Pekao
Strona główna
opoka.news opoka.photo opoka.org.pl

Artur Sporniak

Kościół do przemyślenia

"W sześciu punktach Memorandum precyzyjnie wylicza problemy Kościoła dostrzegane z perspektywy krajów niemieckojęzycznych. Problem stanowią media, które skupiły się głównie na postulacie zniesienia obowiązkowego celibatu. Tymczasem jest to sprawa drugorzędna".

Apel zespołu ośmiu młodych teologów z czterech niemieckich uniwersytetów opublikował jako pierwszy bawarski dziennik „Süddeutsche Zeitung” 3 lutego. Wówczas figurowały pod nim 144 podpisy teologów i teolożek. Na stronie tej inicjatywy (memorandum-freiheit.de) po dziesięciu dniach jest już 247 podpisów, w tym 227 z Niemiec, Austrii i Szwajcarii. To więcej niż pod głośną Deklaracją Kolońską, ogłoszoną w 1989 r., której punktem zapalnym było obejście przez Jana Pawła II zakorzenionych w lokalnej tradycji procedur mianowania metropolity kolońskiego. Ponad dwustu teologów wzywało wówczas do poszanowania przez Magisterium wolności badań teologicznych i większej przejrzystości w procedurach kościelnych.

Wśród sygnatariuszy memorandum są inicjatorzy Deklaracji Kolońkiej: Peter Eicher z Paderborn, jezuita Friedhelm Hengsbach z Frankfurtu, Peter Hünermann, Dietmar Mieth oraz Ottmar Fuchs — wszyscy trzej z Tybingi. Polskim czytelnikom znany może być Otto Hermann Pesch z Hamburga, autor opublikowanej także u nas głośnej monografii o Lutrze. Ks. Eligiusz Piotrowski, znawca niemieckiej teologii, mówi, że wśród podpisujących trudno szukać jakiegoś klucza. Nie są to w każdym razie sami „progresiści”. — Mamy tu ponad połowę wszystkich niemieckich teologów, pełny wachlarz wiekowy i teologiczny — mówi.

Kryzysowa diagnoza

Czy memorandum może coś zmienić? Poznańska teolożka Elżbieta Adamiak przypomina, że dostrzegalnym skutkiem protestu sprzed 22 lat była instrukcja Kongregacji Nauki Wiary o powołaniu teologa, która jeszcze bardziej zawęziła wolność badań. Obecne memorandum jednak zostało pomyślane inaczej. Przede wszystkim jest reakcją na kryzys wywołany ujawnieniem przypadków nadużyć seksualnych duchownych wobec dzieci i młodzieży. Pierwsze zdanie memorandum odnosi się do szoku, jaki wywołała w Niemczech informacja o molestowaniu przez dwóch jezuitów w latach 70. i 80. uczniów elitarnego berlińskiego Kolegium św. Piotra Kanizjusza — jednego z najlepszych niemieckich gimnazjów. Chodzi także o kwestię ukrywania tych przypadków i podwójnej moralności.

— Stąd wymiar moralny memorandum — zauważa Adamiak. — Punkt wyjścia apelu jest zatem zbieżny z tym, co Benedykt XVI mówił na temat nadużyć. Teolodzy dodają, że musimy naszą troskę przekuć w praktykę życia kościelnego, nie wystarczą same deklaracje. Podobnie, gdy stwierdzają konieczność większej odpowiedzialności świeckich za struktury parafialne, jest to zgodne z postulatami Soboru Watykańskiego II czy adhortacji „Christifideles laici” Jana Pawła II. Trudno się w tym dopatrywać wymyślenia prochu. To raczej przypomnienie spraw, które od dawna są do załatwienia.

„W stawianiu czoła obecnemu kryzysowi podejmowane środki w sprawiedliwym traktowaniu poszczególnych przestępstw są istotne, ale same z siebie są niewystarczające: potrzeba nowej wizji, by dostarczyć inspiracji dla obecnego pokolenia oraz przyszłych pokoleń, aby czerpać z daru naszej wspólnej wiary”. To nie fragment memorandum, tylko wypowiedź Benedykta XVI z głośnego listu do katolików Irlandii z 19 marca 2010 r. w sprawie skandali seksualnych.

— Drugi wymiar tego tekstu wskazuje, że mamy do czynienia z kryzysem Kościoła, a nie kryzysem wiary. Memorandum podkreśla, że nigdy dotąd tak wiele osób nie opuściło Kościoła, jak w zeszłym roku — zauważa Adamiak.

Szacuje się, że było to nawet do 250 tys. katolików. Wielu „sprywatyzowało swoje życie wiary, aby się uchronić przed instytucją”. To zwięzłe stwierdzenie memorandum, zdaniem Adamiak, stanowi celną diagnozę sytuacji.

Trzecia sprawa, ważna dla kontekstu memorandum, to — jak zauważa poznańska teolożka — spowodowany brakiem księży problem coraz większych parafii (określonych w apelu jako „parafie XXL”). Powoduje to, że wierni nie czują się związani z parafią, a księża są przepracowani i wypaleni. — Ta sytuacja nie służy ani wiernym, ani posługującym księżom — mówi Adamiak.

Medialne skrzywienie

Dla ks. Piotrowskiego siłą memorandum jest jego zwięzłość. — W sześciu punktach dokument precyzyjnie wylicza rzeczywiste problemy Kościoła dostrzegane z perspektywy krajów niemieckojęzycznych — mówi. Problem stanowią media, które skupiły się głównie na postulacie zniesienia obowiązkowego celibatu. Tymczasem jest to sprawa drugorzędna. — Memorandum zaledwie wspomina o żonatych księżach jako propozycji zaradzenia braku powołań — dodaje.

Nie jest też wcale oczywiste, że autorzy memorandum domagają się wprowadzenia kapłaństwa kobiet. W tekście użyto sformułowania „kobiety piastujące kościelne urzędy”.

— Do urzędu Kościoła, oprócz wymagających święceń kapłańskich prezbiteratu i episkopatu, należy także diakonat, a współczesne dokumenty doktrynalne nie rozstrzygnęły, czy wyklucza on kobiety — zauważa Adamiak. — W krajach niemieckojęzycznych ta kwestia jest żywo dyskutowana. Organizowane są kursy przygotowujące kobiety do pełnienia tej posługi. Poza tym sformułowanie, że potrzebujemy kobiet na urzędzie kościelnym, może oznaczać również to, iż w ogóle podejmujemy dyskusję, jak urząd kościelny ma dziś wyglądać. Zatem stwierdzenie, że chodzi o święcenia kapłańskie dla kobiet, zawęża intencje autorów memorandum.

Zdaniem ks. Piotrowskiego wciąż nierozwiązanym problemem jest obecność albo raczej nieobecność kobiet w strukturach Kościoła. Czy kobiety czują się tak dobrze w Kościele jak mężczyźni? — Niektórzy boją się wizji Kościoła z kapłankami, ale według mnie ten postulat to wołanie o godne miejsce kobiety w Kościele — mówi teolog. — Być może znaczenie postulatu dopuszczenia kobiet na urząd kościelny jest takie: postulujmy więcej, to dostaniemy chociaż trochę. Na przykład diakonat.

Prędzej czy później mężczyźni w Kościele będą musieli się podzielić odpowiedzialnością z kobietami. Ta odpowiedzialność niekoniecznie musi się wiązać ze święceniami. Ale to oznacza rzeczywistą debatę nad naturą kościelnych urzędów. — Zaproponujmy „ecclesial fiction”: wyobraźmy sobie, że zwyczajowo proboszczowi-mężczyźnie pomaga kierować parafią kobieta szefująca radzie parafialnej. Wówczas płcie bardziej realnie dopełniałyby się w odpowiedzialności za Kościół — mówi ks. Piotrowski.

Podobnie sprawa ma się z postulatem szacunku dla par homoseksualnych. To pytanie o miejsce takich osób w Kościele: czy z powodu innej ontologii nie jest pomniejszana ich wartość? A także: czy osoby po rozwodach, żyjące w kolejnym związku, do końca życia mają być karane zakazem dopuszczenia do Komunii?

Niepodważalna wartość małżeństwa i życia w bezżenności nie pozwala wykluczać ludzi ofiarowujących sobie miłość, wierność i wzajemną troskę — głosi memorandum. Elżbieta Adamiak zauważa, że owe trzy określenia stanowią kryteria w moralności małżeństwa chrześcijańskiego. Nieporozumieniem zatem jest stwierdzenie, że chodzi tu o konkubinat, jak napisała jedna z polskich gazet. Przeciwnie, sygnatariuszom chodzi o związki, które są oparte na wzajemnym zobowiązaniu.

Zauważmy, że autorzy memorandum nie proponują gotowych rozwiązań, tylko wskazują tematy wymagające poważnej refleksji. — Wręcz przemyślenia pewnych rzeczy na nowo — dodaje ks. Piotrowski.

Krytyka krytyki

Z ostrą krytyką teologów wystąpił kard. Joachim Meisner, nazywając ich „samozwańczymi reformatorami”. Jego zdaniem nie tylko zakaz wyświęcania kobiet i potępienia par homoseksualnych, ale nawet celibat księży nie podlega negocjacjom.

Konserwatywne poglądy metropolity Kolonii nie są zaskoczeniem, to właśnie jego nominacja swego czasu spowodowała erupcję w postaci Deklaracji Kolońskiej. Bardziej zaskakująca jest reakcja wybitnego teologa kard. Waltera Kaspera, który na łamach „Frankfurter Allgemeine Zeitung” wyraził swoje rozczarowanie memorandum. „Kościoły, które zdecydowały się na kapłaństwo kobiet i akceptację par homoseksualnych, popadły w jeszcze większy kryzys niż Kościół katolicki” — zauważył były watykański „minister od ekumenii”.

— Argument, że Pan Jezus nie dał Kościołowi władzy wyświęcania kobiet, jest obosieczny, bo wielu niemieckich (i nie tylko) teologów zauważa, że tego expressis verbis nie zakazał — przypomina ks. Piotrowski. — Dodajmy, że wiele teolożek odbiera doktrynę o „męskim kapłaństwie” jako pomniejszenie wartości kobiety: ontologicznie kobieta byłaby niegodna święceń, w przeciwieństwie do mężczyzny.

Z kolei parom jednopłciowym i rozwodnikom zarzuca się życie w stanie grzechu. Co to jednak znaczy? Czy osoby przekonane w sumieniu, że ich pierwsze małżeństwa są nieważne, żyją rzeczywiście w stanie grzechu, będąc w udanych drugich związkach? Ks. Piotrowski przypomina, że już na początku lat 90. trzech niemieckich biskupów — nieżyjący już Seier oraz obecni kardynałowie Lehman i właśnie Kasper — nad tym się zastanawiali, proponując zmianę podejścia poprzez akcentowanie decyzji chrześcijańskiego sumienia, co szybko zostało przez Watykan storpedowane. — Mimo to dyskusja nie została zamknięta i do dzisiaj rozpala nawet kardynalskie umysły — zauważa.

Czy formowanie sumienia ma oznaczać nieustającą kuratelę i surowy osąd? — pytają autorzy memorandum. Kościół powinien wspierać wiernych przede wszystkim w zdolności do odpowiedzialności. Taki jest postulat memorandum. Zdaniem jego autorów, biblijne orędzie wolności zostało przekształcone w rygorystyczną moralność bez miłosierdzia. — Niemieccy teologowie przypominają, że powinniśmy się starać w Kościele ułatwiać pojednanie, a nie je utrudniać — komentuje ks. Piotrowski.

— Trzeba także przemyśleć, o co tak naprawdę chodzi w samej celebracji Eucharystii — ciągnie teolog. — Namysł niemieckich teologów prowadzi do pytań: czy Komunia ma być nagrodą za dobre sprawowanie, czy może jednak boską mocą dla ludzkiego życia, które czasami jest tak boleśnie poplątane?

