Wołyń - rany niezagojone. Pamięć historyczna i przebaczenie

Nienawiść – wiemy to wszyscy – potrafi wyzwalać w ludziach najgorsze instynkty, pierwsza połowa XX wieku nie pozostawia co do tego żadnych wątpliwości. Nienawiść jednak kiedyś w końcu przestanie istnieć. W przeciwieństwie do miłości.

Oglądałem niedawno film, w którym wybitni matematycy, filozofowie i fizycy usiłowali przystępnie przybliżyć widzom zagadnienie nieskończoności. Jeden z profesorów opowiadał, jak to w dzieciństwie, oglądając rozgwieżdżone niebo, zdał sobie sprawę z tego, że jest pyłkiem, zupełnie nieistotną dla całości cząstką, która kiedyś przestanie istnieć; lecz świat, tak samo jak przed jego narodzinami, również po jego śmierci jeszcze istnieć będzie. Żył tak z wątpliwościami co do sensu tego istnienia, codziennej rutyny, szkolnych zajęć i bólu doświadczanego podczas wizyt u dentysty aż do momentu, w którym jako młodzieniec poznał swoją przyszłą żonę.

Poznał i… zakochał się. „Choć oboje byliśmy zupełnie nieistotnymi dla wszechświata pyłkami, ten wszechświat nagle zaczął mieć sens” – powiedział. Tak, miłość nadaje sens, tłumaczy, wyjaśnia wiele i przede wszystkim pozwala poczucia sensu doświadczyć. Zapewne jak nienawiść, jej przeciwieństwo, albo… przyrodnia siostra, jak to interpretują niektórzy.

Ja z kolei nie usiłuję interpretować. Sto trzydzieści tysięcy naszych rodaków zostało wymordowanych przez oddziały OUN-UPA, po czym nastąpiły z polskiej strony akcje odwetowe, w o wiele mniejszej skali. Nie moja to rola. Nie usiłuję dopasować się do tezy o tym, że naród ukraiński z powodu niedokształcenia historycznego nie wie w sumie, za co miałby przepraszać (pisze o tym w swoim artykule Bogumił Łoziński).

W XXI wieku doinformowanie kogokolwiek nie wydaje się sprawą skomplikowaną na tyle, by nie zrobić tego w kilka minut kolejnym postem w mediach społecznościowych. Nie mówię, że przebaczam i że proszę o przebaczenie, bo nie doświadczyłem tych samych cierpień co rodziny pomordowanych. Niech robią to gremia o wiele ważniejsze. Twierdzę jedynie, że tam, gdzie są rany, powinno się działać rozsądnie, by ich nie zakazić i nie pogorszyć stanu zranionego organizmu. A najlepiej od razu rozstrzygnąć, jakie jest ich pochodzenie, w jakim są stanie i co najlepiej zastosować, by pomóc w leczeniu.

Kwestia wołyńska ciągnie się za nami od lat i nie sądzę, by taksówkarze opatrujący swoje samochody naklejkami „Wołyń. Pamiętamy” – od chwili, gdy setki tysięcy ludzi uciekających przed wojną zamieszkały w naszych miastach – byli jakimiś koryfeuszami nadchodzących przemian w świadomości zarówno obywateli Ukrainy, jak i rządzących nimi, zmagających się z wojną.

Nie o pamięć wszak nawet tu chodzi, raczej o przyzwoitą (i zgodną z zasadami rzetelności badań historycznych) postawę wobec własnej przeszłości. Wystarczy przecież po latach potwierdzić: tak, to była zbrodnia. Jak każda inna, w ułomnym, ludzkim sposobie postrzegania rzeczywistości, wzięła się z nienawiści, której początkiem było poczucie krzywdy. Nienawiść – wiemy to wszyscy – potrafi wyzwalać w ludziach najgorsze instynkty, pierwsza połowa XX wieku nie pozostawia co do tego żadnych wątpliwości. Ja jednak wierzę, że nienawiść kiedyś w końcu przestanie istnieć. W przeciwieństwie do miłości.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama