Prawnik ministra zastrasza sygnalistę, aby zniechęcić do ujawnienia afery

Doktor Jędrzejewski to nie jedyny sygnalista, który informował o poważnych nieprawidłowościach w Szpitalu Południowym. Kolejnym był doktor Wiesław Franas, który otrzymał od prawnika ministra Kierwińskiego pismo przedprocesowe, mające go skłonić do „usunięcia skutków naruszenia dóbr osobistych”.

Piotr Nisztor ujawnił wezwanie skierowane do Wiesława Franasa przez prawnika ministra Marcina Kierwińskiego. Zawarte jest w nim żądanie zapłaty 10 tys. złotych na cel społeczny oraz odwołania zeznań rzekomo „naruszających dobra osobiste” ministra.

Chirurg Wiesław Franas informował ministra Kierwińskiego drogą SMS-ową w maju i lipcu 2025 o nieprawidłowościach w Szpitalu Południowym. Zamiast zainteresować się zgłoszeniem, minister odpisał: „nie jest to temat, w który powinna się angażować polityka.” Kto w takim razie ma się angażować w przypadku tak poważnych nieprawidłowości, jeśli nie osoby sprawujące władzę?

Korespondencja SMS-owa została opublikowana na antenie Telewizji Republika. Doktor Franas chciał umówić się na spotkanie z Marcinem Kierwińskim, aby przedstawić mu szczegółowe informacje dotyczące nieprawidłowości, dotyczące m.in. zatrudnienia i działalności Dawida Kacprzyka jako koordynatora SOR oraz istnienia tzw. saloniku VIP. Ostatecznie do spotkania nie doszło.

7 dni na „usunięcie skutków naruszenia dóbr osobistych”

Obecnie dziennikarz Piotr Nisztor ujawnił pismo przedprocesowe, które przesłał do niego prawnik min. Kierwińskiego, mające charakter zastraszający. Czytamy w nim:

„Działając w imieniu Marcina Kierwińskiego (…) w związku z Pana wypowiedzią opublikowaną na antenie Telewizji Republika w dniu 20 czerwca 2026 roku w materiale pt. MAMY SMS-Y KIERWIŃSKIEGO! Tak minister uciekał od prawdy o patologii w szpitalu | Agora Klarenbacha”, w której przekazywał Pan dziennikarzom Telewizji Republika nieprawdziwe twierdzenia, jakoby informował Pan Marcina Kierwińskiego o nieprawidłowościach w Szpitalu Południowym w Warszawie (…) niniejszym wzywam Pana do usunięcia skutków naruszenia dóbr osobistych mojego Mocodawcy w postaci czci i dobrego imienia, poprzez zapłatę kwoty 10.000 zł na cel społeczny (…) w terminie 7 dni od otrzymania niniejszego wezwania.

Prawnik powołuje się na zasadę „domniemania bezprawności naruszenia/zagrożenia dóbr osobistych”, ignorując całkowicie fakt, że Marcin Kierwiński jest osobą publiczną, sprawującą władzę i jego pozycja jest nieporównywalnie silniejsza od lekarza. Trudno wyobrazić sobie, że obywatel zgłaszający władzy nieprawidłowości będzie w stanie przedstawić „cel kontaktu telefonicznego”, a tego domaga się prawnik:

„Z udostępnionej korespondencji z maja 2025 roku wynika próba telefonicznego skontaktowania się przez Pana z Marcinem Kierwińskim a także propozycja spotkania między Marcinem Kierwińskim a Panem lub jeszcze innymi osobami. Z korespondencji nie wynika ani cel kontaktu telefonicznego z Pana strony ani przedmiot mającego się odbyć spotkania”.

Rzecz w tym, że takich kwestii nie przekazuje się drogą SMS-ową, zwłaszcza w przypadku sprawy tak poważnej jak to, co miało miejsce w Szpitalu Południowym. Przerzucanie ciężaru dowodu na osobę zgłaszającą nieprawidłowości, że faktycznie chciała zgłosić nieprawidłowości (a nie, na przykład, umówić się na rozmowę o ptaszkach i pszczółkach) graniczy z absurdem.

Źródło: TV Republika, Portal X, Niezalezna.pl

« 1 »