Prawdziwą siłą jest miłosierdzie

Skąd wziąć siłę, by wypełnić wolę Bożą i nie uciec przed zleconym nam zadaniem?

W zeszłym roku ukazała się w Polsce powieść izraelskiego pisarza Amosa Oza Judasz. Jej akcja dzieje się w Jerozolimie, zimą, na przełomie 1959 i 1960 roku. Żydzi i Arabowie mają świeżo w pamięci wojnę o powstanie państwa Izrael, towarzyszące temu cierpienia i ofiary, i to po obu stronach. Oz opowiada dzieje młodego mężczyzny Szmuela Asza, który przerywa studia religioznawcze i zatrudnia się w domu starszego pana Gerszoma Walda, by po prostu dotrzymywać mu towarzystwa i spędzać z nim czas na rozmowie. Pewnego popołudnia panowie podejmują dyskusję na temat wojny. Wówczas młody Szmuel, socjalista i pacyfista żydowski, stawia staruszkowi pytanie:

— A czego, pana zdaniem, nie da się osiągnąć samą siłą?
— Jak dużą?
— Całą, jaka jest na świecie. Niech pan weźmie połączone siły Stanów Zjednoczonych, Związku Radzieckiego, Francji i Wielkiej Brytanii. Czego nie da się w żaden sposób dokonać taką siłą?
— Wydaje mi się, że takimi siłami można podbić wszystko, na co przyjdzie ochota. „Od Indii aż do Etiopii”.
— Wydaje się panu. Tak się wydaje Żydom w Izraelu, bo nie mają pojęcia, gdzie leżą granice siły. A prawda jest taka, że cała potęga świata nie może zamienić wroga w przyjaciela. Można go zamienić w niewolnika, w przyjaciela nigdy. Całą potęgą świata nie zdoła pan zmienić fanatyka w człowieka oświeconego. Ani kogoś żądnego zemsty w bratnią duszę.

Zostawiając na boku wszystkie skomplikowane kwestie historyczno-polityczne, jesteśmy skłonni uznać, że młody człowiek, bohater powieści Oza, dobrze uchwycił problem „granic siły”. Zdawać sobie sprawę z tego, że władza pojęta jako siła i przemoc jest ograniczona, to już bardzo dużo. Przemocą nie zdobywa się świata. Dobrze to pokazał św. Jan Paweł II, który, choć prowokacyjnie pytany, ile ma dywizji, z różańcem w ręku pokonywał zło tego świata.

Dwa epizody z życia dorosłego już Mojżesza, które wcale nie są jednoznaczne, odsłonią nam kolejny wymiar jego osobowości. Ciągle mamy na uwadze pytanie, jakie stawiamy Mojżeszowi: Skąd wziąć siłę, by wypełnić wolę Bożą i nie uciec przed zleconym nam zadaniem? Ostatnio widzieliśmy Mojżesza jako dziecko ocalone z planu eksterminacji Hebrajczyków w Egipcie. W samym środku prześladowań nie tylko udało mu się przeżyć, ale nawet trafić na dwór faraona, gdzie otrzymał znakomite wykształcenie.

Księga Wyjścia mówi, że „w tym czasie Mojżesz dorósł, poszedł odwiedzić swych rodaków i zobaczył, jak ciężko pracują” (Wj 2,11). Wspomina o tym także Szczepan w swojej mowie: „Gdy skończył lat czterdzieści, przyszło mu na myśl odwiedzić swych braci, synów Izraela” (Dz 7,23). Widzimy Mojżesza jako czterdziestoletniego mężczyznę. Egipcjanina o żydowskich korzeniach, który ma świadomość swojej tożsamości narodowej. Żydów traktuje jak braci, czuje się częścią tej uciskanej rodziny.

W czasie odwiedzin jest naocznym świadkiem prześladowania Żydów. Widzi, jak urzędnik egipski katuje żydowskiego robotnika. Wzburzony widokiem krzywdy, zabija nielitościwego Egipcjanina. Oczywiście postępku tego nie należy oceniać z punktu widzenia etyki chrześcijańskiej. Jesteśmy w Egipcie w okresie, kiedy nawet Dekalog nie był jeszcze ludziom dany. Ważniejsze jednak od pytania, co Mojżesz zrobił, jest pytanie, dlaczego to zrobił. Co nim kierowało? Szczepan w swojej męczeńskiej mowie mówi wprost: „I zobaczył jednego, któremu wyrządzano krzywdę. Stanął w jego obronie i zabiwszy Egipcjanina, pomścił skrzywdzonego” (Dz 7,24). Mojżesz jest silny. Potrafi zabić. Ale nie czyni tego, by zademonstrować samą siłę. Staje po stronie uciskanego. Jest wrażliwy na niesprawiedliwość. Prawdziwa siła ujawnia się nie tam, gdzie krzywdzi się słabszych. To żadna sztuka. Prawdziwie silny jest ten, kto słabszego potrafi wziąć w obronę.

Czyn Mojżesza sprowadził na niego bardzo dotkliwe konsekwencje. Sprawa szybko się wydała i doszła do samego faraona. Mojżesz dopuścił się zabójstwa urzędnika państwowego na służbie. Żadne państwo nie może tego tolerować. W jednej chwili jego kariera się załamuje, traci swoją pozycję, a faraon wydaje na niego wyrok śmierci. Jedyne, co mu pozostało, to ucieczka za granicę. Opuszcza więc Egipt i zostaje uchodźcą w krainie Madianitów. Spędzi tam, według relacji Szczepana, czterdzieści lat.

