Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao


Pierre Blet SJ

PIUS XII A DRUGA WOJNA ŚWIATOWA W ŚWIETLE DOKUMENTÓW



9 października minęło 40 lat od śmierci Piusa XII — papieża, którego pontyfikat przypadł na najtrudniejszy dla Kościoła okres XX wieku: prześladowania rasistowskie i religijne rozpętane przez nazistowski i komunistyczny totalitaryzm, wojna światowa, masowe ludobójstwo, dominacja ateistycznych reżimów w Europie Wschodniej — wszystko to było wielką próbą dla papieża, który zasłużył sobie na miano niestrudzonego obrońcy pokoju i opiekuna prześladowanych. Jego działalność z okresu drugiej wojny światowej można bliżej poznać dzięki dokumentom zgromadzonym w archiwum Sekretariatu Stanu, opracowanym na zlecenie Pawła VI przez zespół historyków i wydanym w 11 tomach w latach 1965-1981 («Actes et Documents du Saint-Siège relatifs à la seconde guerre mondiale»). Jednym z członków zespołu był o. Pierre Blet — francuski jezuita, profesor Wydziału Historii Kościoła Uniwersytetu Gregoriańskiego, autor licznych publikacji z dziedziny najnowszych dziejów Kościoła, zwłaszcza z okresu drugiej wojny światowej. W artykule, który publikujemy, opisuje on metodologię i przebieg prac nad dokumentami oraz wykazuje bezpodstawność zarzutów, podważających rzetelność opracowania.

Kiedy 9 października 1958 r. umarł Pius XII, mówiono o nim z głębokim szacunkiem i wdzięcznością.1 Prezydent Eisenhower oświadczył: «Po śmierci papieża Piusa XII świat stał się uboższy». A Golda Meir, ówczesny minister spraw zagranicznych Izraela, napisała: «Nasze czasy stały się bogatsze dzięki temu głosowi, mówiącemu donośnie o wielkich prawdach moralnych ponad zgiełkiem toczącego się konfliktu. Opłakujemy wielkiego sługę pokoju». Po upływie kilku lat, począwszy od 1963 r. ten sam papież stał się bohaterem «czarnej legendy»: zaczęto mówić, że podczas wojny względy polityczne lub jego osobista małoduszność sprawiły, iż pozostał niewrażliwy na cierpienia innych i milczał w obliczu zbrodni przeciw ludzkości, które być może jego interwencja zdołałaby powstrzymać.

Kiedy oskarżenia opierają się na dokumentach, można dyskutować nad interpretacją tekstów, sprawdzić, czy nie zostały źle zrozumiane, przyjęte bezkrytycznie, okrojone lub wyrwane z kontekstu. Natomiast w przypadku, gdy legenda powstaje z elementów wyimaginowanych, dyskusja nie ma sensu. Można wówczas jedynie przeciwstawić mitowi realia historyczne, potwierdzone przez autentyczne dokumenty. W tym celu papież Paweł VI, wcześniej substytut sekretarza stanu i jeden z najbliższych współpracowników Piusa XII, w 1964 r. zezwolił na publikację dokumentów Stolicy Apostolskiej z okresu II wojny światowej.

Układ «Actes et Documents»

W archiwum Sekretariatu Stanu zachowały się teczki zawierające dokumenty, które bardzo często pozwalają śledzić działalność papieża i podległych mu urzędów z dnia na dzień, a nawet z godziny na godzinę. Znajdujemy w nich teksty orędzi i przemówień papieża Piusa XII, jego listy do władz świeckich i kościelnych oraz odpowiedzi na nie, noty Sekretariatu Stanu, notatki służbowe, sporządzane przez podwładnych dla zwierzchników, zawierające informacje i propozycje, a ponadto zapiski prywatne (zwłaszcza prał. Tardiniego, który miał bardzo ceniony przez historyków zwyczaj zapisywania swoich myśli), korespondencję Sekretariatu Stanu z przedstawicielami Stolicy Apostolskiej za granicą (nuncjuszami, internuncjuszami i delegatami apostolskimi) oraz noty dyplomatyczne wymieniane przez Sekretariat Stanu z ambasadorami lub ministrami akredytowanymi przy Stolicy Apostolskiej. Dokumenty te są w większości podpisane przez Sekretarza Stanu lub sekretarza I Sekcji Sekretariatu, co nie znaczy, że nie wyrażały one intencji papieża.

