Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao

Tomasz Sikora

NIHILISMUS SIVE THEOLOGIA PURPURA

 

UWAGI O NARODOWO-SOCJALISTYCZNEJ TEOLOGII KRWI

 

"Nie wierzymy już w Ducha Świętego. Wierzymy w świętą niemiecką Krew." Słowa te stanowią zakończenie 4 artykułu Germańskiego Wyznania Wiary, opublikowanego w 1934 roku na łamach "Kieler Hochschulblätter"1. Zarówno ta wypowiedź, jak i szereg jej podobnych, skłaniały i skłaniają do ponawianego raz po raz zapytywania o religijny charakter dyskursu kryjącego się u podstaw ideologii narodowego socjalizmu.2 Często bowiem zdarza się, że czytając nazistowskie dokumenty ideologiczne mamy, jak w powyższym przypadku, do czynienia z wyznaniem wiary, które jest również wiary odmową. Świętość niesioną przez Tego, który "tchnie kędy chce", wypiera świętość uwięziona w arteriach Volku. Ten symboliczny fakt nie jest dziełem przypadku, lecz ostateczną konsekwencją pewnego spójnego - w kryteriach własnej, regionalnej logiki - mitycznego sposobu rozumienia dziejów. Jego wytworem jest coś, co przybiera postać paragnostycznej teologii, której mistagogami mianowali siebie ideologowie narodowo-socjalistycznego kultu. Semantycznym centrum tej doktryny, równie wszechobecnym co nieuchwytnym, jest pojęcie krwi z jego różnymi odniesieniami symbolicznymi. Trudno przecenić właściwą mu donośność i potężną sterowniczą moc, którą wykazało się to pojęcie w procesie powstawania nazistowskiego światopoglądu i odpowiadających mu postaw.

Mitologem krwi stanowi z całą pewnością jeden z najbardziej archaicznych nośników hierofanii. Przypisywane krwi znaczenia medium kreacji i odkupienia, eliksiru poznania i zbawienia, odnaleźć można zarówno w religijnej myśli społeczności tradycyjnych, jak również w sakralnych doktrynach, które zrodziły się w Palestynie, Tybecie czy Mezoameryce. Faszyzm niemiecki podejmował kwestię krwi w ramach sporu, jaki toczył z tą częścią kulturowego dziedzictwa humanizmu europejskiego, której główną siłę stanowił mityczny rdzeń aspirującego do uniwersalizmu przesłania judeo-chrześcijańskiego, wyrażonego grecko-rzymskimi kategoriami myślenia. Pierwszy etap budowy agresywnego mitu nowogermańskiego zdominowała zatem konieczność ustosunkowania się do mitycznej spuścizny europejskiej - akt separacji jako wyrazu rzekomo lepszego, głębszego rozumienia tejże spuścizny. Oto jak kwestię tę ujmował apologeta i komentator myśli Rosenberga Alfred Baeumler: "Mit krwi nie jest jakąś kolejną mitologią obok innych, nie ustanawia nowej religii pośród starych, lecz treścią jego jest tajemna prapodstawa wszelkiego mitologicznego obrazowania. Wszystkie mitologie wywodzą się z pewnej zasady formującej. Jej poznanie nie jest powtórzeniem mitologii, lecz samym mitem pojętym jako trwożliwy ogląd życia."3 Wraz z pojawieniem się faszystowskiego mitu krwi nastąpił - według Baeumlera - jakościowy skok, który pozwala krzewicielom tego mitu na osądzanie ex cathedra dotychczasowych przejawów mito-poetyckiego ducha. W tym znaczeniu mit krwi, rzekomo stanowiący pełnię wszelkiej mityczności - jej zasadę formującą - umożliwia mitologię fundamentalną, którą następnie utożsamia się z fundamentalną ontologią dziejów. Źródłem, z którego owa mathesis universalis mitu czerpie swoje uprawomocnienie, jest przepełniona tremendum witalistyczna intuicja, zaś jej bezpośrednim wyrazem jest znów sam mit. Akt wywyższenia, zwycięstwa mitu krwi nosi również znamiona przełomowego wydarzenia eschatologicznego, objawienia danego u kresu eonu i będącego tegoż kresu przeznaczeniem:

Mit krwi jest mitem XX wieku nie tylko dlatego, że określił obecne i nadchodzące stulecia. Jest on mitem naszych czasów, gdyż dla nich zastrzeżone było jego poznanie. Jako mit poznany jest on czymś nowym, a jego odkrycie stanowi wydarzenie o rewolucyjnym charakterze. Ze względu zaś na treść jest on prastary, tak stary, jak stare są dzieje ludów. Do tej pory nikt o nim nie wiedział, choć wszyscy nim żyli. Odkrycie jego ukrytej rzeczywistości jest punktem zwrotnym czasów.4

Narodowo-socjalistyczna rewaloryzacja krwi okazała się w intencjach jej koryfeuszy odkryciem epistemologicznego absolutu, który jego odkrywcom umożliwił radykalne odniesienie się do większej części poprzedzającej ich europejskiej tradycji duchowej jako do tworu "świadomości fałszywej", zniewolonej przez panowanie obcego żywiołu chrześcijańskiego. Wydaje się, że pod tym względem dzieła Rosenberga i Darrego mogłyby z powodzeniem zająć miejsce obok Kapitału, Wiedzy radosnej czy Totemu i tabu, zaś ich autorów uznać można za kolejnych - obok Marksa, Nietzschego i Freuda - przedstawicieli hermeneutyki podejrzeń, łacno przeradzającej się w teologiczno-gnostyczne spekulacje historiozoficzne. Podobnie jak w przypadku trzech wielkich "mistrzów podejrzeń", także i tutaj w oparciu o wykładnię demaskującą przeszłość pojawia się przeświadczenie o własnej mocy uzdrawiającej, poczucie misji wobec teraźniejszości oraz związana z nim retoryka. Cechy tej "diagnozującej" umysłowości doskonale oddaje reprezentatywna dla tego typu tekstów rozprawa kierownika nazistowskiego Urzędu Ochrony Krwi i Kultury Rasowej, dr. med. Wilhelma Kinkelina. Schorzenie judeo-chrześcijańskie, które ciemięży życie, polega jego zdaniem na tym, że chrześcijaństwo usunęło boga z ludzkich serc i zamknęło go w Księdze. Następstwem tego tragicznego wydarzenia było odbóstwienie i profanacja boskiego świata, którym odtąd rządzić zaczęły diabeł i grzech, czemu towarzyszył fakt, że pojęcie zbawienia rozumieć zaczęto jako wybawienie ze świata doczesnego na rzecz jakiegoś innego - urojonego.

Nic dziwnego zatem - pisze Kinkelin - że ta wroga życiu nauka - nie można jej nawet nazwać światopoglądem, bo nie pochodzi z oglądu boskiego świata - nie uznaje istniejącego pomiędzy ludźmi i opartego na prawie boskim porządku krwi. Ba, nie tylko nie uznaje, ale zwalcza go jako szatańskie obłąkanie. Bluźnierczo zaprzecza temu boskiemu objawieniu. Wiara w boski ład krwi jest dla tej wrogiej życiu nauki zasadniczym złem, pierwszym i najważniejszym z grzechów śmiertelnych, dziedzicznym arcygrzechem: gdzie bowiem panuje wiara w boski ład krwi, tam nauka o duchu nie ma racji bytu. Wiara w krew i nauka o duchu stoją naprzeciw siebie niczym ogień i woda, wrogie sobie i nie do pogodzenia. Zwycięstwo wiary w krew oznacza zmierzch nauki o duchu i odwrotnie.5

Po wstępnej charakterystyce chrześcijaństwa jako choroby dziejów i przedstawieniu zarysowanej tu dychotomii ducha i krwi autor przechodzi do opisania konkretnego przypadku infekcji toczącej substancję niemieckiego Volku, germańsko-gnostyckiego syndromu zapomnienia:

Także pośród naszego ludu nauka ta, wspomagana przez wielką potężną organizację, przez tysiąclecia walczyła z myślą o krwi. Jej zwycięstwo było tak wielkie, że zapomnieliśmy o więzi krwi łączącej nas z dawnymi pokoleniami i przestaliśmy uważać lud za związek krwi. To jednak nie wszystko, znalazły się bowiem miliony rodaków, którzy na serio wierzyli, że żydowscy patriarchowie są protoplastami naszych rodów, że nie tylko przez krew, lecz przede wszystkim duchowo jesteśmy spuścizną i potomkami Żydów. Uznawszy wrogi nam związek krwi za "lud wybrany", zaczęliśmy sami ciskać na siebie obelgi i gardzić naszymi rzeczywistymi przodkami, po których wraz z ich krwią odziedziczyliśmy całą ich spuściznę i obyczaje. Pogardzie dla przodków i ustanowieniu idei ludu żydowskiego jako "ludu wybranego", "duchowego zboru", odpowiadał upadek naszego ludu, upadek prastarej czci okazywanej przodkom. Zaś cześć przodków i pobratymstwo krwi wykluczają myśl o "judzkim ludzie wybranym" i "duchowym zborze dzieci bożych" w takiej samej mierze, w jakiej czyni to wspomniana wiara w krew w stosunku do nauki o duchu.6

Tracąc prawdziwą wiarę w przodków, lud traci swoją przeszłość i gubi własną tożsamość.

Ukazana przez Kinkelina sytuacja skrajnego znicestwienia, zatraty tożsamości volkistowskiej i zdominowania przez metafizycznie wrogi element żydowski, nie jest jednak - jego zdaniem - beznadziejna. Ocalenie kryje się w postaci Wodza, który, niosąc w sobie wiedzę o prastarym dziedzictwie krwi i nowym "dziecięctwie Bożym", może obudzić lud ze snu zapomnienia. Wyraźnie ujawnia się tu ideowe podobieństwo do wiecznotrwałych gnostycznych koncepcji posłańca światłości. Akt przebudzenia jest równoznaczny z zapoczątkowaniem metahistorycznego procesu teutońskiej antytezy opus alchemicum - dzieła rozdzielenia i oczyszczenia krwi:

Zgodnie z tą wiarą, którą nazwano pogańską, poprzez naszych pochodzących od boga przodków, uczestniczymy w tym, co boskie. Nasze "dziecięctwo boże" jest zatem uwarunkowane przez krew. W nim krew poddana zostanie destylacji usuwającej ducha, dla którego była ona zaledwie osadem. Gdy uda nam się rozpoznać w najdalszym przodku krwi nośnika boskiej iskry, której działanie dociera aż do nas, wówczas poznamy istotną treść wiary w boski porządek krwi. Nauka o duchu i pogarda dla krwi, przybyłe z odległego kraju i głoszone początkowo w obcych językach, tak silnie oddziałały na nasz lud, że zginąłby on niechybnie wykrwawiwszy się przez ducha. Jednakże nadszedł Wódz i zbawiciel ludu - Adolf Hitler. W nim żywą jeszcze - ponownie żywą - była wiedza o odwiecznej wartości krwi. Od momentu, gdy zaczął swą działalność, w pełni rozgorzał bój o wiarę w krew (...) Nowa wiara wznosi się niczym latarnia przynosząca światło całemu światu.7

W osobie Wodza ideologia krwi odkrywa początek i zwieńczenie ukrytych dziejów swego żywiołu. W nim skupiają się wszystkie sensy i cała wielowątkowość semantyki krwi. Czytając stosowne teksty z tego okresu, można odnieść wrażenie, że nośność semantyczna zawartej w nich figury Wodza jest religijnie interpretowanym, paraestetycznym efektem ciągów konotacji i denotacji pojęcia krwi. Wymuszony przez nie pozorny ruch myśli i rzeczywisty ruch emocji dostarczał energii kukle politycznego mesjasza i zaspokajał potrzeby tych wszystkich, którzy, jak anonimowy autor jednego z kazań religii niemieckiej, wołali w uniesieniu przepełnionego kiczem patosu:

Poszukujemy proroków, którzy byliby dla nas wzorami świętego przeżywania wiary i walki. I oto najbardziej niemiecki spośród Niemców, nasz Wódz, Adolf Hitler stoi pośród nas. Swojej zwycięskiej korony nie wyłudził podstępem, lecz musiał ją sobie wywalczyć. Poprowadził nas razem ku wspólnocie śmierci ponad wszystkim tym, co ludzkie - także kościołami - i arcyludzkie, ponieważ przeżył boga jako stwórcę niemieckiej krwi i ziemi. Wielu spośród tych, którzy mówią o krzyżu, nie uczyniło lżejszym krzyża niesionego przez Adolfa Hitlera. Towarzysze! Kto nie wierzy w Adolfa Hitlera, nie może wierzyć w boga (...) Przyjmijmy na siebie zaszczyt niosących sztandar niemieckiego honoru. Chcemy być rycerzami krzyżowymi, którzy poniosą sztandar ze swastyką.8

Wyczekiwany prorok jasno wykłada sprawę. Wypowiadając historyczne wyznanie wiary, stawia dzieje pod osąd własnego albo-albo. Jest to naturalna konsekwencja dualistycznej historiozofii, która przynosi postulat radykalnego rozdzielenia przeciwieństw i triumf zasady czystości krwi: "Rozstrzygającą sprawą dla naszego ludu jest to, czy będzie miał żydowską wiarę chrześcijańską wraz z jej mdłą, opartą na litości moralnością, czy też silną bohaterską wiarę w boga w naturze, w boga we własnym ludzie, w boga we własnym losie, we własnej krwi."9 Krew, w rozumieniu Hitlera, jest substancjalną podstawą porządku kosmicznego (natura), społecznego (lud) i metafizycznego (los). Jest również, jak rozumiał to Darre, "jedyną rzeczywistą mocą ludu"10. Ten ostatni, dopowiadając niejako treść przemyśleń Hitlera i Rosenberga, uznaje krew za swoistą przestrzeń reprezentacji absolutnej zasady, którą jest dusza aryjska: "Gdy wygasa krew człowieka aryjskiego, kończy się w świecie możliwość działania duszy aryjskiej."11 Stąd też, zdaniem Hitlera, oczyszczenie - rozdzielenie - krwi jest jedynym środkiem, który może uratować Volk przed niebezpieczeństwem wynikającym z faktu, że "zmieszanie krwi i wynikły z niego regres rasy stanowi zasadniczą przyczynę obumierania starych kultur. Ludzie nie giną bowiem skutkiem przegranej wojny, lecz w konsekwencji utraty tej odporności, która właściwa jest czystej krwi."12 Oczyszczenie to może się dokonać między innymi przez reinterpretację sakralnego porządku symbolicznego.

W rozmowie z Rauschningiem Hitler występuje jednoznacznie w roli reformatora religijnego, który pragnie poprowadzić swój lud ku mitycznemu początkowi germańskiego kultu chtonicznego:

Oto co uczynił Kościół katolicki, zaszczepiając poganom swoją wiarę: zachował to, co było do zachowania, i nadał temu inne znaczenie. Tą drogą pójdziemy z powrotem. Odtąd treścią Wielkanocy nie będzie zmartwychwstanie [Jezusa], lecz wieczysta odnowa naszego ludu (Volk). Boże Narodzenie będzie narodzeniem naszego zbawcy (Heiland): ducha bohaterstwa i wolności naszego ludu. Zamiast czcić krew dotychczasowego zbawiciela (Erlöser), ludzie celebrować będą czystą krew naszego ludu. Owoce niemieckiej roli przyjmą jako święty dar. Jedząc go, uznają w nim symbol wiecznej wspólnoty ludu. Będą go spożywać tak, jak do tej pory spożywali ciało swego boga.13

