„Biskup też musi się zatrzymać” – mówi bp James Conley, który sam doświadczył ciężkiej depresji i zaburzeń lękowych. W 2019 roku poprosił o urlop, by zadbać o swoje zdrowie. Dziś otwarcie opowiada o kryzysie, poczuciu odpowiedzialności, wierze, która pomogła mu przetrwać najtrudniejszy czas, oraz o tym, dlaczego duchowni nie powinni bać się prosić o pomoc. „Nie trzymajcie wszystkiego w sobie” – apeluje.
O swym doświadczeniu choroby amerykański hierarcha mówi w rozmowie z włoskim dziennikiem „Avvenire”. Podkreśla w niej, że powiedzenie prawdy o depresji okazało się dla niego wielkim błogosławieństwem. „Ludzie to zrozumieli i pisali do mnie: «Modlę się za ciebie. Weź tyle czasu, ile potrzebujesz». Także biskup może musieć się zatrzymać. Nie bójcie się prosić o pomoc” – podkreśla bp Conley.
„Avvenire”: Ekscelencjo, jak zaczęły się problemy?
Bp James Conley: Muszę zaznaczyć, że w mojej rodzinie nie było problemów ze zdrowiem psychicznym. Dorastałem w otoczeniu kochających rodziców, bez traumatycznych przeżyć, a moje dzieciństwo i okres dojrzewania były normalne i stabilne. Potem, w 2018 roku, sprawy zaczęły się komplikować. Wybuchł skandal z udziałem kard. Theodore’a McCarricka, opublikowano raport Grand Jury w Pensylwanii dotyczący nadużyć ze strony duchownych, a prokurator generalny stanu Nebraska wszczął dochodzenie w sprawie trzech diecezji w tym stanie. W tym samym czasie musiałem usunąć kilku księży z powodu złego postępowania seksualnego. Uważam, że moje doświadczenie ma coś wspólnego z doświadczeniem wielu księży. Kiedy w Kościele wybucha skandal, ksiądz może odczuwać jego ciężar po prostu dlatego, że jest księdzem, i czuje się odpowiedzialny za naprawienie sytuacji. Ja również myślałem, że muszę wszystko naprawić. Mój ojciec należał do pokolenia, które wierzyło w zasadę „zakasaj rękawy”: w obliczu trudności pracuj ciężej, a wszystko da się naprawić. To głęboko amerykańskie podejście. Zamiast powiedzieć za św. Janem XXIII: „Panie, to Twój Kościół, ja idę spać”, robiłem wszystko, co w mojej mocy i brałem na swoje barki każdy problem. Ciągle o tym myślałem.
Kiedy Ksiądz Biskup zdał sobie sprawę, że to nie był zwykły stres i że potrzebuje pomocy?
Pierwszą oznaką było to, że przestałem spać. Każdej nocy w myślach przechodziłem przez jedną sprawę po drugiej, wyobrażając sobie różne scenariusze. Leżałem w łóżku godzinami, spałem może tylko godzinę, a potem wstawałem, mówiąc sobie: „Dam radę, zaciskając zęby”. Pojawił się też szum w uszach i nasilił się niepokój: „A co, jeśli stanie się to? A co, jeśli stanie się tamto?”. Niepokój i strach wzajemnie się podsycały. W międzyczasie u mojej młodszej siostry zdiagnozowano raka piersi; jeden z moich księży, który miał problemy z alkoholem, zmarł z powodu zatrucia, a ja czułem się winny, że nie udało mu się pomóc. W marcu 2019 roku moja siostra spojrzała na mnie i powiedziała: „Wyglądasz okropnie. Czujesz się gorzej niż ja. Co się z tobą dzieje?”. Opowiedziałem jej wszystko, a ona stwierdziła, że potrzebuję pomocy. Zdiagnozowano u mnie zespół lękowy i ciężką depresję. Kiedy bowiem lęk narasta, łatwo popaść w depresję. Zaczynasz myśleć: „Nie dam rady, to za dużo”. To jest najtrudniejsze: czujesz, że nie jesteś już w stanie nic zrobić, a potem nie chcesz już nic robić. Brakuje ci radości, energii, nadziei; chcesz tylko, żeby to wszystko się skończyło. Kapłanowi może przyjść do głowy myśl: „Jeśli nie potrafię pełnić swojego kapłaństwa, to po co tu jestem?”. Wydaje ci się, że zawiodłeś w życiu. Ja nie myślałem o odebraniu sobie życia. Powiedziałem jednak: „Panie, weź moje życie, zabierz mnie stąd”. Dlatego rozumiem, jak niektórzy księża mogą dojść do myśli samobójczych. Dzięki Bogu nie poszedłem tą drogą.
Gdzie Ksiądz Biskup znalazł odpowiednią pomoc?
Szukałem katolickiego psychoterapeuty, który rozumiałby naszą wiarę i miał solidną chrześcijańską antropologię. Pierwszy terapeuta nauczył mnie: „Musisz odpuścić sobie wiele spraw. Nie wszystko zależy od ciebie. Pozwól Bogu się tym zająć, a ty zadbaj o siebie”. To była moja pierwsza lekcja dbania o siebie: nie możesz dać tego, czego nie masz. Jeśli czujesz się źle, nie będziesz wielką pomocą dla innych. Jesienią 2019 roku czułem się nieco lepiej, ale czułem się jakbym wciąż był w ogromnym garnku pod ciśnieniem. Moja siostra powiedziała mi: „Musisz się zatrzymać”. Odpowiedziałem: „Nie mogę, biskup nie może tego zrobić”. „Jeśli będziesz tak dalej postępował, załamiesz się”. W końcu poprosiłem o urlop. Kiedy zapytałem nuncjusza, co powinienem powiedzieć, odpowiedział: „Po prostu powiedz prawdę”: że jesteś wyczerpany, nie śpisz, cierpisz na lęki i depresję i musisz się zatrzymać. Powiedzenie prawdy okazało się wielkim błogosławieństwem. Ludzie to zrozumieli i pisali do mnie: „Modlę się za ciebie. Weź tyle czasu, ile potrzebujesz”. Dlatego mówię: nie trzymajcie wszystkiego w sobie. Nie musicie o tym opowiadać wszystkim, ale znajdźcie kogoś, komu ufacie – współbrata lub członka rodziny. Niedługo po rozpoczęciu mojego urlopu jeden z księży z innej diecezji odebrał sobie życie. Nikt nie zdawał sobie sprawy, jak bardzo cierpiał, nawet jego rodzice. To jeszcze bardziej mnie przekonało: jeśli cierpicie, porozmawiajcie z kimś o tym. Nawet jedna osoba, która was zrozumie, może wam pomóc w poszukiwaniu pomocy. Piętno depresji duchownych nadal istnieje, ale zaczynamy rozumieć, że kryzys zdrowia psychicznego jest kryzysem zdrowotnym, podobnie jak rak czy cukrzyca. Musimy o tym mówić.
Jakie nawyki fizyczne i duchowe stały się dla Księdza Biskupa ważne?
Trzy kotwice utrzymywały mnie w więzi z Bogiem i nigdy ich nie porzuciłem: Msza św., różaniec i liturgia godzin. Nie potrafiłem prowadzić długich medytacji, a modlitwa przynosiła mi bardzo mało pocieszenia, ale wiedziałem, że nie mogę przestać. Pomogła mi również „Nowenna zawierzenia się Bogu” ks. Dolindo Ruotolo, którą nadal odmawiam. Zrozumiałem, że granica między życiem psychicznym a duchowym jest bardzo cienka: to nie to samo, ale te sfery się uzupełniają. Łaska buduje na naturze: również nasza strona fizyczna wymaga uwagi. Staram się codziennie wychodzić na zewnątrz, oddalać się od ekranów i przebywać na łonie natury. Również z tego powodu przygarnęłam psa: jeśli mieszka się samotnie, to cudownie jest mieć przy sobie żywą istotę, o którą można dbać i która kocha cię bez względu na to, co robisz. Chodzi o życie w kontakcie z rzeczywistością. Spaceruję, jeżdżę na rowerze, czytam, słucham muzyki. Spotkanie z pięknem zachodu słońca i świtu, dziełami sztuki: potrzebujemy tego, by nie żyć w tunelu złożonym wyłącznie z pracy, pracy i jeszcze raz pracy. Również pszczelarstwo służy temu celowi.
Smartfony i media społecznościowe są niezwykle przydatnymi narzędziami, ale mogą stać się problemem dla spokoju psychicznego. Co Ksiądz Biskup radzi?
Dzięki smartfonom mamy w zasięgu ręki ogromną ilość informacji. To „tsunami informacyjne”, które zalewa nas przez całą dobę może nas przytłoczyć, a tylko dlatego, że mamy dostęp do informacji, czujemy się zobowiązani do reagowania. Smartfon jest narzędziem i jako takie należy go używać; to samo dotyczy sztucznej inteligencji, niezależnie od tego, jak potężna by nie była. Musimy umieć jednak odłożyć te narzędzia na bok. Jeśli natomiast czerpiemy naszą tożsamość z mediów społecznościowych, jeśli postrzeganie tego, kim jesteśmy, zależy od tego, jak się tam prezentujemy, staje się to niebezpieczne, zwłaszcza dla młodzieży. Nie mówię, żeby wyeliminować te narzędzia – sam też z nich korzystam – ale trzeba zachować zdrowy dystans. Badacze zalecają, aby nie trzymać telefonu w sypialni, nie sprawdzać mediów społecznościowych zaraz po przebudzeniu oraz stworzyć w domu strefy bez telefonów, gdzie można rozmawiać twarzą w twarz.
Kontakt z naturą pozostaje zatem jednym z najlepszych lekarstw na zbyt wirtualne życie?
Dokładnie. Coraz bardziej zanurzeni w wirtualnym świecie, oddaliliśmy się od rzeczy realnych. Powrotem do rzeczywistości może być po prostu spacer. Lubię wyobrażać sobie Włochów, którzy latem jeżdżą nad morze, i mam nadzieję, że nie siedzą na plaży, wpatrując się w telefon. Odłóżcie go na bok, wejdźcie do wody, połóżcie się na słońcu, poczujcie jego promienie. To są realne rzeczy.
Również nasze sakramenty są rzeczywiste, materialne. Możemy komunikować się na odległość, ale spowiedź zawsze będzie możliwa jedynie podczas osobistego spotkania.
Tak. Często mówię o potrzebie rozwijania „wyobraźni sakramentalnej”, patrzenia na cały świat w kategoriach sakramentów. Sakrament jest zewnętrznym znakiem ustanowionym przez Chrystusa, aby obdarzyć nas łaską. Ale w szerszym sensie cała rzeczywistość jest znakiem stworzonym przez Boga, poprzez który obdarza nas łaską. Zachód słońca, ocean: to są znaki realne, a nie wirtualne, stworzone przez Boga.
Źródło: KAI
Ten artykuł powstał dzięki naszym Darczyńcom. Dziękujemy za Wasze wsparcie.