Na podstawie tych dokumentów można by napisać traktat na temat stanowiska i polityki papieża w czasie II wojny światowej lub też skompilować «białą księgę», by ukazać, że oskarżenia kierowane przeciwko Piusowi XII są bezpodstawne. Tym bardziej, że skoro głównym zarzutem stawianym papieżowi było milczenie, wystarczało ujawnić na podstawie dokumentów działania podejmowane przez Stolicę Apostolską na rzecz ofiar wojny, a zwłaszcza na rzecz ofiar prześladowań rasowych. Wydawało się jednak, że właściwsze będzie opublikowanie wszystkich dokumentów z czasów wojny. Wcześniej ukazały się już rozmaite serie dokumentów dyplomatycznych i wiele z nich dotyczyło również okresu II wojny światowej: Documenti diplomatici italiani; Documents on British Foreign Policy: 1919-1939; Foreign Relations of the United States, Diplomatic Papers; Akten zur deutschen auswärtigen Politik 1918-1945. Zezwolono zatem historykom na prześledzenie roli i działalności Stolicy Apostolskiej podczas wojny w świetle dokumentów. Temu celowi miała służyć publikacja serii Actes et Documents du Saint-Siège relatifs à la seconde guerre mondiale.2

Największy problem stanowił fakt, iż archiwa dotyczące II wojny światowej, zarówno watykańskie, jak i innych państw, były zamknięte dla ogółu, w tym także dla historyków. Szczególne zainteresowanie wydarzeniami ostatniej wojny, pragnienie przedstawienia biegu historii na podstawie dokumentów, a nie tylko opowiadań i relacji mniej lub bardziej pośrednich, skłoniły kraje zamieszane w konflikt do publikacji dokumentów do tej pory niedostępnych dla ogółu. Wybrane osoby, którym powierzono to delikatne zadanie, musiały przestrzegać pewnych zasad: nie wolno im było publikować dokumentów, których ujawnienie mogłoby przeszkodzić trwającym negocjacjom, ani tych, w których mowa była o osobach jeszcze żyjących. Takie kryteria zastosowano przy opracowaniu tomów dokumentów z lat czterdziestych Foreign Relations of the United States. Te same zasady przyjęto także przy publikacji dokumentów Stolicy Apostolskiej.

Sekretariat Stanu powierzył zadanie opublikowania dokumentów Stolicy Apostolskiej z czasów II wojny światowej trzem jezuitom: Angelo Martiniemu, redaktorowi czasopisma «La Civiltà Cattolica», który już wcześniej miał dostęp do tajnych archiwów watykańskich, Burkhartowi Schneiderowi oraz autorowi niniejszego artykułu, wykładowcom na Wydziale Historii Kościoła Papieskiego Uniwersytetu Gregoriańskiego. Prace rozpoczęły się w pierwszych dniach stycznia 1965 r. w biurze obok magazynu archiwum ówczesnej Kongregacji Nadzwyczajnych Spraw Kościelnych (Congregazione degli Affari Ecclesiastici Straordinari) i I Wydziału Sekretariatu Stanu. Właśnie tam przechowywano dokumenty z okresu II wojny światowej.

Warunki te jednocześnie ułatwiały i utrudniały pracę. Trudność stanowił brak katalogów systematycznie prowadzonych z myślą o badaniach naukowych, ponieważ było to archiwum zamknięte dla ogółu. Dokumenty nie były uporządkowane według kryterium chronologicznego ani geograficznego. Dlatego też dokumenty o znaczeniu politycznym, a więc dotyczące czasów wojny, znajdowały się niekiedy obok dokumentów o charakterze religijnym, kanonicznym czy nawet osobistym. Wszystkie one przechowywane były razem w niewielkich pudłach. Informacje na temat Wielkiej Brytanii można było znaleźć w teczkach dotyczących Francji, jeśli były przesłane przez nuncjusza we Francji, natomiast informacje o interwencjach na rzecz zakładników belgijskich znajdowaliśmy oczywiście wśród dokumentów nuncjusza w Berlinie. Należało zatem przejrzeć zawartość każdego pudła, by wydobyć z niego dokumenty z czasów wojny. Ułatwiała natomiast badania stara zasada Sekretariatu Stanu, której przestrzegano od czasów Urbana VIII: w każdym liście nuncjusz poruszał tylko jeden temat.

