Pekao
Strona główna
opoka.news opoka.photo opoka.org.pl


ks. Jacek Prusak SJ

Duchowe tsunami
do nas nie dotarło

Jedni twierdzą, że Sobór nie dotarł do Polski, inni, że zatrzymał się w pół drogi. Są tacy, co czują się zawiedzeni brakiem reform; inni czują ulgę, że nie przybrały takiej skali jak na Zachodzie.
Jakich szans nie wykorzystaliśmy w ciągu ostatniego półwiecza?

Duch Soboru zawiał jednak nad Wisłą, a to, że ominęło nas „tsunami”, wynika z geopolitycznych uwarunkowań. Vaticanum II zakreśliło nową wizję Kościoła w świecie współczesnym, ale nie sformułowało uniwersalnych kryteriów jej implementacji. Dało Kościołowi „Deklarację Niepodległości”, ale nie „Konstytucję” wyznaczającą szczegółowe normy postępowania. Soborowe aggiornamento nie polega więc na „ubóstwianiu zmian”, tylko na reformie tego, co jest skostniałe w formie — bo Kościół, nie zmieniając treści kerygmatu, jaki głosi światu, musi zmieniać sposoby dotarcia z nim do ludzi konkretnych czasów, kultur i mentalności.

Dlatego właśnie ta otwarta „agenda Soborowa” pozostawiona „dzieciom Soboru” może niektórych kusić do nadużyć, a innych powstrzymywać przed jakimkolwiek krokiem do przodu. Reformy nie polegają na eksperymentowaniu z prawdami wiary czy arbitralnym odrzucaniu bądź zmienianiu wcześniejszych praktyk, ale usiłowanie dostosowania się do przeszłości w imię wierności Tradycji jest wybraniem tradycjonalizmu zamiast Ewangelii.

Kiedy zastanawiam się, dlaczego soborowa wizja Kościoła z trudem przebija się do krwiobiegu polskiego katolicyzmu, do głowy przychodzą mi następujące myśli.



1

Poza środowiskami inteligencji katolickiej, które w nauczaniu Soboru szukały inspiracji do poszukiwania nowych form dla katolickiej tożsamości, dziedzictwo Vaticanum II
zatrzymało się u nas „na progu zakrystii”. Dalej mamy w Polsce silny klerykalizm wśród duchownych i świeckich. Albo księża „chcą robić wszystko”, albo wierni czekają na „gotową” i „niewymagającą” ofertę. W centrum duszpasterstwa stawia się „parafię”, a nie „wspólnotę”, bo łatwiej zadbać albo kontrolować praktyki religijne — a nawet samych parafian — niż towarzyszyć w ich dojrzewaniu wiary. Mówiąc inaczej: duszpasterstwo jest łatwiejsze od ewangelizacji. Ostatni Sobór wzywał do reformy takiego nastawienia — to wymaga jednak nawrócenia i pokory.



2

Nauczanie Vaticanum II należy do „zawodowego” wykształcenia księży. Alumni poznają dokumenty Soboru, ale po to, żeby „zdobyć fach”, a nie po to, żeby nauczyć się myśleć o Kościele w kontekście współczesnej kultury i pytań, jakie stawia ona o Boga, wiarę i chrześcijaństwo. Podobny proces widać u świeckich teologów, którzy w większości przypadków przygotowują się na katechetów. Sobór jest wykładany przez pryzmat Katechizmu, bez konieczności analizy współczesnych prądów myślowych.

Nie bez znaczenia jest tu również sprowadzenie dziedzictwa soborowego do nauczania bł. Jana Pawła II. Niewątpliwie nauczanie polskiego papieża czerpało całymi garściami z Soboru, w którym sam brał udział, ale w naszym kraju recepcję Soboru sprowadzono do cytowania wypowiedzi papieża. Teologów, którzy mówili „własnym głosem” w przestrzeni publicznej, wyliczyć można na palcach jednej ręki (np. księża profesorowie Alfons Skowronek czy Wacław Hryniewicz). Wygląda na to, że większy sukces na polu twórczego wykorzystania dorobku Soboru i nauczania bł. Jana Pawła II odnieśli filozofowie zajmujący się kwestiami wiary i nauki — tacy jak abp Józef Życiński, ks. Michał Heller czy o. Jacek Salij oraz ks. Józef Tischner, w refleksji nad związkami wiary z kulturą i życiem społecznym.



3

Późny powrót teologii na uniwersytety świeckie sprawił, że nauczanie Soboru wydaje się ludziom poszukującym Boga i sensu życia anachroniczne. Marksizm nie jest już przedmiotem namiętnych dyskusji, bo nie jest częścią kolektywnego życia, teologię wyzwolenia przedstawia się w Polsce jako jego najgorszą „kościelną” odmianę, a całą tzw. „teorię krytyczną” sprowadza jedynie do zagrożenia postmodernizmem. Katolicka Nauka Społeczna, której nie byłoby bez ostatniego Soboru, jest albo nieznana, albo traktowana jako utopia. Myśl społeczną Kościoła zagospodarowały środowiska, które w swojej misji postawiły sobie za zadanie jej upolitycznienie, szukając instrumentalnych korzyści w sojuszu tronu z ołtarzem.



