Dla przemysłu płodności liczą się dwie rzeczy: znalezienie klientów oraz maksymalizacja zysku. To, co schodzi na daleki plan to dobro dziecka – wskazuje niedawna debata w programie The Ellen Fisher.
Wyemitowany niecały miesiąc temu odcinek The Ellen Fisher Podcast przedstawia debatę na temat zasadniczych kwestii bioetycznych. Katy Faust, założycielka Them Before Us, przedstawia w nim bardzo konkretne dowody na to, że prawa dziecka schodzą na bardzo daleki plan przy podejmowaniu decyzji reprodukcyjnych dorosłych.
Tematy poruszane w debacie to m.in. in vitro, macierzyństwo zastępcze oraz „dawstwo materiału genetycznego”. Oponentką w debacie była Kayde Mason, surogatka, dawczyni komórek jajowych i dyrektorka agencji Elevate Egg Donor and Surrogacy Agency.
„To nie moje dzieci”
Tym, co natychmiast uderza w postawie Kayde Mason, jest jej bezosobowy stosunek do kwestii płodności, tak jakby chodziło o jakiś produkt. Mówi wprost, że nie traktuje jako swoich dzieci ani swych biologicznych potomków, ani tych, które nosiła w swoim łonie jako surogatka.
Zdecydowanie kontrastuje z tym wyrażana wielokrotnie przez Katy Faust troska o dobro dziecka. Mówi ona m.in.:
„Najlepsze dla dziecka jest, gdy dorośli poświęcają się, żeby dzieci nie musiały tego robić. Chodzi nam o świat, w którym prawa dzieci są uznawane i szanowane, a trud ponoszą dorośli. Jedyną alternatywą jest to, że dzieci będą ponosić trud dla dorosłych, tracąc swe życie, tracąc matkę czy ojca, będąc traktowane jak produkt designerski i towar. W najlepszym interesie dziecka jest uznanie podstawowych praw, do których powinni się dostosować wszyscy – samotni, małżeństwa, osoby LGBT, osoby heteroseksualne, płodne i bezpłodne. Alternatywą jest poświęcenie dziecka dla dorosłych, a to jest definicja niesprawiedliwości.”
Jej argumentację próbowała odpierać szefowa agencji płodności:
„Nie sądzę, żebyśmy zawsze wiedzieli, co jest najlepsze dla dziecka. Po pierwsze, tak czy inaczej żadne dziecko nie wyraża zgody na narodziny. Żadne dziecko nie decyduje, w jakiej rodzinie się urodzi.”
Nietrudno zauważyć, że argument w żaden sposób nie odnosi się do tego, co powiedziała Katy Faust, a jest jedynie próbą rozmywania zasad etycznych poprzez ich relatywizację i cyniczne odwołanie się do rozumowania: „nie wiadomo…”
Jeszcze jeden argument, do którego próbowała się odwoływać Mason to, że dzieci, których matki musiały pokonać dodatkowe przeszkody, korzystając z technik wspomagania płodności są dziećmi najbardziej upragnionymi. Ten argument jest również bardzo słaby: w jaki sposób udowodnić, że kobieta niepłodna chce bardziej dziecka niż ta, która nie ma problemów z płodnością? Przede wszystkim zaś usiłuje przedstawić rzeczywistość jedynie z punktu widzenia dorosłych, ignorując całkowicie złożoność sytuacji, w jakiej znajdzie się dziecko urodzone przez dawstwo nasienia, in vitro czy przez surogację.
„Imię mojego tatusia to Dawca”
Podczas gdy szefowa ośrodka płodności nie umiała podać żadnych konkretnych danych na potwierdzenie swoich tez, Katy Faust wskazała na badania, które jasno wykazują, że dzieci poczęte w wyniku działalności takich ośrodków bardzo często przeżywają olbrzymie problemy psychiczne. Prowadzona przez nią organizacja gromadzi historie dzieci poczętych przy udziale dawcy materiału genetycznego. Każde z nich na pewnym etapie rozwoju, prędzej czy później zadaje pytanie: „gdzie jest moja biologiczna matka/ojciec?”, „dlaczego jestem taki niepodobny do ciebie?” Odpowiedź, jaką słyszą, z całą pewnością nie jest satysfakcjonująca i zdradza narcystyczne nastawienie po stronie dorosłych. Jest ona zazwyczaj jakimś wariantem: „Powinieneś być wdzięczny, że żyjesz. Wiesz, ile trudu włożyliśmy, żeby cię mieć?” To forma emocjonalnego gaslightingu, negowania uczuć i pragnień dziecka. Innymi słowy badania wskazują, że to, co Kayde Mason usiłuje przedstawiać jako argument za działalnością przemysłu płodności, jest w istocie argumentem przeciw jego działalności: nadmierne skoncentrowanie się na pragnieniu posiadania dziecka prowadzi do traktowania go w sposób przedmiotowy.
Trzeba podkreślić, że Katy Faust nie była tu gołosłowna, w przeciwieństwie do swej oponentki, ale powoływała się na konkretne badania, których wyniki ujęte zostały w publikacji „Imię mojego tatusia to Dawca”. Porównuje ona różne wskaźniki dzieci wychowywanych przez biologicznych rodziców, dzieci zrodzonych w wyniku dawstwa nasienia oraz adoptowanych. Konkluzja jest jasna:
„Dzieci zrodzone dzięki dawstwu nasienia radzą sobie gorzej niż dzieci spłodzone i wychowane przez swoich biologicznych rodziców. Pod wieloma względami radzą sobie również gorzej niż dzieci adoptowane”.