Choć trudności były liczne, mieliśmy też znaczne ułatwienia. Pracując na zlecenie Sekretariatu Stanu i w jego biurze, nie musieliśmy przestrzegać zasad, jakie obowiązują badaczy w salach konsultacyjnych otwartych bibliotek i archiwów: braliśmy po prostu pudła dokumentów bezpośrednio z półek depozytu. Ponadto dokumenty, które nas interesowały, były w większości napisane na maszynie i nie pozszywane (rękopisy, które trzeba było przepisać na maszynie przed oddaniem do druku, były rzadkością), co również stanowiło duże ułatwienie. Tak więc po stwierdzeniu, że dokument dotyczy okresu II wojny światowej, wystarczyło go wyciągnąć, zrobić jego fotokopię i dostarczyć ją drukarni z odpowiednim komentarzem, zgodnie z wymogami pracy naukowej.

Zimą 1965 r., choć praca szybko posuwała się naprzód, poprosiliśmy o pomoc o. Roberta Leibera, który w tym okresie mieszkał w Collegio Germanico, a poprzednio przez ponad 30 lat pełnił funkcję osobistego sekretarza abpa Pacellego, najpierw jako nuncjusza, potem sekretarza stanu i wreszcie papieża Piusa XII. O. Leiber śledził z bliska sprawy niemieckie i poinformował nas o istnieniu brudnopisów listów Piusa XII do biskupów niemieckich. Dokumenty te, najlepiej wyrażające myśli papieża, znalazły się w drugim tomie naszej serii.

Poszczególne tomy

Pierwszy tom, który obejmuje 17 pierwszych miesięcy pontyfikatu (od marca 1939 do lipca 1940 r.) i ukazuje wysiłki podejmowane przez Piusa XII, by zażegnać niebezpieczeństwo wojny, ukazał się w grudniu 1965 r. i ogólnie mówiąc został dobrze przyjęty. W 1966 r., podczas gdy ojciec Schneider przygotowywał tom zawierający listy papieża do biskupów niemieckich, o. Robert A. Graham, jezuita ze Stanów Zjednoczonych, współredaktor pisma America i autor książki na temat dyplomacji Stolicy Apostolskiej (Vatican Diplomacy), poprosił o informacje na temat okresu, który opracowywaliśmy. W odpowiedzi zaproszono go, by przyłączył się do naszej grupy. Już wcześniej wiedzieliśmy o licznych kontaktach Piusa XII z Rooseveltem i o istnieniu dokumentów w języku angielskim, ponieważ często je znajdowaliśmy. O. Graham natychmiast przystąpił do pracy nad trzecim tomem, poświęconym Polsce. Był on opracowany na wzór tomu drugiego, dotyczącego stosunków Stolicy Apostolskiej z Episkopatami różnych krajów. Bezpośrednia wymiana listów z innymi Episkopatami nie była jednak tak częsta i stąd tomy drugi i trzeci (w dwóch częściach) mają charakter wyjątkowy. W dalszej pracy postanowiliśmy zatem dzielić dokumenty na dwie części: pierwsza była kontynuacją tomu pierwszego i dotyczyła głównie kwestii dyplomatycznych, opatrzyliśmy ją tytułem Le Saint-Siège et la guerre en Europe, Le Saint-Siège et la guerre mondiale, były to tomy czwarty, piąty, siódmy i jedenasty; natomiast tomy szósty, ósmy, dziewiąty i dziesiąty, zatytułowane Le Saint-Siège et les victimes de la guerre, zgromadziły w porządku chronologicznym dokumenty ilustrujące wysiłki Stolicy Apostolskiej na rzecz pomocy tym, którzy na skutek wojny cierpieli fizycznie i duchowo, więźniom wywiezionym daleko od rodzin, ludności żyjącej na terenach spustoszonych przez działania wojenne i ofiarom prześladowań rasowych.

Praca trwała ponad 15 lat; nasza grupa podzieliła zadania w zależności od planowanych tomów i czasu, jaki każdy miał do dyspozycji. 18 lutego 1967 r. śmierć pozbawiła nas o. Leibera, którego pomoc była dla nas tak cenna. O. Schneider, kontynuując pracę wykładowcy historii nowożytnej na Uniwersytecie Gregoriańskim, po opublikowaniu listów do biskupów niemieckich zajął się działem poświęconym ofiarom wojny i przygotował wraz z o. Grahamem tomy szósty, ósmy i dziewiąty, ukończone na Boże Narodzenie 1975 r. Latem tego samego roku poważnie zachorował, a w maju 1976 r. zmarł. Również o. Martini, który cały swój czas poświęcił tej pracy i współredagował wszystkie tomy, nie doczekał ukończenia całego dzieła: przed śmiercią, na początku lata 1981 r., zdołał jedynie zobaczyć egzemplarz korektorski ostatniego tomu. Ostatni, jedenasty tom serii ukazał się pod koniec 1981 r. pod redakcją o. Grahama i moją. O. Graham, najstarszy z naszej grupy, pracował aż do ukończenia dzieła, a nawet kontynuował badania przez następnych 15 lat. Opublikował, głównie na łamach «La Civiltà Cattolica», artykuły uzupełniające, stanowiące inne ważne źródło informacji, z którego mogą korzystać historycy II wojny światowej. Opuścił Rzym 24 lipca 1996 r., by wrócić do swej rodzinnej Kalifornii, gdzie zmarł 11 lutego 1997 r.

Ja sam na początku 1982 r. wróciłem do moich badań nad XVII wiekiem we Francji i dyplomacją watykańską. Zauważyłem jednak, że po 15 latach dzieło nasze nadal nie było znane wielu historykom. Dlatego w latach 1996-1997 opracowałem niewielką książkę, zawierającą najistotniejsze informacje i wnioski naszych badań.3 Bezstronna lektura tych tekstów przybliża postawę i linię postępowania Piusa XII podczas II wojny światowej, a jednocześnie ukazuje bezpodstawność oskarżeń wysuniętych przeciw papieżowi. Dokumenty świadczą o tym, że jego dyplomacja uczyniła wszystko, co możliwe, by nie doszło do wojny, próbowała odwieść Niemcy od zamiaru napaści na Polskę i wywierała naciski na Mussoliniego, by Włochy zerwały sojusz z Hitlerem. Nie znaleziono żadnego dowodu świadczącego o postawie proniemieckiej papieża, która rzekomo miała się ukształtować w okresie, gdy pełnił funkcję nuncjusza w Niemczech. Na pewno o tym nie świadczą wysiłki podejmowane przez Piusa XII i Roosevelta na rzecz utrzymania neutralności Włoch wobec konfliktu, telegramy z 10 maja 1940 r., wyrażające solidarność monarchom Belgii, Holandii i Luksemburga po zajęciu tych krajów przez Wehrmacht, odważne rady, które papież dawał Mussoliniemu i królowi Wiktorowi Emanuelowi III, by podpisali oddzielny traktat pokojowy. Pogląd, że papież mógł powstrzymać czołgi Wehrmachtu halabardami gwardii szwajcarskiej czy też groźbą klątwy, to czysta iluzja.

Najczęściej jednak Pius XII jest oskarżany o brak reakcji w obliczu rasistowskich prześladowań Żydów i ich ekstremalnych skutków oraz o to, że nie sprzeciwił się nazistowskiemu barbarzyństwu. Dokumenty świadczą jednak o jego wytrwałym i nieustającym sprzeciwie wobec deportacji, których cel wzbudzał coraz więcej podejrzeń. Jego milczenie było tylko pozorne: papież działał poprzez nuncjatury i Episkopaty, by zapobiec deportacjom, aktom przemocy i prześladowaniom lub przynajmniej je ograniczyć. Sam też w rozmaitych przemówieniach, listach do biskupów niemieckich i pismach Sekretariatu Stanu wyjaśniał, co skłoniło go do działania w ukryciu: deklaracje publiczne nie odniosłyby żadnego skutku, a co więcej, mogły pogorszyć los ofiar i doprowadzić do wzrostu ich liczby.

