„Trafiło akurat na mnie”. Tak Mateusz Szpytma mówił o swoich związkach z rodziną Ulmów

Wybrany przez Sejm na prezesa IPN Mateusz Szpytma jest nie tylko współtwórcą muzeum, któremu nadano imię błogosławionej rodziny. Jest też bliskim krewnym Ulmów. „Miałem ułatwiony kontakt z mieszkańcami; znali moich rodziców, moich dziadków, ufali mi” – wspominał, mówiąc o swojej pracy w Markowej.

Muzeum Polaków Ratujących Żydów im. Rodziny Ulmów otwarto w Markowej w 2016 r. Dr Mateusz Szpytma, kandydat na prezesa IPN zaakceptowany już przez Sejm, był jednym z jego pomysłodawców i głównych twórców. Jak mówił w 2023 r., początkowo myślał o stworzeniu muzeum rodziny Ulmów, a później pomysł przekształcono tak, by placówka upamiętniała wszystkich Polaków ratujących Żydów. Historią Józefa i Wiktorii Ulmów oraz ich dzieci Szpytma zainteresował się w 2003 r., kiedy dowiedział się, że Kościół rozważa wszczęcie ich procesu beatyfikacyjnego. Tymczasem sam jest z nimi blisko spokrewniony.

„Moja babcia była siostrą Wiktorii Ulmy, a Wiktoria była mamą chrzestną mojego taty – tłumaczył w rozmowie z Katolicką Agencją Informacyjną. – Moja babcia z Wiktorią się bardzo lubiły, pomagały sobie w czasie wojny. Moja babcia była troszkę bardziej majętna, więc dzieliła się tym, co miała i nieraz mój tata zanosił różne rzeczy Ulmom, podobnego wsparcia udzielała im również pozostała część jej rodziny i rodziny Józefa. Pamiętam, że w latach 80. XX wieku nieraz bywaliśmy w domu, w którym się wychowała Wiktoria. Odwiedzaliśmy tam krewnych, czyli rodzeństwo i szwagrów Wiktorii, oczywiście już wtedy nieżyjącej”.

Ratuję człowieka. Ludzie Kościoła wobec Zagłady
Portal Opoka

Dziura w pamięci zbiorowej

Szpytma wspominał, że próbując zgłębić historię Ulmów zorientował się, że brakuje publikacji na ich temat, poza notą biograficzną Józefa Ulmy w monografii Markowej.

„Dwadzieścia lat temu o rodzinie Ulmów prawie nikt nic nie wiedział poza miejscowością, w której żyli, oraz poza urzędnikami Yad Vashem, zajmującymi się przyznaniem im medalu w 1995 r. – przypominał Mateusz Szpytma. – Wszystko było do zbadania. W przypadku rodziny Ulmów niesamowite jest to, że mamy niezwykle dobrze zachowaną dokumentację w porównaniu do innych Polaków, którzy ratowali Żydów. Józef Ulma pasjonował się fotografią i zachowało się około 800 zdjęć jego autorstwa, w tym wiele, które wykonał swojej rodzinie. Zachowało się również mnóstwo dokumentów. Rodzina Józefa, niezwykle poważnie podchodząca do historii swojego rodu, te wszystkie rzeczy zachowała. Nic nie zostało zmarnowane - wszystkie pamiątki, dokumenty po Józefie Ulmie były w szafach albo na strychu w pudłach. Czekały na swój czas i na swojego historyka. Trafiło akurat na mnie, choć przecież mógł się tym przez 60 lat zainteresować ktoś inny”.

Sad pamięci

Do Markowej przyjeżdżało ok. 5 tys. osób rocznie z Izraela. To podsunęło Szpytmie pomysł stworzenia muzeum.

„Zbiegło się to z wydaniem przez oddział Instytutu Pamięci Narodowej w Rzeszowie książki prof. Elżbiety Rączy o ratowaniu Żydów na Podkarpaciu. (...) Nad koncepcją scenariusza wystawy stałej muzeum pracowałem właśnie z panią profesor Rączy. Ostatecznie, niedługo przed otwarciem placówki, zapadła decyzja, że będzie ona gromadzić historie z całego kraju, co kilka lat później zaskutkowało m.in. nową koncepcją sadu pamięci, w którym wymieniono nazwy wszystkich miejscowości, w których ratowano Żydów” – opowiada obecny kandydat na prezesa IPN.

Cały wywiad przeczytasz tu:

Źródło: KAI

Ten artykuł powstał dzięki naszym Darczyńcom. Dziękujemy za Wasze wsparcie.

« 1 »