Ponad 40 porodówek znika z mapy Polski. Matki w wielu miejscach będą zmuszone do porodów na SOR-ach

Ponad 40 porodówek w kraju zaprzestało już przyjmowania pacjentek, albo wkrótce zakończą funkcjonowanie. Od 31 stycznia w wielu miejscach w Polsce matki zostaną zmuszone do porodów na SOR-ach, gdzie nie ma do tego odpowiednich warunków.

O sprawie pisze na łamach „Naszego Dziennika” Zofia Sońta. Jak zauważa autorka, „niebezpieczny pomysł Ministerstwa Zdrowia” realizowany jest przy „milczeniu środowisk i organizacji lewicowych, które jeszcze niedawno organizowały aborcyjne protesty”. Natomiast w tej chwili „nie podejmują żadnych działań w obronie dobra kobiet”.

„Od dawna wiadomo, że są to środowiska antykobiece, a ich głównym celem jest zachęcanie Polek do zabijania swoich dzieci” – komentuje Anna Trutowska z Fundacji PRO.

Jedną z miejscowości, które stracą porodówkę są Wadowice. Tamtejszy szpital powiatowy zamknie oddział ginekologiczno-położniczy, a także noworodkowy. W „Gościu Niedzielnym” mówi o tym położna z tej placówki Gabriela Wojas.

 

„W 2025 roku przyjęliśmy 569 porodów, a urodziło się ponad 577 dzieci (kilka par bliźniąt). Jednak pani dyrektor stwierdziła, że w ciągu doby urodziło się «półtora dziecka», a więc mało. To wyrażenie, moim zdaniem, jest bardzo niestosowne: pokazuje sposób patrzenia na człowieka” – mówi Gabriela Wojas w rozmowie z Agatą Puścikowską.

Położna z wadowickiego szpitala podkreśla, że zastępowanie szpitalnych oddziałów położniczych pokojami narodzin to absurdalny pomysł.

„Na sali porodowej robimy wszystko, co w naszej mocy, by poród był komfortowy, bezpieczny, by pacjentka była zadowolona, by jak najmniej odczuwała ból. Potrzebne są do tego czas, miejsce, narzędzia. Jak to wszystko ma zapewnić jedna położna w pokoju narodzin? Nie chciałabym rodzić swojego dziecka w takim miejscu” – mówi G. Wojas.

„Bogatsze kobiety pojadą do Krakowa. A co mają zrobić te skromniej sytuowane? Rolą położnych jest upominać się o wszystkie kobiety wydające na świat potomstwo i walczyć o ich bezpieczeństwo. Pacjentki walczą razem z nami o ocalenie oddziału” – podkreśla położna.

Źródła: IDK / Nasz Dziennik, Gość Niedzielny

 

« 1 »

reklama

reklama

reklama

reklama

reklama