„Informacje o przestępstwach trafiały mniej więcej w tym samym czasie do kard. Wojtyły i organów ścigania. Z dokumentów jasno wynika, że gdy kardynał dowiadywał się o sprawie, zawieszał księdza w czynnościach duszpasterskich. W praktyce wyprzedzał działania państwa, ponieważ milicyjne śledztwo rozpoczynało się dopiero kilka dni po tym, jak duchowny był już zawieszony i usunięty z parafii” – mówi dziennikarz Tomasz Krzyżak.
„Echo Katolickie”: Kilka lat temu wraz z Piotrem Litką przeanalizowaliście akta Instytutu Pamięci Narodowej, badając dokumenty z czasów, gdy kard. Karol Wojtyła zarządzał archidiecezją krakowską, w tym to, co wiedział na temat wykorzystywania seksualnego małoletnich przez duchownych. Czy między aktami IPN a archiwaliami kurii krakowskiej występują istotne różnice?
Tomasz Krzyżak: Badaliśmy wiele dokumentów, w tym dwa przypadki dotyczące ściśle archidiecezji krakowskiej – ks. Eugeniusza Surgenta i ks. Józefa Loranca. Kwerenda koncentrowała się na tym, ile władza ludowa wiedziała o ich przestępstwach i jakie działania podejmowała. Na tej podstawie próbowaliśmy też odtworzyć reakcje i decyzje ówczesnej hierarchii kościelnej.
Jeśli chodzi o różnice między materiałami, są one zasadnicze. W archiwum IPN znajdują się materiały operacyjne Służby Bezpieczeństwa wobec tych duchownych, a także dokumenty ze śledztw i procesów. Do tego dochodzą różnego rodzaju raporty, notatki i donosy tajnych współpracowników opisujące reakcje kurii, jej urzędników oraz biskupów, w tym kard. Wojtyły.
Natomiast archiwum kurii krakowskiej zawiera dokumentację dotyczącą przebiegu posługi duszpasterskiej tych księży: opinie proboszczów o ich pracy i charakterze, decyzje o przeniesieniach, upomnienia, liczne listy od parafian, niekiedy z żądaniem przywrócenia duchownych do pracy, a także skargi.
Zestawienie tych źródeł pozwala dość wiernie odtworzyć działania kard. Wojtyły wobec obu księży. Wniosek jest jednoznaczny: ani w archiwach państwowych, ani kościelnych nie ma dowodów na to, by jako metropolita krakowski (1962-1978) ukrywał on przypadki wykorzystywania. Gdy dowiadywał się o przestępstwach, nie przenosił duchownych z parafii do parafii, lecz podejmował działania zgodne z prawem kanonicznym.
W artykule opublikowanym w „Rzeczpospolitej” wskazujecie, że kard. Wojtyła w takich sprawach działał szybciej niż śledczy i dość nieszablonowo jak na tamte czasy. Na czym polegała ponadstandardowość jego działań?
Informacje o przestępstwach trafiały mniej więcej w tym samym czasie do kard. Wojtyły i organów ścigania. Z dokumentów jasno wynika, że gdy kardynał dowiadywał się o sprawie, zawieszał księdza w czynnościach duszpasterskich i odsuwał go od miejsca posługi, np. kierując do klasztoru do czasu wyjaśnienia. Podejmował więc środki zapobiegawcze. W praktyce wyprzedzał działania państwa, ponieważ milicyjne śledztwo rozpoczynało się dopiero kilka dni po tym, jak duchowny był już zawieszony i usunięty z parafii. Co istotne, po odbyciu kary nie wracał on do pracy duszpasterskiej, kierowano go do klasztoru bez prawa sprawowania sakramentów.
Ponadstandardowość widać szczególnie w sprawie ks. Surgenta, który miał bardzo konfliktowy charakter, wchodził w spory z proboszczami, organistami czy innymi pracownikami parafii, a jednocześnie budował wokół siebie grupę lojalnych wiernych. W 1969 r. do kurii wpłynął donos o przestępstwie wobec dziecka. W tamtych realiach anonimy zazwyczaj ignorowano, tymczasem kard. Wojtyła potraktował sprawę poważnie, powiadomił jego przełożonego, czyli biskupa lubaczowskiego, ale i skierował księdza na badania psychiatryczne, co pod koniec lat 60. było działaniem nietypowym.