Takie pytania nie są nieważne, jednak w Polsce mało kto je stawia.

Kryzys po polsku

Z polskiej perspektywy postulaty memorandum mogą się wydawać dziwne, np. problem udziału świeckich w zarządzaniu Kościołem u nas nie istnieje, bo nie ma zwyczaju, by świeccy byli obarczani poważniejszą odpowiedzialnością. Przyzwyczailiśmy się i traktujemy to jako normę. I nie próbujemy brać spraw w swoje ręce.

— W Polsce, gdzie kościoły są pełne wiernych i gdzie nie brakuje środków, można dostrzec brak wyraźnej woli zmieniania czegokolwiek — mówi ks. Eligiusz Piotrowski. Nie zgadza się jednak ze stwierdzeniem, że to słabość naszego Kościoła. — To raczej krótkowzroczność — mówi. — Odpowiedzialności ludzi trzeba uczyć wtedy, kiedy jest dobrze, a nie wtedy gdy jest źle. Istnieje niebezpieczeństwo, że o potrzebie większej odpowiedzialności ludzi świeckich przypomnimy sobie, gdy już niewielu będzie nią zainteresowanych.

Enigmatyczny jest dla nas zwłaszcza trzeci postulat, wzywający do poszanowania w Kościele kultury prawnej. Tymczasem ma on swoją wagę, zwłaszcza w krajach niemieckojęzycznych. — Wskazuje na fakt, że Kościół hierarchiczny jest sędzią we własnej sprawie na każdym poziomie, co jest źródłem różnych napięć — tłumaczy ks. Piotrowski. — W Niemczech takie napięcie objawia się przy udzielaniu przez biskupów misji kanonicznej zawodowym teologom. Ponieważ nie ma jasnych przepisów kościelnych, biskup może odmówić nadania misji bez podania powodów. Ci, którzy się czują poszkodowani, nie mają jak dochodzić sprawiedliwości. Podobnie jest w sytuacji konfliktu pomiędzy parafianami i proboszczem. Wówczas właściwie wszystko może się zdarzyć, gdyż nie ma jasnych mechanizmów, które zapewniałyby sprawiedliwe rozstrzygnięcie. Wszystko zależy od woli i decyzji biskupa.

Co do postulatu większej demokratyzacji Kościoła, w odpowiedzi przypomina się, że nie jest on demokracją. — Czym wobec tego jest — hierarchiczną monarchią? — pyta polski teolog. — Zgoda. Jak zatem w tej monarchii znaleźć miejsce na prawdziwą odpowiedzialność?

Jest o czym dyskutować. Elżbieta Adamiak ma nadzieję, że opublikowanie memorandum po polsku ożywi u nas debatę teologiczną.

***

„Reforma na papierze nic nie zmieni” — twierdzi wybitny austriacki teolog ks. Paul Zulehner. Sam nie podpisał memorandum, nie oznacza to jednak, że nie zgadza się z jego postulatami. Zdaniem wiedeńskiego profesora, „czas rezolucji minął”, ponieważ — jak pokazuje doświadczenie — dla Watykanu takie memorandum jest oznaką kryzysu, a nie próbą jego rozwiązania. Być może to właśnie stanowi jeden z powodów pata w Kościele.

Sami teolodzy niewiele mogą zdziałać. Kryzys to problem całego Kościoła, a zwłaszcza tych, którzy ponoszą w nim największą odpowiedzialność, czyli biskupów. Sekretarz niemieckiego Episkopatu zapowiedział, że na najbliższym wiosennym zebraniu biskupi zajmą się tematami memorandum. Takie podejście daje nadzieję, że reforma nie pozostanie „na papierze”.        

opr. ab/ab


Copyright © by Tygodnik Powszechny

 
Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: odpowiedzialność wspólnota kryzys dialog moralność liturgia seksualność reforma apel memorandum struktury władzy kształt urzędu Kościoła solidarność z grzesznikami