Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao

Ks. Grzegorz Ryś

Ostatnie kuszenie Chrystusa

Zamykając u początków swojej Ewangelii opis kuszenia Jezusa na zakończenie 40-dniowego postu na pustyni, św. Łukasz pisze: „gdy diabeł dokończył całego kuszenia, odstąpił od Niego aż do czasu”.

Można to też przetłumaczyć: „do (wyznaczonego) momentu”, „do (oznaczonej) chwili” [grec. kairos]. Tradycja jest zgodna: ten oznaczony moment nadszedł wraz z Ukrzyżowaniem. To wtedy — na Golgocie — znowu „przystąpił do Niego kusiciel” (por. Mt 4, 3).

I znowu — tak jak na pustyni — z trzykrotną pokusą, tyle że teraz za każdym razem brzmiała ona niemal tak samo: „Wybaw samego siebie!”; zmieniały się natomiast usta, którymi diabeł przemawiał do Jezusa: najpierw kusił Go ustami kapłanów z Wysokiej Rady, potem rzymskich żołnierzy, na koniec — wiszącego obok złoczyńcy  (zob. Łk 23, 35. 37. 39). To, skąd (od kogo, z czyich ust) dochodziła pokusa, odsłaniało jej kolejne pokłady treściowe.

Więc najpierw kapłani, „arcykapłani z uczonymi w Piśmie i starszymi” (Mt 27, 41), „członkowie Wysokiej Rady” (Łk 23, 35) — jak stwierdza św. Łukasz — drwili z Niego, mówiąc: „innych wybawiał, niechże teraz siebie wybawi, jeśli On jest Mesjaszem, Wybrańcem Bożym”. Św. Mateusz dodaje jeszcze kolejne zdania: „niechże teraz zejdzie z krzyża, a uwierzymy w Niego. Zaufał Panu: niechże Go teraz wybawi, jeśli Go miłuje. Przecież powiedział: »Jestem Synem Bożym«” (Mt 27, 42n). Nawet metoda ta sama, co w pierwszym kuszeniu (zob. Łk 4, 10n): prowokują Go Słowem Bożym — cytatem z Psalmu 22 (tego samego, którym Jezus dopiero co modlił się na krzyżu, por. Ps 22, 9)!

Kapłani — namaszczeni, jak Aaron i synowie Lewiego — kuszą Pomazańca (Mesjasza / Chrystusa). Wybrani przez Boga do służby świątynnej kuszą Wybrańca Bożego i Kapłana Świątyni nie ręką ludzką uczynionej. Mówią Mu, że owo Boże namaszczenie i wybranie kapłańskie powinien wykorzystać dla samego siebie, dla swojego własnego pożytku! Co więcej, mówią, że właśnie wtedy dowiedzie prawdziwości owego wybrania i pomazania; że dopiero wtedy Mu uwierzą.

Trudno o większą perwersję i bezczelność; doprawdy trudno o grubszy fałsz: czyż dowodem prawdziwości rozumienia i przeżywania kapłaństwa nie jest postawa służenia innym, a nie samemu sobie?! Mówią Mu: „wybaw”, „zabezpiecz” samego siebie! — Czy Bóg nie uczył ich od samego początku postawy dokładnie odwrotnej? Skoro jako jedynemu z pokoleń Izraela nie wydzielił Lewitom ziemi na dziedziczną własność? Czy nie pozbawił ich już wtedy elementarnego zabezpieczenia, „skazując” ich na życie z ofiar, a nie z owoców własnej roli? I czy nie to właśnie miało być wobec wszystkich Izraelitów znakiem ich szczególnego Bożego wybrania?

Więc teraz kuszą Go wprost, by zaprzeczył swojemu namaszczeniu — by się sprzeniewierzył własnemu kapłaństwu, by odrzucił Boże wybranie — i to w szczytowej chwili jego wypełniania! To właśnie jest pierwsza szatańska pokusa z Golgoty: pokusa wykorzystania kapłaństwa służebnego dla służenia samemu sobie.

Drugą — bliźniaczą — pokusę wypowiadają żołnierze. „Szydzili z Niego i żołnierze, podchodzili do Niego i podawali Mu ocet, mówiąc: »Jeśli Ty jesteś królem żydowskim, wybaw sam siebie«” (Łk 23, 36n). Znów: brzmi jak szansa! Możliwość udowodnienia swej wyjątkowości, wykazania prawdziwości swojej godności — tym razem królewskiej („Jeśli jesteś królem...”). Oni — żołnierze — wiedzą, jak wygląda król i co to jest władza. Sami jej podlegają (mają nad sobą oficerów). Są też stróżami władzy — gwarantami rzymskiego panowania w Judei. To na ich mieczach opiera się władza prokuratora Piłata. I cesarza Tyberiusza. Ten, który wisi nad nimi na krzyżu, w niczym nie przypomina ich władców. Trudno zobaczyć w nim „króla”. Gdyby jednak zszedł z krzyża... Gdyby „wybawił samego siebie”...

On rzeczywiście jest Królem! Królewska godność — podobnie jak namaszczenie kapłańskie — nie stanie się dlań jednak okazją do zabezpieczenia samego siebie. Czy nie taka jest logika dyscyplinująca każdą władzę? Czy władza nie ma być „służbą społeczną”? Czy mógł wykorzystać swoją królewską godność dla siebie samego Ten, który do swoich uczniów mówił zaledwie kilka godzin wcześniej (na Ostatniej Wieczerzy): „Królowie narodów panują nad nimi, a ich władcy przyjmują nazwę dobroczyńców. Wy zaś nie tak macie postępować. Lecz największy między Wami niech będzie jak najmłodszy, a przełożony jak sługa” (Łk 22, 25n)? Oto przestroga przed drugą pokusą z Golgoty — pokusą nadużycia władzy...

Jest jeszcze pokusa trzecia: „Czy Ty nie jesteś Mesjaszem? Wybaw więc siebie i nas” (Łk 23, 39). Tym razem mówi jeden ze złoczyńców. Nie, nie mówi. U r ą g a! To urąganie trudno zrozumieć. Czemu miało służyć? Kapłani i żołnierze — drwiąc z Jezusa — mieli coś do udowodnienia. Chcieli przekonać (choćby samych siebie), że się nie pomylili, doprowadzając do ukrzyżowania fałszywego „Mesjasza” i fałszywego „Króla”.

A co chciał osiągnąć „zły” łotr? Czy przez drwinę chciał uczynić cierpienie Jezusa jeszcze cięższym? A może — wiedząc o tym, że Jezus cierpi niewinnie — chciał w obliczu śmierci wykrzyczeć, że sam niczego w życiu nie stracił. Że miał rację — dopuszczając się zła, wybierając drogę rozboju i morderstwa! W każdym razie dobro — całe życie czynione przez Jezusa — nie przyniosło temuż Jezusowi w efekcie niczego więcej. Na koniec spotyka ich dokładnie to samo. Czym się różni los zbrodniarza od losu Najlepszego z ludzi? Czy ich krzyże nie są tak samo bolesne? I nie tak samo haniebne? I nie tak samo śmiertelne? A za nimi jest... nic. Nie ma wybawienia od śmierci. A wszystko, co wcześniej wydawało się istotne i nadające smak życiu, w jej obliczu staje się pozbawione sensu. Ostra pokusa. Ostatecznie banalizująca każdy z naszych wyborów moralnych; redukująca ich konsekwencje i ludzką odpowiedzialność do zera.

W jaki sposób Jezus oparł się temu kuszeniu? Metodę znał od dawna. Wypróbował ją za pierwszym razem, gdy szatan kusił Go na pustyni. Na każdą z pokus odpowiadał wtedy Słowem Boga. „Napisane jest: »Nie samym chlebem żyje człowiek«; Napisane jest: »Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz«; Powiedziano: »Nie będziesz wystawiał na próbę Pana, Boga swego«” (Łk 4, 4. 8. 12; por. Pwt 8, 3; Pwt 6, 13; Pwt 6, 16).

Podobnie i teraz — musiał zwalczyć pokusę Słowem Boga. Jak to?! Czy nie przywykliśmy myśleć i mówić, że na Golgocie Bóg MILCZAŁ?! Że nie mówił NIC? Że Jezus bił głową w ścianę Ojcowskiego milczenia?!

A jednak! Z pomocą przychodzi nam tutaj papież Benedykt XVI. W swej adhortacji „Verbum Domini” rozważa on sytuacje milczenia Boga — z Jezusową sytuacją na Golgocie włącznie; i mówi: „milczenie Boga jest przedłużeniem Jego poprzednich słów” (p. 21). To znaczy: Bóg nie zawsze ma dla nas „nowe” słowo. Nie ma go zwłaszcza wtedy, gdy ciągle jeszcze nie przetrawiliśmy słów, które wcześniej do nas skierował. Jego milczenie jest wezwaniem, by do nich wrócić, by je wydobyć z pamięci. By objaśniły nam nasze teraz; i by przez nie nas przeprowadziły. Takimi słowami były dla Jezusa słowa z Góry Tabor. Wtedy usłyszał Ojca mówiącego do Piotra, Jana i Jakuba: „To jest Syn mój, Wybrany. Jego słuchajcie” (Łk 9, 35).

W tradycji kaznodziejskiej Kościoła podkreśla się zawsze, iż Tabor — Przemienienie Pańskie — miał przygotować uczniów na godzinę męki Chrystusa. Zobaczyli Jego chwałę, by się nie zgorszyć Jego hańbą. Z całą pewnością jednak Tabor był też przygotowaniem Jezusa na godzinę krzyża. Wtedy usłyszał Słowo o sobie (SYN! WYBRANY!) — słowo, które miało doń wrócić w doświadczeniu milczenia Golgoty.   

Ks. Grzegorz Ryś (ur. 1964 r.) jest historykiem Kościoła, rektorem Wyższego Seminarium Duchownego w Krakowie. Stale współpracuje z „Tygodnikiem Powszechnym”.

opr. ab/ab


Copyright © by Tygodnik Powszechny

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: milczenie krzyż przemienienie kuszenie ukrzyżowanie Tabor śmierć krzyżowa wystawianie na próbę
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W