Podobnie w sprawie ks. Loranca. Po procesie i zawieszeniu wykonania kary przez sąd kardynał nie przywrócił go do pracy duszpasterskiej, lecz nakazał pobyt w klasztorze albertynów w Zakopanem. Dopiero po czterech latach, gdy upłynął okres zawieszenia, ksiądz otrzymał ograniczoną funkcję kapelana szpitalnego w Chrzanowie. Nigdy nie katechizował i nie pracował z dziećmi.
Kard. Wojtyła decydował się na nakładanie kary suspensy – zakazu sprawowania funkcji kapłańskich – mimo braku prawomocnych wyroków cywilnych. W tamtych czasach to chyba raczej nie była praktyka powszechna, ale ryzykowny wyjątek. Czy świadczyło to o szczególnie restrykcyjnym podejściu kard. Wojtyły do takich nadużyć?
Nie do końca zgodziłbym się, że była to praktyka wyjątkowa. Nawet jeśli nie używano formalnie terminu „suspensa”, to stosowano zawieszenie jurysdykcji do spowiadania czy głoszenia słowa Bożego w ramach środków zapobiegawczych. Świadczyło to o poważnym podejściu do sprawy. W obu analizowanych przypadkach reakcja była natychmiastowa: zawieszenie i odsunięcie od miejsca posługi. W zależności od sytuacji ksiądz trafiał do klasztoru albo – jak w przypadku ks. Surgenta, który był inkardynowany do diecezji lubaczowskiej – przekazywano go do dyspozycji jego biskupa.
Jeśli chodzi o ks. Loranca, po wyroku sądu państwowego sprawę skierowano również do sądu kościelnego. Ten – biorąc pod uwagę karę świecką, skruchę, chęć zadośćuczynienia i podporządkowanie się decyzjom przełożonych – odstąpił od dodatkowej kary kanonicznej. Jednocześnie kard. Wojtyła zastosował wobec niego karne środki zaradcze, które miał do dyspozycji. A wśród nich było np. oddanie duchownego pod nadzór.
Pojawiają się jednak publikacje innych autorów - mam tu na myśli reportaż „Franciszkańska 3” i książkę „Maxima culpa” – którzy, analizując podobne materiały, dochodzą do odmiennych wniosków. Skąd biorą się tak duże różnice w interpretacji tych samych dokumentów? Wynika to z odmiennej metodologii pracy z archiwami czy raczej z pomijania szerszego kontekstu historycznego i prawnego, w którym działał wówczas Kościół?
Rzeczywiście, pracowaliśmy na tych samych aktach IPN.
My jednak nie znajdujemy w nich tego, co Marcin Gutowski czy Ekke Overbeek wyczytują „między wierszami”. W dokumentach nie ma śladów, które wskazywałyby, że przenoszenia księży wynikały z wiedzy kard. Wojtyły o przestępstwach.
Faktem jest jednak, na co wielokrotnie zwracał uwagę papież Franciszek, ale też Benedykt XVI, że mamy tendencję do oceniania ludzi, którzy żyli wiele lat przed nami, z dzisiejszej perspektywy. Obecnie lepiej rozumiemy zjawisko wykorzystywania seksualnego, mechanizmy działania sprawców i skutki dla ofiar. W latach 60. i 70. taka wiedza była bardzo ograniczona nie tylko w Kościele, ale w całym świecie nauki.
No właśnie – na ile przy ocenie działań kard. Wojtyły powinniśmy brać pod uwagę realia prawne i mentalność tamtej epoki?
To kluczowe. Często pojawia się pytanie, dlaczego nie zgłaszano takich spraw milicji. Tymczasem trzeba pamiętać, że zaufanie do organów ścigania w tamtym okresie było bardzo niskie, a relacje między państwem a Kościołem – delikatnie mówiąc – napięte.
