Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao

Piotr Sikora

Teologia na uniwersytecie?

Od czasu upadku ustroju propagującego "światopogląd naukowy" jako jedynie słuszny pojawiają się głosy o potrzebie powrotu teologii na uniwersytety. W Opolu dokonało się nawet przejście z poziomu słów na poziom działań i Wydział Teologiczny na Uniwersytecie Opolskim już istnieje. Ostatnio (w marcu br.) Rada Naukowa Episkopatu Polski poparła tego typu dążenia. W niektórych diecezjach poczyniono już formalne kroki zmierzające do utworzenia Wydziałów Teologicznych na miejscowych, publicznych uniwersytetach. Wydaje się, że w dyskusji dotyczącej tej sprawy jedynymi przeciwnikami włączenia teologii do oficjalnego spisu dysyplin uniwersyteckich są środowiska pism takich jak "Trybuna" i "Bez dogmatu". Stanowisko najpopularniejsze wśród chrześcijan wyraża komentator "Więzi" (nr 5/98), pisząc: "Sensowność tworzenia wydziałów teologii nie podlega - moim zdaniem - dyskusji". Argumentacja za tym stanowiskiem wychodzi od idei uniwesytetu, który jak sama nazwa wskazuje, powinien być otwarty na wszelką prawdę, także religijną, nie powinien więc sztucznie zamykać się w agnostycyzmie. W takiej perspektywie "Wydział Teologiczny jest koniecznością dla uniwersytetu" - to słowa prof. Swieżawskiego. Dyskusja skupia się więc wokół uniwersytetu, pytanie, na które próbuje się odpowiedzieć, brzmi: czy lepiej dla niego byłoby przyjąć teologię w swoje mury, czy nie? Chrześcijanie jednak powinni postawić sobie inne pytanie: czy dla teologii najlepszym możliwym miejscem rozwoju jest (publiczny) uniwersytet? Myślę, wbrew powszechnie chyba przyjmowanej opinii, że nie.

Teologia nie jest bowiem nauką w rozumieniu nadanym temu pojęciu przez nowożytną metodologię. Teologia zrodziła się jako próba zrozumienia doświadczenia spotkania człowieka z żywym Bogiem. Bóg stworzył nas, byśmy weszli z Nim w międzyosobową relację. Ponieważ zaś, jako osoby, jesteśmy rozumni, osobowa relacja do Boga zakłada rozumność naszego zaangażowania. Tu właśnie jest miejsce na teologię. Jest ona zrozumieniem sytuacji Spotkania, służącym bardziej całościowej odpowiedzi na Bożą inicjatywę i tylko wtedy ma sens. Prawdę tę wyraża św. Jan Ewangelista pisząc: "Każdy, kto miłuje, narodził się z Boga i zna Boga. Kto nie miłuje, nie zna Boga" (1J 4,7b-8) - nie zna, choćby znał na pamięć całą Biblię i wszytkie książki teologiczne. Wyraża ją św. Grzegorz z Nazjanzu (teolog!), który traktuje teologię, jako niewyraźne uchwycenie nieuchwytnego Światła Bożego, tak, by to Światło "pociągało ku sobie (...) przejmowało podziwem i żeby podziwiane, bardziej było upragnione, upragnione oczyszczało, a oczyszczające - czyniło podobnymi do Boga". Lecz ów proces "uchwytywania" Boga nie poprzedza oczyszczenia, ale jest z nim spleciony: "Nie każdy (...) może o Bogu rozprawiać (...) bo to należy do ludzi wypróbowanych i takich, którzy wiele rozmyślali, a przedtem oczyścili duszę i ciało, albo - by całkiem bez przesady powiedzieć - oczyszczają".Podobnie ujmuje tę kwestię św. Tomasz z Akwinu, który mówi, że "człowiek jest skierowany do Boga", a by mógł "swoje zamiary i czyny skierować do swego Celu, (...) musi mieć jakieś tego celu »przedrozumienie«" (finem autem oportet esse praecognitum hominibus) - i tym przedrozumieniem (praecognitio) jest teologia. I nie są to tylko pomysły z przednaukowego wieku rozumu. Współczesny teolog, Karl Rahner, też podobnie pisze o teologii - poznaniu religijnym ujętym w słowa - "wszystkie słowa, jakimi posługujemy się w tym procesie, odsyłają do atomatycznego doświadczenia naszego ukierunkowania na niewyrażalną tajemnicę". Zaś jeszcze wyraźniej wiąże teologię z doświadczeniem eklezjalnym i ze świętością Urs von Balthasar: "Tam, gdzie nauka, która określa się jako teologia, przestaje być następstwem apostolskiego świadectwa, a tym samym posłannictwa Jezusowego i związanej z nim świętości, przestaje być także miarodajna dla wiary Kościoła".

