Ponad 80 proc. mężczyzn mocno zaangażowanych w życie Kościoła ma więcej cech służebnych niż przywódczych – wynika z reportu Instytutu Badań nad Rodziną. Dotyczy to nawet tych, którzy pełnią role liderów wspólnot. „Brakuje nam nie mężczyzn twardych ani mężczyzn miękkich – brakuje nam mężczyzn całych” – podkreślają autorzy.
„Kościół w Polsce boryka się z deficytem świeckich liderów zdolnych do inicjowania i prowadzenia wspólnot. Jeżeli mężczyźni, historycznie powołani do ról przywódczych w tradycji chrześcijańskiej, sami mają niedobór cech przywódczych, to problem ten nie rozwiąże się sam. Wymaga świadomej interwencji formacyjnej” – piszą autorzy raportu związani z toruńskim Instytutem Badań nad Rodziną, dr hab. Jarosław Przeperski i dr hab. Mieczysław Guzewicz.
Badaniu poddano 469 mężczyzn mocno zaangażowanych w życie swoich parafii (dwie trzecie chodzi do kościoła kilka razy w tygodniu, kolejne 30 proc. co tydzień). Respondenci mieli średnio 51 lat, ponad 80 proc. było żonatych.
Badacze chcieli sprawdzić, czy bliżej im do modelu służebnego na wzór św. Józefa i św. Jana, czy przywódczego jak św. Piotr i św. Paweł. Pierwszy łączyli z takimi cechami i czynnościami, jak praca, codzienna wierność, ochrona, milcząca miłość, głęboka relacja. Z kolei Piotr i Paweł to inicjatywa, decyzja, wizja, podejmowanie ryzyka, powstawanie po upadku.
Autorzy badania podkreślają, że wzorce te nie wykluczają się, lecz dopełniają – w modelu idealnym mężczyzna powinien mieć wysoko rozwinięte cechy obu modeli.
Systemowy problem
Analiza odpowiedzi respondentów wskazała, że aż 84 proc. z nich ma wyższe wyniki dotyczące cech służebnych. Tylko 8,3 proc. lepiej rozwinęło cechy przywódcze.
„Deficyt postaw przywódczych dotyczy wszystkich grup wiekowych, wszystkich poziomów zaangażowania i wszystkich stanów cywilnych i jest cechą systemową” – czytamy w raporcie.
Zaangażowani i wycofani
Autorzy stworzyli cztery modele, do których można zaliczyć badanych (przy czym granice między modelami są płynne).
Zaangażowany – to człowiek łączący inicjatywę z troską. Tacy ludzie, według badaczy, są naturalnym zasobem mentorskim dla wspólnot kościelnych, a formacja powinna pomagać im w przejściu od aktywności do przekazywania. Mężczyzna zaangażowany ma wysokie zarówno wskaźniki przywódcze, jak i służebne. Takie osoby stanowiły blisko 44 proc. badanych.
24 proc. zaliczono do kategorii wycofanych, czyli mających niskie oba wskaźniki. Wycofani mają niskie poczucie własnej męskości i są bierni, choć obecni. Zdaniem autorów, powinni oni być zapraszani indywidualnie do działania, bo ogólne apele nie są skuteczne.
Model określony jako opiekun (18 proc. badanych) ma niskie wskaźniki przywódcze i wysokie służebne. Jest gotowy służyć i zależy mu na relacjach, ale nie chce wychodzić przed szereg. Takim osobom należy poszerzać pole odpowiedzialności.
Z kolei inicjator – 14 proc. – działa, ale gorzej jest u niego z relacjami. Ich pogłębienie sprawia, że staje się zaangażowanym.
Wziąć odpowiedzialność
Autorzy badania uważają, że w formacji mężczyzn swoją rolę ma zarówno parafia (np. tworzenie przestrzeni wyłącznie dla mężczyzn), rodzina (pozwalanie mężczyźnie na podejmowanie decyzji, nawet jeśli okażą się niedoskonałe), jak i oni sami, m.in. poprzez branie odpowiedzialności za konkretne sprawy.
„Dojrzały mężczyzna jest zdolny zarówno do inicjatywy i decyzji, jak i do troski i milczenia. Brakuje nam dziś nie mężczyzn twardych ani mężczyzn miękkich – brakuje nam mężczyzn całych” – cytują Richarda Rohra, autora książki „Powrót Adama”.
Źródło: Instytut Badań nad Rodziną
Dziękujemy za przeczytanie artykułu. Jeśli chcesz wesprzeć naszą działalność, możesz to zrobić tutaj.