Demony walczą z nami poprzez myśli...

Św. Ewagriusz z Pontu, jeden z duchowych mistrzów chrześcijańskiej starożytności, wskazuje na mechanizm rodzenia się i dojrzewania pokus i zwątpienia. Jeśli chcemy się temu oprzeć, musimy zrozumieć, w jaki sposób zły duch posługuje się tym, co nieuporządkowane w naszej własnej psychice.

O myśli acedii napisaliście: „Jaki dom należy nam opuścić — duchowy czy fizyczny?” Tego ostatniego bardzo nienawidzi ktoś, kto jest próbowany przez tę pokusę. Pokusa ta bowiem jest złożona z kilku myśli, ponieważ powstaje z nienawiści i pożądliwości. Kto bowiem ulega acedii, nienawidzi tego, co jest, pożąda zaś tego, czego nie ma. A im bardziej pożądliwość ściąga mnicha na dół, tym bardziej też nienawiść wypędza go z celi; wówczas przypomina on nierozumne zwierzę, z przodu ciągnięte przez pożądliwość, a z tyłu bite i popychane przez nienawiść. Zatem opuszczenie zmysłowego domu jest hańbą. Oznacza bowiem klęskę. Zdarza się to jednak tym, którzy mieszkają samotnie (Ep. 27,6).

Demony walczą z nami poprzez myśli, pobudzając w nas niekiedy pożądanie, niekiedy gniew, a czasem równocześnie i gniew, i pożądanie, w wyniku czego powstaje tak zwana myśl złożona. Przy czym ta ostatnia przychodzi tylko w czasie acedii, podczas gdy inne, następując jedna po drugiej, nadchodzą w odstępach. Lecz po myśli acedii nie następuje tego samego dnia już żadna inna myśl, po pierwsze dlatego, że trwa ona dłużej, a także dlatego, że zawiera w sobie prawie wszystkie inne myśli (In Ps. 139,3).

Spośród złych myśli jedne przydarzają się nam jako zwierzętom, inne zaś jako ludziom. Te, które przydarzają się nam jako zwierzętom, pojawiają się jako skutek pożądliwości lub gniewu; te zaś, które zdarzają się nam jako ludziom, pojawiają się jako skutek przygnębienia, próżnej chwały i pychy. Te natomiast, które wywoływane są przez zniechęcenie, mają mieszane pochodzenie i zdarzają się nam jako zwierzętom i ludziom równocześnie (Cap. Cogn. 40).

Dziwię się bowiem, że ktoś sycąc się chlebem i wodą, będzie mógł otrzymać wieniec beznamiętności. Beznamiętnością nie nazywam wyzbycia się grzechu uczynkiem — to nazywa się wstrzemięźliwością — lecz to, co niszczy duchowo namiętne myśli. Ją to nazwał też św. Paweł duchowym obrzezaniem Żyda, który jest nim wewnątrz (Rz 2,29). Jeśli ktoś się lęka tego, co zostało powiedziane, niech przypomni „naczynie wybrania”, Apostoła, który w głodzie i pragnieniu dopełnił biegu [swego życia] (por. 2 Kor 11,27; 2 Tm 4,7). Tego demona [tj. demona obżarstwa] naśladuje także przeciwnik prawdy, demon acedii, podpowiadając wytrzymałemu najsurowszą anachorezę, zachęcając do rywalizacji z Janem Chrzcicielem i pierwszego spośród anachoretów, Antoniego, aby nie wytrzymując stałej i nieludzkiej anachorezy, uciekł ze wstydem opuściwszy miejsce, a ów potem chwaląc się, powiedziałby: Okazałem się mocniejszy od niego (Ps 12,5) (De mal. cogit. 35).

[Złe duchy] utrwalają w pamięci przeświadczenie, że praktykowanie gościnności jest zakłócaniem spokoju, a poza tym używają wszystkich zwodniczych narzędzi zła, aby, wywoławszy u niego stan zniechęcenia, wywołać nienawiść do życia i w ten sposób, pozbawiwszy cnót, wystawić na pośmiewisko aniołom. Niekiedy złe duchy przy pomocy myśli powiększają wartość trudów, innym razem zaś umniejszają ich znaczenie, jakby nie dawały żadnego efektu, aby w pierwszym przypadku doprowadzić do obłędu, w drugim zaś zasiać zwątpienie (Tract. ad Eul. 28).

Nawiedziłeś mnie siedzącego w „ciemności i cieniu” pokuty (por. Łk 1,79) i oświeciłeś oczy (por. Łk 2,32), które nieustannie wyglądały pocieszenia. Czym mam wynagrodzić Panu (por. Ps 116[114—115],12) za pocieszenie twego listu, przez który naprostowałeś moją duszę dręczoną przez acedię? I pamiętasz o [mnie], martwym psie (1 Sm 24,15), który z powodu mnóstwa swoich złości aż po dziś dzień jestem skazany na banicję na pustyni, gdzie nawet ani jeden „ptak” nie zbliża się do mnie, aby strawić mięso moich złości i wydrzeć oczy, które wiele razy wyszydzały Ojca! (Ep. 50,1).

Fragment książki „Acedia — duchowa depresja. Wybór tekstów”

Ewagriusz z Pontu — urodził się w roku 345 w Iborze (obecnie północna Turcja), w zamożnej rodzinie kapłana z Ibory. Wykształcony w Cezarei Kapadockiej. Bazyli Wielki, z którym jego rodzina utrzymywała żywy kontakt, ustanowił go lektorem tamtejszego Kościoła. Po śmierci swego ojca oraz Bazylego, Ewagriusz udał się do Konstantynopola, gdzie był wiernym towarzyszem Grzegorza z Nazjanzu w trudnym dlań okresie. Grzegorz wyświęcił go na diakona. Dzięki swej znajomości Pisma oraz bystrości umysłu, Ewagriusz zyskał w Konstantynopolu wielką sławę, odnosząc duże sukcesy jako kaznodzieja i walcząc z arianami.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama