Pekao
Strona główna
opoka.news opoka.photo opoka.org.pl

Janina Ochojska

JERZY I PANI ANNA

Ks. Adam w tynieckim kazaniu pytał, skąd się w Nim to wszystko brało. Mówił o głębokiej wierze, wspartej szeroką wiedzą, o pokorze i nieśmiałości, a wreszcie o "darze przyjaźni i miłości". Patrzyłam wówczas na Panią Annę, siedzącą w ławce niedaleko mnie, drobną i szczupłą, niemal niedostrzegalną w tłumie. Myślałam o Jerzym, obserwującym w Rzymie obrady Soboru, Jerzym w redakcji, na licznych spotkaniach, konferencjach, koncertach i wernisażach, Jerzym pracującym po nocach, bo niezależnie od długości wieczornych eskapad zadania na dany dzień musiały być wypełnione... I przyszło mi do głowy, że mógł robić to wszystko, bo miał przy sobie niezwykłą towarzyszkę, która być może przeczuwała, a potem już wiedziała, że jest żoną wielkiego człowieka. Niełatwe to zadanie. Zawsze na drugim planie, ale najważniejsza podpora, najwierniejszy towarzysz, kochający doradca, troskliwy opiekun, a nawet pamięć Jerzego - bo w ostatnich miesiącach zdarzało się, że jakichś szczegółów z przeszłości już nie pamiętał. Trzeba było ich wtedy zobaczyć. On (lekko poirytowany): "Anno, ale to ja przy tym byłem". Ona: "Ale ja pamiętam". On (bardzo zdecydowanie): "Pozwól więc, że najpierw ja opowiem, a potem ty sprostujesz". Opowiadał, ona prostowała, na co on (łagodnie): "Może rzeczywiście tak było..."

Pamiętam jakąś audycję telewizyjną z nimi obojgiem - entuzjastycznego prowadzącego, który chciał zakrzyczeć wszystkich, i Panią Annę, wyłamującą się z panującego wokół tumultu, wypowiadającą tylko dwa (przygotowane wcześniej?) zdania: "Bo mnie się wydaje, że najważniejsze w małżeństwie jest to, żeby się ze sobą nie nudzić. Otóż ja się nigdy z Jerzym nie nudziłam". Opowiadano mi o krakowskiej premierze "Tajemniczego ogrodu" Agnieszki Holland, z której wracali przez nocne miasto trzymając się za ręce...

A przecież 60 lat małżeństwa nie upłynęło na samej idylli. W ostatnich kilku latach Jerzy zaczął tracić siły. Odwiedzałam Go w domu i w szpitalu - chorowanie jest obecne w całym moim życiu, dlatego traktuję własną niepełnosprawność jako coś normalnego. Dla Niego, Prawdziwego Mężczyzny, nagła niemoc była jednak trudna do przyjęcia. Nie potrafiłam mu pomóc, obawiam się, że i Pani Anna nie potrafiła, ale widziałam jej wewnętrzny spokój i cierpliwe oczekiwanie, aż sam Jerzy przegryzie to w sobie. Jak to dobrze, że przegryzł i w jednym z ostatnich tekstów (w "Kontrapunkcie" o miłości) cytował starą piosenkę: "Serce to najpiękniejsze słowo świata..."

Janina Ochojska



---
Copyright © by Tygodnik Powszechny

 
Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: śmierć kultura praca choroba Tygodnik Powszechny wspomnienie Jerzy Turowicz gazeta redakcja epitafium Janina Ochojska niepełnosprawność niemoc