Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao

Konrad Piskała

Spokojnie, to tylko meczet

Ze ścian warszawskich budynków znikają plakaty wołające: „Stop! Meczetowi radykałów!”.
Przykrywane są przez codzienność — reklamy teatralnych spektakli, koncertów. Inaczej jest z niechęcią,
ta nie zniknie tak szybko.

Samir lubi tę anegdotę. Jakiś czas temu do gabinetu lekarskiego w Szpitalu Dziecięcym przy ul. Kopernika zapukała kobieta. Jedna z mam, które codziennie dopytują się o zdrowie swoich dzieci. Powiedziała, że chce rozmawiać z pewnym doktorem, ale nie pamięta nazwiska.

— Z tym innym, nie-Polakiem — próbowała wyjaśniać, o kogo chodzi.

— Ale w szpitalu pracują sami Polacy — odparł któryś z lekarzy.

— Chodzi o tego, co tak dziwnie mówi — drążyła.

— Czyli o Ismailskiego? — ktoś się zreflektował, bo Samir mówi z wyraźnym arabskim akcentem.

Umiarkowani

Samir Ismail, prezes Ligi Muzułmańskiej, spędził w Polsce 24 lata. Całe swoje dorosłe życie. Ma tu rodzinę, trzy koty dachowce, psa Simbę oraz przyjaciół. Wśród nich kilku księży. Nie obnosi się ze swoją religijnością. Brodę ma przystrzyżoną po europejsku.

Kiedyś było inaczej. Modlił się publicznie. W pociągu zdarzało mu się stanąć w korytarzu i odprawić salat albo wpaść do hotelu Holiday, gdy na dworze był deszcz, i zapytać portiera, czy nie będzie gościom przeszkadzać, jak przykucnie gdzieś w rogu na trzy minuty. Nie przeszkadzało. Dopiero po 11 września wszystko się zmieniło. Teraz już nie pyta, nie wyciąga publicznie Koranu. — Po co ludzi drażnić — mówi.

Kiedy ogłoszono go radykałem, a Ligę Muzułmańską przyczółkiem islamu wahabickiego — nie wierzył. Kilka tygodni temu stowarzyszenie Europa Przyszłości, znane dotąd z brukselskiej demonstracji przeciwko decyzji o otwarciu drogi akcesyjnej dla Turcji i z wrocławskiej wystawy zdjęć upamiętniających ludobójstwo Ormian, zaczęło protestować przeciwko budowie meczetu w Warszawie. Nikt się nie spodziewał, że wybuchnie taka histeria. — Nagle cała Polska usłyszała, że meczet budują terroryści — martwi się Samir.

— Pomysł na stworzenie ośrodka kultury muzułmańskiej i meczetu nie jest nowy — tłumaczy. — Jesteśmy młodą organizacją, ale wcale nie konkurencyjną do Tatarów, czyli Muzułmańskiego Związku Religijnego — od razu wtrąca. — W Warszawie nie mamy miejsca. Na wykłady czy spotkania wynajmujemy sale gimnastyczne. Modlić się też nie ma gdzie — wyjaśnia i prowadzi do sali modlitw. To duży pokój w zwykłym mieszkaniu na ulicy Niskiej.

Liga na początku starała się o dotacje od państwa. Zaoferowano im wsparcie w wysokości 40 tys. zł. Prosili też o działkę pod budowę, ale miasto nie miało żadnej. Więc sponsora znaleźli sami. Początkowo miał być to Abdullah bin Abd al Aziz Saud, król Arabii Saudyjskiej.

— Obiecał, ale nie wyszło — Samir wzrusza ramionami. — Znalazł się biznesmen z Arabii. Inwestuje w drewno, posiada fabrykę mebli w Bułgarii. Każdy muzułmanin część majątku przeznacza na zakat, czyli muzułmańską jałmużnę. On buduje ośrodki kultury. Ten będzie piąty. Poprzednie powstały w Bułgarii i Grecji.