Kayde Mason próbowała dowodzić, że w takiej sytuacji wystarczy zrezygnować z procedur anonimowego dawstwa materiału genetycznego i zamiast tego wprowadzać identyfikację biologicznego ojca lub matki. To jednak nie rozwiązuje problemu, a raczej tworzy kolejne: sama znajomość nazwiska biologicznego rodzica nie oznacza żadnej więzi z nim, a tego najbardziej potrzebuje dziecko. Nawet, gdy pozna, kim jest jego rodzic, co ma zrobić ze świadomością, że wyrzekł się praw do niego za 200 dolarów, które otrzymał za swoje komórki rozrodcze?
W tym właśnie momencie z ust Kayde Mason pada zdanie, które ukazuje przewrotność jej postawy. Mówi wprost, że nie uważa dzieci zrodzone z jej komórek jajowych za swoje. Nie ma znaczenia to, że współdzielą z nią cechy genetyczne. Twierdzi, że
„rodzicielstwo to intencja, a moim zamiarem nigdy nie było rodzicem tych dzieci”.
No cóż, takie tezy nie dają się obronić ani z punktu widzenia psychologii, ani etyki, ani biologii. Niezależnie od intencji człowiek jest odpowiedzialny za skutki swoich działań. Sprzedaż swoich komórek rozrodczych, tak jakby były produktem handlowym, a nie ludzkim materiałem genetycznym, jest przejawem wyjątkowego wręcz braku poczucia odpowiedzialności. Dziecko, chcąc nie chcąc, dziedziczy ten materiał po swoim rodzicu, wraz zapisem wyglądu, skłonności i zdolności, emocjonalnością i całym mnóstwem innych cech. Gdyby przyjąć za dobrą monetę, że „rodzicielstwo to intencja”, każde dziecko spłodzone bez „intencji rodzicielstwa” nie byłoby dzieckiem. I o to właśnie chodzi przemysłowi płodności, idącemu ramię w ramię z przemysłem aborcyjnym: aby przestać traktować dziecko jak człowieka, z przynależnymi mu prawami, a zamiast tego – by traktować jej jak produkt, jak przedmiot, który ma zaspokajać potrzeby dorosłych.
Mason mówi to wprost:
„dawanie zarodkom tych samych praw co ludziom to bardzo przerażająca śliska ścieżka”
Mały człowiek, dojrzewający w łonie matki, nie jest więc dla niej człowiekiem.
Jej sposób rozumowania z łatwością obaliła Katy Faust:
„Nie musimy się zastanawiać, kiedy zaczyna się życie. Embriologia to ważna nauka. Istnieje już od jakiegoś czasu. Wiemy, że w przeciwieństwie do komórki jajowej i plemników, które nie są pełnoprawnym człowiekiem, człowiek powstaje, gdy plemniki i komórki jajowe łączą się, tworząc nową, nigdy wcześniej niewidzianą nić DNA i chromosomów. I to jest najwcześniejszy etap ludzkiego życia. A tak naprawdę jedyną różnicą między tymi zamrożonymi embrionami a tobą a mną jest czas. Czas i zdolność rozwoju. Mamy więc przed sobą poważny kryzys praw człowieka.”
Przyszłość przemysłu płodności
Ostatnia część rozmowy poświęcona była przyszłości przemysłu płodności. Biznesowe podejście zawsze będzie starało się obniżyć koszty i ryzyko, a ponieważ człowiek jest najbardziej kosztownym i ryzykownym elementem całego procesu, istnieją już próby opracowania technik, które wyeliminują ten koszt i ryzyko.
Pierwszą taką techniką mają być sztuczne macice. W obecnej chwili nie są one dostępne i minie jeszcze kilka lat, zanim uda się opracować takie urządzenia. Prace jednak trwają i można się spodziewać, że w pewnym momencie taka oferta pojawi się na rynku.
Drugą, jeszcze bardziej przerażającą, jest technologia, która sztucznie tworzy dzieci bez matki (a być może także bez ojca) na poziomie genetycznym:
„Drugą rzeczą, nad którą pracują, jest znalezienie sposobu na wyeliminowanie potrzeby używania komórek jajowych. Istnieje proces zwany in vitro gametogenezą (IVG), w którym tworzy się ludzką komórkę jajową ze skóry, śliny, krwi lub włosów i tworzy ludzką komórkę jajową, którą następnie można zapłodnić plemnikami.” – wskazywała Katy Faust.
Wszystko to przywodzi na myśl „Nowy wspaniały świat” Aldousa Huxleya. Ta futurystyczna powieść staje się na naszych oczach rzeczywistością. Warto pamiętać, że jej przesłanie nie jest optymistyczne i w przekonaniu autora jego dzieło miało być przestrogą przed tworzeniem świat odczłowieczonego, całkowicie uzależnionego od technologii. Wygląda na to, że nie wszyscy to przesłanie zrozumieli.
DEBATE: IVF, Surrogacy & Donor Babies | Miracle or Moral Dilemma? Pro IVF vs. Anti IVF Women ClashŹródło: Youtube, Live Action