Co powiedzieć człowiekowi, przed którym jest już niewiele życia? „Czasem nie trzeba nic mówić, wystarczy życzliwa obecność, czasem dotyk, potrzymanie za dłoń” – tłumaczy Opoce psucholog Katarzyna Moszczyńska. Opieka nad terminalnie chorymi to jednak nie tylko wsparcie psychiczne. W Polsce potrzeba będzie coraz więcej specjalistów i wolontariuszy w tej dziedzinie.
„Musimy się przygotować na coraz większą populację osób wymagających opieki paliatywnej, mierzącej się z problemami związanymi z tymi chorobami” – mówił dr hab. n. med. Tomasz Dzierżanowski, kierownik Kliniki Medycyny Paliatywnej WUM, przewodniczący Rady Hospicyjnej Caritas Polska. podczas konferencji pt. „Kto nam poda szklankę wody? Polska rzeczywistość opieki terminalnej i samotności w chorobie – między systemem procedur a potrzebą bliskości”.
Setki ośrodków, ale potrzeba więcej
Dr Dzierżanowski przypomniał, że polskie społeczeństwo szybko się starzeje, a to oznacza coraz większą liczbę osób dotkniętych przewlekłymi chorobami (w tym nowotworami), które ograniczają i w końcu przerywają życie. Specjalista zwrócił uwagę, że ludzie w takiej sytuacji doświadczają nie tylko bólu fizycznego, ale i emocjonalnego oraz duchowego, który nie jest tym samym, co cierpienie psychiczne.
„Uśmierzanie bólu jest jednym z najważniejszych obszarów pracy medycyny paliatywnej. Jeśli istnieje trwały ból, to, jak wskazuje nasze doświadczenie, nie ma człowieka, który by nie modlił się o śmierć”
– podkreślił lekarz.
Jak podano na konferencji, w Polsce działa ok. 600 ośrodków opieki paliatywnej. Caritas prowadzi 206 miejsc opieki długoterminowej oraz 54 hospicja. Brakuje jednak specjalistów od medycyny paliatywnej, a lekarze, którzy zajęli się tą dziedziną zwykle uzyskują tę specjalizację jako drugą, mając 40-50 lat. Tymczasem potrzeby będą wciąż rosły.
Jak rozmawiać?
Katarzyna Moszczyńska, psycholog (specjalność neuropsychologia) z Klinika Medycyny Paliatywnej UCK WUM oraz Kliniki „Budzik” dla dorosłych zwróciła uwagę, że osobom chorym doskwiera samotność. Czasem bliscy wycofują się, bo np. boją się urazić chorego. Do tego człowiek przykuty do łóżka traci swoje role – zawodową, społeczną, w pewnym sensie rodzinną (trudno być w takiej sytuacji głową rodziny czy panią domu).
Jak w takim razie rozmawiać z osobą terminalnie chorą?
„Czasem nie trzeba nic mówić, wystarczy życzliwa obecność, czasem dotyk, potrzymanie za dłoń. Ważna jest prawda. Nie możemy okłamywać pacjenta. Do tego aktywne słuchanie tego, co ma on do powiedzenia. Nie podważamy tego, nie umniejszamy tego. To podstawowe rzeczy”
– wyliczałą Katarzyna Moszczyńska w rozmowie z Opoką.
„Najwięcej wsparcia są w stanie dać osoby bliskie, z rodziny. Ale też dużą dawkę wsparcia dać mogą psycholog, wolontariusze. Te osoby są obce, pacjent ma odwagę by mówić o rzeczach, których nie chce mówić z różnych względów bliskim, np. by ich nie obciążać” – dodała podczas konferencji.
Dr Monika Figiel, socjolog i koordynatorka programów senioralnych w Caritas Polska, sekretarz Rady Hospicyjnej, podkreśliła, że wolontariusze są sercem systemu. Jak dodała, wolontariuszy jest w ośrodkach Caritas 1,7 tys., a pracowników 2,3 tys. Opieką objęto zaś 30 tys. osób.
Normalne potrzeby
Jak zaznaczył Tomasz Dzierżanowski, potrzeby osób terminalnie chorych to np. załatwienie fryzjera czy zrobienie paznokci; dobry jest też kontakt ze zwierzętami. Lekarz zaznaczył, że przepisy nie zabraniają tego, wbrew częstej opinii. Dlatego np. w hospicjum w Kartuzach kilka razy w roku pojawiają się alpaki, które chorzy mogą pogłaskać. Zwierzęta są przewożone między piętrami windą.
O doświadczeniach kartuskiego hospicjum mówiła jego dyrektor, lek. med. Aleksandra Wenta-Smól, specjalista chorób wewnętrznych, hipertensjologii i medycyny paliatywnej.
Budowa placówki kosztowała 24 mln zł. Najpierw powstało hospicjum domowe, przy pomocy kartuskiej Caritas. W ciągu pierwszego roku funkcjonowania pojawiła się konieczność opieki stacjonarnej, bo czasem rodziny mimo ogromnych chęci nie są w stanie pomóc profesjonalnie swojemu bliskiemu. Wskazała tu na konieczność dobrej współpracy strony kościelnej (Caritas) i władz samorządowych przy organizacji takiego hospicjum.
„Mamy przywilej, że jesteśmy w dobrym regionie naszego kraju. Kaszubi są wierzący, otwarci na pomoc i cierpienie, są po prostu hojni. Księdzu udało się zebrać 12 milionów na budowanie hospicjum” – opowiadała. Oprócz tego pozyskano publiczne środki.
„Podstawą funkcjonowania hospicjum jest miłość, wrażliwość, wrażliwość na cierpienie, brak lęku przed cierpieniem. Z tej miłości rodzą się wspaniałe rzeczy. Za tym musi iść profesjonalizm, przejawiający się na różnych płaszczyznach”
– wskazała Aleksandra Wenta-Smól.
„Dbaliśmy o szczegóły na każdym kroku. Mąż starał się uwzględniać komfort i godność pacjentów, umożliwić współtowarzyszenie rodzinom. Zatrudniliśmy też architektkę wnętrz, by dobrać odpowiednią kolorystykę i wystrój. W otoczeniu jest dużo zieleni, mamy piękną dużą kaplicę” – opowiadała.
Nowoczesna dziedzina
Prof. Dzierżanowski podkreślił, że konieczne są systemowe zmiany, w tym szkolenie specjalistów od opieki paliatywnej. „Trzeba zawalczyć o serca młodych lekarzy, którzy podjęliby taką specjalizację. Medycyna paliatywna to nowoczesna dziedzina, zarówno jeśli chodzi o uśmierzanie bólu, badania naukowe, międzynarodowe konferencje, konieczność holistycznego podejścia, nowe metody, również wykorzystanie AI, środowiska immersyjnego dla pacjentów, by im pokazać np. wytęsknione środowisko; umożliwienie wideokonferencji z rodziną” – powiedział prof. Dzierżanowski.
Dziękujemy za przeczytanie artykułu. Jeśli chcesz wesprzeć naszą działalność, możesz to zrobić tutaj.