Z powodu tych saudyjskich pieniędzy oskarżono ich o radykalizm.

— Wyznajemy islam umiarkowanego nurtu, a przede wszystkim całkowicie zgodny z polskim prawem — zaprzecza prezes Ligi Muzułmańskiej. — Co oznacza umiarkowany? Nie polecamy, aby kobiety nosiły nikab, czyli zakrywały twarz. Jeśli ktoś poprosi nas o ślub z drugą żoną, nie otrzyma pozwolenia. Dla nas kobieta jest partnerką. Liga wprowadziła wspólne wykłady dla obu płci — wylicza i dodaje: — Tak naprawdę dostaje nam się ze wszystkich stron. Niektórzy muzułmanie mówią, że to liberalny czy wręcz laicki islam.

Zatrzymać ten najazd!

Dziennikarze dzwonili do szpitala. Pytali o Bractwo Muzułmańskie, powiązania z islamskimi terrorystami. Nie bardzo miał czas na wywiady, bo przecież co rano musiał zasuwać do kliniki, a potem obchód, dyżur. Leczył u dzieci ostre infekcje układu oddechowego. Martwił się chłopcem, który trafił tu po przedawkowaniu środków odurzających. „Przecież mojej czwórce: Adamowi, Jakubowi, Salmie czy Rajchanie też może coś takiego się przydarzyć” — myślał.

Najgorzej było po jednym z programów telewizyjnych. Zaproszony gość w TVP Info nawoływał: „Budowa meczetu w Polsce to część inwazji islamu na Europę”, „To są obcy! To atak obcej nam cywilizacji, cywilizacji terrorystycznej!”. W błyskawicznej sondzie okazało się, że aż 91 proc. oglądających program nie chce meczetu obok swojego domu.

Zaczęły się groźby. Do przedstawicielstwa Ligi dzwonili z pretensjami nawet Polacy mieszkający na emigracji w Austrii.

— Stowarzyszenie Europa Przyszłości w swoich hasłach odwoływało się do społecznych lęków — uważa dr Paweł Kubicki, redaktor portalu Arabia.pl. — Oskarżyli Ligę Muzułmańską o chęć sprowadzenia do Polski islamu wahabickiego, o powiązania z Bractwem Muzułmańskim. Starali się zachować jakąś polityczną poprawność. Mówili: akceptujemy Tatarów, czyli dobry islam, a Ligi Muzułmańskiej nie, bo to islam zły. Ten podział nie jest prawdziwy, gdyż przecież wśród Tatarów zdarzają się grupy znacznie bardziej konserwatywne niż ci, którzy są w Lidze. To nie są dwa monolity.

— Zapomina się o tym, że powstanie takiego ośrodka kultury tak naprawdę zwiększy nasze bezpieczeństwo. Lepiej przecież współpracować z silnymi organizacjami, które są skupione wokół jakiegoś miejsca niż z grupami łączącymi się przez internet czy wokół blogera. To, co będzie się działo w meczecie, mogą i powinny kontrolować nie tylko nasze służby bezpieczeństwa, ale i organizacje społeczne. Choćby Stowarzyszenie Europa Przyszłości — mówi Kubicki. — Jeśli okaże się, że któryś z imamów szerzy w swoich kazaniach nienawiść, to są skuteczne procedury do jego wydalenia.

Wsparcie Żydów i Katolików

Bez wątpienia sam protest nie miał na celu wstrzymania budowy meczetu, bo nie było takiej możliwości prawnej. Zgodnie z art. 53 ust. 2 Konstytucji RP oraz z art. 19 ust. 6 ustawy z 17 maja 1989 r. o gwarancjach wolności sumienia i wyznania, każda oficjalnie uznana religia w Polsce posiada prawo do wznoszenia budowli sakralnych.

