Amerykański Sąd Najwyższy zablokował właśnie egzekucję skazanego na śmierć poprzez uduszenie azotem jako wysoce niehumanitarną. Tymczasem dokładnie ta sama metoda propagowana jest przez zwolenników wspomaganego samobójstwa jako „akt współczucia wobec cierpiących”.
Czterdziestodziewięcioletni Amerykanin, Jeffery Lee, skazany za podwójne morderstwo z 1998 r. miał dziś zostać stracony poprzez uduszenie azotem. Egzekucja została jednak zablokowana przez amerykański Sąd Najwyższy, który uznał, że metoda ta jest wysoce niehumanitarna i niezgodna z konstytucją. Do tej pory w USA w ten sposób zostało już uśmierconych ośmioro skazańców.
Jednocześnie tę samą metodę zadawania śmierci mocno promują propagatorzy wspomaganego samobójstwa, zapewniając – wbrew faktom – że jest ona humanitarna i nie powoduje cierpienia u osoby umierającej.
Kontrowersje wokół egzekucji
Jeffery Lee złożył pozew na poziomie federalnym, kwestionując uduszenie azotem jako okrutną formę wykonania wyroku śmierci, ponieważ „powoduje ono u więźniów długotrwały brak powietrza i uczucie duszenia, które wywołuje silny lęk i niepokój fizjologiczny.” Stwierdził jednocześnie, że egzekucja przez pluton egzekucyjny byłaby szybsza, bardziej humanitarna i mniej bolesna.
Metodę uduszenia azotem wprowadził stan Alabama, ale od samego początku wzbudzała ona olbrzymie kontrowersje. Zmuszanie osoby do oddychania czystym azotem przez maskę twarzową prowadzi do długotrwałego niedotlenienia, powodując zarówno olbrzymie cierpienie fizyczne, jak i psychiczne – przyznała sędzia Sądu Najwyższego Sonia Sotomayor.
Odroczenie wykonania wyroku Lee otrzymał w ostatniej chwili, a Sąd Najwyższy wydał orzeczenie w trybie wyjątkowym. Już wcześniej federalny sąd apelacyjny zablokował egzekucję Lee, a stan Alabama zwrócił się do Sądu Najwyższego o uchylenie tej decyzji. Ostatecznym efektem było stałe zablokowanie możliwości wykonywania wyroku śmierci w stanie Alabama przez uduszenie azotem.
Duszenie azotem niehumanitarne przy egzekucjach…
Uduszenie azotem słusznie uznawane jest za szczególnie bolesną formę tortur. Poprzednia egzekucja tą metodą, dokonana na mężczyźnie o nazwisku Kenneth Smith, trwała ponad 20 minut. Smith umierał w męczarniach, szarpiąc się w konwulsjach, wstrząsających całym łóżkiem, do którego był przymocowany.
„Byłem na czterech wcześniejszych egzekucjach i nigdy nie widziałem, żeby skazany szamotał się tak, jak Kenneth Smith” – mówił reporter sądowy Lee Hedgepeth. „Kenny usiłował wielokrotnie łapać powietrze, a egzekucja trwała łącznie około 25 minut.”
Kara śmierci sama w sobie jest przedmiotem kontrowersji i obecnie odrzuca ją w swym nauczaniu Kościół katolicki. W niektórych stanach USA jest ona nadal wykonywana, ale niedopuszczalne jest stosowanie metod wywołujących dodatkowe cierpienie i ból.
… ale humanitarne przy wspomaganym samobójstwie
Ta sama metoda – uduszenie azotem – jest często promowana przez zwolenników wspomaganego samobójstwa. Jednym z nich jest Philip Nitschke, twórca kapsuły „Sarco”. Paradoksalnie, jest on zdecydowanie przeciwny egzekucji z użyciem azotu. Nie dlatego jednak, że jest to okrutne, ale że – w jego przekonaniu – szkodzi sprawie wspomaganego samobójstwa. W jego pokrętnej logice, jeśli coś stosowane jest do wspomaganego samobójstwa, nie powinno być używane przy egzekucjach.
„Hipoksja azotowa jest propagowana przez ruch na rzecz prawa do śmierci od ponad 15 lat jako skuteczny sposób na szybką, spokojną i niezawodną śmierć typu «zrób to sam»” – mówił Nitschke.
Jest to nie tylko postulat, ale smutna rzeczywistość – wiele osób zostało już pozbawione życia w ten właśnie sposób. Wbrew zapewnieniom Nitschkego, ich śmierć nie była łagodna, ale wiązała się z olbrzymim cierpieniem.
Znany jest przypadek kobiety uśmierconej w kapsule Sarco, której śmierć wyglądała całkowicie odmiennie od tego, co twierdzi twórca kapsuły. Rzekomo miała ona stracić przytomność w ciągu 30 sekund, tymczasem kamera aktywowana ruchem włączyła się po około trzech minutach. Okno na zewnątrz kapsuły Sarco zaparowało i miało ciemną plamę, prawdopodobnie wytworzoną przez konwulsje kobiety i kolana uderzające o okno. Nieco ponad sześć minut po rozpoczęciu samobójstwa zaczął się włączać alarm.
Przy jej śmierci obecny był Florian Willet, współprezes organizacji The Last Resort, powiązanej z Exit International. Zaniepokojony, dzwonił do Nitschkego, mówiąc:
„Ona wciąż żyje, Philip”.
Kobieta umierała w męczarniach przez 30 minut. Ekspert sądowy przyznał później, że miała „poważne obrażenia szyi” przypominające uduszenie, choć Last Resort usiłował twierdzić, że były one wynikiem wcześniej przebytego zapalenia kości podstawy czaszki.
To kolejny dowód na zakłamanie propagatorów eutanazji i wspomaganego samobójstwa. Uśmiercanie osób cierpiących na schorzenia fizyczne i psychiczne to nie wyraz współczucia i pomocy, ale bezwzględna odmowa pomocy, motywowana racjami ekonomicznymi i ideologicznymi. Rzeczywistą pomocą jest opieka paliatywna, hospicyjna, psychoterapia i uśmierzanie bólu. Jak długo jeszcze promotorzy cywilizacji śmierci będą wprowadzać społeczeństwa w błąd, narzucając swą chorą mentalność, określając ją mianem „wrażliwości” i „współczucia”?
Źródło: Live Action