Trójca objawiona, nie „wynaleziona”

Może nigdzie bardziej niż właśnie, gdy chodzi o Trójcę Świętą, nie ujawnia się z taką mocą, że Bóg jest ponad wszelkim naszym zrozumieniem, wyobrażeniem czy odczuciem. Jest w tym Dobra Nowina! Bóg jest większy, niż myślisz, spodziewasz się i czujesz. I właśnie dlatego jest Bogiem, że rozsadza zarówno rozum, jak i serce.

Tylko taki Bóg, Bóg zawsze większy ode mnie i od ciebie, może nas zbawić i dać nam szczęście. Cóż by nam było po Bogu, o którym dałoby się mówić tak jak o każdym z nas?

Prawda objawiona i doświadczona

Najważniejsze: skąd wiemy, że Bóg jest Ojcem, Synem i Duchem Świętym. Otóż wiemy to z Objawienia i doświadczenia. Nie jest to wymysł pierwotnego Kościoła czy późniejszej teologii, nawet jeśli to właśnie refleksja nad tym, co objawione – doprowadziła do wypracowania pewnych terminów. Dzięki nim rozum w zetknięciu z niewysłowionym Bogiem może powiedzieć cokolwiek sensownego „po ludzku”. Swoją drogą, zarzuca się nieraz chrześcijanom, że „wynaleźli” sobie Trójcę Świętą, że tę doktrynę wymyślili. Skąd niby miałby im przyjść do głowy tak dziwny pomysł, że aż rozum pozostaje skołowany, i w jakim celu mieliby utrudniać sobie sprawę dotarcia do innych ludzi z taką nowiną?

Pisał Hans Urs von Balthasar: „jedna tylko istnieje droga dostępu do misterium Trójcy Świętej: Jej objawienie w Jezusie Chrystusie i Duchu Świętym”. Doświadczenie zbawienia w Chrystusie okazało się na tyle przekonujące, że rozum próbował dopiero potem „układać” sobie to, w czym serce już uczestniczyło. Dokładnie tak, jak w Ewangelii przekonuje Chrystus: „Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne” (J 3,16). Ważne są tutaj dwie rzeczy: po pierwsze fakt, że Ojciec posyła Syna, a Syn ten mówi o Ojcu, który Go posyła. Po drugie, że kto uwierzy w Syna, a zatem również w to, że posłał Go Ojciec, będzie zbawiony.

Wiara w Trójcę Świętą nie jest, jak słusznie twierdzi Christoph Schönborn, „wymysłem teologów, ale wyznaniem ludzi, którzy znali i znają Jezusa, którzy Go pokochali”. Przez śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa otrzymali wierzący nowe życie, i to doświadczenie sprawiło, że nie mogli nie uznać w Nim Boga (tylko Bóg zbawia!). Gdyby miał Chrystus nie być Bogiem, lecz jakąś istotą pośrednią między Bogiem a ludźmi, „nie pośredniczyłby wówczas między nami a Bogiem, lecz raczej od Niego nas odsuwał” (Joseph Ratzinger). Znów, jak tyle razy przedtem w historii, zamiast Boga – spotykalibyśmy jedynie pośrednika, posłańca, doświadczylibyśmy kolejnego niespełnienia najgłębszego pragnienia.

Uwielbienie Boga i Chrystusa

Już za swojego ziemskiego życia Jezus ukazywał siebie jako Syna złączonego z Ojcem („jedno jesteśmy” – J 10,30) na sposób niemożliwy dla ludzi, a przecież nie zlewającego się z Nim w kogoś jednego (pozostają dwie Osoby); notabene właśnie to roszczenie do bycia Synem Boga doprowadziło Go do ukrzyżowania. A po Jego śmierci i powstaniu z martwych, gdy pojawił się kult chrześcijański, kontrowersje wokół tożsamości Chrystusa jeszcze się nasiliły. Kult ten „przypominał erupcję wulkanu” – taką metaforę zaproponował Larry Hurtado, badacz wczesnego chrześcijaństwa. Zatem postrzeganie w Chrystusie Boga to nie jakaś „mitologizacja”, ubóstwienie człowieka Jezusa, które miałoby pojawić się dopiero wraz z czasem.

Jak dowodzi Hurtado, „nabożeństwo do Jezusa, które Paweł potwierdza w swoich listach, manifestowało się już w najwcześniejszych kręgach żydowskich chrześcijan, w tym tych z pierwszych lat (być może miesięcy) w rzymskiej Judei”. Pierwsi wyznawcy gromadzili się, by śpiewać hymny o Jezusie, modlili się do Boga „w imieniu Jezusa” lub wręcz bezpośrednio do Niego, wzywali Jego imienia w czasie chrztu, a także pozostawali przekonani, że to sam Zmartwychwstały przewodniczy zgromadzeniom eucharystycznym.

Św. Paweł pisał, że „dla nas istnieje tylko jeden Bóg, Ojciec, od którego wszystko pochodzi i dla którego my istniejemy, oraz jeden Pan, Jezus Chrystus, przez którego wszystko się stało i dzięki któremu także my jesteśmy” (1 Kor 8,5-6). W ten sposób żydowskie wyznanie wiary w jednego Boga (tzw. Szema – por. Pwt 6,4) zostało zmodyfikowane. Jezus został postawiony obok Boga, ale w przekonaniu apostoła nie przeczyło to wierze monoteistycznej. Mimo że mowa o dwóch Osobach, chodzi o jednego tylko Boga. Jak to później określi św. Grzegorz z Nazjanzu: „Kimś innym jest Ojciec, kimś innym jest Syn, [...] ale nie są oni czymś innym”.

Trójca niepojęta i wysławiana

Droga od objawienia i doświadczenia do definicji dogmatycznych była długa i trudna. Pojęcie Trójcy wykuwano „w trakcie morderczych zmagań o to, by prawdzie o nadzwyczajnym samoobjawieniu Boga nadać spójny charakter” (Alban McCoy). Dla nas najważniejsze jest fakt, od którego rozpoczęliśmy: misterium jednego Boga w trzech Osobach przewyższa ludzki rozum i serce. Taki i tylko taki Bóg może zaspokoić ludzkie pragnienie, rozsadzając jedno i drugie. Oby to stawało się naszym doświadczeniem. Raz jeszcze św. Grzegorz z Nazjanzu: „Nie zacząłem jeszcze myśleć o Jedności, a już Trójca ogarnia mnie swoim blaskiem. Nie zacząłem jeszcze myśleć o Trójcy, a już obejmuje mnie Jedność”.

Być może zamiast mówić o Trójcy, powinniśmy Ją uwielbić słowami pewnego hymnu:

Niepojęta Trójco,
Niewysłowiona:
Wsłuchany w Ojca
Przedwieczny Syn,
Święty Duch Pocieszyciel,
Pokoju Dar!
Alleluja! Alleluja! Alleluja!

Chwała i śpiew Tobie, Trójco niepojęta,
Wielbimy Cię hymnem, pieśnią i muzyką.

Tekst ukazał się w Bibliotece Kaznodziejskiej

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..