Strach diabła

Mistyczny kryminał - rozdział III

Strach diabła

Hermann Multhaupt

Strach diabła

Mistyczny kryminał

ISBN: 978-83-60703-16-8

wyd.: Wydawnictwo SALWATOR 2007



Prezentujemy pięć pierwszych, z dwudziestu sześciu, rozdziałów książki:

Rozdział I

Rozdział II

Rozdział III

Rozdział IV

Rozdział V


III

Antonio Florentinho nie wiedział, ile czasu minęło. Wydawało mu się, że zaledwie parę minut, ale gdy spojrzał w kierunku okna, zauważył, że już zapadał zmierzch. Wieczór z nieznacznie ustępującą duchotą zapowiedział się biciem dzwonów kościoła z Bairro Alto. Była siódma. Najwyraźniej zasnął. Florentinho podniósł się z ociąganiem i zerknął na łóżko senhory. Oddychała spokojnie i głęboko.

Coś zbudziło go parę sekund przed biciem zegara na wieży. Nie przypominał sobie, żeby spał, a wydawało mu się, że został zbudzony przez lekkie szturchnięcie lub dotknięcie w ramię. Florentinho przestraszył się nie na żarty, gdy zobaczył diablicę siedzącą na taborecie przed lustrem toaletki. Kobieta śmiała się bezgłośnie.

- No, jak leci? Czy poczynił pan już postępy w swoich podbojach?

- Co to znaczy "podboje"? - oburzył się Florentinho.

- Pani go zabiła - pani, pani! Powinna się pani wstydzić, tak, wstydzić!

- Niech pan skończy z tą dziecinadą - poważnie powiedziała diablica. - Poza tym niech pan mi mówi Hilda.

To proste i łatwe do zapamiętania imię. Utorowałam panu drogę, aby mógł pan poznać, a może i pokochać tę kobietę. Zamiast zasypywać mnie oskarżeniami, powinien mi pan być wdzięczny.

- Wdzięczny? Pozbyć kogoś życia dla kaprysu, by spełnić moje życzenie?

- Kaprysu? Zanim na rozkaz Boga z wieloma takimi jak ja zostałam strącona z nieba, nauczyłam się, że miłość to coś poważniejszego. Jak pan widzi, przeżyłam.

- Nie wiem, czy pokocham tę kobietę. Nie wiem także, czy ona mnie pokocha. W końcu straciła kogoś, na kim jej zależało.

Diablica uśmiechnęła się.

- Tym bardziej będzie potrzebowała pocieszenia. Jest samotna. Jej rodzice mieszkają na wsi, gdzieś w Alantejo. Nigdy tam nie wróci.

Chłód bijący od rozmówczyni przeraził Florentinho.

Hilda poszperała w torebce i wyciągnęła paczkę papierosów. Mała prostokątna zapalniczka oświetliła na chwilę jej piękną twarz z uderzająco czerwonymi ustami.

- Czy pani zwariowała? Będzie czuć zapach dymu! Czy pani o niczym nie myśli?

- Myślę bez przerwy o panu i o tych trzech duszach, które mi pan podsunie. Mogłaby być jedną z nich... - Hilda zwróciła głowę w kierunku łóżka.

- Nigdy! - zawołał Florentinho. - Prędzej...

- Prędzej co?

- Cicho, budzi się!

Senhora podparła się na łokciach odchylona do tyłu, tak że jej głowa wystawała ponad brzeg łóżka.

- Ach, pan tu jeszcze jest - uśmiechnęła się. - Proszę, niech pan rozsunie zasłony. Czuję się teraz o wiele lepiej.

- Zanim opuści pani łóżko, powinien panią obejrzeć lekarz - powiedział zatroskany Florentinho i zerknął ukradkiem w stronę toaletki; diablicy już tam nie było.

- Zapomniał o swojej pacjentce. Myślę, że już go nie potrzebuję.

- Pod żadnym pozorem nie wolno pani wstawać! Obiecałem policji i doktorowi, że się o panią zatroszczę. Dotrzymuję słowa.

Senhora uśmiechnęła się z wysiłkiem. Nawet z bladą twarzą i swoim smutkiem była piękna. W tym samym momencie rozległ się dzwonek domofonu, a gdy Florentinho podniósł słuchawkę, zgłosił się lekarz. Przepraszał kilkakrotnie, że nie zajrzał wcześniej, tak jak obiecał, ale miał dyżur i "roboty do diabła".

- Diabła, no tak - wymamrotał Florentinho, ale pozostali tego nie usłyszeli.

Podczas gdy lekarz badał pacjentkę, mierzył jej puls i ciśnienie, Florentinho czekał w małym pokoju, którego dwa wysokie okna ukazywały obserwatorowi fragment Praça Luis de Camôes. Poeta narodowy żył tutaj raczej w klombach i krzewach, w pachnących barwach wiosny niż w wersach i bohaterskich pieśniach minionych stuleci.

Kulisy wypadku się nie wyjaśniły. Senhora - przedstawiła się jako Marianna Alcoforada - musiała jeszcze raz zgłosić się na posterunek policji, aby podpisać protokół. Przed skierowaniem sprawy na drogę urzędową przyczyn wypadku nie udało się ustalić. Kierowca ciężarówki podczas przesłuchania powiedział, że pieszy bez ostrzeżenia wtargnął na jezdnię. Możliwe, że potknął się i dlatego niechcący wpadł na ulicę. On, kierowca, nie mógł już uniknąć zderzenia. Według prawa, kierowca nie zawinił i wkrótce został zwolniony.

Prokuratura zleciła zbadanie chodnika w miejscu wypadku, ale nie zauważono tam nic podejrzanego, jak na przykład dziury w bruku czy zbyt wysokiego krawężnika. Ponieważ od dawna nie padało, wykluczono również śliską nawierzchnię jako przyczynę upadku. Świadków w dalszym ciągu nie było; wydawało się nieprawdopodobne, aby ktoś z przechodniów lub sama senhora Alcoforada wypchnęła poszkodowanego na jezdnię. Tym samym wykluczono też udział osób trzecich i dochodzenie zamknięto.

opr. aw/aw

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama