Pekao
Strona główna
opoka.news opoka.photo opoka.org.pl


Przyjaciele do zyskania

Kard. Dominik Duka, prymas Czech:
Jezus nie mówi: „nauczajcie”, tylko „zyskajcie sobie przyjaciół”. A zyskiwanie przyjaciół zależy od sposobu, w jaki prowadzimy dialog.

„Tygodnik Powszechny”: Jak być człowiekiem wolnym i jednocześnie wierzącym?

Kard. Dominik Duka: Jeśli przyjmujemy, że podstawową relacją między człowiekiem a Bogiem jest miłość, to nie można sobie wyobrazić człowieka bez wolności. Patrząc od strony religijnej, wolność nie może być wroga człowiekowi. Na waszyngtońskim pomniku poświęconym amerykańskim żołnierzom, którzy walczyli w Korei, widnieje napis: „Freedom is not free” — wolność nie jest za darmo. Trudno to wypowiedzieć w języku czeskim, ale istnieje różnica między wolnością, która wymaga wysiłku, a brakiem czy zerwaniem więzi.

O ile Kościół w czasach komunizmu stwarzał przestrzeń wolności, o tyle dzisiaj, w wolnej Polsce, młodzi słyszą w Kościele raczej o nakazach i zakazach.

We wszystkich krajach postkomunistycznych mamy podobne doświadczenia przezwyciężania dyktatury i budowania demokracji. Brakuje nam tego, co nabyli Francuzi po Wielkiej Rewolucji: przekonania, że moja wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego. Musimy sobie uświadomić, że nikt nie jest absolutnie suwerenny i absolutnie wolny. Nasza wolność jest fundamentem, warunkiem pełnej realizacji bycia człowiekiem. Gdy mówicie o dystansie współczesnej młodzieży do Kościoła, doskonale was rozumiem, gdyż podobnie zachowują się także młodzi Czesi. Młodzież jest zdystansowana nie tylko od Kościoła, ale od wszystkich instytucji — a zwłaszcza państwa. Ciągle funkcjonuje podział na: „my” i „oni”.

Do niedawna Kościół w Polsce, jako większościowy, nie musiał martwić się o wiernych. Dzisiaj coraz częściej słychać takie wyznania, jak znanej piosenkarki i aktorki Marii Peszek, która mówi, że odeszła od wiary i wreszcie czuje się wolna. Jak rozmawiać z takimi ludźmi, skoro autorytet Kościoła już nie działa?

Jest zupełnie zrozumiałe, że dorastający człowiek musi wywalczyć sobie wolność i nauczyć się decydować za siebie. Zrozumiała jest także przewaga wolności nad więzią. Ludzie nie chcą żyć pod jakimś dyktatem. Rozmawiać z takim człowiekiem można tak naprawdę dopiero na poziomie prawdziwej przyjaźni. I to on sam musi poznać, że jesteśmy jego przyjaciółmi.

Ludziom, którzy pytają o sens wiary, Benedykt XVI proponuje lekturę Katechizmu. Ale człowiek z wątpliwościami może czuć się przytłoczony nagromadzeniem szczegółowych prawd, w które trzeba uwierzyć: Katechizm ma 2865 punktów!

Moim zdaniem duży Katechizm nie jest przeznaczony dla młodzieży. On jest skierowany przede wszystkim do biskupów, księży i do tych, którzy chcą znaleźć w nim syntezę wiary. Stąd zresztą wziął się pomysł wydania przed Światowym Dniem Młodzieży w Madrycie w 2011 r. katechizmu YUCAT przeznaczonego właśnie dla młodych. Najciekawsze na tym spotkaniu były grupy dyskusyjne, w których młodzież dyskutowała o tym, co usłyszała od Papieża i co jest dla niej najważniejsze. Ważne, że to było właśnie życzenie Benedykta XVI, żeby odbywały się takie dyskusje.

