Pekao
Strona główna
opoka.news opoka.photo opoka.org.pl

Józefa Hennelowa

Taka mała bezsilność

Gdybym nie słyszała tego wywiadu, mogłabym myśleć, że ten, kto mi go opowiada, koloryzuje. Ale słyszałam - w Inforadio. Bardzo pewna siebie młoda dziennikarka (nazwiska nie zdołałam niestety dosłyszeć) interpelowała prezesa Stowarzyszenia do Walki ze Zbrodnią, Krzysztofa Orszagha, o wysunięty przez Stowarzyszenie wniosek, by zakazać sprzedaży tzw. kijów baseballowych. Z jakiej racji? - pytała. Orszagh wyjaśniał jak dziecku to, co wszyscy dawno wiedzą: kije owe nie służą do sportu, sportowcy nabywają przez kluby kije drogie, zagraniczne, to zaś, co się sprzedaje w sklepach i na bazarach, to tylko narzędzia przemocy. Panienka jednak najwyraźniej wiedziała swoje, przekonywała bowiem rozmówcę, że "jak słyszała", kije stały się już w świecie przestępczym "niemodne", więc cała inicjatywa nie ma wielkiego sensu. Kiedy rozmówca odparł, że jego informacje o liczbie sprzedawanych pałek są zupełnie inne, zmieniła rozmówcę, zwracając się do kilku po kolei nieznanych osób z przedziwnym pytaniem: czy jak nie będzie kijów baseballowych, to pan, pani będzie się czuła naprawdę bezpieczniej? Oczywiście rozmówcy szybko przechodzili do innych powodów zagrożeń i raz jeszcze wynikało, że pomysł Orszagha jest i niewczesny i na nic nieprzydatny. Wreszcie zaś usłyszałam coś, co na chwilę odjęło mi mowę, mianowicie pytanie: a czy właśnie owa walka wasza z kijami nie sprawia, że zwraca się na nie uwagę przestępców, że w ten sposób stają się atrakcyjne? Proste wyjaśnienie, że taki zakaz po pierwsze zredukuje ofertę, po drugie pozwoli konfiskować narzędzie jako uznane za niebezpieczne, zdawała się wzbudzać niesmak dziennikarki. Sięgnęła wówczas do argumentu rozczulającego: ależ proszę pana, przecież dzieci na podwórku mogą takich kijów chcieć po prostu używać dla zabawy. I co, mamy im w tym przeszkadzać?

Wyłączyłam radio, zaskoczona rzadko spotykaną jawnością intencji prowadzącej wywiad młodej osoby. Nie było wątpliwości, że chce ona za wszelką cenę wykazać, iż jej rozmówca nie ma racji i mieć jej nie może. (W naszej TVP chyba tylko redaktor Adam Pawłowicz tak czytelny jest w swoich intencjach.) To już jest chyba domena tzw. dziennikarstwa zaangażowanego, graniczącego dość blisko i ciasno z propagandą. W wypadku owej małej, ale jakże potrzebnej i jakże oczywistej akcji Stowarzyszenia kierowanego przez Orszagha, natrafienie na takich dziennikarzy jak owa dziewczyna z Inforadio zaowocować może po prostu jeszcze większym poczuciem bezsilności. I tak nie wierzę, by wśród polityków projekty takie znalazły wiele zrozumienia: za przyziemne, za konkretne, za mało "zaczepione" o ideologię. Ale taki styl uprawiania dziennikarstwa może nęcić. Nie być tym, kto tylko wydobywa i pogłębia problem, kto umie go prezentować, czynić czytelnym, pobudzać do myślenia. Być reprezentantem racji. Zdominować rozmówcę. Jak trzeba, to mu przerwać. Zakończyć koniecznie własną kropką nad i. Już nie wspominam o takich chwytach jak pozorne cytowanie i przekręcana teza, którą trzeba zaatakować, albo odmowa sprostowania. Są już i dzisiaj tytuły medialne, w których nie ma dyskusji, nie ma innych niż swojskie punktów widzenia, nie ma wachlarza opinii. I nie ma także zażenowania, że taka dziennikarska szkoła niebezpiecznie przypomina już czasem wzory sprzed lat...



Copyright © by Tygodnik Powszechny

 
Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: felieton wywiad propaganda dziennikarz Stowarzyszenia do Walki ze Zbrodnią kij baseballowy