Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao

Ks. Jacek Prusak SJ

Kwestia wzrostu

Kościół jest „żywym Ciałem”. „Obcięcie języka” ks. Bonieckiemu, bez właściwej diagnozy choroby toczącej Ciało, będzie okaleczeniem polskiego Kościoła, a nie jego kuracją.

Znany trapista Thomas Merton, gdy religijni zwierzchnicy nakazali mu milczenie, nie ukrywając goryczy, napisał do przyjaciela, że mnichowi nie pozwala się wypowiadać przeciwko wojnie: „Człowieku, pomyślałem, że prawdopodobnie to mogłoby ocalić ostatnią krztynę reputacji instytucji, którą wielu uważa za zmurszałą”.

Zmieniły się czasy i tematy, ale niekoniecznie mechanizmy rozwiązywania wewnątrzkościelnych problemów. W przypadku decyzji zakazującej ks. Adamowi Bonieckiemu działalności publicznej w mediach nie chodzi jednak o kwestię jego posłuszeństwa władzom zakonnym. To trzeba jasno podkreślić na początku, gdyż głosy zwolenników i przeciwników tej decyzji posługują się nią w instrumentalny sposób.

***

Gdyby tak było, to rację mieliby ci, którzy problem widzą według schematu: skoro Rydzyk, to i Boniecki — inaczej gubi się sens posłuszeństwa, jednemu udzielając „katolickiego głosu” w naszych domach, drugiemu „kneblując usta”. Obaj nie od dziś mają w Kościele zajadłych zwolenników i przeciwników. W ich ocenie różnią się między sobą katolicy, ale to nie musi oznaczać, że z tego powodu Kościół jest podzielony.

Natomiast podział, jaki się zarysował po zakomunikowaniu decyzji prowincjała marianów, przebiega według linii: albo Rydzyk, czyli Kościół, albo Palikot i jego sekta.

To jest linia frontu, a nie wewnętrznego zróżnicowania Kościoła, który przecież jest katolicki. I z tego powodu problematyczna wydaje mi się obrona decyzji przełożonego ks. Adama, przyjęta przez publicystów „Naszego Dziennika” oraz ks. prof. Waldemara Chrostowskiego. „Tygodnik Powszechny”, z kanonicznego punktu widzenia, ma prawo cenzurować metropolita krakowski. Skoro prowincjał marianów nie zawiesił w działalności publicystycznej ks. Adama na łamach „Tygodnika” — nie pismo pozostaje tu kwestią sporną. Nie dorabiajmy więc ideologii do wypowiedzi, gdy brak nam argumentów na to, co się stało.

***

Problem w tym, że decyzja prowincjała marianów jest niejasna — oznajmia karę, ale nie uzasadnia winy, nie pozostawia więc ks. Bonieckiemu możliwości obrony, a „obserwatorów” skazuje na domysły. Sposób jej zakomunikowania sugeruje, że wykorzystano „niepomyślną” dla niego kościelną koniunkturę, gdy znalazł się w centrum medialnych dyskusji związanych z obecnością Nergala w telewizji publicznej i krzyża w sali obrad Sejmu. Jego wypowiedzi na te tematy można było różnie oceniać, ale z ich powodu nikt nie mówił o wystąpieniu z Kościoła. W żadnej z nich nie sprzeniewierzył się zresztą nauce Kościoła — nawet jeśli sprzeniewierzył się „kościelnej poprawności”.

Wygląda na to, że bardziej problematyczna dla wielu katolików jest decyzja prowincjała. To po niej osoby, które trudno podejrzewać o brak miłości do Kościoła i wąskie horyzonty, „załamują ręce” i wstydzą się za to, że takimi nieprzemyślanymi decyzjami Kościół potwierdza tylko stereotypy antyklerykałów (w tym duchu głos zabrał na swoim blogu Zbigniew Nosowski w tekście „Tak dalej być nie może”), bardziej radykalni — a może zniechęceni — po prostu, chcą się „wypisać” z takiej instytucji.

Jak mają zrozumieć sens zakonnego posłuszeństwa, skoro pozostawiono im pozycję obserwatorów rozgrywki na kościelnej szachownicy? Usłyszeli „szach” i mają słuszne obawy, że gra zastała ich przed ostatnim ruchem. Lecz jeśli „polegnie” Boniecki, wygranym nie będzie prowincjał!

***

Zarówno prowincjał marianów, jak jego podwładny mają swoje racje i nie sądzę, aby należało im publicznie przypominać, co znaczy zakonne posłuszeństwo. Uważam, że tę lekcję muszą jednak odrobić niektórzy wypowiadający się w ostatnich dniach publicyści.

Tomasz Terlikowski na przykład, stając po stronie zwierzchnika ks. Bonieckiego, napisał: „gratulując odwagi i życząc wytrwałości w znoszeniu ataków, które teraz się posypią”. Zastanawia mnie, dlaczego ten sam autor nie stanął po stronie kard. Stanisława Dziwisza czy jezuickich przełożonych, kiedy niektórzy ich podwładni publicznie lustrowali swoich współbraci, tylko wytykał im brak odwagi w konfrontacji z „prawdą”. Wygląda na to, że wtedy posłuszeństwo znaczyło dla publicysty „Frondy” i „Gazety Polskiej” coś innego: jego oznaką było stanie księży po stronie mediów „prolustracyjnych”, poszukujących swoich ikon w koloratkach. W taki sposób nie wolno medialnie instrumentalizować nieposłuszeństwa.