Problemy młodej generacji należy widzieć w perspektywie globalizacji. Gwałtowny rozwój współczesnych środków przekazu — internetu, telewizji, telefonii komórkowej — wywołał kryzys autorytetu. Nagle znaleźliśmy się w sytuacji, w której starsze pokolenie w stosunku do młodszego stało się jakby niepiśmienne. Jeden z zaprzyjaźnionych profesorów mówi mi, że gdy ma kłopot z komputerem, idzie do swojego 12-letniego wnuka. Zmiany kulturowe, które przeżywamy, sprawiają, że szkoła przestała być traktowana jako źródło informacji. Już w podstawówce dzieci mają dostęp do różnych źródeł informacji, a w niektórych dziedzinach nawet przewyższają umiejętnościami swoich nauczycieli. Dzisiejszemu nauczycielowi pozostaje rola sternika wskazującego kierunek. Podobną rolę powinien pełnić duszpasterz.

Z jednej strony współczesna technika daje możliwości oddziaływania, jakimi Kościół nigdy wcześniej nie dysponował, z drugiej redukuje ten przekaz do jednej z bardzo wielu propozycji. Czy Kościół nie powinien skupić się raczej na tworzeniu rzeczywistych relacji między ludźmi, zamiast walczyć o miejsce w wirtualnej przestrzeni?

Nie powinniśmy zajmować skrajnych pozycji. Jeśli zdecyduję się tylko na kontakt indywidualny, stracę możliwość oddziaływania na tysiące ludzi. Nowa ewangelizacja nie jest tylko kwestią języka, choć jest on bardzo ważny. Dzisiaj mamy bardzo wiele różnych specjalistycznych języków w różnych dziedzinach, ale nie ma języka, który byłby uniwersalny i wszystkie je łączył. Czasem myślimy, że dobre funkcjonowanie religii w tym świecie może nam zapewnić język reklamy. Tymczasem trzeba powrócić do apelu Jezusa: „Idźcie na cały świat”. Nie chodzi w nim tylko o terytorium geograficzne, ale również o to wszystko, co właśnie umożliwia nam kontakt ze światem. Czyli także rzeczywistość wirtualna.

Pamiętajmy, że Jezus nie mówi: „nauczajcie”, tylko „zyskajcie sobie przyjaciół”. A zyskiwanie przyjaciół zależy od sposobu, w jaki prowadzimy dialog. Musi tam być obecne owo indywidualne zaangażowanie człowieka, żeby ludzie, z którymi prowadzimy dialog, widzieli, że Kościołowi nie chodzi tylko o sukces. Przyjaciel jest tym, który wsłuchuje się w to, co mam do powiedzenia. Nie będzie mnie osądzał, nawet jeśli zrobię coś złego. Chce mi pomóc. Na tym moim zdaniem polega nowa ewangelizacja. Sądzę, że każdy pragnie takiego spotkania, a negatywne zjawiska w Kościele pochodzą z dezorientacji.

Kryzys spowodowany odchodzeniem młodych z Kościoła prowadzi do nerwowych reakcji. Jak w takich warunkach ćwiczyć cnotę cierpliwości?

Cierpliwość jest niezbędna. Kościół przecież sam siebie nazywa matką. Mówimy „matka Kościół”. A każda mama musi być cierpliwa — i nie tylko wtedy, kiedy jej dzieci są małe, ale przez całe życie.

Księża z terenu położonego kilkadziesiąt kilometrów na południe od Pragi — gdzie całe wsie są katolickie, a mentalność ich mieszkańców bardzo tradycyjna — pytali mnie jakiś czas temu o to samo: co robić, żeby młodzież nie uciekała z Kościoła? Wspólnie doszliśmy do wniosku, że trzeba z tymi ludźmi utrzymać kontakt, choćby organizując dyskotekę. Księża powinni do nich wyjść, by ta młodzież zobaczyła, że są nią zainteresowani. A wówczas da jakąś odpowiedź.

Rzeczywiście w Kościele jest problem braku cierpliwości. Nam się wydaje, że najważniejsze jest przekazanie konkretnych poglądów. Tym samym nie zauważamy egzystencjalnego kontekstu człowieka.

Ks. Franciszek Blachnicki uważał, że księża za bardzo próbują być pasterzami, a za mało — rybakami ludzi. A przecież Jezus wzywał: „Bądźcie rybakami ludzi”.

To prawda. Dzisiaj mamy coraz mniej zrozumienia dla posługi pasterza. Zapominamy, że pasterz nie tylko przewodzi, ale też chroni owce przed niebezpieczeństwem i troszczy się o nie. To bardzo ciężka praca.

Dzisiaj ksiądz jest często przede wszystkim stróżem nauczania Kościoła, pilnującym, by nikt nie wyszedł na milimetr poza ortodoksję.

W homiliach podkreślam, że normą naszej katolickiej i chrześcijańskiej pobożności jest przede wszystkim zdanie Jezusa z Ewangelii: „Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci Moich najmniejszych, mnieście uczynili” (Mt 25, 40). Wyrośliśmy na doświadczeniu XX wieku, w którym całe życie społeczne zostało zideologizowane. A reformy życia religijnego nie można przeprowadzać tylko przy pomocy przepisów. Musimy zdawać sobie sprawę, że młodzież pragnie jakiegoś idola. Jeśli chodzi o tę polską piosenkarkę, warto ją zapytać: pokaż mi swojego idola i zastanów się, czy on naprawdę był szczęśliwy w życiu?

Kościół żyje nie tylko przepisami, ale także wielkimi postaciami. Powinien być mniej instytucją, a bardziej żywą wspólnotą, w której można odnaleźć osobowości.

Przed kim lub przed czym pasterz ma bronić owiec? I czy matka nie sięga czasem po przymus, jeśli widzi, że jej dziecko zmierza w złą stronę?

Najpierw musi poznać potrzeby swojego dziecka, a ono musi zobaczyć, że mama go kocha. Wszyscy mamy podobne doświadczenie, wszyscy broniliśmy się przed opiekuńczością naszych mam. Ale potem przychodziła refleksja, że w gruncie rzeczy powinniśmy być rodzicom wdzięczni. Nie mam problemu z tym, że czasem, jak coś zbroiłem, dostałem chochelką, co wcale nie było wielką karą — ręka ojca była pewniejsza. Nie da się wszystkiego wytłumaczyć, dlatego czasami Kościół wydaje jakieś rozstrzygające zarządzenie, które następnie wywołuje opór. Często z dystansu dostrzegamy, że w rozstrzygnięciu tym mogła być niecierpliwość, a może nawet złośliwość. Ale potrafimy to zrozumieć i wybaczyć, gdyż wiemy, że głównym motywem była troska.

Zatem przed czym pasterz powinien bronić owiec?

Musi to rozstrzygać na bieżąco według swojego rozeznania i sumienia. Ważne jest, żeby potrafił z tymi ludźmi najpierw rozmawiać, a dopiero w ostateczności używać obronnych narzędzi.

Reagowanie opresją zwykle zamyka odchodzącym z Kościoła drogę powrotną. Skoro relacje wewnątrz Kościoła porównujemy do przyjaźni: gdy mój przyjaciel odchodzi, oczywiście cierpię, ale nie znaczy to, że przestaje być on moim przyjacielem.

Sądzę, że takie właśnie jest naturalne podejście. Trzymając się metafory Kościoła-matki, najgorsze w wychowaniu jest, jeśli matka nakazami i zakazami chce swoje dzieci ochronić przed wszystkimi niebezpieczeństwami. Na taką rodzicielską postawę naturalną reakcją dziecka będzie bunt. Zwykle w takich sytuacjach dziecko będzie chciało pokazać swoją wolność i samodzielność i przekroczy dokładnie te granice, których nie chcemy by przekroczyło. To jeden z mechanizmów, których Kościół powinien być świadomy. Można to dostrzec np. w rozmowach Kościoła z grupami tradycjonalistów.

Słychać jednak zarzut, że cierpliwość i brak stanowczej reakcji rozmywa tożsamość Kościoła. Zdaniem niektórych najważniejszy jest przekaz, który wyznacza jasno granice. Nie przypadkiem Benedykt XVI często mówi o tożsamości katolickiej.

Myślę, że my także musimy być cierpliwi. Przypomnijmy sobie historię etapów, przez które Kościół przeszedł od zaniku świata antycznego: czas feudalizmu, kiedy Kościół przejął wiele zadań władzy świeckiej, potem narodowe chrześcijaństwo. Reakcje na te zmiany były bardzo różne. Wiemy, że istniały trybunały inkwizycyjne, wojny konfesyjne, które były walką na śmierć i życie, a my dzisiaj rozmawiamy o zakazach i przepisach, z którymi mamy problem. Nie jesteśmy tak doskonali, żeby sytuację dzisiejszą rozwiązywać bezproblemowo.

Współcześnie Kościół staje się światową wspólnotą. Za chwilę to już nie będzie Kościół przede wszystkim Starego i Nowego Świata, ale Afryki i Azji. Nie wiadomo, jak się odnajdziemy w tej sytuacji. Za czasów Soboru Watykańskiego II Kościół liczył 680 milionów wiernych. Dzisiaj katolików jest dwa razy więcej. Jan Paweł II pod koniec życia zastanawiał się, jak ma realizować urząd papieża w Kościele — pytał o to teologów i zwierzchników innych denominacji w encyklice „Ut unum sint”. Potrzebujemy czasu na nowe rozwiązania. A jeśli uświadomimy sobie, że liczba duchownych jest ciągle taka sama, to nie jest też zaskakujące, że księża czują się przytłoczeni pracą i nowymi wyzwaniami. Jeśli na morzu przychodzi burza, to w pewnym sensie jest normalne, że kapitan czy sternik zaczyna nerwowo pokrzykiwać na marynarzy i wywołuje to sytuację napięcia. A my w niektórych regionach nie czujemy, że zagrożenie jest poważne, dlatego może nas dziwić zachowanie kapitana.

Ale w perspektywie soborowej nie powinniśmy przeceniać roli kleru i biskupów. Życie Kościoła zależy od każdej indywidualnej osoby. I niedostrzeganie tego jest właśnie największym kryzysem Kościoła. Rozmawiamy w Krakowie, zatem przypomnijmy sobie, jaką rolę w życiu Karola Wojtyły odegrał skromny tercjarz karmelitański, który był zwykłym krawcem — Jan Tyranowski.

Mówię to z czeskiej perspektywy: staliśmy się Kościołem za bardzo instytucjonalnym. Czego nie ujmuje statystyka kościelna, to nie istnieje. Takie patrzenie jest nieprawdziwe. Przecież istnieje wiele grup, wspólnot i środowisk żywego Kościoła.

Wspomniał Ksiądz Kardynał o trudnej rozmowie z tradycjonalistami. Jaką rolę w naszej wierze i religijności powinna odgrywać tradycja?

Przyjechałem z Pragi. Co przyciąga ludzi do tego miasta?

Piękno zabytków.

Czyli właśnie tradycja. Myślę, że tradycja jest bogactwem życia. Problem tradycjonalistów polega na tym, że zrobili z tradycji przepisy, gdyż chcieli zatrzymać życie, którego nie da się zatrzymać. Oni są trochę jak fanatyczni konserwatorzy zabytków. Gdyby jednak zwyciężyli, zamieszkalibyśmy w jaskini.                             

Oprac. Artur Sporniak

Kard. DOMINIK DUKA (ur. 1943) jest od dwóch lat prymasem Czech. W 1968 r. został przyjęty do podziemnego nowicjatu dominikanów, a dwa lata później wyświęcony na kapłana. W 1975 r. władze odebrały mu pozwolenie na pełnienie funkcji kapłańskich i Duka zaczął działać w Kościele podziemnym. Aresztowany w 1981 r., półtora roku spędził w więzieniu — był m.in. współwięźniem Vaclava Havla Do aksamitnej rewolucji zarabiał na życie jako kreślarz. Po 1989 r. był prowincjałem czeskich dominikanów.


opr. ab/ab


Copyright © by Tygodnik Powszechny

 
Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: duszpasterstwo ewangelizacja Czechy rozmowa Sobór Watykanski II prymas Czech