4

Dla młodego pokolenia Polaków Sobór należy do „czasów starożytnych”. Ich percepcja rzeczywistości kształtowana jest przez nowoczesne technologie komunikacji. Mówienie im, że coś ważnego dokonało się przed ich narodzeniem i warto to poznać, wygląda jak zmuszanie do odrobienia mało ciekawego zadania. Jeśli mają poznać dziedzictwo Soboru, muszą najpierw spotkać świadków owego „tsunami”. Czy z tej roli wywiązują się ich rodzice i katecheci? O co dziś młodzi pytają katechetów? O egzorcyzmy, ojca Rydzyka i etykę seksualną. Jaki jest ich poziom wiedzy religijnej, wie każdy, kto ich uczył.

Jedno mnie jednak zaczęło ostatnio niepokoić w zestawie tych pytań. Mówiąc o egzorcyzmach, można poruszyć ważne kwestie eschatologii, wskazać na pewne niebezpieczeństwa dla wiary, wynikające z nieodpowiednich „hobby” czy młodocianych „inicjacji” prowokowanych fascynacją okultyzmem i spirytyzmem. Wyjaśniając stanowisko Kościoła w kwestiach etyki seksualnej, można pokazać, jak warto zadbać o siebie i drugą osobę, żeby pod presją otoczenia i narzucanych wzorców nie popełniać życiowych błędów, a w ich konsekwencji — nie oddalać się od Boga czy Kościoła. Kiedy jednak dzisiaj młodzi pytają o o. Rydzyka, nie chodzi im już tylko o to, „jakim jeździ samochodem” albo dlaczego „uprawia politykę”. Od stosunku do Radia Maryja uzależniają dalszą rozmowę o sobie i swoich problemach oraz byciu w Kościele. Nie muszę dopowiadać, co to znaczy...



5

Gubimy soborową wrażliwość na różnorodność Kościoła. Wiara rodzi się ze słyszenia; coraz częściej księża i wierni nadają na „różnych tonach”. I nie chodzi tylko o „mówienie ponad głowami” słuchaczy. To niekoniecznie musi wynikać ze złej woli. Niepokojące jest to, że ci, którzy przychodzą do kościoła i chcą się pomodlić, „dostają po głowie” za tych, których już tam nie ma. Kazania często skierowane są bowiem do nieobecnych, tak jakby się dało ich w ten sposób do czegokolwiek przekonać. Sobór nie kazał „liczyć wiernych”, tylko z człowieka „uczynić drogę Kościoła”. Gołym okiem widać, że nie jest to łatwe, a w pewnych kręgach kościelnych nawet niedozwolone! Podpisywanie zaświadczeń przez wiernych, odmawianie niektórym z nich posług, a nawet sakramentów po to, żeby zmusić do „praktykowania wiary”, ma niewiele wspólnego z przekonaniem o działaniu Ducha Świętego. Konformizm można narzucić albo wymusić — wiara jednak tak się nie rozwija.

Nie zrozumie się „ducha Soboru”, jeśli na świat będzie się patrzeć jedynie przez pryzmat ciągłego niezadowolenia i podejrzliwości. Sobór nie kazał nam być naiwnymi optymistami. „Czytanie znaków czasów” — do którego zachęcał — to wezwanie do ciągłego odczytywania obecności Boga w świecie, a nie wrzucania do jednego worka wszystkiego, co zagraża naszym wyobrażeniom o tym, jak Bóg działa w historii i ją przemienia. Nierzadko to, co bierzemy za „zagrożenia duchowe”, jest wyłącznie naszą idolatrią. Sobór chciał nam przywrócić nadzieję na kreatywną obecność chrześcijan w sekularyzujących się społeczeństwach, my z lęku przed nowoczesnością zamieniamy ją na obietnicę państwa wyznaniowego.



***

Sobór zmienił Kościół. A skoro zmienił Kościół, to zmienia i będzie zmieniał Polaków, którzy w tym Kościele widzą swój „duchowy dom” — przez nich zaś będzie zmieniał otoczenie. Przed nami stoi zadanie, aby żyć Soborem, a nie zwalczać go w projekcie poprawiania, a nawet wyręczania Ducha Świętego.

ks. Jacek Prusak SJ



opr. ab/ab


Copyright © by Tygodnik Powszechny

 
Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: duszpasterstwo ewangelizacja Sobór Watykański II Vaticanum II dzieci Soboru dokumenty Soborowe inteligencja katolicka nauczanie Soboru różnorodność Kościoła