Nowe życie na emigracji Mojżesz rozpoczyna od zatrzymania się przy studni. To było bardzo ważne miejsce, praktycznie centrum, gdzie spotykali się ludzie wiodący pasterski tryb życia. Przy studni też dochodziło do częstych sporów, kto ma pierwszy napoić swoje stado i tym samym wcześniej udać się na spoczynek. Zresztą my wszyscy nie lubimy kolejek, obmyślamy przeróżne sposoby, by pójść na skróty. Przy studni Mojżesz spotyka córki kapłana Madianitów Jetry. Przyszły one napoić swoje trzody i wdały się w spór z mężczyznami, którzy jako silniejsi odpędzili je. Mojżesz stanął ponownie w obronie słabszych. Bardzo spodobało się to ojcu pasterek, który udzielił mu gościny, zaprosił go do wspólnego zamieszkania, a nawet dał mu swoją córkę Seforę za żonę. I tak w szybkim czasie Mojżesz na emigracji osiąga jako taką stabilizację. Ma dom, zakłada rodzinę i zostaje ojcem dwóch synów.

Śledząc obydwa epizody z życia Mojżesza, chcemy uświadomić sobie trzy prawdy. Po pierwsze, Mojżesz jest niezmiennie w rękach Bożych. Prowadzi go Boża Opatrzność. Tak jak zaprowadziła go na dwór faraona, by zyskał odpowiednie umiejętności i wykształcenie, tak teraz wyprowadza go z dworu, by gdzie indziej zacząć uczyć go o wiele ważniejszych kwestii. Wykształcenie egipskie to tylko narzędzie. W kraju Madianitów Bóg zacznie Mojżesza uczyć samego siebie. Można powiedzieć, że Mojżesz był do tej pory w zasadzie ateistą. Znał ogólnie tradycję hebrajską, ale raczej nie miał osobistej relacji z Bogiem. Tymczasem w kraju Madianitów wchodzi do rodziny, która wywodzi się od Abrahama. W Księdze Rodzaju czytamy, jak Abraham po śmierci Sary poślubił drugą żonę Keturę i to ona urodziła mu niejakiego Midiana (por. Rdz 25,2). To w tej rodzinie tradycje o Bogu Abrahama, Izaaka i Jakuba są o wiele silniejsze niż u zegipcjanizowanych Żydów. Mojżesz dopiero teraz zacznie poznawać Boga jedynego.

Po drugie, widzimy Mojżesza, który nie jest karierowiczem. Karierowiczostwo to straszna plaga, która dyskwalifikuje kandydata do jakiejkolwiek władzy. Po czym poznać karierowicza? Zanim cokolwiek zrobi czy powie, zastanowi się, co z tego będzie miał. Czy będzie to dla niego opłacalne, czy nie. Czy zyska, czy straci. Jeśli jakiś czyn nie jest opłacalny, a tym bardziej jeśli można przezeń stracić, to trzeba machnąć ręką i dać sobie spokój. Karierowicz nigdy nie stanie w obronie słabszego. Owszem, pośpiesznie zbrata się z silnym i bogatym. Gdyby Mojżesz szukał kariery, to widząc niesprawiedliwość urzędnika egipskiego, nie zwróciłby mu uwagi. Za dużo miałby do stracenia. Mógłby mówić: No tak, wszyscy wiemy, że to źle, ale w mojej sytuacji... nie wypada mi... Czy znane z poprzedniej epoki: „Wicie, rozumicie”. Także broniąc kobiet przy studni, Mojżesz nie robi tego z wyrachowania. Nie myśli sobie, że pomagając im, wkradnie się w łaski ich ojca i tym razem u niego zrobi szybką karierę. Mojżesz za każdym razem podejmuje autentyczny czyn z potrzeby serca, w zgodzie z własnym sumieniem. Karierowicz nie wsłuchuje się ani w serce, ani w sumienie. Umie tylko kalkulować. I dlatego zawsze traci. A poza tym karierowiczostwo jest ukrytą formą ucieczki od rzeczywistości. To szukanie woli własnej, a nie Boga.

I wreszcie trzecia myśl. Mojżesz objawia nam prawdziwą siłę. Kiedy jesteśmy silni? Wspomnieliśmy już — kiedy stajemy po stronie słabszych. Prawdziwą siłą jest miłosierdzie. Często miłosierdzie i pokora są utożsamiane z uniżonością, poddaństwem, słabością. Nic bardziej mylnego. W Księdze Rodzaju czytamy, że Pan Bóg stworzył człowieka do rządzenia, do panowania. Pozwolił mu ponazywać wszystkie rzeczy i zwierzęta, co było atrybutem władztwa. Przekazał mu władzę nad całym światem: „Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną; abyście panowali nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi” (Rdz 1,28). Co ciekawe, w tym katalogu nie ma drugiego człowieka. Człowiek ma panować nad światem, ale nie nad drugim człowiekiem. Jest tylko jedna osoba, nad którą mam panować — ja sam. Po grzechu pierworodnym i wygnaniu z Raju człowiek natomiast usilnie dąży do panowania nad drugim. Do problemu władzy jeszcze będziemy wracać. Teraz chcemy dostrzec Mojżesza, który panuje nad sobą, a nie nad innymi. Determinuje siebie, bierze siebie w posiadanie tylko w jeden sposób — będąc po stronie słabszego, uciskanego. Miłosierdzie staje się sposobem istnienia jego wolności.

opr. ab/ab

fragment pochodzi z książki:
ks. Piotr Karpiński - Mojżesz. Jak nie uciekać od odpowiedzialności
ISBN: 978-83-277-1447-3
wyd.: Wydawnictwo WAM 2017
« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama