Przez blisko 150 lat Gietrzwałd pozostawał w cieniu Fatimy i Lourdes, choć to jedyne w Polsce objawienia maryjne oficjalnie uznane przez Kościół. „Jako wspólnota katolicka zaniedbaliśmy to miejsce” – mówi historyk i publicystka Ewa K. Czaczkowska. Przypomina niezwykłe przesłanie Maryi i opowiada o swojej najnowszej książce poświęconej objawieniom z 1877 roku.
Echo Katolickie: 27 czerwca mija 149 lat od początku objawień w Gietrzwałdzie, które trwały aż do 16 września 1877 r. Dziś Polacy szukają ukojenia w Fatimie, Lourdes. Odnoszę wrażenie, że Gietrzwałd został trochę zapomniany - a może się mylę?
Ewa K. Czaczkowska: Może nie tyle został zapomniany, ile nadal pozostaje nieodkryty. Przede wszystkim nie poznaliśmy go wystarczająco dobrze, dlatego trudno mówić o zapomnieniu. W XIX w. o Gietrzwałdzie było głośno na wszystkich ziemiach polskich, mimo że kraj pozostawał podzielony zaborami. Dziś sanktuarium jest znane przede wszystkim na Warmii, choć przybywają tu pielgrzymi z całej Polski i z zagranicy. Wielu Polaków odwiedza słynne sanktuaria w kraju i w świecie, a jednocześnie niewiele wie o jedynym miejscu w Polsce, gdzie objawienia maryjne zostały oficjalnie uznane przez Kościół. Sama po raz pierwszy przyjechałam do Gietrzwałdu dopiero trzy lata temu. Dziś uważam, że jako wspólnota katolicka zaniedbaliśmy to miejsce. Nie poznaliśmy go dostatecznie dobrze i nie potrafiliśmy pokazać jego znaczenia kolejnym pokoleniom.
Jak to jest możliwe, że w czasach, gdy Polski nie było na mapach, Gietrzwałd istniał w świadomości Polaków, by potem zniknąć na wiele lat?
Wpłynęły na to czynniki historyczne. Wieść o objawieniach rozniosła się bardzo szeroko – mimo że nie było mediów społecznościowych, prasa nie działała na taką skalę jak dziś. Jednak pisano o nich, ludzie przekazywali sobie informacje z ust do ust, a do Gietrzwałdu, by zobaczyć to miejsce na własne oczy, zaczęły przybywać setki tysięcy pielgrzymów ze wszystkich trzech zaborów. Później, oczywiście, ta liczba spadała, ale nadal pielgrzymowano. Trzeba pamiętać, że objawienia miały miejsce w czasie, kiedy nie było państwa polskiego, a Kościół katolicki w zaborze pruskim przeżywał okres ostrych represji związanych z kulturkampfem. Dla Polaków pozbawionych własnego państwa wiadomość, że Matka Boża przemówiła po polsku, miała ogromne znaczenie. Oczywiście Maryja w objawieniach zawsze mówi językiem osób, którym się ukazuje, jednak wówczas ten fakt został mocno wyeksponowany przez środowiska narodowe. Wpłynęło to w pewien sposób na ograniczenie objawień do tego kręgu. Po II wojnie światowej Gietrzwałd znalazł się wprawdzie w granicach Polski, ale przez długi czas pozostawał na uboczu głównych szlaków pielgrzymkowych. Dopiero w 1977 r., 100 lat po objawieniach, Kościół oficjalnie je uznał. Dziś, po kolejnych niemal 50 latach, nadszedł czas, by odkryć Gietrzwałd na nowo.
Tak jak zrobiła to Pani? Stąd pomysł na książkę?
Tak. Wszystko zaczęło się od rozmowy podczas pielgrzymki do Lourdes w 2023 r. Pewien Polak zapytał mnie: „Jak to jest, że jeździmy do Fatimy i Lourdes, a nie znamy Gietrzwałdu?”. To pytanie bardzo mnie poruszyło. Postanowiłam nadrobić tę zaległość i szybko odkryłam wyjątkowość tego miejsca. Zrobiło ono na mnie ogromne wrażenie. Czuje się tam szczególną obecność Maryi i niezwykły klimat modlitwy. Zaczęłam wracać do Gietrzwałdu, zgłębiać jego historię oraz przesłanie Maryi.
Z czasem pojawił się pomysł na książkę – bardzo merytoryczną, opartą na źródłach historycznych - która pokazałaby, co Matka Boża naprawdę mówiła w Gietrzwałdzie i jak to rezonowało. Opisuję okoliczności, przebieg objawień, ich duchowe i społeczne skutki, losy dziewczynek, którym ukazała się Maryja, a także kwestii uznania objawień po 100 latach. Piszę również o cudach i łaskach, których doświadczali pielgrzymi, i o współczesnym sanktuarium. Bardzo zależało mi na tym, by dotrzeć do źródeł, ponieważ wokół objawień narosło wiele mitów i niereligijnych interpretacji.
W książce pokazuje Pani, że przesłanie gietrzwałdzkich objawień, choć bliskie temu z Lourdes czy Fatimy, ma również swój wyjątkowy rys.
Maryja ukazywała się przez 82 dni podczas wspólnej modlitwy różańcowej. Prosiła przede wszystkim o codzienny Różaniec oraz o wybudowanie kapliczki w miejscu objawień.
Dopiero podczas pracy nad książką w pełni uświadomiłam sobie coś, na co zwracali uwagę mariolodzy: Maryja w Gietrzwałdzie niejako modliła się razem z ludźmi. Przez 82 dni pokazywała wartość modlitwy wspólnotowej i wytrwałości.
Warto przypomnieć, że została widziana aż 187 razy. Dla porównania w Lourdes było 18 objawień, a w Fatimie sześć. Nie chodzi o tworzenie rankingów, ale o ukazanie wyjątkowości tego wydarzenia.
Dziewczynki zadawały Matce Bożej wiele pytań dotyczących codziennych problemów ludzi: chorób, cierpienia, sytuacji rodzinnych czy represji, jakie wtedy dotykały Kościół. Odpowiedź Maryi niemal zawsze prowadziła do modlitwy. To właśnie ona stanowi najważniejsze przesłanie gietrzwałdzkiego orędzia.
Przygląda się Pani także losom dwóch wizjonerek. O nich również wiemy niewiele.
To prawda. Znamy dzieci fatimskie – bardzo dobrze!, ale niewielu Polaków potrafi wymienić Barbarę Samulowską i Justynę Szafryńską. Tymczasem są one bohaterkami jedynych polskich objawień maryjnych uznanych przez Kościół. W książce przedstawiam losy obu dziewcząt. O Barbarze wiemy znacznie więcej, ponieważ przez ponad pół wieku pracowała jako siostra szarytka w Gwatemalii, a jej proces beatyfikacyjny dobiega końca. Natomiast ślady Justyny urywają się kilka lat po opuszczeniu zgromadzenia szarytek. Nie znamy ani dokładnej daty jej śmierci, ani miejsca pochówku.
Gietrzwałd jest dziś kojarzony również z duszpasterstwem osób uzależnionych. Czy przesłanie tego miejsca może być odpowiedzią na współczesne problemy?
Rzeczywiście w Gietrzwałdzie od lat podejmuje się temat trzeźwości i wychodzenia z uzależnień. Już podczas objawień dziewczynki pytały o ludzi nadużywających alkoholu. W jednym z przekazów Maryja odpowiedziała: „Niech się modlą i przestaną pić wódkę”. I to jest też odpowiedź na dziś. Choć od tamtych wydarzeń minęło prawie 150 lat, problem pozostaje aktualny. Dziś oprócz alkoholu mamy do czynienia z narkotykami, hazardem, pornografią czy uzależnieniem od internetu i mediów społecznościowych. I dobrze, oczywiście, że jest to temat w gietrzwałdzkim duszpasterstwie. Ale wyzwań, przed którymi dzisiaj stoimy jest znacznie więcej. A Maryja w Gietrzwałdzie mówi: módlcie się.
Źródło: Echo Katolickie 26/2026