Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao

Jean Baisnée

ADIEU L’AMI!

Polska powie, że straciła właśnie jeden z najcenniejszych głosów swego sumienia; ja powiem po prostu: straciliśmy przyjaciela.

Poznaliśmy go, moja żona i ja, po naszym przyjeździe do Instytutu Francuskiego w Krakowie, w grudniu ’81 i było to spotkanie olśniewające. Nieco onieśmieleni tym, że spotkamy tak wielką osobistość, i to w szacownym wieku, odkryliśmy tymczasem kogoś o takiej ciekawości świata, spontaniczności i entuzjazmie, jakie widuje się u bardzo młodych ludzi. Przykładem jego miłość do filmu: na projekcje najnowszych filmów francuskich chodził równie systematycznie i z równym zapałem jak do kabaretu Piotra Skrzyneckiego. Później, kiedy mieszkaliśmy w Rzymie, po przyjeździe pytał zawsze, co należy obejrzeć w kinie, i między dwiema sesjami poważnego watykańskiego kongresu biegł na najbardziej nowatorskie i niekonwencjonalne filmy... Tak, był dla nas uosobieniem młodości. Był też wcieleniem humanizmu; "nic, co ludzkie, nie było mu obce".

Był wcieleniem mądrości, ale mądrości pełnej uśmiechu i pobłażania dla szaleństwa innych. Był wcieleniem dobroci, ale umiał być nieugięty wobec tych, którzy zagrażali przyszłości jego ojczyzny. Był wcieleniem tolerancji, a zarazem wiary, ale fakt, że my jego wiary nie podzielaliśmy, nie rzucił nigdy najmniejszego cienia na naszą przyjaźń; był uosobieniem kultury, ale bez krzty pedantyzmu: pozwolił, by książki zawładnęły jego mieszkaniem, ale nie dał im władzy nad tym, co mówił.

Każdy inny redaktor naczelny takiego pisma jak "Tygodnik" miałby powody do uzasadnionej dumy, ale on był również uosobieniem skromności; jeśli był zadowolony ze swego dzieła, to tak jak rzemieślnik z rzetelnie wykonanej pracy, jaką los przed nim postawił. Wydawać się mogło, że tylko on nie wiedział, że jest "wielkim człowiekiem", spontanicznie realizując ambicję Sartre’a bycia "człowiekiem całkowitym, stworzonym ze wszystkich ludzi, wartym ich wszystkich - i którego wart jest pierwszy lepszy".

Był wcieleniem miłości, przede wszystkim miłości małżeńskiej, zawsze bliski Anny, nawet kiedy podróże ich rozdzielały. Wyobrażam sobie, że jeśli obawiał się śmierci, to dlatego, że bał się, by swojej żonie nie sprawić jedynego bólu, jakiego jej nie mógł oszczędzić: bólu osamotnienia. Kiedy spotkaliśmy się na Wielkanoc ubiegłego roku, w naszej radości po raz pierwszy zabrzmiał poważniejszy ton, tak jakbyśmy przeczuwali, że po raz ostatni widzimy ich, Annę i Jerzego, razem.


Jean Baisnée

Dyrektor Instytutu Francuskiego w Krakowie w latach 1981-1985



---
Copyright © by Tygodnik Powszechny

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: śmierć praca Tygodnik Powszechny wspomnienie Jerzy Turowicz gazeta redakcja epitafium Jean Baisnée Instytut Francuski
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W