Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao

Piotr Sikora

Kim jest Piotr?


Nie traktujmy biskupa Rzymu jak ojca.
Ani nawet jak kogoś, kto musi prowadzić Kościół Chrystusowy. Kościół jest prowadzony przez Ducha i wielu jest ludzi, którzy powinni odczytywać Jego natchnienia.

Rezygnacja Benedykta XVI to szok dla wielu katolików. Uderza bowiem w głęboko zakorzeniony obraz, który odgrywa ważną rolę w wierze dużej grupy ludzi. Z tego względu ustąpienie papieża będzie miało ogromne konsekwencje w pojmowaniu kościelnego wymiaru naszej drogi do Boga. Akt ten będzie bowiem miał – a przynajmniej powinien mieć – duże znaczenie w kształtowaniu naszych oczekiwań wobec nowego biskupa Rzymu. To najbardziej doniosły akt papieskiego magisterium podczas tego pontyfikatu.

Czy papież nas osierocił?

O tym, jak dużym wyzwaniem dla utartych poglądów jest znaczenie tego aktu, świadczy fakt, że nawet niektórzy profesorowie teologii (ks. Jerzy Szymik) mówili o decyzji papieża jako o czymś, czego nie rozumieją, ale co – w zaufaniu – trzeba „wytrzymać, znieść, przecierpieć”. Wielu publicystów (np. Szymon Hołownia) żałowało, że oto rozpada się drogi im obraz papiestwa jako nie tyle funkcji (czyli posługi), co nieusuwalnego powołania do po-prostu-bycia-Postacią, która samym swoim istnieniem zapewnia Kościołowi ciągłość i trwałość w chaotycznym świecie.

Rezygnacja Benedykta XVI uderzyła w jeden z centralnych elementów popularnego obrazu papiestwa. Publicysta „Więzi” Tomasz Wiścicki pisze: „Nieprzypadkowo nazywamy papieża »Ojcem Świętym«. Nawet jeśli niektórych to określenie razi, kryje się za tym jakaś głęboka intuicja. A ojcem nie da się przestać być. Można przestać być np. mężem – wielu przychodzi to zadziwiająco łatwo – ale zrezygnować z ojcostwa się nie da”. Jak ważny to dramat, wyrażają dalsze słowa komentarza: „Nie oceniam. Ufam. Ale mi smutno – z perspektywy sieroty...”.

Warto z tej perspektywy przemyśleć znaczenie i konsekwencje decyzji papieża. Jeśli nie sposób przestać być ojcem, jeśli nie da się z tego zrezygnować, a Benedykt XVI przestał być papieżem, to nigdy nie był ojcem. Był zaś papieżem. Ergo: papież ojcem nie jest. Nawet jeśli ogromna rzesza katolików traktuje go jak ojca.

Między niebem a ziemią

To właśnie dlatego znaczenie decyzji Benedykta XVI jest tak ważne: uważanie papieża za ojca jest sprzeczne z przesłaniem Ewangelii i niebezpieczne dla wiary. Jako takie, choć dziś rozpowszechnione, nie sięga wcale początków Kościoła. Profetyczny gest Benedykta kieruje nas ku źródłom naszej wiary i staje się okazją, by przywrócić chrześcijaństwu coś bardzo fundamentalnego. Coś, co znajduje swój wyraz w dobitnych słowach Jezusa, które przekazuje nam Ewangelia według św. Mateusza: „Wy zaś nikogo na ziemi nie nazywajcie swoim ojcem. Jeden jest wasz Ojciec – ten w niebie” (Mt 23, 9).

Potrzeba posiadania duchowego ojca na ziemi – a więc ojca, którego można zobaczyć, usłyszeć, dotknąć – jest zakorzeniona w ludzkiej naturze. Tym niemniej słowa Jezusa są jednoznacznym wezwaniem do przekroczenia owej potrzeby. A raczej do jej przekształcenia w taki sposób, by kierowała nas bezpośrednio ku jedynemu prawdziwemu Ojcu – temu w niebie. Jezus stawia przed nami to wyzwanie, gdyż uznanie kogoś na ziemi za ojca zniekształca lub nawet blokuje fundamentalne dla naszego istnienia otwarcie na Ojca prawdziwego.

Postać ziemskiego „ojca świętego” może koncentrować na sobie uwagę i – co ważniejsze – zaufanie człowieka w stopniu niebezpiecznie bliskim granicy idolatrii (lub nawet granicę tę przekraczającym). Przypomnijmy sobie wszystkie głosy po rezygnacji Benedykta XVI, które wyrażały (mniej lub bardziej wprost) poczucie osierocenia. Czyż jednak Dobra Nowina głoszona przez Jezusa i przekazywana przez Jego uczniów nie niesie w samym centrum swego przesłania wyzwalającej prawdy, że nasz Ojciec zawsze jest z nami, że zatem nigdy nie jesteśmy i nigdy nie będziemy sierotami? Dzieci Boga, które czują się osierocone z powodu decyzji pewnego człowieka, by przejść na emeryturę – czyż nie brzmi to absurdalnie?!

Gdy ojciec przesłania Ojca

Owo poczucie osierocenia czy zagubienia ujawnia, że uznanie określonego człowieka za duchowego, „świętego” ojca, może się łatwo wiązać jakimś problemem w relacji do prawdziwego Ojca, choćby z zagubieniem świadomości Jego bezpośredniej obecności w naszym życiu. Wyrażenie, że jest On „w niebie” interpretuje się wówczas – błędnie! – jako wyraz dystansu, oddalenia, nieobecności. Papież na poważnie traktowany jako „ojciec święty” zaczyna przesłaniać Jednego Ojca Świętego.

Jeśli papież przesłania Ojca, zaburza wówczas także relację do Chrystusa. On bowiem jest dla Ojca całkowicie przezroczysty: „Kto wierzy we mnie, wierzy nie we mnie, lecz w tego, który mnie posłał, a kto mnie widzi, widzi tego, który mnie posłał” (J 12, 44-45). Właściwa relacja do Syna wprowadza nas w bezpośrednią relację do Ojca.

Mamy tu ponadto do czynienia z taką formą religijności, która prowadzi do swoistej infantylizacji człowieka. Infantylizacja ta ma kilka aspektów.

Aspekt intelektualny polega na tym, że niemal w każdej (religijnie ważnej) sprawie oczekujemy głosu „ojca”, który powie nam, co myśleć, jak się zachowywać w trudnym do ogarnięcia świecie. Nawet jeśli podejmujemy samodzielne próby zrozumienia siebie i świata w świetle wiary, chcemy mieć uchwytny punkt odniesienia, do którego w każdej chwili i w każdej sprawie będziemy się mogli odwołać, oczekując potwierdzenia, że myślimy poprawnie.

Jest też aspekt emocjonalny – nawet jeśli już dawno przestaliśmy być nastolatkami, czujemy się lepiej, mogąc zachować w sobie dziecięce uczucia i kierować je ku ludzkiej postaci, która ubrana w białą szatę pojawia się wysoko w oknie, pozdrawiając szeroko otwartymi ramionami wiwatujące na dole tłumy.

Religijność taka nie pozwala nam dorosnąć. Przeszkadza w pełni rozwoju człowieczeństwa.

Powrót do źródeł

Rezygnacja Benedykta XVI jest znaczącym, profetycznym gestem, który pokazał, że „może być inaczej”. Papieski kaznodzieja o. Raniero Cantalamessa mówił kardynałom zgromadzonym w Rzymie: „Myślę, że pewna dezorientacja, jaką odczuwa wielu katolików po dymisji Benedykta XVI, może pomóc Kościołowi. Pokazuje bowiem, że prawdziwą głową Kościoła jest Jezus Chrystus. A zatem nie można mówić o sede vacante w głębokim tego słowa znaczeniu. Ponieważ Chrystus żyje, zmartwychwstał i kieruje Kościołem za pośrednictwem różnych osób, które po sobie następują”.

Podobnie ujął to Tomasz Terlikowski, jeszcze mocniej zauważając niebezpieczeństwo idolatrii: „Benedykt XVI swoją rezygnacją – być może – przypomina, że to nie papież, jako idol, światowy autorytet, ale Chrystus zawsze stoi w centrum chrześcijaństwa”.

Kim zatem jest papież? Teologicznie najgłębsza odpowiedź na to pytanie brzmi: biskupem Rzymu. Kropka. Cała reszta albo kryje się w tych słowach, albo jest tylko przygodnym dodatkiem, a często naroślą zniekształcającą pierwotny – jak wierzymy, zamierzony przez Chrystusa – sens.

Papież jest biskupem. Nie wchodząc w szczegółowe analizy historyczno-teologiczne, można powiedzieć, że rolę biskupa dobrze wyraża jego nazwa w grece Nowego Testamentu – „episkopos”: „strażnik”, „opiekun”, „nadzorca”. Rzeczownik ten pochodzi od czasownika „episkopeo”: „patrzeć”, „obserwować”, „rozważać”, ale także „nawiedzać” (np. chorych).

Czytając uważnie Nowy Testament, widzimy, że biskupstwo jest jedną z wielu posług, które kształtują strukturę wspólnoty chrześcijańskiej. W odróżnieniu od innych, bardziej charyzmatycznych i o mniej ustalonym charakterze, posługa biskupia może być nazywana „urzędem”. Rolą pełniącego tę posługę jest dostrzeganie, co we wspólnocie się dzieje; sprawowanie pewnego nadzoru i opieki, by wszystkich innych darów używano w sposób budujący jedność i kierujący wszystkich ku Chrystusowi, a przez Niego ku Ojcu (por. np. 1 Kor 12, 4-11; Ef 2, 22; 4, 3-16).

Rolą biskupa jest też przewodniczenie religijnym celebracjom całej wspólnoty, zwłaszcza Eucharystii. A także nauczanie – choć biskup nie musi być i najczęściej nie jest jedynym nauczycielem we wspólnocie; także inni otrzymują charyzmat zgłębiania wiary, proroctwa czy nauczania. Biskup powinien umieć zebrać i wyrazić rozumienie wiary obecne w jego lokalnym Kościele. Tym niemniej w żadnym przypadku nie pretenduje on do miana „ojca” wspólnoty.

Papież jest więc biskupem szczególnego Kościoła – tego, który trwa w Rzymie. Jest to Kościół, którego wiara wyrosła na świadectwie i męczeństwie (w grece to jedno słowo: „martyria”) dwóch szczególnych postaci: świętych Piotra i Pawła. Z tego właśnie powodu, przypominał w II wieku św. Ireneusz, że wszystkie Kościoły powinny się zgadzać w swojej wierze z Kościołem w Rzymie i z jego biskupem – wyrazicielem tej wiary. Stąd bierze się autorytet biskupa Rzymu przekraczający granice rzymskiej wspólnoty, ważny dla Kościołów lokalnych rozsianych po całym świecie. Stąd możliwość, by wtedy, gdy zajdzie taka potrzeba, wyrażał wiarę całego Kościoła Powszechnego.

Wiara Kościoła jest jednak pierwsza. Biskup Rzymu nie stoi nad wspólnotą, on tylko jej wiarę czasami wyraża. Ta struktura jest widoczna nawet w tekście Konstytucji Soboru Watykańskiego I (1869–1870) mówiącej o papieskiej nieomylności. Sobór stwierdza, że papież, gdy przemawia ex cathedra, „posiada tę nieomylność, w jaką Boski Zbawiciel chciał wyposażyć swój Kościół”. To Kościół jako całość jest pierwotnie „podmiotem nieomylności”, czyli miejscem uobecniania się zbawczej prawdy. Papież jest zaś tej prawdy samodzielnym wyrazicielem tylko czasami, gdy zachodzi szczególna potrzeba.

Dorosłe dzieci Boga

Papieska rezygnacja może nam pomóc dorosnąć w wierze. Dorosłość ta nie jest, paradoksalnie, sprzeczna z innym Jezusowym wezwaniem: „Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do Królestwa niebieskiego” (Mt 18, 3). Zdanie to bowiem dotyczy wszystkich. Wszystkim nam potrzeba stać się jak dziecko, gdyż jednego mamy Ojca – w niebie. Jeśli jednak wszyscy jesteśmy dziećmi, pomiędzy nami znika podział na dzieci i dorosłych. Dziecięctwo kieruje nas bezpośrednio ku Ojcu. Owa bezpośrednia relacja pozwala zaś w perspektywie „poziomej”, tj. między nami, na tym świecie, być dorosłymi.

Ponieważ jest z nami nasz Ojciec, nie musimy szukać innego. Możemy samodzielnie, jako dorośli, eksplorować powierzony nam świat. Ponieważ Ojciec jest z nami, nie musimy bać się niepewności poszukiwań, trudów nieustannego i nigdy niezakończonego zgłębiania, wędrówki przez obszary pozbawione jednoznacznych wskazówek.

Choć podążamy razem, nie musimy trzymać się kurczowo jeden drugiego, posuwać w ciasno zbitej, zwartej grupie, idąc gęsiego za jednym z uczestników wędrówki, uznanym za posiadacza doskonale dokładnej mapy. Takiej mapy nie ma. Nie musimy się jednak bać, bo Ojciec, choć niewidzialny, jest z nami. Zachowując kontakt z całą grupą, możemy się odważyć na samodzielne odnajdywanie lub wytyczanie ścieżek, podziwianie dla nas najbardziej fascynujących widoków. Szlak jest, by tak rzec, bardzo szeroki.

Nie traktujmy więc biskupa Rzymu jak ojca. Ani nawet jak kogoś, kto musi prowadzić Kościół Chrystusowy. Kościół jest prowadzony przez Ducha i wielu jest ludzi (właściwie wszyscy), którzy powinni odczytywać Jego natchnienia. Papież jest jednym z nich, ale wcale nie musi być tak, że w każdym przypadku to on pierwszy rozpoznaje głos Boga. Można wskazać wiele ważnych momentów w historii, gdy to ktoś inny, nie biskup Rzymu, prowadził Kościół tam, gdzie wiał Duch. Choćby Franciszek z Asyżu. Rola papieża sprowadza się wówczas do czuwania, by w „ruchu do przodu” zachować łączność z „korzeniami” oraz między sobą.

Nie trzeba zawsze czekać na wskazania i nauczanie biskupa Rzymu. Owszem, warto słuchać, gdy mówi. Może jednak być i tak, że będzie on tylko (a może aż!) kimś, kto – jako sługa jedności Kościoła – umożliwi zgodną rozmowę, której sam będzie gospodarzem, ale w której pierwsze skrzypce grać będą inni.

Piotr Sikora

opr. ab/ab


Copyright © by Tygodnik Powszechny

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: papież urząd Biskup Rzymu funkcja rezygnacja z urzędu
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W