Czy płakałam na filmie o Alicji Lenczewskiej? Moje spotkanie z „mistyką z dziesiątego piętra”

Przed pokazem filmu o Alicji Lenczewskiej „Mistyczka” reżyser wyszedł na scenę i powiedział, żeby przygotować chusteczki. Pomyślałam: „Będę twarda”. Nie wytrzymałam. Pękłam na ostatniej scenie – tak jak wielu widzów, którzy mieli już okazję obejrzeć film. Alicję, jako człowieka, kobietę, katoliczkę, w Kościele dopiero bliżej poznajemy.

Na ekranizację historii Alicji Lenczewskiej – nauczycielki ze Szczecina, która rozmawiała z Jezusem i pozostawiła po sobie niezwykłą spuściznę duchowych dzienników – czekało wiele osób. Szczególnie ci, którzy zetknęli się z jej zapiskami: „Słowem Pouczenia” i „Świadectwem”. Premiera filmu w reżyserii Jana Sobierajskiego miała miejsce 2 września w Warszawie. Film można zobaczyć w kinie od 11 września. 

Dla wielu osób dialogi Alicji z Jezusem stały się pomocą w życiu duchowym – zgodnie z pragnieniem samego Jezusa. W mediach społecznościowych roi się od grafik z cytatami z jej zapisków, a wiele osób przesyła sobie codziennie „słowa pouczenia”. Znacznie mniej powszechnie wiadomo o samej Alicji: o jej życiu, drodze nawrócenia i cenie, jaką ostatecznie zapłaciła za swoją ofiarę. Alicję, jako człowieka, kobietę, katoliczkę, w Kościele dopiero bliżej poznajemy. 

Może właśnie dlatego film „Mistyczka” jest tak poruszający. Pokazuje mistyczkę nie jako osobę żyjącą w pustelni, z dala od trosk tego świata, ale jako kobietę z dziesiątego piętra, mieszkającą w małej kawalerce w szczecińskim wieżowcu. A taką „pustelnię” – większą lub mniejszą – ma przecież każdy z nas.

Osobiście bardzo czekałam na ten film. W 2023 roku odwiedziłam w Szczecinie grób Alicji Lenczewskiej, rozmawiałam z jej bratową Dorotą, miałam w ręku oryginalne zeszyty, w których zapisywała duchowe rozmowy z Jezusem. Bardzo chciałam więc poznać bliżej tę „mistykę dziesiątego piętra”.

Co poruszyło i zaskoczyło mnie w filmie najbardziej?

Po pierwsze – fenomenalnie zagrana przez Dorotę Chotecką postać Alicji. „Chłodna i z dystansem, zupełnie przeciętna” – tak zapamiętała ją bratowa, Dorota Lenczewska. Alicja pracuje jako nauczycielka, dużo podróżuje, korzysta z życia. A jednak wewnętrzna pustka prowadzi ją do coraz głębszego poszukiwania sensu. Odnajduje go w Bogu.

Podczas rekolekcji w Gostyniu dowiaduje się, że Bóg mówi do człowieka – trzeba tylko chcieć Go usłyszeć. Tę naukę potraktowała naprawdę poważnie. Po powrocie do domu modliła się i słuchała. Modliła się i słuchała. I Bóg zaczął mówić.

Alicja zapytała, dlaczego mówi właśnie do niej.

„Bo cię kocham. I chcesz słuchać. Mówiłbym każdemu, gdyby chciał słuchać” – odpowiedział Jezus.

To jedno z najbardziej poruszających zdań filmu. Pokazuje, że doświadczenie bliskości Boga nie jest zarezerwowane dla „wybranych”. Jest otwarte dla każdego, kto chce Go usłyszeć – i naprawdę słuchać.

Tak właśnie było w przypadku Alicji. Nie tylko słuchała tego, co Bóg do niej mówił, ale też starała się wypełniać Jego pouczenia. Kiedy pytała: „Po co żyję nadal?”, usłyszała:

„Żeby kochać! Ponieważ jestem Miłością, pragnę przygotować cię do pełni radości w Niebie przez dalsze oczyszczenie twej duszy w drodze trudu życia, cierpień, służby dla Królestwa Bożego i świadomych wysiłków twoich”.

Alicja nie założyła własnej rodziny. Zgodnie jednak z prośbą Jezusa miała być „promykiem Jego miłości” wszędzie tam, gdzie ją posyłał – w pracy, w relacjach z przyjaciółmi i bliskimi. Bardzo poruszający jest w filmie wątek jej relacji z ukochanym bratem Sławkiem. Piękna jest nie tylko ich więź, ale także wspólna droga do Boga.

Jak wiadomo, również brat Alicji otrzymywał słowa pouczenia od Jezusa, które zapisywał w swoim dzienniku. Jedno z nich zostało wyryte na grobie Sławka Lenczewskiego: „Noś Mnie zawsze w sercu swoim, a Ja będę cię nosił na wieki”.

Pod koniec życia Alicji Jezus przestaje mówić. „Mistrz milknie, kiedy uczeń staje do egzaminu” – słyszymy w filmie. W finałowej scenie Alicja zdaje najważniejszy egzamin – egzamin z miłości.

Wiedząc o chorobie brata, składa ofiarę ze swojego życia, umierając na raka. „To ofiara za rodzinę, bo mój mąż miał wtedy dla kogo żyć – miał żonę i córkę” – powiedziała w wywiadzie dla Opoki bratowa Alicji Lenczewskiej.

Ta scena mówi więcej niż tysiące pięknych słów. To prawdziwa historia. I prawdziwa miłość, która – jak pokazuje film – była owocem jej głębokiej relacji z Bogiem.

W sali kinowej słychać było szloch.

Alicja nawróciła się w wieku 51 lat. Pozostawiła po sobie około 900 stron zapisków duchowych. I wielkie świadectwo „mistyki z dziesiątego piętra” – drogi, na którą zaproszony jest każdy z nas. 

Reżyserowi udało się wybrać z życia Alicji kluczowe fragmenty i ułożyć je w spójną całość. Pokazać nie tylko osobę, ale także jej przemianę i głębokie duchowe życie. Na straży zgodności fabuły z faktami stała bratowa Alicji, która przez 20 lat obcowała z mistyczką na co dzień –  jadła z nią, siedziała przy jednym stole, rozmawiała, śmiała się, sprzątała, a kiedy była chora, kąpała ją. „Pamiętam Alicję jako zwyczajną osobę, a teraz powstał o niej film” – mówiła jeszcze przed premierą.  

Reżyser na jednym z przedpremierowych pokazów powiedział, że ma świadomość, że uczestniczy w wielkim dziele, jakim jest rozpowszechnianie pism Alicji. A ja dodam od siebie – i wielkim dziele ukazywania na przykładzie życia Alicji, na czym polega zwykła, codzienna mistyka.

Ten artykuł powstał dzięki naszym Darczyńcom. Dziękujemy za Wasze wsparcie.

« 1 »