Pięścią w stół. Zmiana podejścia Ukraińców do UPA to praca na lata

Prezydent Karol Nawrocki postawił sprawę jasno: nie akceptujemy kultu UPA i nie udajemy, że go nie ma. Aby świadomość współczesnych Ukraińców się zmieniła potrzeba oczywiście dużo więcej pracy. Badania i ekshumacje, upamiętnianie Ukraińców ratujących Polaków i docenienie tych, którzy dziś nie akceptują kultu UPA – to niektóre rzeczy, które należy robić.

Karol Nawrocki odebrał Wołodymyrowi Zełenskiemu Order Orła Białego. Ten odesłał odznaczenie do Warszawy, a ze strony Kijowa posypały się nieprzychylne naszemu krajowi komentarze. To najpoważniejsze od lat spięcie między Polską a Ukrainą. Kryzys, do jakiego nie doprowadziła sprawa ukraińskiego zboża czy odebrania części Ukraińców świadczeń, eksplodował z powodu gestu odnoszącego się do zbrodni sprzed lat, z którymi ukraińskie władze nie chcą się zmierzyć.

Emocjonalna wajcha

Emocje społeczeństwa potrafią się gwałtownie zmieniać. Sporo się  zmieniło od okresu, kiedy przeciętni Polacy potrafili jechać specjalnie po kilkaset kilometrów, żeby pomóc paru osobom przekraczającym granicę. Jednak patrząc na chłodno, polska polityka po rozpoczęciu pełnej wojny była słuszna. Upadek Ukrainy był realną perspektywą i w momencie, kiedy inne europejskie kraje czekały już na jakiegoś nowego Janukowycza, Polska robiła co się tylko dało, żeby nie mieć rosyjskiego wojska piętnaście kilometrów od Przemyśla.

To był nasz żywotny interes – i do dziś jest, tyle że teraz niebezpieczny rozwój sytuacji jest o wiele mniej prawdopodobny.

Interesem Polski było też poparcie Ukrainy w pierwszej fazie wojny, wsparcie Majdanu i przychylność wobec Pomarańczowej Rewolucji, choć w tych trzech przypadkach zaangażowanie naszego państwa było bez porównania mniejsze.

Rana bez opatrunku

Problem z UPA istniał od początku i po naszej stronie brakowało sensownego pomysłu, co z nim zrobić. Mówiąc o naszej stronie nie mam na myśli szeroko rozumianego środowiska lewicowo-liberalnego, które w pewnym momencie zgrabnie przeszło od żenującego podlizywania się Moskwie do tropienia prorosyjskości u każdego, kogo nie lubi; i z którym związany jest polityk, który miał blokować rozpowszechnianie zdjęć z ekshumacji w Puźnikach. Chodzi mi o te grupy – różne – dla których określenie „patriota” to komplement, a nie obciach.

Tu jedni oczekiwali, że jeśli pomożemy Ukraińcom, to oni sami zdejmą portrety Stefana Bandery. To się nie potwierdziło. Przeciwnie, konflikt z Rosją nasilił kult UPA. Inni wręcz kpili z obaw przed UPA czy nawet tłumaczyli, że Ukraina musi mieć Banderę, bo nie ma czegoś innego, na czym mogłaby budować swój narodowy mit. Jeszcze inni mówili, że do sprawy Wołynia trzeba wrócić, ale nie wtedy, kiedy Ukraina jest bezpośrednio zagrożona. Nie ukrywam, że przez pewien czas sam tak sądziłem. Z perspektywy czasu myślę, że to był błąd. Strategię „coś za coś” można było stosować od początku, a większy nacisk w sprawie ekshumacji ofiar ludobójstwa nie spowodowałby upadku kraju (choć oczywiście dumy narodowej walczących żołnierzy sprawa by nie wzmacniała).

Nie brakowało też patriotycznych środowisk nastawionych antyupowsko, ale im z kolei nieraz zdarzało się powielanie regularnej rosyjskiej propagandy. Przekonywanie, że datę 17 września wymyślili sobie źli Amerykanie to najwyraźniejszy przykład, jaki zapamiętałem.

A tymczasem rana sprzed kilkudziesięciu lat, nieopatrzona, a jedynie schowana pod koszulą, spokojnie sobie ropiała. Dała o sobie znać np. wtedy, kiedy w 2018 roku w telewizji po raz pierwszy puszczono „Wołyń” Wojciecha Smarzowskiego. Utkwiło mi w pamięci poruszenie, jakie zapanowało wtedy w mediach społecznościowych. I nie chodzi mi, żeby była jasność, o wpisy z anonimowych kont, ale o znanych ludzi piszących pod nazwiskiem, którym – jak się nagle okazało – sprawa mordów na Wołyniu nie była obojętna.

Inną taką sytuacją, z pewnością ważniejszą, było odsłonięcie pomnika „Rzeź Wołyńska” w 2024 roku. Pomimo przemilczania sprawy przez wiele mediów, do niewielkiej Domostawy przyjechało piętnaście tysięcy ludzi (w tym zero przedstawicieli władz, poza kilkoma opozycyjnymi posłami).

Zadanie dla rządu

Prezydent Karol Nawrocki zdecydował się uderzyć pięścią w stół. Po ostrzeżeniu ze strony prezydenckiego ministra („z Banderą Ukraina do Unii Europejskiej nie wejdzie”) i wręczeniu Zełenskiemu książki o Zbrodni Wołyńskiej, w końcu ukraiński prezydent stracił polski order. Nie jest to gest, który osłabiałby potencjał gospodarczy, albo obronny Ukrainy, ale władze w Kijowie mocno go odczuły. Pokazują to ich reakcje.

Czy teraz Ukraina porzuci kult UPA? Teraz oczywiście nie. W pierwszej chwili spodziewałbym się nawet raczej przeciwnych gestów – czegoś w rodzaju nowego pomnika Bandery czy nadania imienia UPA kolejnej instytucji. Jednak na dłuższą metę nie ma innego sposobu działania niż stawianie sprawy jasno: nie akceptujemy tego kultu i nie udajemy, że go nie ma.

Aby świadomość współczesnych Ukraińców się zmieniła potrzeba oczywiście dużo więcej pracy. I musi ją wykonywać nie tylko ośrodek prezydencki, ale – i to przede wszystkim – instytucje rządowe. Badania i ekshumacje oraz naciski na to, żeby te działania były możliwe, upamiętnianie Ukraińców ratujących Polaków i docenienie tych, którzy dziś nie akceptują kultu UPA – to niektóre rzeczy, które należałoby robić. I to jest praca na lata. Nie tylko dla obecnego rządu, na który zresztą raczej bym nie liczył, ale i dla przyszłych.

Dziękujemy za przeczytanie artykułu. Jeśli chcesz wesprzeć naszą działalność, możesz to zrobić tutaj.

« 1 »