Ligę Muzułmańską w konflikcie wsparli nie tylko Tatarzy, ale także Stowarzyszenie Polskich Żydów. „Protest przeciwko budowie meczetu w Warszawie jest niezrozumiały i niczym niewytłumaczalny. Rozbudzanie nastrojów antyarabskich w niczym nie różni się od podsycania antysemityzmu” — pisali. Również Rada Wspólna Katolików i Muzułmanów wydała oświadczenie: „Wyrażamy zaniepokojenie faktem, że tego typu zamieszanie ma miejsce w ojczyźnie Jana Pawła II, który jako papież odwiedził meczet oraz wykonywał liczne przyjazne gesty wobec muzułmanów i wielu z nich wyrażało swój żal po jego śmierci”.

— To, że muzułmanie mogą budować meczet, jest dla mnie sprawą oczywistą. Lokalna społeczność również może wyrażać swój niepokój w formie protestów czy demonstracji — mówi o. Adam Wąs, werbista, z Komitetu Episkopatu Polski ds. Dialogu z Religiami Niechrześcijańskimi. — Martwi mnie podgrzewanie tego konfliktu, bo ani chrześcijanom, ani muzułmanom ten spór nie jest potrzeby. W mojej opinii argumenty, które wysuwano przeciwko Lidze Muzułmańskiej, były zbyt ogólne. Zarzucano im powiązania z terrorystami, ale bez żadnych dowodów — tłumaczy. — A poza tym, czy naprawdę chcielibyśmy traktować naszych muzułmanów, tak jak traktuje się chrześcijan w niektórych krajach niedemokratycznych? Nie. Mówmy o sytuacji chrześcijan głośno. Żądajmy wzajemności w naszych stosunkach, ale nie postępujmy podobnie. Czasami pytam się tych, którzy pragną wprowadzać jakieś zakazy dla muzułmanów: co mamy z nimi zrobić? Wywieźć ich? Przecież to już było w historii Europy. Powinniśmy raczej spróbować odkryć właściwy obraz muzułmanina i islamu — takiego, w którym oni sami mogą się odnaleźć. Musimy poszukiwać obszarów, w których możemy działać razem dla wspólnego dobra.

Według przewodniczącego Komitetu Episkopatu Polski ds. Dialogu z Religiami Niechrześcijańskimi bp. Romualda Kamińskiego nałożyły się w tym konflikcie dwie sprawy: — Jedna to wymiar duchowy i religijny. I tu sprawa jest oczywista. Muzułmanie budują swoją świątynię i mają do tego prawo. Trzeba pamiętać, że i nam ktoś, kiedyś, gdzieś może zabronić budować kościoły. Natomiast czy coś za decyzją o budowie meczetu się kryje, tego nie wiemy. Ja tego nie wiem. I dlatego w tej materii Kościół nie powinien zajmować stanowiska. Od tego są świeccy, politycy i odpowiednie organy państwa — mówi bp Kamiński.

Na początek będzie krew

Jedni wierzą w dobre intencje muzułmanów, inni nie. Okaże się w sierpniu, gdy stanie meczet i centrum kultury. Cały ośrodek będzie miał powierzchnię ponad dwóch tysięcy metrów kwadratowych i osiemnastometrowy minaret. Ale na ulicy głos muezina rozbrzmiewać nie będzie.

Na początku odbędzie się w nim to, czego jeszcze nigdy nie było — pierwszy w Polsce Dzień Chrześcijański na wzór Dnia Islamu w Kościele Katolickim. Samir Ismail chce, aby podczas tego dnia występowali z prelekcjami zarówno księża, jak i imamowie.

— Będziemy mówić o tym, co nas łączy. A wbrew pozorom jest tego sporo. Mamy podobne poglądy, jeśli chodzi o aborcję, o wartości rodzinne, stosunek do biedy — wylicza. — Najbliższy Dzień Chrześcijaństwa będzie dotyczył naszych poglądów na temat krwiodawstwa i transplantacji. Ale nie będziemy tylko gadać. Stanie też autobus pobierający krew. Od wszystkich chrześcijan i muzułmanów.



opr. aw/aw



Copyright © by Tygodnik Powszechny

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: meczet Warszawa muzułmanie protest Liga Muzułmańska
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W