Teologia ma sens, gdy jest elementem procesu wtajemniczania i doskonalenia (tak opisowo można oddać sens greckiego terminu teleiosis), elementem zintegrowanym z większą całością, obejmującą całość życia. Myślenie teologiczne musi łączyć się z wiarą, osobistą modlitwą, uczestnictwem w sakramentach i zaangażowaniem we wspólnotę Kościoła. Niekoniecznie musi się natomiast wiązać z rozbudowanym "aparatem naukowym", takim jak specjalistyczy żargon, tysiące przypisów i tomy bibliografii.

Zwolennicy powrotu teologii na uniwersytety powołują się na fakt, iż od początku istnienia tej instytucji była ona na nich obecna. To prawda, lecz teologia istniała ponad tysiąc lat bez uniwersytetów, poznając zaś powstałe w tym okresie nienaukowe dzieła takich autorów jak: Ireneusz z Lyonu, Grzegorz Nyssy czy Augustyn z Hippony, wcale nie odnosi się wrażenia, że brak wyższych uczelni hamował rozwój myśli chrześcijańskiej. Można natomiast postawić pytanie, czy to właśnie oderwanie teologii od kontekstu liturgicznego, wspólnotowego i kontemplacyjnego i umieszczenie jej na świeżo powstałych uniwersytetach nie stało sią przyczyną zabrnięcie omawianej "dysypliny" w ślepe zaułki suchej, niestrawnej, nikomu do zbawienia nieprzydatnej, wymyślającej sztuczne problemy późnej scholastyki? Ma swoją wymowę fakt, że odnowa teologiczna umożliwiająca Vaticanum II wiązała się nieodłącznie z sięgnięciem do przeduniwersyteckiej, liturgicznej, kościelnej i kontemplatywnej teologii Ojców. Ma swoją wymowę fakt, że teologowie, którzy najbardziej wpłynęli na kształt soborowej odnowy, bardzo mocno byli związani u pozauniwersyteckimi pomysłami ruchu liturgicznego czy ruchu księży robotników, albo wcale - choć mogli - nie wykładali na uniwersytetach, jak Hans Urs von Balthasar.

Współczesne próby unaukowienia teologii są tym samym, czym była jej "scholastyzacja" (słowo tak piękne, jak to, co oznacza), od tamtej różnią się jedynie stylem. Gdy czyta się niektóre naukowe a nudne i niezrozumiałe opracowania fascynujących homilii Jana Chryzostoma, nie wiadomo, czy śmiać się, czy płakać; chyba rzucić je do kominka i sięgnąć po samego Złotoustego; a jeśli brak go pod ręką, to po Mertona. Św. Efrem, poeta, był z pewnością o niebo większym teologiem, niż pewien pracownik naukowy katolickiej uczelni, po którego wykładach o Trójcy Świętej studenci są tak znudzeni, że "robi im się niedobrze, gdy słyszą coś na ten temat"; myślę, że wykłady o Trójcy, które odnoszą taki skutek, ocierają się o bluźnierstwo.

Ktoś mógłby powiedzieć, że przecież i tak teologia w Polsce uprawiana jest na kościelnych uczelniach i ma charakter akademicki, lepiej więc będzie, gdy taka, jaka jest wyjdzie z zaścianka i wejdzie w kontakt z wszelkimi prądami umysłowymi obecnymi na większych, publicznych uniwersytetach.