Najczęściej stawiane zarzuty

Oskarżyciele Piusa XII, pragnący ukryć te dowody, podali w wątpliwość rzetelność naszego dzieła. Znamienny artykuł ukazał się 3 grudnia 1997 r. na łamach pewnego wieczornego dziennika paryskiego: «Czterej jezuici stworzyli (!) w Actes et Documents teksty, które uwalniają Piusa XII od oskarżeń (...). Ale Actes et Documents nie są bynajmniej kompletne». W ten sposób chciano dać do zrozumienia, że pominęliśmy dokumenty ukazujące w złym świetle Piusa XII i Stolicę Apostolską.

Po pierwsze nie wiadomo, w jaki sposób pominięcie niektórych dokumentów miałoby pomóc w usprawiedliwieniu Piusa XII i jego rzekomych zaniedbań. Z drugiej strony ktoś kto stanowczo twierdzi, że nasz zbiór nie jest kompletny, wydaje osąd, którego nie jest w stanie udowodnić: musiałby bowiem skonfrontować nasz wybór dokumentów z zawartością całego archiwum i powiedzieć, jakie dokumenty zostały pominięte w naszej publikacji. Chociaż dokumentacja przechowywana w archiwum nadal jest niedostępna dla ogółu, niektórzy twierdzili nawet, że mogą udowodnić pominięcie niektórych dokumentów w Actes et Documents. Pokazali w ten sposób, jak słaba jest ich orientacja co do możliwości prowadzenia badań w archiwach, których otwarcia się domagają.

Nawiązując do stwierdzenia, które pojawiło się na łamach jednego z rzymskich dzienników 11 września 1997 r., we wspomnianym wyżej artykule z 3 grudnia mówi się, że w naszej publikacji brakuje korespondencji Piusa XII z Hitlerem. Przypomnijmy przede wszystkim, że list, w którym papież zawiadomił o swoim wyborze głowę państwa niemieckiego, jest ostatnim dokumentem opublikowanym w drugim tomie Actes et Documents. Jeśli nie opublikowaliśmy żadnej innej korespondencji Piusa XII z Hitlerem, to tylko dlatego, że istnieje ona wyłącznie w fantazji dziennikarzy. Autor artykułu powołuje się na kontakty abpa Pacellego, nuncjusza w Niemczech, z Hitlerem, nie sprawdziwszy podstawowych danych: Hitler doszedł do władzy w 1933 r., a więc mógł spotykać się z nuncjuszem apostolskim dopiero po tej dacie. Abp Pacelli natomiast wrócił do Rzymu w grudniu 1929 r., po czym 16 grudnia Pius XI mianował go kardynałem, a 16 stycznia 1930 r. sekretarzem stanu. Gdyby owa korespondencja istniała rzeczywiście, listy papieża byłyby przechowywane w archiwach niemieckich, jakiś ślad po nich pozostałby także w Ministerstwie Spraw Zagranicznych Rzeszy. Listy Hitlera trafiłyby natomiast do Watykanu, ale byłyby o nich wzmianki również w instrukcjach dla ambasadorów Niemiec (Bergena, a potem Weizsäckera), których zadaniem było dostarczenie ich adresatowi, oraz w pismach urzędowych dyplomatów, potwierdzających przekazanie korespondencji papieżowi lub sekretarzowi stanu. Niczego podobnego nie znaleziono. W związku z tym należy stwierdzić, że rzetelność naszej publikacji została podana w wątpliwość zupełnie bezpodstawnie.

Uwagi dotyczące rzekomej korespondencji papieża z Hitlerem odnoszą się też do innych, prawdziwych dokumentów. Bardzo często istnienie dokumentów watykańskich potwierdzają inne archiwa, dzieje się tak np. w przypadku not wymienianych z ambasadorami. Można też sądzić, że wiele telegramów z Watykanu przechwyciły i odczytały służby wywiadowcze państw prowadzących wojnę i że w ich archiwach znajdują się ich kopie, a więc gdybyśmy rzeczywiście próbowali ukryć niektóre dokumenty, można by dowiedzieć się o ich istnieniu z innych źródeł i na tej podstawie zakwestionować rzetelność naszej pracy.