Hitler-teolog uderza w samo centrum chrześcijańskiego kerygmatu. Niemiecki Volk zastąpić ma mistyczne Ciało Chrystusa. Topos Eucharystii staje się toposem misterium nacji. Transcendencja łaski zamienia się w immanencję zmistyfikowanego, socjobiologicznego determinizmu etnosu, gdyż, jak czytamy u Leya: "Prawa natury stoją wyżej niż kapłaństwo. Prawa naturalne - prawo krwi, rasy, energii, męstwa, waleczności, macierzyństwa - są niezmienne i wieczne."14 Determinizm ten Göring rozumie jako odkrycie prawdziwej wolności, gdyż owa "wolność pochodzi z krwi i tylko czystość rasy zapewnia jej wieczne istnienie"15.

Najdoskonalszym urzeczywistnieniem germańskiej wolności jest oczywiście postępowanie zgodne z katechizmem narodowego socjalizmu, którego "etyczne" zalecenia stanowią praktyczną realizację zasady "destylacji krwi". Co zrozumiałe w tym kontekście, zalecenia te dotyczą głównie etyki seksualnej, którą pojmuje się jako służbę na rzecz doświadczanej w naturze panteistycznej boskości:

Służba ta zobowiązuje go [człowieka nordyckiego] do płodzenia zgodnego z porządkiem odczuwanym we krwi. Czuje on bowiem, że płeć jest bezpośrednio związana z boskością. Ochrona szlachetnej krwi staje się w ten sposób najbardziej bezpośrednim wyrazem nordyckiej pobożności. Z tego podstawowego przeżycia wyrasta uwielbienie kobiety, matki, strażniczki rasowej przyszłości i tym samym nosicielki boskiego pierwiastka (...) Szlachetna hodowla pokoleń jest najwartościowszą służbą boskiemu (...) Wynika z niej również zobowiązanie oczyszczenia rodu z jednostek słabych i zniekształconych. Zaiste, troska o brak obciążenia dziedzicznego stanowi najdoskonalszy czynny wyraz pobożnego usposobienia.16

Wypowiedzi takie, których pełno w ówczesnej literaturze propagandowej, przywodzą na myśl skojarzenia z seksuologiczną demonologią manichejską czy kabalistyczną. Perwersji wyobraźni towarzyszy podniosły ton i przekonanie, że opisuje się realne siły i działania. W ostatecznym rachunku historiozofia zamienia się w paranoiczną seksuologię, a dzieje toną w otchłani nasienia zanieczyszczonego wrogim elementem semickim. Ten klimat intelektualny wyraziście oddają słowa Streichera: "Nasienie mężczyzny innej rasy zawiera obce rasowo białko. W czasie spółkowania kobieca gleba wchłania je całkowicie lub częściowo, tak że przedostaje się ono do krwi. Wystarczy jeden stosunek Żyda z kobietą aryjską, by jej krew została na zawsze zatruta. Wraz z obcym rasowo białkiem przyjęła ona w siebie obcą duszę. Gdyby nawet poślubiła aryjskiego mężczyznę, nigdy już nie będzie mogła zrodzić czystych aryjskich dzieci, a jedynie bękarty, w których piersi mieszkają dwie dusze."17

W przytoczonych tekstach potwierdza się rola pojęcia krwi jako centralnej kategorii teologii witalizmu ras. Nihilizm niemiecki poprzez fuzję z ekspresjonistyczną metamorfozą romantyzmu zaowocował próbą restytucji mitu agrarnego. W swej destrukcyjnej funkcji pojęcie krwi było środkiem służącym radykalnemu zakwestionowaniu duchowego dziedzictwa inspirowanej chrześcijaństwem tradycji europejskiej. Oceniana z pozycji tego dziedzictwa zasada krwi ukazuje swoje nihilizujące oblicze o tyle, że odsłania głębokie warstwy żywego europejskiego barbarzyństwa. W konfrontacji z narodowym socjalizmem humanizm europejski spotyka własną nieobecność, doznaje wprost realnej możliwości swojego niebycia. Z doznania tego nie wychodzi zwycięski, lecz niemy. Zasada krwi stała się punktem krystalizacji sakralnej doktryny barbarzyństwa, jego zalążkowym demonicznym logosem, który starej Europie dał wgląd w inną możliwość bycia, w inną dziejowość, w inny projekt nieśmiertelności: "Każdorazowo w jednostce ścierają się przeszłość i przyszłość pokoleń. W krążącym w niej strumieniu krwi żywe są przeszłe i nadchodzące tysiąclecia. Człowiek tylko wtedy jest nieśmiertelny, gdy jest wyrazem tego nie dającego się ujarzmić strumienia krwi (...) Ostateczne metafizyczne powołanie człowieka zawiera się w jego więzi ze wspólnotą, w powinności odczuwanej wobec własnej krwi (...) Dlatego wszelka przyszła filozofia, jeśli takowa w ogóle się ostanie, musi konsekwentnie być filozofią krwi."18

Tak pojmowana filozofia krwi okazała się w swej realizacji historycznej skutecznym ćwiczeniem głuchoty na pytanie: "Cóżeś uczynił?" (Rdz 4,10).

 

TOMASZ SIKORA, absolwent religioznawstwa UJ, publikował w "Znaku", "Studia Religiologica" i "Arce". Mieszka w Krakowie.

 

Przypisy:

1. Cyt. za: L. Halban, Religia w Trzeciej Rzeszy, Lwów 1936, s. 171.

2. Warto przypomnieć pionierską pracę znakomitego historyka prawa kościelnego: L. Halban, Mistyczne podstawy narodowego socjalizmu, Lublin 1948. Z późniejszych badań zwracają uwagę: G.L. Mosse, The Mystical Origin of National Socialism, w: "Journal of the History of Ideas", vol. XXIII, 1961; tegoż, Kryzys ideologii niemieckiej, Warszawa 1972; N. Goodrick-Clarke, Les racines occultistes de nazisme, Puiseaux 1989; K. Vondung, Magie und Manipulation. Ideologischer Kult und politische Religion des Nationalsozialismus, Göttingen 1977.

3. Cyt. za: M. Frank, Gott im Exil. Vorlesungen über die Neue Mythologie, Frankfurt a. M. 1988, s. 126.

4. Op. cit., s. 126-127.

5. Cyt. za: L. Poliakov, J. Wulf, Das Dritte Reich und seine Denker. Dokumente, Berlin 1959, s. 180.

6. Tamże, s. 181.

7. Tamże, s. 182.

8. Tamże, s. 254.

9. H. Rauschning, Gespräche mit Hitler, Zürich 1940, s. 50.

10. L. Poliakov, J. Wulf, op.cit., s. 22.

11. Tamże, s. 23.

12. A. Hitler, Mein Kampf, München 1934, s. 318; cyt. za: L. Poliakov, J. Wulf, op.cit., s. 6.

13. H. Rauschning, op.cit., s. 51.

14. L. Poliakov, J. Wulf, op.cit., s. 18.

15. Tamże, s. 7.

16. H. Garbe, cyt. za: L. Poliakov, J. Wulf, op.cit., s. 245.

17. Cyt. za: H. Glaser, Das Dritte Reich. Anspruch und Wirklichkeit, Freiburg 1963, s. 34.

18. E. Emmerich, cyt. za: L. Poliakov, J. Wulf, op.cit., s. 287.



 


Podziel się tym materiałem z innymi:


 
Realizacja: 3W
Realizacja: 3W