Odpowiedź na taki argument musi obejmować kilka elementów. Po pierwsze, jak starałem się pokazać, akademickie uprawianie teologii nie jest najlepszym sposobem jej rozwoju i wymaga zreformowania, wcale nie w kierunku większej "naukowości". Kościelne uczelnie posiadają zaś tę przewagę nad publicznymi uniwersytetami, że są kościelne - zachowują więź ze wspólnotą i hierarchią, mogą stawiać kandydatom na studentów warunek świadectwa wiary i zaangażowania chrześcijańskiego i - co ważniejsze - mogą podobne kryteria stosować wobec nauczających teologii. W przypadku uczelni kościelnych istnieje szansa uczynienia z nich prawdziwych szkół teologicznych, tzn. wspólnot wtajemniczających w misterium wiary.

W przypadku wprowadzenia teologii, nawet akademickiej, na publiczne uniwersytety możliwość ta zniknie. W publicznej uczelni może studiować każdy, kto zda merytoryczny egzamin, a kto ukończy taką uczelnię, może starać się o etat pracownika naukowo-dydaktycznego. Możliwa będzie więc sytuacja, gdy ludzie innego wyznania, a także niewierzący będą wykładać np. teologię katolicką (lub islamską), a to z puntku widzenia teologii jest absurdem. Jak pisał św. Diadoch z Photike: "Nie ma nic nędzniejszego od umysłu filozofującego o Bogu, gdy Jego z nim nie ma". Nie twierdzę, że niechrześcijanie nie mogą poznawać chrześcijaństwa - mogą nawet pisać o nim naukowe książki. Tylko czym taka "teologia" różni się od religioznawstwa, już obecnego na publicznych uniwersytetach? Przeniesienie tam Wydziałów Teologii skończy się sprowadzeniem tej ostatniej do fragmentu religioznawstwa, czyli zdublowaniem czegoś, co już istnieje, przy jednoczesnym osłabieniu refleksji prawdziwie chrześcijańskiej - Kościół pozbawi się własnych szkół teologicznych, zamiast je odnowić.

Ponadto uniwersytety coraz bardziej zaczynają przypominać "fabryki do kształcenia ludzi", relacja mistrz-uczeń - konieczna w nauce teologii - wydaje się odchodzić, w ramach tej instytucji, do przeszłości. Naiwnością jest sądzić, iż utworzenie Wydziału Teologicznego zmieni oblicze Uniwersytetu. Będzie raczej odwrotnie. Tym bardziej, że nikt dzisiaj już nie uzna uprzywilejowanej pozycji teologii, jako królowej nauk.

Ideę uniwersytetu zarysowaną przez Jana Pawła II podczas spotkania w kolegiacie św. Anny 8 czerwca 1997 roku należy realizować, ale nie poprzez tworzenie Wydziałów Teologicznych. Papież mówił wówczas o człowieku, który "przekracza granice poszczególnych dyscyplin wiedzy, tak aby ukierunkowańć je ku owej [Najwyższej] Prawdzie i ku ostatecznemu spełnieniu swego człowieczeństwa". Owa Prawda Najwyższa, nazwana też przez Papieża Tajemnicą, nie może być - czego dowodził Karl Rahner - rozumiana jako wydzielony przedmiot poznania, istniejący obok innych przedmiotów. Także słowa Papieża zawierają wskazówkę, iż człowiek osiąga ową Prawdę przekraczając granice poszczególnych dyscyplin wiedzy. Stawia to pod znakiem zapytania sensowność rozumienia teologii jako "wydzielonej dyscypliny wiedzy", a więc podważa sens tworzenia wydziału teologicznego. Lepszą drogą otwierania uniwersytetu na Transcendencję jest obecność w jego murach chrześcijan dążących do Prawdy Najwyższej, otwartość Kościoła wobec naukowców poszukujących Ostatecznego Sensu, kontakty i interdyscyplinarna współpraca tam, gdzie jest to możliwe: współpraca mogąca przybrać nawet kształty instytucjonalne.

Niemniej jednak Teologia zdolna otwierać ludzi na Prawdę to nie dyscyplina akademicka, lecz mądrość i znajomość Boga. Osiąga się ją przez całoosobowe zaangażowanie, które - nie przeczę - obejmuje twórcze, rzetelne myślenie; pochodzi jednak z góry.



Copyright © by Tygodnik Powszechny

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: Wydział Teologiczny teologia papież Jan Paweł II Uniwersytet Opolski Karl Rahner Hans Urs von Balthasar uczelnie kościelne
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W