Autor artykułu zamieszczonego w paryskim dzienniku po «odkryciu» wyimaginowanych kontaktów Hitlera z nuncjuszem Pacellim przypomina artykuł z «Sunday Telegraph» z lipca 1997 r., w którym oskarżono Stolicę Apostolską o użycie złota hitlerowców i udzielenie pomocy zbrodniarzom wojennym, przede wszystkim Chorwatowi Ante Paveliciowi, w ucieczce do Ameryki Łacińskiej, i stwierdza: «Istnieją prace naukowe potwierdzające tę tezę (!)». Łatwość, z jaką niektórzy dziennikarze dokumentują swoje tezy, jest naprawdę godna podziwu. Mogą im pozazdrościć historycy, którzy niejednokrotnie spędzają długie godziny na poszukiwaniu wiarygodnych źródeł. Zrozumiałe jest, że dziennikarz wierzy słowom swego kolegi, zwłaszcza gdy reprezentuje on szacowny dziennik angielski. Jednakże owe dwa stwierdzenia, dotyczące złota hitlerowców, a dokładniej złota Żydów przywłaszczonego przez hitlerowców, i użycia go w celu ułatwienia zbrodniarzom wojennym ucieczki do Ameryki Łacińskiej, domagają się wyjaśnienia.

Niektóre dzienniki amerykańskie rzeczywiście opublikowały dokument Departamentu Skarbu, zawierający informację, że Watykan rzekomo otrzymał z Chorwacji złoto Żydów, skonfiskowane przez nazistów. Określenie «dokument Departamentu Skarbu» może zrobić pewne wrażenie, ale po przeczytaniu podtytułu okazuje się, że chodzi o notatkę sporządzoną na podstawie «relacji godnego zaufania informatora z Rzymu». Kto traktuje poważnie tego typu informacje, powinien przeczytać artykuł o. Grahama na temat zdumiewających wyczynów informatora Scattoliniego, który żył z przekazywania wszystkim ambasadom, w tym także ambasadzie USA, informacji wyssanych z palca.4 Informacje te były z kolei skrupulatnie przesyłane do Departamentu Stanu. Badając zawartość archiwum Sekretariatu Stanu, nie znaleźliśmy żadnej wzmianki o wpłynięciu do kas watykańskich złota odebranego Żydom. Oczywiście autor tej tezy powinien ją udowodnić, dostarczając na przykład pokwitowanie, które podobnie jak listy Piusa XII do Hitlera nie zachowało się w archiwach Watykanu. Jest w nich natomiast dowód świadczący o szybkiej interwencji Piusa XII, w momencie gdy SS zażądało od rzymskiej społeczności żydowskiej 50 kg złota. Główny rabin zwrócił się wówczas z prośbą do papieża o pomoc w zdobyciu brakujących 15 kg kruszcu. Pius XII natychmiast spełnił jego prośbę, wydając swoim podwładnym stosowne polecenie.5 Przeprowadzone niedawno weryfikacje nie ujawniły niczego więcej.

Informacja dotycząca ucieczki hitlerowców do Ameryki Łacińskiej i rzekomej pomocy Watykanu nie jest niczym nowym. Naturalnie nie możemy wykluczyć, że jakiś prostoduszny rzymski duchowny mógł wykorzystać swą pozycję, by ułatwić ucieczkę naziście. Znana jest też sympatia, jaką darzył Rzeszę bp Hudal, rektor narodowego kościoła niemieckiego, ale wysnuwanie na tej podstawie wniosku, że Watykan zorganizował na szeroką skalę ucieczkę hitlerowców do Ameryki Łacińskiej, jest wytworem fantazji i oznacza przypisywanie rzymskim duchownym iście heroicznego miłosierdzia. W Rzymie znane były plany nazistów wobec Kościoła i Stolicy Apostolskiej. Pius XII nawiązał do nich 2 czerwca 1945 r. w swoim przemówieniu na konsystorzu. Przypomniał, że prześladowania Kościoła przez reżim hitlerowski nasiliły się wraz z wybuchem wojny, «kiedy to jego przedstawiciele wierzyli jeszcze, że zaraz po odniesieniu zwycięstwa zdołają zniszczyć Kościół na zawsze».6 Jednakże autorzy, których cytuje nasz dziennikarz, mają niezwykle wygórowaną opinię o wielkoduszności, z jaką współpracownicy papieża wybaczali doznane krzywdy, skoro mogą sobie wyobrazić, że duża grupa hitlerowców znalazła schronienie w Watykanie, potem została wywieziona do Argentyny w okresie dyktatury Perona, a stamtąd do Brazylii, Chile i Paragwaju, aby ocalić resztki Trzeciej Rzeszy: zgodnie z tą wizją Czwarta Rzesza miałaby zatem zrodzić się na pampasach.

