Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao

Wojciech Karpiński

DAR MĄDROŚCI

Jerzy Turowicz, delikatnie uśmiechnięty, spokojnie serdeczny, otwarty dla wszystkich, nigdy nie podnoszący głosu ani nie wypowiadający wzniosłych czy błyskotliwych przemówień, człowiek z natury kameralny, nieraz zdawałoby się zagubiony nawet w ciemnych pokoikach na Wiślnej wśród gromady zabieganych redaktorów, autorów, gości "Tygodnika Powszechnego", młodszych od niego najczęściej o kilka dziesięcioleci, był jedną z najważniejszych postaci polskiego życia XX wieku i wywarł aktywny wpływ na stan naszej świadomości duchowej u końca tego wieku.

W dniu jego odejścia nie chcę się porywać na określenie sekretu siły jego oddziaływania. Zapewne jednym z jej elementów zasadniczych było właśnie to, że wymykała się z niewoli formuł. Nie dawał się uwięzić w fałszujące kategorie, nie ulegał szantażom: postępowy lub konserwatywny, katolicki albo humanistyczny, zwrócony ku przeszłości czy ku przyszłości. W jego osobie - i w jej promieniowaniu, czyli w jego dziele szeroko pojętym - stale obecna była pamięć i wyobraźnia, poszukiwanie wolności i wiary (sensowności). Cechowała go wrażliwość społeczna - prawdziwa, nie deklaratywna i ideologiczna - w trzech wymiarach (przeszłość, teraźniejszość, przyszłość) i w wielu barwach (politycznych, kulturowych). Był naprawdę katolicki, to znaczy powszechny, a zarazem pamiętał o wartościach, o hierarchiach. Był zawsze, od młodości po lata ostatnie, zdumiewająco ciekawy świata. Był otwarty - na prądy nowe i na dawną wiedzę. I bez wątpienia był. Istniał jako osoba, jako dyskretny, lecz może właśnie dlatego tak silny wzorzec moralny, kulturalny, polityczny. Nie stanowił wypadkowej mód, partyjnych zmagań, ideologicznych zacietrzewień. Był. Był otwartością, pamięcią i wzorcem.

Był obecnością. Jedną z najważniejszych w polskiej historii XX wieku. I nie tylko polskiej. Dzięki niemu pozorne antynomie rozdzierające życie społeczne okazywały się jakże często prawami nie naszymi i koniecznościami nie naszymi, choćbyśmy nasze nadali im imię. Od końca XVIII wieku bolesne rozdarcie między ludźmi wiary i ludźmi wolności spychało często katolików, czy ogólnie ludzi wierzących, na pozycje wrogie wolności, a rzeczników wolności doprowadzało do ślepoty duchowej, do niewidzenia szerokich obszarów rzeczywistości. Tak się złożyło, że w Polsce powojennej, w obliczu komunistycznego despotyzmu, materialnego i duchowego, Kościół stał się obrońcą i wolności, i wiary (sensu). Czy sojusz ten okaże się taktycznym układem, czy też stanie się częścią trwałego dziedzictwa - jest to pytanie dzisiaj o zasadniczym znaczeniu. Jerzy Turowicz stanowi symbol tych sił, które w Polsce budowały podstawy dla tego sojuszu, dla Polskiego Odrodzenia, widocznego wyraźnie w życiu kraju od połowy lat 70., a znajdującego wyraz najpełniejszy w Solidarności i w przygotowaniu tych przemian, które zmieniły oblicze Polski i Europy w roku 1989.

Jerzy Turowicz, z delikatnym uśmiechem, z nieśmiałą stanowczością, był tego Odrodzenia zwiastunem, współtwórcą, patronem. To dla mnie sens jego obecności, którą naznaczył lata powojenne. I dlatego dzisiaj, w dniu jego odejścia od nas, z ulicy Wiślnej, z tego Domu, jednego z jakże nielicznych, jakie mieliśmy, myślę o jego obecności wśród nas zarazem z wdzięcznością i z cieniem lęku o przyszłość. Z wdzięcznością, że był, że dostaliśmy ten dar, jakiemu na imię Jerzy Turowicz. Dzięki niemu było barwniej, żywiej, mniej szaro i jednostajnie. On przyczynił się w znacznej mierze do tego, że walec, który przetoczył się przez nasze ziemie i nasze losy (a komunizm czy jego współrzędne - faszyzm, nacjonalizm - to tylko przejawy najbardziej widoczne tego kataklizmu duchowego i materialnego, tej martwicy, tej urawniłowki, tego zglajchszaltowania), nie doprowadził do jeszcze większej katastrofy.

Na wiadomość o jego śmierci, jak zapewne wielu osób, szukałem wsparcia w skierowanym do niego wierszu Czesława Miłosza "Café Greco", który jest wspaniałym wyrazem wdzięczności i podziwu: "pięknieje dar mądrości i zwyczajna dobroć". Tak, dar mądrości pięknieje w naszych oczach, bo z latami potrafimy go lepiej dostrzec i ocenić; tak, dobroć, choć nie była zwyczajna lub też była nią w bardzo szczególnym znaczeniu, stanowiła zasadniczy element tego daru, jakim była jego obecność. Zbigniew Herbert na 85. jego urodziny mówił o "sekrecie łagodnej siły i nieśmiałej stanowczości". To chyba wszystkich uderzało. To chyba była esencja tego daru, daru mądrości, jaki od Jerzego Turowicza otrzymaliśmy.

Redakcja "Tygodnika Powszechnego", dziwnego tworu, powstałego, wydawałoby się, wbrew zasadom naszego wieku, tym minionym i tym uznawanym obecnie za przemożne, stoi dziś przed jakże trudnym zadaniem: jak sprostać dziedzictwu Jerzego Turowicza, jak ocalić i utrwalić otrzymany od niego dar? Nie mam żadnych rad ani przepisów. Mogę tylko powiedzieć, że towarzyszą jej moje najlepsze myśli, a także wyrazić przekonanie, że dobry duch Jerzego Turowicza, jego dar mądrości, jego delikatny uśmiech, kryjący w sobie sekret łagodnej siły i nieśmiałej stanowczości, pomoże i w przyszłości znaleźć właściwą drogę.

Wojciech Karpiński



---
Copyright © by Tygodnik Powszechny

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: śmierć kultura praca Tygodnik Powszechny wspomnienie Jerzy Turowicz gazeta redakcja osobowość epitafium Wojciech Karpiński
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W