Warto zauważyć, że w sprawie ks. Surgenta pierwszą osobą, która dowiedziała się o przestępstwie, był dyrektor szkoły. Nie zgłosił tego milicji, jedynie porozmawiał z księdzem i zasugerował mu wyjazd. Organy ścigania zostały powiadomione przez osoby postronne. Idąc drogą pretensji do Wojtyły, w pierwszej kolejności winniśmy wziąć na celownik dyrektora szkoły…
Jak wyglądała w takich przypadkach relacja między postępowaniem kościelnym a państwowym?
Była w dużej mierze podobna do dzisiejszej. Kościół zawieszał księdza i odsuwał go od posługi, a gdy rozpoczynało się śledztwo państwowe, nie ingerował w jego przebieg. Po zakończeniu procesu wracała ścieżka kanoniczna. W analizowanych przypadkach duchowni byli aresztowani, więc Kościół musiał czekać na rozstrzygnięcia sądu.
W sprawie ks. Loranca interesujący jest wątek decyzji Sądu Najwyższego o zawieszeniu wykonania kary. Istnieje przypuszczenie, że wpływ mogło mieć pismo kurii informujące o zastosowanych środkach: zawieszeniu, izolacji i braku planów powierzenia mu pracy duszpasterskiej.
Po publikacji artykułu rzecznik kurii krakowskiej powiedział, że „nie należy się bać prawdy”. Czy otwarcie archiwów i takie publikacje mogą stać się precedensem, który zachęci inne diecezje do szerszego udostępniania dokumentów historykom i dziennikarzom?
Nie mówiłbym tu o precedensie, bo wiele razy zdarzyło mi się, że badałem kościelne dokumenty – nie tylko te w krakowskiej kurii. Oczywiście można spodziewać się presji na udostępnianie archiwów. Jednak wstrzymałbym się z takimi decyzjami.
Konferencja Episkopatu Polski powołała komisję niezależnych ekspertów do zbadania zjawiska wykorzystywania seksualnego osób małoletnich w Kościele i dałbym jej przestrzeń do pracy. Wchodzenie teraz dziennikarzy do tych archiwów i przygotowanie na ich podstawie różnych publikacji w pewnym sensie przeszkadzałoby komisji.
W naszej sprawie istnieją rozbieżności interpretacyjne, o których wspominaliśmy, dlatego tym bardziej warto, by niezależna komisja je rozstrzygnęła. Zarzucono nam, że nie dotarliśmy do skrzywdzonych. Tymczasem w publikacji z 2022 r. jasno wskazaliśmy, że opieramy się na ich zeznaniach z lat 70., które szczegółowo opisują wydarzenia. Po niemal 50 latach nie czuję się uprawniony do wchodzenia w życie tych osób. Nie wiem, w jakim są stanie, czy przepracowały traumę. Bez ich inicjatywy kontakt z mojej strony mógłby przynieść więcej szkody niż pożytku. Redaktor Gutowski stwierdził również, że od czasów publikacji Kościół dla tych ludzi nic nie zrobił. A przecież po pierwszych artykułach w 2022 r. biuro delegata Konferencji Episkopatu Polski ds. ochrony dzieci i młodzieży we współpracy z delegatami diecezji bielsko-żywieckiej, koszalińsko-kołobrzeskiej i pelpińskiej, czyli tych, na których terenie działał ks. Surgent, przygotowało komunikat z prośbą do ewentualnych pokrzywdzonych o zgłaszanie się. Był on odczytywany w kościołach. Jeśli chodzi o diecezję bielsko-żywiecką, wiem, że zgłosiły się tam dwie osoby. Jedna z nich złożyła zawiadomienie, natomiast druga miała pretensje, że w ogóle wraca się do tej sprawy. To pokazuje, jak niezwykle delikatne są to kwestie.
Uważam, że to Kościół powinien tworzyć bezpieczną przestrzeń dla osób skrzywdzonych, by same mogły się zgłaszać. Aktywne ich poszukiwanie przez dziennikarzy jest sprawą niezwykle wrażliwą i często po prostu niewłaściwą.
Źródło: „Echo Katolickie” 13/2026
Dziękujemy za przeczytanie artykułu. Jeśli chcesz wesprzeć naszą działalność, możesz to zrobić tutaj.