeneutyczny, nie zdając sobie sprawy nie tylko z tego, że dosłowny powrót jest tyleż niemożliwy, co nieracjonalny (czy dojrzały dąb może stać się żołędziem?), lecz również z tego, jak rzekome „pierwotne samorozumienie” Kościoła jest dziś obarczone projekcjami nowoczesności.

Kościół istnieje w widzialnych formach, które muszą odpowiadać jego nadprzyrodzonej naturze. Hermeneutyka zerwania, o której mówi Papież, polegała m.in. na reformach, które wiecznie młode wino Ewangelii chciały wlać do starych bukłaków postchrześcijaństwa, mieszając je z ich octem.

Jan Paweł II podejmował próby chrystianizowania elementów postchrześcijańskich, jak feminizm czy kult ciała. Próby te, będące odpowiedzią na wezwanie Soboru, były równie odważne, co ryzykowne: obserwując recepcję myśli papieskiej wciąż odnosi się wrażenie, że pokusa naturalizowania chrześcijaństwa w projektach „nowego feminizmu” czy „teologii ciała” jest bardzo silna. Benedykt XVI, wyciągając wnioski z tej strategii, poszedł krok dalej.

Konieczność powrotu do źródła

Hermeneutyka ciągłości jest w istocie synonimem „tradycji”, prawdziwy rozwój Kościoła dokonuje się bowiem w procesie przekazywania (traditio) wiary, który ma miejsce w konkretnej historii (nieprzerwanym czasie) oraz widzialnej przestrzeni (konkretnych formach). Dlatego właściwe rozumienie Tradycji jest kluczowe. Wczorajsza róża istnieje tylko z imienia, zostały nam puste słowa — pisał XII-wieczny mnich, zastanawiając się nad spuścizną starożytności.

Kościół jednak jest żywym organizmem i jego Tradycji nie można traktować jak zielnika, w którym podziwia się zasuszone kwiaty minionych wiosen. Kto sprowadza Tradycję tylko do słów (tekstów), które można wyrywać z kontekstu i dowolnie nimi żonglować, ten zapomina, że „kwiaty” Tradycji są żywe i potrzebują do wzrostu żyznej „gleby”. Sobór przypomniał, że glebą dla Kościoła jest liturgia („źródło i szczyt życia chrześcijańskiego”). Tradycyjne liturgie katolickiego Wschodu i Zachodu, zwłaszcza starsza forma liturgii rzymskiej, jako rzeczywistość nieskażona postchrześcijaństwem, mogą stać się dla Kościoła wehikułem hermeneutycznym do tej racjonalności wiary, która zachowuje łączność z doświadczeniem Apostołów i Ojców. W świetle hermeneutyki ciągłości można postawić pytanie, dlaczego posoborowe reformy liturgiczne w tak wielu miejscach zbieżne są z formami, które wcześniej Kościół potępiał jako niebezpieczne dla wiary? Być może odpowiedzią jest właśnie leżąca u ich podstaw hermeneutyka zerwania, która błędnie zinterpretowała Soborowe aggiornamento

Wzywając do takiej hermeneutyki, która jest „stanięciem umysłem, duszą i sercem po stronie Soboru”, ks. Prusak postuluje po prostu postawę katolicką, która nakłania wiernych do słuchania Kościoła nawet wtedy, gdy jego nauczanie jest trudne. Wierzę więc, że pewnego dnia wołając „niech żyje Sobór!”, doda on po katolicku: „i Benedykt XVI!”.  

 

Piotr Kaznowski (ur. 1981) jest historykiem filozofii, redaktorem naczelnym kwartalnika „Christianitas”.


tygodnik.onet.pl


opr. aw/aw



Copyright © by Tygodnik Powszechny

 
Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: Jan XXIII Sobór Watykański II Gaudium et spes Vaticanum II centralizm lefebryści ryt trydencki zmiany w liturgii neotradycjonaliści Guido Marini reforma reformy hermeneutyka ciągłości