W tych wiadomościach trudno odróżnić historię od fikcji. Amatorom powieści możemy polecić lekturę książki Ladislao Farago pt. A la recherche de Martin Bormann et des rescapés nazis d’Amérique du sud (po angielsku: Aftermath. Martin Bormann and the Fourth Reich ). Angielski tytuł «Czwarta Rzesza» mówi sam za siebie. Autor prowadzi nas z Rzymu i Watykanu do Argentyny, Paragwaju, Chile, tropami uciekającego Reichsleitera i innych hitlerowskich dygnitarzy. Z precyzją godną Agathy Christie opisuje udział poszczególnych postaci w akcji, podaje liczbę pokojów hotelowych zajmowanych przez uciekających nazistów lub przez ścigających ich «łowców głów», zna kolor volkswagena, którym jeżdżą. Uderza nas tylko skromność autora, który prezentuje swoją książkę jako «śledztwo typu francuskiego, studium poważne, ale bez pretensji do erudycji» (!).

Wnioski

Czytelnik domyśla się zapewne, że archiwum watykańskie nie zawiera żadnych dokumentów dotyczących tych spraw, nawet jeśli część tych informacji jest prawdziwa. Nawet jeśli bp Hudal rzeczywiście pomógł w ucieczce jakiemuś wysoko postawionemu naziście, z pewnością nie prosił papieża o zgodę. A gdyby zwierzył mu się z tego po fakcie, i tak się o tym nie dowiemy. Trzeba pamiętać, że wśród spraw, których archiwum nigdy nie ujawni, są rozmowy papieża z odwiedzającymi go osobami. Wyjątek stanowią audiencje dla ambasadorów, którzy informowali o nich swoje rządy, albo spotkania z takimi postaciami jak de Gaulle, który wspomina o nich w swoich pamiętnikach.

Nie oznacza to wcale, że gdy poważni historycy pragną sami sprawdzić zawartość archiwum, z którego pochodzą opublikowane dokumenty, ich pragnienie jest nieuzasadnione lub naganne: nawet po opublikowaniu kompletnego zbioru dokumentów konsultacja archiwów i bezpośredni kontakt ze źródłami pomagają w lepszym zrozumieniu historii. Co innego podawać w wątpliwość rzetelność naszych badań, a co innego zadawać pytanie, czy niczego nie pominęliśmy. Celowo nie pominęliśmy żadnego ważniejszego dokumentu, nie chcielibyśmy bowiem zaszkodzić papieżowi i reputacji Stolicy Apostolskiej. Ale w przedsięwzięciach tego rodzaju sami autorzy opracowania zadają sobie pytanie, czy o czymś nie zapomnieli. Bez pomocy o. Leibera nie dowiedzielibyśmy się o istnieniu brudnopisów listów Piusa XII do biskupów niemieckich i nasza seria ukazałaby się bez tekstów być może najcenniejszych dla zrozumienia myśli papieża.7 Ich treść zgodna jest z informacjami zawartymi w notach i w korespondencji dyplomatycznej. Dzięki nim lepiej widzimy troskę Piusa XII, który stara się poprzez nauczanie biskupów ostrzec katolików niemieckich przed zgubnymi pokusami narodowego socjalizmu, szczególnie niebezpiecznymi w czasie wojny. Korespondencja ta, opublikowana w drugim tomie Actes et Documents, potwierdza, że Kościół zdecydowanie sprzeciwiał się narodowemu socjalizmowi. Już wcześniej znane były pierwsze odważne wystąpienia biskupów niemieckich, m.in. Faulhabera i von Gallena, zakonników i księży czy wreszcie treść encykliki Mit brennender Sorge, odczytanej we wszystkich kościołach Niemiec w Niedzielę Palmową 1937 r. mimo zakazu Gestapo.