Na drugim końcu niezawodny kontestator prof. Tadeusz Bartoś oburza się, że można księdzu i zakonnikowi zakazać publicznego wypowiadania się, kiedy to „łamie” nie tylko jego wolność, ale „jest sprzeczne z prawami człowieka”. Zastanawiam się, czy Bartoś nie wniesie petycji do Strasburga, domagając się, aby Parlament Europejski nie tylko ingerował w sprawy marianów, ale zakazał używania Prawa Kanonicznego, bowiem zdaniem byłego dominikanina „jest ono niemoralne”. Gdyby Bartoś znał to prawo, wiedziałby, że nie daje ono podstaw do uzasadnienia bezpośredniego przejścia między hierarchiczną władzą Kościoła a władzą zakonną — co znacznie ogranicza uzurpowanie sobie przez przełożonych zakonnych „reprezentowania Boga”. Nie widzi tego, bo przy jego kompleksie „katolickiego zniewolenia” wszystko, co ogranicza narcyzm, jest atakiem na wolność.

Fundament życia zakonnego ma charakter charyzmatyczny i zależy od dwóch czynników. Po pierwsze, instytuty zakonne podlegają aprobacie Kościoła. Trzeba więc pamiętać, że ich misja nie zostaje powierzona pojedynczym osobom jako takim (obojętnie jakimi są teologami czy „kościelnymi celebrytami”), ale wspólnocie (instytutowi), i ma być w ten sposób realizowana. Po drugie, zakonnik poprzez śluby nie należy już do siebie — nie ma jednak statusu „niewolnika” czy „więźnia”.

Jeśli wolność Bartosia była „tłamszona”, to tylko dlatego że jako zakonnik nie miał jej w sobie. Warto kiedyś się do tego przyznać, skoro nie udało się do tego dorosnąć — mentalnie pozostając w Oświeceniu, a nie w Ewangelii. Kto, jak kto, ale właśnie ks. Boniecki jest przykładem tego, że można być w Kościele człowiekiem wolnym i posłusznym. Warto dodać, że redaktor senior „TP” nigdy nie twierdził (i słusznie), iż nieomylność jest w tym pakiecie czymś naturalnym, ani jej sobie nie przypisywał.

***

Zakonnik akceptuje i uznaje władzę przełożonych wobec niego. Z kolei sam zachowuje wobec nich postawę uległości i posłuszeństwa. Trzeba jednak wiedzieć, co to oznacza i co z tego wynika.

Skorzystajmy z pomocy autorytetu: św. Tomasz z Akwinu pyta, czy „byłoby rzeczą właściwszą kierować sobą poprzez roztropność i rozeznawanie, czy na drodze posłuszeństwa pozwolić, by kierowali nami inni?”. Taką daje odpowiedź: „jest rzeczą doskonalszą kierować się swym umysłem, niż działać pod wpływem osądu innych”.

Twierdząc tak, nie niweluje sensu zakonnego posłuszeństwa, pokazuje jednak, w jakim klimacie ma się ono realizować. Najważniejszym zadaniem przełożonego zakonnego jest sprzyjanie rozwojowi osób, bo takie jest etymologiczne znaczenie słowa autorita — „władza”, pochodzącego od augere — „sprawiać wzrost”: prowadzić ku dojrzałości.

Mam nadzieję, że najbliższe dni pozwolą marianom na taki wzrost jako wspólnocie zakonnej. Bo właśnie dlatego, że ks. Boniecki nie jest osobą prywatną, należy podejść do niego jako do „własności” polskich katolików, a nie jedynie zakonu. Kościół jest „żywym Ciałem”. „Obcięcie języka” ks. Bonieckiemu — bez właściwej diagnozy choroby toczącej Ciało — będzie okaleczeniem polskiego Kościoła, a nie jego kuracją. Zresztą żaden lekarz nie zaczyna leczenia od amputacji.

Ks. Boniecki, były generał marianów ma głowę na karku. Choć spotykają go przeciwności, ufam, że w tym miejscu jest również ona u jego prowincjała, który poddany jest — jak sądzę — różnym naciskom. Co dwie głowy, to nie jedna — mawia przysłowie. Mam nadzieję, że marianie zadbają o to, żeby pozostały one na swoim miejscu nietknięte, gdyż tylko w ten sposób posłuszeństwo zakonne może pogłębić nasze zaufanie do Kościoła.        

Poglądy wyrażone w artykule są poglądami Autora i nie wyrażają punktu widzenia Kościoła, ani też Redakcji Opoki

opr. ab/ab


Copyright © by Tygodnik Powszechny

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: prawa człowieka Tygodnik Powszechny posłuszeństwo zakonnicy marianie Adam Boniecki nieposłuszeństwo Rydzyk zakaz działalności publicznej prowincjał marianów decyzja prowincjała Tadeusz Bartoś generał marianów
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W