Stwierdzenie, że Kościół popierał hitleryzm, jak to napisano w jednym z dzienników mediolańskich 6 stycznia 1998 r., jest więc zwykłym kłamstwem. Oprócz tego teksty opublikowane w piątym tomie Actes et Documents kategorycznie zaprzeczają hipotezie, że Stolica Apostolska popierała Trzecią Rzeszę w obawie przed Rosją Radziecką. Kiedy Roosevelt poprosił Watykan o pomoc w przezwyciężeniu sprzeciwu amerykańskich katolików wobec jego planu rozszerzenia pomocy, wcześniej udzielonej Wielkiej Brytanii, również na Rosję walczącą przeciw Rzeszy, został wysłuchany. Sekretariat Stanu polecił wówczas delegatowi apostolskiemu w Waszyngtonie, by powierzył jednemu z amerykańskich biskupów zadanie wyjaśnienia wiernym, że encyklika Divini Redemptoris, która zabraniała katolikom współpracy z partiami komunistycznymi, nie mogła być zastosowana do ówczesnej sytuacji, a więc nie zabraniała Stanom Zjednoczonym udzielenia pomocy Rosji Radzieckiej w wojnie przeciwko Trzeciej Rzeszy. Te wnioski nie podlegają dyskusji.

Dlatego też, choć nie chcę zniechęcać przyszłych badaczy, bardzo wątpię, czy otwarcie dla ogółu archiwum watykańskiego z czasów wojny wzbogaci naszą wiedzę o tym okresie. W archiwum tym, jak wyjaśniłem wcześniej, obok dokumentacji dyplomatycznej i administracyjnej znajdują się dokumenty ściśle osobiste: dlatego można je będzie udostępnić później niż archiwa ministerstw spraw zagranicznych różnych państw. Badacze, którzy chcą jak najszybciej pogłębić swą wiedzę o tym burzliwym okresie, mogą już teraz pracować w archiwach Foreign Office, Quai d’Orsay, Departamentu Stanu USA i innych państw, które miały swoich przedstawicieli przy Stolicy Apostolskiej. Sytuację Stolicy Apostolskiej działającej w faszystowskim Rzymie, kontrolowanym później przez wojsko i policję niemiecką, można lepiej poznać na podstawie depesz angielskiego ministra Osborne’a,8 aniżeli studiując notatki watykańskiego sekretarza stanu. Prowadząc tego rodzaju badania, a nie domagając się przedwczesnego otwarcia archiwum watykańskiego, historycy dowiodą, że kieruje nimi szczera chęć poznania prawdy.


Pierre Blet SJ



Przypisy:

1. «L’Osservatore Romano», 9 października 1958 r.

2. Actes et Documents du Saint-Siège relatifs à la seconde guerre mondiale, red. P. Blet, A. Martini, R. A. Graham (od t. 3), B. Schneider, Città del Vaticano, Libreria Editrice Vaticana, 11 tomów (t. 3 w 2 częściach), 1965-1981.

3. Por. P. Blet, Pie XII et la seconde guerre mondiale d’après les archives du Vatican, Paris, Perrin, 1997.

4. Por. R. A. Graham, Il vaticanista falsario. L’incredibile successo di Virgilio Scattolini, «La Civiltà Cattolica» 3/1973, 467-478

5. Por. Actes et Documents, tom 9, 491 i 494.

6. Pius XII, przemówienie na konsystorzu 2 czerwca 1945 r., AAS 37 ( 1945), 159-168.

7. Gdy przygotowywaliśmy pierwszy tom, nie było nam znane nazwisko redaktora apelu Piusa XII o pokój z 24 sierpnia 1939 r., którego projekt został później poprawiony i zatwierdzony przez papieża. Dopiero dzięki dalszym poszukiwaniom odkryliśmy, że był nim prał. Montini (por. B. Schneider, Der Friedensappell Papst Pius XII. vom 24 August 1939, «Archivum Historiae Pontificiae» 6/1968, 415-424); trudno jest ocenić, jaką część apelu należy przypisać papieżowi, a jaką prał. Montiniemu.

8. Por. O. Chadwick, Britain and the Vatican during the Second World War, Cambridge 1986.



 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: Żydzi II wojna światowa papież Pius XII Stolica Apostolska Nuncjusz dyplomacja Sekretariat Stanu archiwum Hitler służby wywiadowcze Scattolini Borman Mit brennender Sorge Gestapo Watykan wojsko Mussolini
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W